Spośród wszystkich kłamstw negacjonistów Holokaustu jedno szczególnie wstrząsa badaczami i historykami. To twierdzenie, że cyklon B, środek na bazie cyjanowodoru, służył wyłącznie do dezynfekcji pomieszczeń i odzieży. Istotnie, takie było pierwotne zastosowanie tego preparatu opracowanego w latach dwudziestych XX wieku jako pestycyd. Jednak dokumenty oraz zeznania zarówno ocalałych więźniów, jak i esesmanów nie pozostawiają wątpliwości, że tym samym środkiem masowo mordowano ludzi w komorach gazowych obozów koncentracyjnych.

Dowody na ludobójcze wykorzystanie cyklonu B znajdują się już w samych zamówieniach składanych przez administrację obozową. W dokumentach tych, obok prozaicznych potrzeb dezynfekcyjnych, pojawiają się eufemizmy, które dla wtajemniczonych miały jednoznaczne znaczenie. Jednym z nich było określenie juden unzidlung, czyli materiał do przesiedlania Żydów. Takie sformułowanie w oficjalnej korespondencji dotyczącej zakupu cyklonu B było czytelnym kodem oznaczającym przeznaczenie środka do eksterminacji.
Systematyczne zamówienia, ich wielkość oraz adresaci jednoznacznie wskazują, że chodziło o skalę przemysłową zagłady, a nie o rutynowe czynności sanitarne. Dla negacjonistów jednak te zapisy wciąż stanowią przedmiot zakłamanej interpretacji, którą historycy od lat obalają twardymi faktami. Jednym z najbardziej wstrząsających dowodów jest relacja Henryka Mandelbauma, więźnia, który znalazł się w samym sercu machiny śmierci. Mandelbaum został zmuszony do pracy w tak zwanym Sonderkommando, grupie więźniów odpowiedzialnych za obsługę komór gazowych i krematoriów.
Jego zeznanie, złożone po wojnie, zawiera dokładny opis tego, jak wyglądało mordowanie przy użyciu cyklonu B. To nie jest suchy raport, lecz świadectwo człowieka, który widział zbrodnię na własne oczy i przeżył, by o niej opowiedzieć. Z opisu Mandelbauma wyłania się przerażający obraz zakładu śmierci. W komorze gazowej znajdowały się dwa otwory wentylacyjne, tak zwane lufty.
Od góry zostały one zasypane warstwą ziemi grubości około metra, a na tym umieszczono płytę. To zabezpieczenie nie miało jednak chronić ofiar. Jego celem było uniemożliwienie wydostania się gazu na zewnątrz i skierowanie jego śmiertelnego działania wprost na ludzi stłoczonych w środku. Gdy transport ofiar znalazł się już w komorze gazowej, rozpoczynał się rytuał śmierci, powtarzany wielokrotnie każdego dnia.
Dwaj SS-mani zakładali maski gazowe, by chronić się przed trującym oparem. Następnie otwierali lufty i wrzucali do środka puszki z cyklonem B. Granulki preparatu, początkowo nasączone substancją stabilizującą, pod wpływem kontaktu z powietrzem zaczynały uwalniać śmiertelny gaz cyjanowodór. Dla ludzi zamkniętych w betonowej komorze nie było żadnej drogi ucieczki.
Mandelbaum nie pozostawia złudzeń co do mechanizmu śmierci. Człowiek w komorze męczył się około siedmiu minut. Nie był to szybki, bezbolesny zgon. Świadectwo więźnia opisuje długie, agonalne konwulsje, duszenie się i cierpienie ludzi wypełniających szczelnie zamknięte pomieszczenie.
Cyjanowodór atakował układ oddechowy i blokował oddychanie komórkowe, ale zanim doszło do całkowitego zatrucia, ofiary przechodziły przez kolejne etapy męki. To właśnie te szczegóły, tak precyzyjnie zrelacjonowane przez Mandelbauma, są nie do pogodzenia z tezą o dezynfekcji. Po upływie około piętnastu minut komory były otwierane. Nie oznaczało to jednak końca pracy Sonderkommando.
Powietrze musiało zostać przewietrzone, by opary gazu osiągnęły poziom bezpieczny dla ludzi, którzy mieli wejść do środka. Zakładano maski gazowe, a następnie przystępowano do wyciągania trupów. Ciała ofiar, często splecione ze sobą w śmiertelnym uścisku, trzeba było rozdzielać i wynosić do krematoriów. Ta makabryczna czynność była codziennością dla więźniów zmuszonych do pracy w samym sercu obozowej machiny zagłady.
Relacja Mandelbauma jest bezcenna, ponieważ łączy w sobie dwa kluczowe aspekty. Z jednej strony, jako zeznanie naocznego świadka, dostarcza szczegółowych informacji o technicznej stronie zbrodni. Z drugiej strony, potwierdza, że używanie cyklonu B do zabijania ludzi nie było jednostkowym, przypadkowym eksperymentem, lecz zorganizowanym, powtarzalnym procesem o charakterze przemysłowym. Opisane przez niego procedury, od wrzucania preparatu przez lufty po wietrzenie komór, były wykonywane według stałego schematu, co dowodzi, że mamy do czynienia z zaplanowanym systemem eksterminacji.
Zeznanie to zyskuje dodatkową wiarygodność, ponieważ nie pochodzi od osoby, która miała jakikolwiek powód, by koloryzować rzeczywistość. Mandelbaum był więźniem, ofiarą systemu, który go wykorzystywał i który odebrał życie jego współtowarzyszom. Jego słowa są trzeźwą, rzeczową relacją człowieka, który musiał wykonywać niewyobrażalne zadania, by przeżyć. To właśnie ta rzeczowość, brak dramatyzowania i suchy, niemal techniczny opis procedury sprawiają, że jego świadectwo jest tak przekonujące i tak trudne do podważenia.
Próby negacjonistów, by przedstawić cyklon B wyłącznie jako środek dezynfekcyjny, rozbijają się o tego typu dowody. Dokumenty zamówień z eufemistycznymi dopiskami o przesiedlaniu Żydów, relacje ocalałych oraz zeznania samych sprawców tworzą spójny, wzajemnie potwierdzający się obraz. Archiwa obozowe, choć częściowo zniszczone przez wycofujących się Niemców, wciąż zawierają wystarczająco dużo materiału, by odtworzyć mechanizm zbrodni. Szczegółowe opisy procedur, takie jak ten pozostawiony przez Mandelbauma, stanowią integralną część tego materiału dowodowego.
Historycy, analizując zeznania członków Sonderkommando, zwracają uwagę na ich zgodność z innymi źródłami. Opis użycia cyklonu B przez Mandelbauma pokrywa się z relacjami innych więźniów pracujących w komorach gazowych, a także z zapisami procesowymi, w których przesłuchiwano esesmanów pełniących służbę w obozach. Ta wielość niezależnych od siebie źródeł czyni obraz zbrodni niezwykle solidnym i odpornym na próby jego zakwestionowania. Ostatecznie jednak to nie dokumenty urzędowe, ale ludzkie świadectwo stanowi najpotężniejszą bronią przeciwko kłamstwu.
Relacja Henryka Mandelbauma, skromnego więźnia, który przypadkiem znalazł się w centrum historii, przypomina, że za każdą suchą statystyką dotyczącą Holokaustu stoi indywidualne cierpienie. Jego słowa o siedmiu minutach męki w komorze gazowej, o luftach zasypanych ziemią, o wyciąganiu trupów po wietrzeniu pomieszczeń, są nie do pogodzenia z tezą o dezynfekcji. Są świadectwem, które przetrwało próbę czasu i które wciąż, dziesiątki lat po wojnie, zmusza do konfrontacji z najczarniejszą kartą w historii ludzkości.
To właśnie takie relacje, konkretne, szczegółowe i ludzkie, stanowią fundament pamięci o ofiarach i dowód na to, że zbrodnia naprawdę się wydarzyła.