Trzy dni po podpisaniu największego kontraktu w moim życiu zadzwonił do mnie nieznajomy. Przedstawił się jako Darek, technik z serwisu komputerowego, i od razu przeszedł do rzeczy. „Ten system jest w pańskim domu” – powiedział. Pochyliłem się do przodu, ściskając słuchawkę mocniej.

„Słucham? ”
„Standardowy asortyment do jego serwisu. Standardowy format 25a miał na tylnej obudowie wygrawerowany laserowo napis Chmielewski technologię. ”
Znałem ten napis.
Sam go zaprojektowałem, lata temu, dla pierwszej partii dysków twardych, które moja firma wypuściła na rynek. To była moja sygnatura, moja duma. „Co to za dysk? ” – zapytałem ostrożnie.
„Proszę posłuchać” – ciągnął Darek. „Ten dysk, jak mi powiedział, nie służył tylko do magazynowania danych. Dysk sformatowano do współpracy z konkretną aplikacją do zarządzania kamerami, oprogramowaniem, które po uruchomieniu automatycznie logowało się na zarejestrowane konto i wyświetlało obraz z każdej podłączonej do niego kamery. Kiedy podłączyłem go do swojego sprzętu, żeby go sprawdzić” – powiedział Darek – „program po prostu zrobił to, do czego został stworzony.
”
Zamknąłem oczy. Wiedziałem, co to oznacza. „Ile kamer jest przypisanych do tego konta? ” – zapytałem.
„Dwanaście. ”
Znałem ten numer. To była liczba kamer w moim domu, w Konstancinie pod Warszawą. Wszystkie podpięte do jednego systemu, wszystkie rejestrujące każdy ruch, każdą chwilę.
„Czy był pan w stanie zobaczyć, gdzie te kamery są ustawione? ” – zapytałem, choć bałem się odpowiedzi. „Tak” – powiedział Darek. „Jedna z nich znajduje się w pańskim salonie, druga w gabinecie, trzecia w sypialni.
Wszystkie pokrywają główne przejścia i pomieszczenia. ”
Siedziałem w ciszy, czując, jak robi mi się zimno. Kamery, które zainstalowałem jako zabezpieczenie, zostały obrócone przeciwko mnie. Ktoś uzyskał do nich dostęp, a może ktoś z moich bliskich nigdy nie powiedział mi całej prawdy o tym, jak działały.
„Proszę niczego nie usuwać i nikomu nie mówić, że pan do mnie zadzwonił” – powiedziałem, czując, że wymawiam te słowa z trudem. „Nie zrobię tego, szefie” – odpowiedział Darek. „Ale jest jeszcze coś, co powinien pan zobaczyć. ”
„Co?
”
„Sprawdziłem logi sprzętu, zanim do pana zadzwoniłem. Te kamery nie były aktywne cały czas. Ktoś je włączał tylko wtedy, kiedy była taka potrzeba. W pańskim domu, w pańskiej sypialni, w pańskiej kuchni.
Ktoś patrzył na pana, kiedy pan tego nie wiedział. ”
Zakończyłem rozmowę i odłożyłem słuchawkę. Przez długą chwilę siedziałem nieruchomo, patrząc na ścianę. Potem wstałem, założyłem marynarkę i podszedłem do wejścia do kuchni.
Weronika stała przy blacie, pijąc kawę. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła. „Wcześnie wracasz. ”
„Tak” – powiedziałem.
„Mam trochę pracy, ale chciałem cię zobaczyć. ”
Uśmiechnęła się ciepło. Pocałowałem ją w czoło i poszedłem do gabinetu. Zamknąłem za sobą drzwi i opadłem na krzesło.
Przede mną stał laptop. Otworzyłem go, ale nie dotykałem klawiatury. Myślałem o kamerze w sypialni, o tym, jak Weronika siedziała na krawędzi łóżka, częściowo odwrócona tyłem do kamery, z telefonem przyciśniętym do ucha. Jak często widziałem ją wpatrzoną w ekran telefonu, kiedy myślała, że nie patrzę?
Jak często ona i ja mijaliśmy się w korytarzu, a ona patrzyła na mnie z takim spokojem, że wydawało mi się, że wszystko jest w porządku? Wziąłem do ręki telefon i wybrałem numer Roberta Stępnia, mojego wspólnika. Czekałem, aż odbierze. „Słucham?
” – usłyszałem w końcu. „Robert, mam problem. ”
Odwrócił się do monitorów i otworzył plik, który dla mnie przygotował. „Kiedy przeniósł pan infrastrukturę firmy ze Śródmieścia do Konstancina, zmigrował pan architekturę przechowywania danych na zupełnie nowy system.
Wszystko szło przez pańskie domowe serwery, zanim trafiło do chmury. Powinien pan na to spojrzeć. ”
„Co masz na myśli? ” – zapytałem.
„Twoje dane, umowy, projekty, wszędzie tam, gdzie pojawia się coś o Twoich negocjacjach, tam, gdzie są zapisy o kluczowych decyzjach, jest ślad. Ktoś miał dostęp do twojego systemu kamer i ktoś miał dostęp do twoich dokumentów. I nie sądzę, żeby to był przypadek. ”
Spojrzałem na niego.
„Mów jaśniej. ”
„Ktoś wiedział o twoich ruchach, zanim ty o nich wiedziałeś” – powiedział Norbert, podchodząc do biurka. „Twój kontrakt z górską grupą, ten największy w twoim życiu, został podpisany trzy dni temu. Ktoś o tym wiedział, zanim podpisałeś.
Ktoś inny o tym wiedział i nie zamierzał czekać, aż zaczniesz działać. ”
Norbert był moim adwokatem. Gdyby on coś mówił, to na pewno miało to znaczenie. „Co robimy?
” – zapytałem. „Najpierw musisz zrozumieć, że nie możesz nikomu ufać” – powiedział Norbert. „Może to zabrzmi brutalnie, ale dopóki nie wiemy, kto jest po twojej stronie, a kto nie, lepiej, żebyś był ostrożny. Masz rodzinę, masz firmę, masz wiele do stracenia.
”
Spojrzałem na niego. „Mów dalej. ”
„Dzwoniłem do kilku osób. Wiedzą, że coś się dzieje.
Wiedzą, że jesteś w niebezpieczeństwie. Ale nie wiedzą, z kim jesteś po dobrej stronie. Dopóki tego nie rozwiążemy, lepiej, żebyś nie wracał do domu. ”
„Moja żona tam jest” – powiedziałem.
„Wiem. Ale twoja żona wie, gdzie mieszkasz. Twoja żona wie, że jesteś w Konstancinie. Jeśli ktoś ma podgląd na twoje kamery, to znaczy, że ktoś może czekać na ciebie w domu.
Musisz zostać w bezpiecznym miejscu, dopóki nie ustalimy, co się dzieje. ”
„Co masz na myśli, że to moja żona? ” – powiedziałem zimno. „Nie mówię, że to ona” – powiedział Norbert szybko.
„Ale mówię, że musisz być ostrożny. Zbyt wiele osób wie o tym, co robisz. A gdyby ktoś chciał cię zniszczyć, zrobiłby to w najgorszy możliwy sposób. ”
„Chcesz powiedzieć, że ktoś chce mnie zniszczyć?
”
„Chcę powiedzieć, że masz coś, czego oni chcą” – odpowiedział. „Masz dostęp do umowy, do projektu, do wszystkiego, co jest warte miliony. I są ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, żeby to zdobyć. ”
Siedziałem w ciszy, przetwarzając to wszystko.
Mój kontrakt, moja firma, moje życie osobiste. Wszystko zaczynało się rozpadać. „Co mam zrobić? ” – zapytałem w końcu.
„Jedź do swojej firmy” – powiedział Norbert. „Sprawdź dokumenty, sprawdź, kto miał do nich dostęp. I nie ufaj nikomu, dopóki nie będziesz miał pewności. ”
Wstałem i wyszedłem bez słowa.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do biura Chmielewski technologię. To było nasze biuro w Śródmieściu, zanim jeszcze wprowadziło się do niego Chmielewski technologie. Miejsce, które pamiętało lepsze czasy. Przeszedłem przez puste biuro, mijając biurka, które pamiętałem z czasów, kiedy wszystko było prostsze.
Kiedy moi wspólnicy wierzyli we mnie, a ja w nich. Kiedy wszystko było mniej skomplikowane. Zatrzymałem się przed drzwiami, które prowadziły do serwerowni. Tam, w głębi korytarza, za metalowymi drzwiami, znajdowały się nasze serwery.
Wszystko, co wiedziałem o swojej firmie, zaczynało się od tego miejsca. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Powietrze było chłodne, wypełnione szumem wentylatorów. Przeszedłem między rzędami szaf, szukając tego, co musiałem znaleźć.
Na jednej z półek leżał dysk twardy. Standardowy format 25a, z napisem Chmielewski technologię wygrawerowanym laserowo. Wziąłem go do ręki i przez chwilę patrzyłem na niego. To był dysk, który opisał mi Darek.
Dysk, który znalazł w swoim serwisie. Najwyraźniej ktoś wyniósł go z mojego biura, nie wiem kiedy, nie wiem jak. I teraz leżał tutaj, czekając na mnie. Ale zanim zdążyłem go podłączyć, usłyszałem kroki za sobą.
Odwróciłem się, ściskając dysk w dłoni. Norbert stał w drzwiach serwerowni. Patrzył na mnie z powagą. „Dzwoniłem do Halickiego” – powiedział.
„Zaraz tu będzie. Powiedziałem mu, że ma przyjść i że masz ważne informacje dla niego. ”
„Co? ” – powiedziałem.
„Norbert, o czym ty mówisz? ”
„Twój stary partner, który odszedł z zarządu trzy lata temu, powiedział, że ma dokumenty, które cię pogrążą. Dokumenty, które wskazują, że twoje kontrakty były podpisywane na podstawie fałszywych danych. Że ludzie, którzy ci ufali, robili to na podstawie kłamstw.
”
„To nieprawda. ”
„Wiem, że to nieprawda” – powiedział Norbert. „Ale to nie znaczy, że nie będzie tego próbował udowodnić. Chce cię zniszczyć, Janie.
Chce cię zniszczyć, bo wie, że twoja firma jest coś warta. I wie, że jeśli ty upadniesz, on będzie mógł przejąć wszystko. ”
Spojrzałem na niego. „Mówiłeś coś o tym, że mam nie ufać nikomu.
”
Norbert uśmiechnął się gorzko. „Mówiłem, żebyś był ostrożny. To nie znaczy, że mam rację. Ale ktoś, kto ma twoje dane, ktoś, kto ma twoje kamery, ktoś, kto wie o tobie wszystko, ten ktoś chce, żebyś myślał, że to ja.
”
W tym momencie dotarło do mnie coś ważnego. Wszystko, co Norbert mówił, mogło być prawdą albo kłamstwem. Ale jedno było pewne: ktoś obserwował każdy mój ruch. Ktoś chciał odebrać mi wszystko.
„Musisz wyjść z tego biura tak szybko, jak to możliwe” – powiedział Norbert. „Zadzwonię po Halickiego. Spotkaj się z nim gdzieś indziej. Nie wiem, czy mogę ci pomóc, ale powiem ci tyle: bądź ostrożny.
”
„Co masz na myśli, że nie wiesz, czy możesz mi pomóc? ” – zapytałem. „Zadzwonił do mnie ktoś inny, Jan. Ktoś, kto wie o tobie rzeczy, o których nie wie nikt.
I powiedział, że jeśli z tobą będę trzymał, to pożałuję. Takie groźby działają najlepiej, kiedy są podane w spokoju, z uśmiechem, przy kawie. ”
„I od tego się zaczyna” – powiedziałem. „Od uśmiechu i kawy.
Od czegoś, co wygląda niewinnie. A potem budzisz się w nocy, bo słyszysz hałas, i myślisz, że to grafik, ale to ktoś inny. I człowiek z twojej własnej rodziny patrzy na ciebie tak, jakby znał tę historię lepiej niż ty. ”
„Nie mówię, że to twoja rodzina” – powiedział Norbert.
„Mówię tylko, że to ktoś bliski. Ktoś, komu ufasz. ”
„Dziękuję, Norbercie. To bardzo pocieszające.
”
„Mówię ci prawdę, Jan. ”
„To, co mówisz, nazywa się paranoją” – odparłem. „I najlepsze, co możesz zrobić, to zostawić mnie w spokoju. ”
Poszedłem dalej korytarzem, zostawiając go za sobą.
Następnego ranka zadzwoniłem do Roberta i zerwałem umowę. Wybrałem numer, zanim jeszcze dotarłem do samochodu. Po drugiej stronie usłyszałem jego spokojny głos. „Mów, Jan.
”
„Nie będzie żadnej współpracy. ”
„Słucham? ”
„Nie popełnię błędu. Nie stchórzę i nie uwierzę w kłamstwa.
Ale co do jednego masz rację: twoje dokumenty są wiarygodne. I jeśli ktokolwiek zapyta, to ty je stworzyłeś. ”
„Ja nic nie tworzyłem. ”
„Tym się różnimy.
Ja tworzę. Ty tylko podpisujesz. ”
Odwróciłem się i poszedłem z powrotem do swojego gabinetu, do swojego biurka. Usiadłem i wziąłem do ręki dokumenty, które leżały przede mną.
Umowa, którą podpisałem trzy dni temu. Największy kontrakt w moim życiu. Wiedziałem, że to, co robię, jest ryzykowne. Ale nie miałem wyboru.
Zbyt wiele zależało od tego, co wiedziałem. Zadzwoniłem do Artura w niedzielę o 7:00 rano. Miałem do niego kilka pytań, na które tylko on mógł odpowiedzieć. Droga z Konstancina do Otrębusów zajmuje około 20 minut w spokojny niedzielny poranek, więc jechałem szybko, myśląc o tym, co mu powiem.
Kiedy stanąłem przed drzwiami Artura, on już na mnie czekał. Był spokojny, opanowany, jak zawsze. Zmierzył mnie wzrokiem, po czym skinął głową. „Janku, wejdź.
”
Weszliśmy do środka. Usiedliśmy przy dużym dębowym stole w jego salonie. Na stole leżały dokumenty, przygotowane tak, jakby spodziewał się mojej wizyty. „Wiem, po co przyszedłeś” – powiedział, sięgając po jedną z teczek.
„Domyśliłem się, że w końcu do mnie trafisz. ”
„Norbert twierdzi, że masz dla mnie informacje. ”
„Norbert to dobry człowiek, ale człowiek. A ludzie mylą się czasem.
Twoja kartoteka, twoje dokumenty, wszystko, co o tobie wiem, jest w porządku. Wystarczająco, by sprawić, że mężczyzna od czasu do czasu coś źle zapamięta. ”
Odwrócił się do swojego komputera i wywołał na ekran moją kartotekę medyczną. „Ktoś uzyskał dostęp do twojej kartoteki i zmienił obserwacje kliniczne.
System powinien był to wyłapać. Ale nie wyłapał. ”
„Dlaczego nie? ”
„Bo to był ktoś, kto znał system od podszewki.
Ktoś, kto wiedział, jak go ominąć. Ktoś wewnętrzny. ”
„Mów jaśniej. ”
„Albo masz w swoim domu kogoś, kto ma do tego dostęp” – powiedział Artur – „albo ktoś, kto jest na tyle blisko, by wiedzieć, gdzie są twoje dokumenty, twoje karty, twoje dane.
Ktoś, kto chce, żebyś myślał, że to nie on. ”
„Co to znaczy? ”
„To znaczy, że masz wokół siebie ludzi, którzy nie są tym, za kogo się podają. A ja myślę, że nadszedł czas, abyśmy we trzech usiedli do jednego stołu.
Żadnych opóźnień, żadnych komplikacji, niczego, co dałoby górskiemu powodowi do przełożenia spotkania. ”
„Co masz na myśli? ”
„Zadzwoń do Norberta. Powiedz mu, że chcesz się spotkać.
Ale zrób to osobiście, bez świadków. I nie mów mu o tym, że ze mną rozmawiałeś. ”
„Dlaczego? ”
„Bo nie jestem pewien, czy mogę mu ufać” – powiedział Artur.
Wróciłem do domu w Konstancinie tuż przed 18:00. Poszedłem prosto do gabinetu, usiadłem i otworzyłem laptopa. Na ekranie czekała na mnie wiadomość e-mail od nieznanego nadawcy. Otworzyłem ją i przeczytałem.
Dokładnie o 23:00 coś wysadziło w powietrze w hurtowni danych w Otrębusach. Nasza konkurencja, ludzie, z którymi rozmawiałem o umowie, stracili całą infrastrukturę. Ktoś podpalił budynek i zostawił po sobie potężny pożar, który w mgnieniu oka doszczętnie strawił trzy regały ze sprzętem i większą część całej tylnej ściany, zanim system przeciwpożarowy zdążył w ogóle zareagować i opanować płomienie. Pod spodem był dopisek: „Następnym razem spalimy ten budynek do gołej ziemi.
”
Wstałem gwałtownie od biurka i podszedłem do okna. Patrzyłem na panoramę Warszawy, na światełka miasta, które wciąż świeciły, jakby nic się nie stało. „Chcę, żebyś został w nowym dworze w pełnym ukryciu co najmniej do niedzieli” – powiedziałem do słuchawki, jakby Norbert wciąż był na linii. „Nie jestem naiwny co do tego, w co właśnie się wplątałem.
Do tego czasu po prostu zostań tam, gdzie jesteś bezpieczny. ”
Zamknąłem laptopa i zeszedłem na dół do kuchni. Wziąłem filiżankę do ręki i zaniotem ją do fotela w salonie. Usiadłem.
Zgasiłem lampkę i zaniosłem pustą filiżankę z powrotem do kuchni. Minąłem drzwi i wszedłem po schodach do gabinetu. Następnego ranka obudziłem się wcześnie. Miałem spotkanie w biurze.
Kiedy weszli, zrobiłem krok do przodu i wyciągnąłem prawą rękę. „Bardzo się cieszę, że mogliśmy w końcu do tego usiąść” – powiedziałem, zwracając się do gości. Przewróciłem do końcowych zakładek i wyrównałem ręką jej powierzchnię. „Chciałbym jednak, by powrócili panowie teraz do załącznika D.
”
Spojrzeli na mnie zaskoczeni. „Ta kwota należy właśnie do ciebie” – powiedziałem, wskazując na dokument. W tym samym momencie drzwi do salonu otworzyły się szeroko. W drzwiach stanął Emil, mój ochroniarz, z założonymi rękami.
Obserwował uważnie wszystko wokół, nie odzywając się do nikogo ani słowem, dopóki nie miał do powiedzenia czegoś, co naprawdę warto było powiedzieć na głos. „Janie, mamy problem. ”
„Co się dzieje? ”
„Norbert.
Twój adwokat. Miał wypadek. ”
„Co? Jaki wypadek?
”
„Spadł ze schodów w swoim biurze. Podobno poślizgnął się na kawie. Jest w szpitalu, w ciężkim stanie. Lekarze mówią, że będzie żył, ale że może już nigdy nie wróci do pracy.
To znaczy, że informacje, które ci przekazał, są teraz jedynym źródłem tego, co wiemy. ”
„To znaczy, że nie ma dowodów na to, co mi powiedział. ”
„Dokładnie tak. ”
Siedziałem w ciszy, czując, jak wszystko, co wiedziałem, zaczyna się sypać.
Wszystko, co mówił Norbert, mogło być kłamstwem. Albo mogło być prawdą. Ale bez niego, bez jego dokumentów, nie mogłem udowodnić niczego. „Co robimy teraz?
” – zapytał Emil. „Sprzątamy bałagan” – powiedziałem. „I nie ufam już nikomu. ”
Stanąłem przy oknie i spojrzałem na miasto.
Miało się ku wieczorowi, gdy zobaczyłem, jak ja i cały świat pędzimy w swoją stronę, mijając się w biegu. Potem obudziłem się z kretesem, jakby ktoś wyrwał mnie ze snu. „Słuchaj mnie uważnie” – powiedziałem, odwracając się do Emila. „Chcę, żebyś skontaktował się z ludźmi, którym ufam.
Niezależnie od tego, co się stanie, nie chcę, żeby ktoś mnie zaskoczył. ”
„Zrozumiałem. ”
„I chcę mieć oko na Weronikę. ”
Emil uniósł brew.
„Twoją żonę? ”
„Tak. Dopóki nie wiem, kto stoi za tym wszystkim, nie chcę ryzykować. Ona wie o moich planach więcej, niż myśli, że wie.
”
„Zrobię, co w mojej mocy. ”
Odszedł, a ja zostałem sam w gabinecie. Na biurku wciąż leżał dysk twardy z napisem Chmielewski technologię. Podszedłem do niego i wziąłem go do ręki.
Taki ciężki, taki zwykły. A jednak to on był kluczem do wszystkiego. Ktoś próbował mnie zniszczyć, podważając moją wiarygodność. Ktoś próbował zniszczyć moją firmę.
Ktoś wszedł do mojego domu, do mojego życia, do mojej sypialni, i nagrywał każdą chwilę, w której myślałem, że jestem bezpieczny. W tym samym momencie usłyszałem kroki w korytarzu. Drzwi do gabinetu otworzyły się cicho. W progu stanęła Weronika z telefonem w dłoni.
„Kochanie, wszystko w porządku? ” – zapytała. Spojrzałem na nią. Przez chwilę widziałem w niej kobietę, którą poślubiłem.
Potem zobaczyłem tylko twarz kogoś, kto mógł być po drugiej stronie. „Wszystko w porządku” – powiedziałem. „Po prostu dużo pracy. ”
„Zjesz coś?
”
„Nie. Później. ”
Uśmiechnęła się i zamknęła drzwi. Stałem nieruchomo przez długą chwilę, słuchając, jak jej kroki oddalają się korytarzem.
Potem wróciłem do biurka, usiadłem i wybrałem numer, który miałem nadzieję, że nigdy nie będę musiał wybrać. „Mówi Jan Chmielewski” – powiedziałem do słuchawki. „Potrzebuję odpowiedzi. I potrzebuję ich teraz.
“