May 1945. Alianci schwytali mężczyznę w cywilnym ubraniu, z fałszywymi dokumentami. Podejrzewali, że to jeden z największych zbrodniarzy wojennych, al…

May 1945. Alianci schwytali mężczyznę w cywilnym ubraniu, z fałszywymi dokumentami. Podejrzewali, że to jeden z największych zbrodniarzy wojennych, al...

Odilo Globocnik został pochwycony przez Brytyjczyków 30 maja 1945 roku w górskiej zagrodzie Mösslacher Alm w Karyntii. Nosił cywilne ubranie i fałszywe dokumenty, a alianci nie byli pewni, kim naprawdę jest. Podejrzewano jednak, że mają do czynienia z poszukiwanym zbrodniarzem wojennym. Gdy prowadzono więźniów do cel, jeden z żołnierzy nagle krzyknął: „Globocnik!

Thumbnail

”. Mężczyzna instynktownie odwrócił głowę. Chwilę później ugryzł ukrytą w ustach kapsułkę z cyjankiem i odebrał sobie życie. Jego ciało pochowano tego samego dnia na pobliskiej łące.

Mimo potwierdzenia tożsamości przez esesmanów, przez lata krążyły plotki, że zbrodniarz przeżył i ukrywa się w Argentynie, Irlandii lub na hiszpańskim wybrzeżu Costa Brava. Tak dramatyczny finał miał człowiek, który wcześniej koordynował jedną z największych zbrodni w dziejach ludzkości. Globocnik urodził się 21 kwietnia 1904 roku w Trieście, w rodzinie oficera armii austriackiej. Ojciec planował dla syna karierę wojskową, a chłopiec w szkole uchodził za ambitnego i zdeterminowanego ucznia.

Plany te pokrzyżował jednak wybuch pierwszej wojny światowej i upadek monarchii habsburskiej. Młodego Odila bardziej od wojska pociągała polityka. Wstąpił do ekstremistycznych, antysemickich korporacji studenckich, a wkrótce zainteresował się ruchem Adolfa Hitlera. W 1931 roku, mając dwadzieścia siedem lat, został członkiem austriackiej NSDAP.

Szybko awansował – już w 1933 roku pełnił funkcję zastępcy gauleitera Karyntii. Karierę przerwał zakaz działalności nazistowskiej w Austrii. Globocnik był wielokrotnie aresztowany, a raz nawet oskarżony o morderstwo. Dzięki protekcji teścia wyszedł na wolność i 1 września 1934 roku wstąpił w szeregi SS.

Ta decyzja nadała jego karierze ogromne tempo. Globocnik mógł osobiście poznać głównych przywódców ruchu nazistowskiego, przede wszystkim Heinricha Himmlera i Reinharda Heydricha, którzy szybko dostrzegli w nim potencjał do najcięższych zadań. Kontynuował działalność terrorystyczną – przemycał broń i materiały wybuchowe, wspierał uciekających nazistów. W grudniu 1934 roku trafił do więzienia na sześć miesięcy.

Po wyjściu na wolność ponownie zaangażował się w nielegalną działalność i znów został osadzony, tym razem jednak zwolniono go szybko. Jego nazwisko dotarło aż do Adolfa Hitlera, który 16 lipca 1936 roku postanowił spotkać się z austriackim działaczem. Führer nie zamierzał jednak chwalić swojego rodaka. Rozkazał Globocnikowi zaprzestać działalności terrorystycznej i skupić się na bardziej powściągliwych metodach zdobywania władzy.

Hitler, będąc już kanclerzem Rzeszy, nie chciał, aby nazistów postrzegano jako niezdyscyplinowanych awanturników. Globocnik podporządkował się woli führera, a jego pozycja nadal rosła. Powierzono mu organizację spotkania kanclerza Austrii Kurta von Schuschnigga z Hitlerem w Berghofie, gdzie Führer wymusił na Austriaku ustępstwa wobec austriackich nazistów. Globocnik brał też udział w przygotowaniu Anschlussu – przyłączenia Austrii do III Rzeszy.

Po jego dokonaniu witał Hitlera w rodzinnym Linzu. Za zasługi otrzymał najpierw stanowisko dyrektora departamentu politycznego, a następnie został mianowany ministrem stanu bez teki. To wciąż nie zaspokajało jego ambicji. Stanął do rywalizacji o prestiżowe stanowisko gauleitera Wiednia.

Miał potężnych sojuszników – Himmlera i Heydricha – i to dzięki ich wpływom 23 maja 1938 roku Hitler mianował go gauleiterem. W przemówieniu inauguracyjnym Globocnik zapowiedział, że w ciągu sześciu miesięcy w Wiedniu będzie istniała tylko jedna władza – NSDAP. Nowa funkcja przerosła jednak jego możliwości. Globocnik zaczął wykorzystywać stanowisko do osobistego wzbogacania się, prowadził podejrzane interesy, przelał publiczne pieniądze na dwa prywatne konta i udzielał ogromnych pożyczek znajomym.

Zachęcał też paramilitarnych nazistów do skrajnych akcji, w tym ataków na przedstawicieli Kościoła katolickiego, co w katolickim Wiedniu wywoływało ogromne kontrowersje. Jednocześnie, zgodnie z polityką III Rzeszy, wprowadzał ustawy antysemickie i koordynował w Wiedniu pogrom listopadowy, podczas którego spalono 42 synagogi, a ponad 6 tysięcy Żydów aresztowano. Choć te działania były zgodne z polityką nazistowską, nieudolna polityka finansowa Globocnika spotkała się z powszechną krytyką. 30 stycznia 1939 roku Hitler zdymisjonował go ze stanowiska gauleitera, oficjalnie „na jego własną prośbę”.

Dla Globocznika był to cios i głębokie upokorzenie. Z pomocą znów przyszedł Himmler, który wziął go do swego sztabu, a następnie wysłał na trzymiesięczne przeszkolenie w SS-Verfügungstruppe „Der Führer”. Dla Globocznika rozpoczął się wówczas najbardziej zbrodniczy rozdział życia. Po inwazji na Polskę Globocnik walczył w pułku SS „Germania”.

Oddziały te, o umiarkowanej wartości bojowej, skupiały się głównie na terroryzowaniu polskiej ludności i masowych egzekucjach, zwłaszcza na Śląsku. Po wysłaniu na front doszło do bitwy pod Jaworowem, która zmusiła Niemców do panicznym odwrotu. Esesmani porzucili broń i pojazdy, co było hańbą dla jednostki. Porażka nie przeszkodziła jednak Globocnikowi w karierze.

1 listopada 1939 roku, najprawdopodobniej znów dzięki Himmlerowi, został mianowany dowódcą SS i policji na dystrykt lubelski. Otrzymał pełną władzę represyjną nad podległym mu obszarem i stał się kluczową postacią okupowanej Polski. Do Lublina przybył 9 listopada, a tego samego dnia przeprowadzono w mieście wielką akcję wymierzoną w polską inteligencję. Aresztowano ponad 250 osób – wykładowców, nauczycieli, prawników i duchownych – które trafiły do więzienia na Zamku.

Osiem dni później zamknięto Katolicki Uniwersytet Lubelski, a duchownych wywożono do KL Sachsenhausen. 23 grudnia 1939 roku rozstrzelano dziesięciu znanych mieszkańców miasta na starym cmentarzu żydowskim. Egzekucje odbywały się także w gliniankach na Rurach Jezuickich i w Dolinie Kulmowej oraz w pobliskim Lubartowie. Terror obejmował nie tylko inteligencję polską, ale i Żydów oraz pacjentów szpitali psychiatrycznych, których – zgodnie z dyrektywą Hitlera – postanowiono masowo mordować w ramach akcji T4.

W grudniu i styczniu esesmani rozstrzelali ponad tysiąc Żydów z Chełma, a 12 stycznia zlikwidowali szpital psychiatryczny, mordując 420 pacjentów. Nienawiść Globocznika do Polaków była ogromna. Już w 1940 roku zaczął forsować plany germanizacji podległego mu terytorium. Zyskały one aprobatę Himmlera i doprowadziły do skrajnie zbrodniczej Akcji Zamość, w której tysiące Polaków poddano germanizacji, wysiedleniom lub zamordowano.

Jej nieformalnym symbolem stała się piętnastoletnia Czesława Kwoka z Wólki Złojeckiej, zamordowana w KL Auschwitz 12 marca 1943 roku. Coraz częściej ostrze represji kierowało się przeciw ludności żydowskiej, którą Globocnik chciał maksymalnie wykorzystać i przy okazji wzbogacić się na jej zagładzie. W grudniu 1939 roku nakazał utworzenie pierwszego obozu pracy przymusowej w Generalnym Gubernatorstwie przy ulicy Lipowej w Lublinie. Do Żydów odnosił się z absolutną pogardą, a podczas spotkań z przedstawicielami społeczności żydowskiej zachowywał się ze skrajną brutalnością.

Jak wspominał Rudolf Höss, Globocnik był arogancki, zawsze wypychał się na pierwszy plan i przedstawiał fantastyczne plany, jakby były już zrealizowane. Chciał wszystko robić sam i zawsze najlepiej – czy chodziło o eksterminację Żydów, przesiedlenia Polaków czy wykorzystanie skonfiskowanych dóbr. Z drugiej strony podwładni wspominali go jako dobrego i sumiennego przełożonego, który dbał o swoich ludzi. Dbał, by oficerom SS nigdy nie brakowało dobrego jedzenia, luksusowych towarów i alkoholu.

Sam pił dużo, co mogło tępić wyrzuty sumienia, a jednocześnie go radykalizowało. W Lublinie Globocnik zarekwirował willę przy ulicy Lubomelskiej. W jego gabinecie stało ciężkie biurko i portret Hitlera. Jeden z jego ordynansów wspominał, że taras willi wyłożony był macewami z cmentarza żydowskiego, a gdy jedną z płyt wykopywano, Globocnik powiedział, że wszyscy Żydzi muszą zginąć.

Gdy zapadła decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, Globocnik został wyznaczony na jednego z głównych wykonawców Akcji Reinhardt. Ta ludobójcza operacja miała na celu eksterminację polskich Żydów, a Lublin stanowił jej logistyczne centrum. W mieście znajdowały się magazyny na zrabowane mienie oraz kwatera główna operacji przy ulicy Spokojnej. To tutaj zapadały kluczowe decyzje dotyczące masowego mordu, dokonywanego w specjalnie utworzonych obozach zagłady.

Pierwszy powstał w Bełżcu, potem Sobibór i Treblinka. Globocnikowi przydzielono do tej operacji niemal 500 osób, w tym około stu lekarzy i esesmanów, którzy wcześniej uczestniczyli w masowym zabijaniu pacjentów psychiatrycznych. To z nimi Globocnik spotkał się jesienią 1941 roku. Podczas rozmów postanowiono zainstalować w obozach specjalne komory, połączone z silnikami wytwarzającymi spaliny.

Budowa i adaptacja obozów trwały kilka miesięcy. W nocy z 16 na 17 marca 1942 roku przeprowadzono pierwszą deportację do Bełżca. W ciągu zaledwie miesiąca zamordowano tam około 66 tysięcy Żydów. W maju uruchomiono obóz w Sobiborze, a latem rozpoczęto masowy mord w Treblince – najkrwawszym z nich.

W ciągu zaledwie dwunastu miesięcy w tych obozach zamordowano około półtora miliona ludzi. Tempo ludobójstwa było oszałamiające, a napędzał je sam Globocnik. Nie tylko nadzorował akcję zza biurka. Przeprowadzał inspekcje obozów i osobiście oglądał zrabowane ofiarom mienie.

Ludobójstwo przynosiło jego organizatorom niewyobrażalne bogactwo. Formalnie łupy wysyłano do Rzeszy, ale wcześniej składowano je w byłej fabryce samolotów na ulicy Wrońskiej i w magazynie przy ulicy Chopina. Najcenniejsze przedmioty Globocnik kazał dostarczać do swojej willi. Wielkość malwersacji była tak ogromna, że zwróciła uwagę samego Himmlera, który jednak nie podjął zdecydowanych działań przeciw protegowanemu.

Tym razem Globocnikowi dopisało szczęście w postaci rywalizacji personalnych i politycznych na najwyższych szczeblach III Rzeszy. Sprawy żydowskie przekazano pod nadzór ministra uzbrojenia Alberta Speera. Globocnik, wypełniwszy ludobójcze rozkazy, został odwołany i skierowany na wybrzeże Adriatyku. Gdy we wrześniu 1943 roku Włochy skapitulowały przed aliantami, wojska Wehrmachtu wkroczyły do północnych i środkowych Włoch.

Okupacja objęła także Triest – rodzinne miasto Globocznika – dokąd wysłano go 23 września. Objął tam stanowisko wyższego dowódcy SS i policji, takie samo, jakie pełnił w dystrykcie lubelskim. Jego zadania były podobne – przede wszystkim eksterminacja miejscowej ludności żydowskiej. Partnerzy Globocznika z Lublina dołączyli do niego w tej zbrodni.

Metody stosowane przez SS były skrajnie brutalne. Wszystkich Żydów aresztowanych lub podejrzanych o kontakty z partyzantami najpierw torturowano, a następnie mordowano. Obowiązywała odpowiedzialność zbiorowa. Łapanki i publiczne egzekucje były na porządku dziennym.

Globocnik zorganizował też 22 transporty, którymi wywieziono do Auschwitz-Birkenau 20 tysięcy słoweńskich Żydów. Jego rządy trwały do wiosny 1945 roku. Przed ich końcem doszło w jego życiu osobistym do zdarzenia co najmniej osobliwego – ożenił się z Laurentią Peterschinegg, młodszą o trzynaście lat. Zaskakujący był nie wiek, lecz fakt, że kobieta była Mischling pierwszego stopnia, czyli osobą częściowo żydowskiego pochodzenia.

Zgodę na małżeństwo wydał osobiście Himmler, choć nie aprobował tej decyzji i odmówił bycia świadkiem ceremonii. Laurentia przeżyła wojnę, a w styczniu 1946 roku urodziła syna Petera. Wszystko wskazuje na to, że Globocnik nigdy nie dowiedział się o narodzinach dziecka. Wraz z upadkiem III Rzeszy Globocnik opuścił Triest w nocy z 29 na 30 kwietnia 1945 roku i uciekł do Karyntii.

W sierpniu 1964 roku Simon Wiesenthal zwrócił się do władz austriackich o wznowienie śledztwa w sprawie śmierci zbrodniarza. Sprawę zbadano jednak powierzchownie, opierając się wyłącznie na powojennych dokumentach i potwierdzając ustalenia Brytyjczyków. Nie przeprowadzono ekshumacji, która mogłaby rozwiać wątpliwości.

Historia jednego z największych austriackich zbrodniarzy wojennych do dziś pozostaje owiana tajemnicą.