JÓZEF ŚWIATŁO: Co naprawdę ukrywał najbardziej niebezpieczny człowiek bezpieki PRL?

JÓZEF ŚWIATŁO: Co naprawdę ukrywał najbardziej niebezpieczny człowiek bezpieki PRL?

Józef Światło zniknął z berlińskiej ulicy 5 grudnia 1953 roku. Przez kilkadziesiąt lat polskie encyklopedie podawały, że zmarł w 1975 roku. W 2010 roku Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że zmarł w Stanach Zjednoczonych 2 września 1994 roku. Różnica wynosi 19 lat.

Thumbnail

Amerykanie pilnowali jego nazwiska i daty śmierci jeszcze pół wieku po tym, jak zbiegł. Urodził się 1 stycznia 1915 roku we wsi Medyń pod Zbarażem na Podolu jako Izaak Fajchwarp w żydowskiej rodzinie o skromnych dochodach. W latach 20. rodzina przeniosła się do Krakowa.

Należał najpierw do organizacji syjonistycznej Gordonia, potem przeszedł do komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Za udział w strajku w krakowskiej Hucie Wawel trafił w 1934 roku do więzienia św. Michała i siedział tam blisko 7 miesięcy. Drugi raz aresztowano go w 1936 roku.

Sam przed wojną poznał celę od środka. We wrześniu 1939 roku został wcielony do 6. Dywizji Piechoty, dostał się do niewoli, uciekł, a 20 września wpadł w ręce Armii Czerwonej. W 1940 roku nielegalnie przekroczył granicę i trafił do obozu pracy w rejonie Gorkiego.

Po amnestii z 1941 roku ruszył do Kazachstanu. W 1943 roku ożenił się z Justyną Światło i przyjął jej nazwisko. Izaak stał się Józefem. Wstąpił do formowanej w Sielcach dywizji imienia Tadeusza Kościuszki, był oficerem politycznym.

Jego zadaniem było pilnowanie ludzi i rozpracowywanie tych, którzy przyszli z Armii Krajowej. 3 stycznia 1945 roku został formalnie funkcjonariuszem aparatu bezpieczeństwa. Kariera szła błyskawicznie: zastępca szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, potem w Olsztynie i Krakowie. Od października 1948 roku trafił do centrali w Warszawie.

Od 1951 roku był wicedyrektorem Departamentu 10 Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. To była bezpieka wewnątrz bezpieki, jednostka inwigilująca własnych członków partii, ministrów, generałów, sekretarzy komitetów. Raporty szły do Bolesława Bieruta. IPN prowadził śledztwo dotyczące udziału Światły w 100–150 aresztowaniach żołnierzy Armii Krajowej w latach 40.

Wielu zatrzymanych wywieziono w głąb Związku Radzieckiego, część nigdy nie wróciła. W środowisku nazywano go Rzeźnikiem. W sierpniu 1949 roku Światło prowadził operację zatrzymania Amerykanina Hermana Fielda, który przyjechał do Polski szukać zaginionego brata. Field zniknął na 5,5 roku, przetrzymywano go w tajnym więzieniu w piwnicy willi w Miedzeszynie.

Nie było zarzutów, procesu ani wyroku. Departament 10 dysponował siecią obiektów, o których nie wiedziała większość funkcjonariuszy ministerstwa. Więźniami byli ludzie, których formalnie nie aresztowano. Zatrzymano generała Mariana Spychalskiego, Władysława Gomułkę, marszałka Michała Roli-Żymierskiego.

W nocy z 25 na 26 września 1953 roku wywieziono prymasa Stefana Wyszyńskiego. Światło był oficerem, który planował, koordynował i wyznaczał ludzi. Miał dostęp do materiałów, do których nie miał dostępu praktycznie nikt poza kilkoma osobami w państwie. Później miał powiedzieć: „Teczkę ma każdy, łącznie z Bolesławem Bierutem”.

5 marca 1953 roku umarł Stalin. 26 czerwca aresztowano Lawrientija Berię, a 23 grudnia go rozstrzelano. Światło uciekł między aresztowaniem Berii a jego egzekucją, w oknie, kiedy w całym bloku zaczęto liczyć, kto był czyim człowiekiem. Krążyły pogłoski, że miał bezpośrednią linię telefoniczną do Moskwy, do ludzi Berii.

3 grudnia 1953 roku z Warszawy wyjechała delegacja Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego: pułkownik Anatol Feigin i podpułkownik Józef Światło. Celem były rozmowy z kierownictwem wschodnioniemieckiej bezpieki. Dzień przed wyjazdem Światło powiedział żonie w szpitalu, że jedzie do Pragi. W sobotę 5 grudnia po południu obaj Polacy wychodzą z hotelu Nueva we wschodnim Berlinie na zakupy.

Wsiadają w metro i wysiadają po zachodniej stronie miasta, w sektorze francuskim. Według raportu Feigina to była pomyłka, wjechali za daleko. Feigin wchodzi do kiosku z papierosami. Światło zostaje na chodniku.

Gdy Feigin wychodzi, zastępcy nie ma. Czeka około dwóch godzin i wraca do hotelu sam. Następnego dnia Feigin melduje sprawę ambasadorowi. Depesza o zniknięciu trafia do Warszawy.

Sprawdzano szpitale, kostnice, komisariaty. 16 grudnia Erich Mielke przekazał informację, że mężczyzna zgłosił się do zachodnioberlińskiej policji i poprosił o podwiezienie do Amerykanów. Przez następne 10 miesięcy polskie ministerstwo nie wiedziało nic więcej o losie własnego wicedyrektora. Historycy rozważają cztery wersje ucieczki.

Pierwsza: Światło był wieloletnim agentem amerykańskiego wywiadu. Kontrargument: w dokumentach ministerstwa nie znaleziono śladów współpracy, a Amerykanie trzymali go potem 10 miesięcy w izolacji, sprawdzając, czy nie jest prowokacją. Własnego agenta tak się nie traktuje. Druga: operacja sowiecka, która miała rozbić stalinowską ekipę w Polsce.

Dowodów brak, a skutki uboczne dla Sowietów były dotkliwe. Trzecia: ucieczka przygotowana przez samego Światłę. Miał motyw, dostęp do dokumentów i sprzętu, ale wjazd na zachodnią stronę był według raportu pomyłką. Czwarta: decyzja zapadła na miejscu.

Człowiek, który od czerwca żył ze świadomością, że po Berii przyjdzie kolej na ludzi Berii, stanął nagle na zachodniej ulicy i policzył, ile takich okazji dostanie jeszcze w życiu. W Warszawie powołano komisję pod kierownictwem pułkownik Julii Brystygierowej, zwanej Krwawą Luną. Zmieniono nazwy jednostek, które Światło mógł znać, zamknięto lokale konspiracyjne. Rozpuszczono pogłoski, że zbieg zabrał na Zachód listę współpracowników, żeby sprawdzić, kto spanikuje.

Rodzina zapłaciła za ucieczkę. Żona Justyna i siostra Leokadia musiały zmienić nazwisko na Stankiewicz, wysiedlono je z Warszawy i wyrzucono z partii. Kolejna siostra została wysiedlona z Pińczowa, inna straciła stanowisko w redakcji. Rachela Dornfest dostała nakaz wysiedlenia w ostatnim miesiącu ciąży.

Przed Bożym Narodzeniem 1953 roku Światło był już w Waszyngtonie. Przesłuchania wywiadowcze trwały dzień po dniu. Efektem było około 50 obszernych raportów o strukturze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, obsadzie stanowisk, metodach, sieci agenturalnej i relacjach z sowieckimi doradcami. Decyzję o wyprowadzeniu go na światło dzienne podjął sam dyrektor CIA Allen Dulles.

28 września 1954 roku Światło wystąpił na konferencji prasowej. Korespondent New York Timesa opisał go jako „niskiego, sowiego, w grubych okularach, ale pewnego siebie i rozluźnionego”. 20 października 1954 roku Radio Wolna Europa nadało pierwszy odcinek cyklu „Za kulisami bezpieki i partii”. Odcinków było około 140, każdy po około 9 minut.

Światło opowiadał o metodach śledczych, sfingowanych procesach, roli sowieckich doradców, o rozgrywkach w kierownictwie partii. Oskarżał imiennie. O Bolesławie Bierucie powiedział, że oskarża go o jedną z największych zbrodni, chodziło o los żołnierzy Armii Krajowej. Materiał przerobiono na broszurę, którą Radio Wolna Europa wysyłało do Polski balonami.

W ciągu dwóch miesięcy rozrzucono 232 tysiące egzemplarzy. Jan Nowak-Jeziorański oceniał, że rewelacje Światły ustępowały znaczeniem tylko śmierci Stalina i aresztowaniu Berii, bo przełamały barierę strachu. Funkcjonariusze zaczęli sami zgłaszać przełożonym nadużycia, sfałszowane protokoły, wymuszone zeznania. Agentura zrywała kontakty, ludzie wyprowadzali się.

Zagłuszanie audycji stanowiło najlepszy dowód, że w tych relacjach coś jest. 7 grudnia 1954 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego przestało istnieć. Departament 10 zlikwidowano. 13 grudnia 1954 roku z aresztu wyszedł Władysław Gomułka.

Herman Field został przeniesiony z celi do willi w Otwocku, dostał 50 tysięcy dolarów odszkodowania i wyjechał do Stanów. Pułkownik Anatol Feigin, który stał pod kioskiem, został aresztowany w kwietniu 1956 roku. W 1957 roku zasiadł na ławie oskarżonych. W procesie Romkowskiego, Fejgina i Różańskiego zapadły wyroki po kilkanaście lat.

W 1964 roku wszyscy trzej wyszli na wolność po około ośmiu latach za kratami. Józef Światło nigdy nie odpowiedział przed żadnym sądem. Po 1989 roku historycy porównali jego relacje z otwartymi archiwami. Struktury, nazwiska i mechanizmy się zgadzały.

Nie zmyślał, ale konsekwentnie ustawiał kamerę tak, żeby samego siebie widać było z profilu. W jego relacjach jest dużo o innych i mało o nim samym. Opowiadał o biciu w departamencie śledczym, ale w jego opowieści bił zawsze ktoś inny. Jego własne akta osobowe w archiwach IPN są zaskakująco cienkie, trudno powiedzieć, czy to skutek celowego czyszczenia, czy bałaganu.

Po ucieczce rozważano różne warianty postępowania z uciekinierem, w tym kwestię, czy dałoby się go usunąć. Do niczego nie doszło, bo nie wiedziano, gdzie jest. Amerykanie dali mu nową tożsamość, nowe dokumenty i operację plastyczną twarzy. Człowiek, który w 1943 roku przyjął nazwisko żony, w latach 50.

przyjął trzecie nazwisko w życiu, tym razem od państwa. W polskich opracowaniach przez dziesięciolecia powtarzano wersję o śmierci w 1975 roku. Krążyły też wersje o wypadku samochodowym pod koniec lat 60. , o zawale serca w maju 1985 roku, a także o likwidacji przez ludzi z Warszawy lub Moskwy.

W 2010 roku IPN wysłał urzędowe zapytanie za pośrednictwem prokuratury krajowej do Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych. Odpowiedź brzmiała: zmarł na terytorium Stanów Zjednoczonych 2 września 1994 roku. Bez nazwy miejscowości, bez okoliczności, bez przyczyny zgonu. Światło dożył upadku muru berlińskiego, rozpadu Związku Radzieckiego i otwierania archiwów aparatu, którego był wicedyrektorem.

Przez cały ten czas w polskich książkach był martwy od 19 lat. Przez ostatnie 30 lat życia nie powiedział publicznie ani słowa. Ucieczka jednego oficera zrobiła dla ofiar polskiego stalinizmu więcej niż dekada protestów i not dyplomatycznych. Rozwiązano ministerstwo, wypuszczono Gomułkę, Spychalskiego, Hermana Fielda, ruszyła fala rehabilitacji.

Historycy wskazują, że bez tych audycji polski Październik ’56 wyglądałby inaczej albo przyszedłby później. Najbardziej niewygodny fakt w całej tej historii: piwnica w Miedzeszynie otworzyła się nie dzięki sądowi, dyplomacji czy sumieniu, ale dlatego, że jeden zbieg wymienił nazwisko więźnia w radiu.