Luty 1945. Losy Europy ważą się w Jałcie, a trzy najpotężniejsze osoby świata zasiądą przy jednym stole. Ale coś jest nie tak. Prezydent Roosevelt, kt…

Luty 1945. Losy Europy ważą się w Jałcie, a trzy najpotężniejsze osoby świata zasiądą przy jednym stole. Ale coś jest nie tak. Prezydent Roosevelt, kt...

Kiedy pod koniec stycznia 1945 roku Armia Czerwona dotarła nad Odrę i znalazła się zaledwie sześćdziesiąt pięć kilometrów od Berlina, losy III Rzeszy były już przesądzone. Na zachodzie alianci nieustannie spychali Niemców, a za dwa miesiące mieli rozpocząć inwazję na samą Rzeszę. Wojna zbliżała się do końca, a wraz z nią nadchodził czas ustalenia nowego porządku świata. Na luty 1945 roku zaplanowano w Jałcie konferencję Wielkiej Trójki – spotkanie Winstona Churchilla, Franklina Delano Roosevelta i Józefa Stalina.

Thumbnail

Ich postanowienia miały stać się wytycznymi dla całego powojennego świata, a ich skutki są odczuwalne do dziś. Gdy zbliżała się konferencja, Winston Churchill miał siedemdziesiąt lat. Sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii wydawała się stabilna, ale premiera martwiły nadchodzące wybory parlamentarne. Churchill chciał przesunąć ich termin na czas po zakończeniu wojny, obawiając się, że przedwczesne głosowanie odbierze mu stanowisko.

Opozycyjna Partia Pracy nie zgodziła się jednak na to, w związku z czym premier musiał czekać do lipca, by dowiedzieć się, czy nadal będzie mógł prowadzić swoją politykę. W Jałcie Churchill zamierzał przede wszystkim bronić sprawy Polski. Uważał, że suwerenna i wolna Rzeczpospolita, wolna od sowieckiej dominacji, powinna stanowić bufor między ZSRR a Zachodem. Liczył też na włączenie Francji do przyszłych działań okupacyjnych w pokonanych Niemczech, widząc w niej najważniejszego partnera Wielkiej Brytanii na kontynencie.

Była to klasyczna brytyjska polityka równowagi sił, która bez wsparcia Amerykanów nie miała jednak racji bytu. Brytyjczycy zdawali sobie sprawę, że ich wkład w wojnę maleje, a podczas obrad Wielkiej Trójki będą najsłabszym ogniwem wobec możliwego porozumienia amerykańsko-sowieckiego. Dlatego Churchill za wszelką cenę chciał przekonać Roosevelta do wspólnej strategii jeszcze przed wylotem na Krym. Planował wykorzystać krótki postój amerykańskiej delegacji na Malcie, by ustalić z prezydentem wspólne stanowisko.

Roosevelt jednak odmówił spędzenia tam dodatkowych nocy, sugerując, że plan podróży przewiduje tylko jeden dzień na wyspie. Delegacja amerykańska wypłynęła ze Stanów Zjednoczonych 23 stycznia 1945 roku. Franklin Delano Roosevelt, wybrany w listopadzie na prezydenta po raz czwarty z rzędu, był wówczas człowiekiem u kresu sił. Zwycięstwo wyborcze odniesione stosunkiem 432 do 99 głosów elektorskich nie zmieniało faktu, że jego zdrowie katastrofalnie się pogarszało.

Podczas publicznej inauguracji, niespełna dwa tygodnie przed wylotem, prezydent z trudem przeszedł zaledwie kilka metrów, z grymasem bólu na twarzy, mając pod garniturem cały aparat ortopedyczny. Na co dzień poruszał się na wózku inwalidzkim, z trudem składał nawet krótki podpis i ledwo trzymał papierosa. Prawda o jego stanie była ukrywana przed narodem, a lekarze publicznie zapewniali o dobrym zdrowiu głowy państwa. Roosevelt nie był naiwny, wiedział, że umiera.

Przed śmiercią miał jednak jeszcze jeden cel – chciał przejść do historii jako twórca nowego ładu, który zapewni pokój na świecie. Amerykańska delegacja opuściła Waszyngton pod osłoną nocy, w całkowitej tajemnicy. Roosevelt odmówił zabrania ze sobą żony Eleanor – ich małżeństwo od dawna pozostawało w kryzysie, a prezydent nie znosił jej mieszania się w sprawy polityczne. Zamiast żony i synów zabrał córkę Annę, którą uczynił swoją adiutantką.

Dla trzydziestoparoletniej kobiety podróż ta była spełnieniem marzeń o bliskości z ojcem, od którego przez lata dzieliły ją zamknięte drzwi gabinetu. rankiem 23 stycznia Roosevelt wszedł na pokład ciężkiego krążownika USS Quincy. Okręt, przystosowany do potrzeb niepełnosprawnego prezydenta, miał windy, specjalne nadbudówki, a nawet kino. Rejs chroniło osiem niszczycieli, dziewięć krążowników oraz samoloty z lotniskowców.

W nocy okręty płynęły bez świateł, a piloci mieli rozkaz zestrzelić każdy samolot, który nie zareagowałby na sygnały ostrzegawcze. Największą obawą były niemieckie okręty podwodne, ale w trakcie podróży nie doszło do poważniejszych incydentów. W składzie delegacji znaleźli się między innymi sekretarz stanu Edward Stettinius, wieloletni doradca prezydenta admirał William Leahy, specjalny doradca Harry Hopkins, znany z prosowieckiego nastawienia, oraz ambasador USA w ZSRR Averell Harriman, jeden z nielicznych amerykańskich polityków próbujących bronić sprawy polskiej. Sam Harriman zdawał sobie jednak sprawę, że w Jałcie szansa na ocalenie niepodległości Rzeczypospolitej jest niewielka.

Roosevelt miał jasno określone priorytety. Najważniejszym celem Amerykanów było wciągnięcie ZSRR do wojny przeciwko Japonii. Walka o wyspy japońskie i kontynentalne Chiny wciąż stało przed Stanami Zjednoczonymi, a według szacunków miała kosztować życie setek tysięcy żołnierzy. Bomba atomowa pozostawała jedynie możliwością teoretyczną.

Ludzie tacy jak admirał Leahy, przekonani, że Ameryka poradzi sobie w Azji samodzielnie, byli w mniejszości. Wojskowi najwyższych szarż chcieli zakończyć wojnę jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem. W tym scenariuszu ZSRR miał zaangażować się do walki z japońską armią Kwantuńską w Chinach. Roosevelt był gotów pójść pod tym względem na daleko idące ustępstwa wobec Stalina.

Kolejną kwestią, którą chciał rozstrzygnąć na swoją korzyść, było powołanie międzynarodowej organizacji – przyszłej Organizacji Narodów Zjednoczonych, która miała mieć czterech głównych strażników: Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, ZSRR i Chiny. Dlatego kluczowe było przekonanie Stalina do tego projektu. Roosevelt wiedział, że w Jałcie dojdzie do sporu między Churchillem a Stalinem, a on sam będzie rozjemcą. Sprawa Polski nie miała dla niego większego znaczenia.

Już w maju 1944 roku mówił ambasadorowi Harrimanowi wprost: nie obchodzi go, czy kraje graniczące z Rosją zostaną skomunizowane. Amerykanie patrzyli na brytyjską koncepcję równowagi sił z podejrzliwością, a Roosevelt nie chciał, by w oczach Stalina wyglądało to tak, jakby dogadali się z Brytyjczykami przed konferencją. Dlatego obrał strategię unikania rozmów o Jałcie jeszcze na Malcie, co było całkowitym przeciwieństwem oczekiwań Churchilla. Roosevelt miał do Stalina pewną słabość, której wielu nie rozumiało.

To on w 1933 roku, wbrew opinii Departamentu Stanu, zdecydował o uznaniu Związku Sowieckiego, a po ataku Niemiec na ZSRR stosunki znów stały się serdeczne. Prezydent uważał, że tylko on potrafi dotrzeć do sowieckiego dyktatora, któremu miał kiedyś powiedzieć Churchilla wprost, że potrafi sobie z nim radzić lepiej niż brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych i amerykański Departament Stanu razem wzięte. Taktyka Stalina przed konferencją była przemyślaną lekcją cynicznej gry na czas. Alianci naciskali na spotkanie od lata 1944 roku, proponując kolejno Casablankę, Rzym, Teheran, szkocką, a nawet Alaskę – Stalin odmawiał, wymigując się problemami zdrowotnymi i sytuacją na froncie, sugerując, że lekarze zabronili mu latać na dalekie odległości.

W rzeczywistości im więcej czasu upływało, tym więcej ziem zagarniała Armia Czerwona. Na około pół roku przed Jałtą Sowieci zajęli kraje bałtyckie, Rumunię, Bułgarię. Stalin przymierzał się do zajęcia Warszawy i utworzenia tam marionetkowego rządu, podobny los czekał Węgry i Czechosłowację. W końcu zgodził się na rozmowy w listopadzie, ale tylko w miejscu, które kontroluje.

I tak padło na Krymie. Stalin czuł, że triumfuje, zanim konferencja w ogóle się rozpoczęła. Europa Wschodnia była zdominowana przez Armię Czerwoną, a konferencja odbywała się na terytorium jego państwa, gdzie służby zamontowały liczne podsłuchy w pokojach przygotowanych dla delegacji USA i Wielkiej Brytanii. Stalin podejrzewał, że Brytyjczycy i Amerykanie już wcześniej ustalili wspólną strategię, uważając ich za dwóch kapitalistycznych oszustów.

O rzeczywistych rozbieżnościach między Londynem a Waszyngtonem miał wkrótce się przekonać. Niemcy w przededniu Jałty byli państwem w stanie powolnego upadku. Choć klęska była oczywista, Hitler w grudniu 1944 roku wielokrotnie zapewniał współpracowników, że o kapitulacji nie ma mowy. Ostatnia ofensywa w Ardenach, próba przejęcia inicjatywy na zachodzie, spełzła na niczym.

Amerykanie parli w kierunku Berlina, a Józef Goebbels zapisywał w dzienniku pod datą 13 stycznia, że do konferencji trzech dojdzie już niebawem, i że Roosevelt zaoferuje Stalinowi wolną rękę w Polsce. 16 stycznia Hitler przeniósł się do kompleksu Kancelarii Rzeszy w Berlinie. Gdy Armia Czerwona znajdowała się około sześćdziesięciu kilometrów od stolicy Rzeszy, na wschodzie Niemiec zapanował strach przed brutalnością zdemoralizowanych żołnierzy. Tysiące cywilów uciekały na zachód, ciągnąc dobytek na wozach i sankach, a publicznie wystawione ciała powieszonych dezerterów z tablicami informującymi o ich tchórzostwie podsycały atmosferę strachu.

Reżim Hitlera dopiero teraz tracił masowe poparcie. 3 lutego, dzień przed rozpoczęciem rozmów, pomieszczenia Hitlera w Kancelarii Rzeszy zostały zbombardowane. Dyktator przeniósł się do bunkra pod ogrodem, dając do zrozumienia, że z Berlina się nie ruszy, i zapowiadając desperacką obronę miasta. Rankiem 2 lutego 1945 roku amerykańskie okręty pojawiły się na Malcie, u wybrzeży Włoch.

Na przybycie Roosevelta czekał już Churchill i Brytyjczycy, którzy politycznie władali wyspą. Wszędzie roiło się od wojskowych i gapiów, nad głowami latały brytyjskie Spitfire’y, orkiestra grała hymny obu państw. Kurtyna tajemnicy opadła – wszyscy wiedzieli, że lada dzień rozpoczną się obrady Wielkiej Trójki. Obaj przywódcy, wraz z córkami Anną Roosevelt i Sarą Churchill, spędzili razem niecałą godzinę podczas lunchu.

Churchill z niepokojem odnotował, że Roosevelt unika tematu konferencji. Brytyjczycy byli zdumieni, gdy prezydent oświadczył, że popołudnie zamierza spędzić na zwiedzaniu wyspy. Anthony Eden, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, zapisał z goryczą, że udają się na decydującą konferencję, nie uzgodniwszy ani o czym mają dyskutować, ani jak ustosunkować się do spraw, które niedźwiedź na pewno wysunie, wiedząc dobrze, o co mu chodzi. Naciski Churchilla były obiektem żartów wśród doradców prezydenta, którzy podśmiewali się, że premierowi pomyliła się Jałta z Maltą.

Ostatnia szansa na poważniejszą rozmowę miała nastąpić podczas kolacji przygotowanej przez Annę Roosevelt, ale obecność rodziny nadała spotkaniu towarzyski charakter, co było sprytną intrygą Amerykanów, by zniechęcić Brytyjczyków do rozmów o jałtańskiej agendzie. Sprawy wielkiej polityki poruszono pobieżnie, a Eden kwitował spotkanie krótkim zdaniem: miły nastrój, ale bez żadnych dyskusji. W nocy 2 lutego obie delegacje wsiadły na pokłady samolotów i udały się na Krym, do Jałty. Tam czekał już na nich najwierniejszego zawodnika tej gry – Józef Stalin.

Nadchodził czas na jedną z najważniejszych konferencji w najnowszej historii Europy i świata.