Barykady, kanały i śmierć. Jak przebiegało powstanie na Mokotowie?

Barykady, kanały i śmierć. Jak przebiegało powstanie na Mokotowie?

Mokotów pozostaje najczęściej pomijaną kartą w historii Powstania Warszawskiego. To właśnie ten dystrykt, a nie Stare Miasto czy Wola, przez blisko dwa miesiące pozostawał jednym z najważniejszych bastionów Armii Krajowej. Ślady tamtych walk są dziś obecne na murach okolicznych kamienic – zachowały się na nich przetrzebione kulami elewacje, tablice pamiątkowe oraz budynki, które wyglądają niemal tak samo jak w 1944 roku. Powstanie w Mokotowie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17:00.

Thumbnail

Do walki stanęły oddziały V Obwodu Armii Krajowej „Mokotów” pod dowództwem podpułkownika Aleksandra Chrynkiewicza „Przegoni”. Liczyły one około 3 tysięcy żołnierzy, a trzon sił stanowił słynny pułk „Baszta” dowodzony przez podpułkownika Stanisława Kamińskiego „Daniela”. Zadanie powstańców było wyjątkowo trudne. Musieli opanować rozbudowany system niemieckich punktów oporu rozlokowanych w strategicznych częściach dzielnicy.

Wśród najważniejszych celów znalazły się szkoła na Kazimierzowskiej, obsadzona przez batalion SS liczący około 400 ludzi, Dom Wedla przy Puławskiej oraz Stau-Kaserne na Rakowieckiej. Ataki na dwa ostatnie obiekty zakończyły się wyjątkowo krwawo dla powstańców i przyniosły bardzo ciężkie straty. Celem szturmu były również komenda policji przy Willowej, żandarmeria w Forcie Mokotów oraz klasztor dominikanów na Służewie. Szczególne znaczenie miał tor wyścigów konnych na Służewcu, gdzie stacjonował oddział kawalerii SS liczący około 600 żołnierzy.

Próba zdobycia tego obiektu również przyniosła powstańcom ogromne straty. Pierwsze godziny powstania pokazały, że niemieckie fortyfikacje są silniejsze, niż zakładano. Większość strategicznych obiektów pozostała w rękach okupanta, a powstańcy ponieśli dotkliwe straty. Większość oddziałów została rozproszona lub odcięta od punktów koncentracji.

Do nielicznych sukcesów należało rozbicie niemieckiej jednostki broniącej szperacza przeciwlotniczego na Sadybie przez żołnierzy batalionu „Oaza” pod dowództwem Emila Wakereta „Gryfa” oraz zdobycie Fortu Dąbrowskiego przez oddział Czesława Szczegłka „Jaszczura”. To były jednak wyjątki. W większości sektorów inicjatywa szybko przeszła w ręce Niemców, a powstańcy zmuszeni zostali do przejścia do obrony. Część oddziałów, widząc brak możliwości dalszej walki w mieście, zdecydowała się wycofać w kierunku Lasów Chojnowskich i Kabackich, skąd kilka dni później przeprowadzono nieudany wypad.

Szacuje się, że już 1 sierpnia z około 20 tysięcy powstańców biorących udział w walkach nawet jedna czwarta opuściła Warszawę. Pierwszy dzień powstania okazał się wyjątkowo krwawy. Po polskiej stronie zginęło około 2 tysięcy osób, a straty niemieckie wyniosły około 500 żołnierzy. Przez kolejne tygodnie życie mieszkańców, których początkowy entuzjazm dla powstania stopniowo ustępował zmęczeniu i lękowi, przebiegało w cieniu nieustannego ostrzału i bombardowań.

Piwnice kamienic zamieniano w schrony i szpitale polowe, a ulice przecinały barykady. Powstańcy przemieszczali się głównie podwórkami, piwnicami i wybitymi przesmykami między budynkami. Mokotów pozostawał odcięty od pozostałych dzielnic przez cały czas trwania walk. Miał jednak pewną przewagę – nie brakowało tu ogrodów warzywnych i połączeń z przedmieściami Warszawy, dzięki czemu sytuacja żywnościowa była lepsza niż w wielu innych częściach miasta.

Sytuacja zaczęła się gwałtownie pogarszać we wrześniu 1944 roku. Po upadku Starego Miasta Niemcy skierowali przeciw Mokotowowi większe siły, które poddały go coraz cięższemu ostrzałowi artyleryjskiemu i lotniczemu. 1 września padła Sadyba, a wkrótce potem Sielce, co otworzyło Niemcom drogę do kolejnych kwater tej części miasta pochłanianej przez pożary. Walczący Mokotów, któremu w heroicznej obronie częściowo pomagały zrzuty alianckie, skurczył się w końcu do obszaru wyznaczonego ulicami Puławską, Ursynowską, Kazimierzowską i Różaną.

Ten ostatni bastion rozciągał się zatem na powierzchni zaledwie 500 na 500 metrów. Mimo heroicznej obrony stało się jasne, że dalsza walka nie ma sensu. W nocy z 26 na 27 września rozpoczęła się ewakuacja kanałami do Śródmieścia, która była jedną z najbardziej dramatycznych operacji w trakcie całego Powstania Warszawskiego. 27 września 1944 roku Mokotów skapitulował.

Był to jeden z ostatnich wielkich punktów oporu walczącej Warszawy. Dzielnica zapłaciła ogromną cenę za swoje bohaterstwo – tysiące żołnierzy AK i mieszkańców straciło życie, a znaczna część zabudowy uległa zniszczeniu. Mimo to na jej terenie zachowało się wiele miejsc upamiętniających tamte dramatyczne dni. Punktem wyjścia historycznego spaceru jest Park Dreszera.

To tutaj znajduje się pomnik „Walczącego Mokotowa”, upamiętniający żołnierzy Armii Krajowej walczących w południowej części Warszawy. Podczas powstania park, założony w 1938 roku, znalazł się na linii frontu. Przebiegały w jego pobliżu ważne pozycje obronne Mokotowa, a barykady i powstańcze posterunki wielokrotnie stawały się celem niemieckich ataków. Wraz z upływem tygodni park zmienił swoje przeznaczenie – z miejsca odpoczynku mieszkańców stał się jednym z największych cmentarzy prowizorycznych powstańczej Warszawy.

W bezpośrednim sąsiedztwie tego miejsca znajduje się kilka innych punktów związanych z historią powstańczego Mokotowa. Po drugiej stronie Puławskiej stoi pomnik poświęcony żołnierzom AK z zgrupowania „Granat”. Ślady walk można odnaleźć także na niektórych budynkach, w tym przy ulicy Pilickiej. Niezwykłą pamiątką jest brama prowadząca do kamienicy narożnej przy skrzyżowaniu ulic Krasickiego i Naruszewicza – widoczne są na niej ślady ostrzału z broni maszynowej i wybuchu granatu.

Podobne ślady znajdują się na domu przy skrzyżowaniu Tynieckiej i Naruszewicza. Kolejnym punktem na mapie powstańczego Mokotowa jest więzienie przy Rakowieckiej 37. To był jeden z najważniejszych miejsc niemieckiego terroru w tej części Warszawy. W czasie okupacji Niemcy przetrzymywali tam polskich żołnierzy podziemia oraz osoby pojmane w łapankach ulicznych.

Nic dziwnego, że Armia Krajowa zdecydowała się na zdobycie tego miejsca już pierwszego dnia powstania. Zadanie zdobycia więzienia mokotowskiego i zajęcia pobliskich kamienic powierzono 1. Kompanii Szturmowej pod dowództwem porucznika Antoniego Figury „Kota” z pułku „Baszta”. Jednostka liczyła około 80 żołnierzy, w tym kobiety-sanitariuszki, a jej uzbrojenie stanowiły trzy pistolety maszynowe, 20 karabinów, 15 pistoletów, 130 granatów i 30 butelek zapalających.

Mimo to powstańcy wdarli się na teren więzienia i zdobyli budynek administracyjny, ale niestety nie mogli dotrzeć do cel, aby uwolnić więźniów. Niemiecka obrona, wzmocniona oddziałami SS, okazała się zbyt silna. Następnego dnia, 2 sierpnia, powstańcy zmuszeni zostali do wycofania się z zajętego budynku. Wkrótce potem Niemcy rozpoczęli krwawy odwet, podczas którego zamordowano około 600 więźniów, w tym nieletnich osadzonych i polskich strażników.

Antoni Józef Pożyowski, który przeżył masakrę, wspominał po latach, jak usłyszał zbliżających się do celi esesmanów i ukrył się pod łóżkiem. Został wyprowadzony indywidualnie do dołu w pobliżu kotłowni, kazano mu odwrócić się twarzą do dołu i strzelono – kula przeszła tuż za uchem. Upadł twarzą na zwłoki. Gdy nie mógł wytrzymać ciężaru ciał, postanowił wstać i zakończyć życie, był bowiem pewien, że zostanie zastrzelony.

Gdy podniósł wzrok, zobaczył, że nad nim nikogo nie ma. Z trudem wyczołgał się spod zwłok. Grupa 200–300 więźniów uświadomiła sobie niebezpieczeństwo, zaczęła walczyć z Niemcami, a następnie uciekła z więzienia i dzięki pomocy cywilów znalazła schronienie. Jednak nie wszyscy zdołali ujść z życiem, a teren więzienia mokotowskiego służył jako miejsce egzekucji także w kolejnych dniach.

Pamięć ofiar niemieckiej zbrodni upamiętnia dziś tablica na fasadzie budynku. Niedaleko więzienia mokotowskiego znajduje się kolejny symbol tragedii pierwszych dni powstania – klasztor jezuitów przy Rakowieckiej 61. Za dnia mieszkali tu zakonnicy, ale pierwszego dnia powstania w tym miejscu schronienie znaleźli cywile. Niemcy weszli do klasztoru 2 sierpnia 1944 roku.

Powodem ich interwencji były strzały, które usłyszeli, przebywając w zajętych przez siebie budynkach Szkoły Wawelberga. Okupanci błędnie założyli, że strzały pochodzą z tego budynku, i dlatego do niego wtargnęli, a wszystkich zgromadzonych uznali za zakładników i przystąpili do egzekucji. Zamordowano około 40 osób. Niektóre świadectwa mówią, że esesmanom towarzyszył chłopiec około 10 lat z niemieckiej rodziny, który wskazywał oprawcom tych Polaków, którzy jeszcze wykazywali oznaki życia.

Świadkowie wspominali, że gdy dziecko wskazywało ręką, rozlegała się seria z broni maszynowej, której towarzyszył śmiech i klaskanie dziecka. Masakra przy Rakowieckiej 61 to kolejny dramatyczny przykład niemieckiej agresji wobec bezbronnej ludności cywilnej, której cierpienie upamiętnia dziś tablica na ścianie dawnego domu pisarzy. Podczas spaceru po Mokotowie warto zwrócić uwagę na budynek pod numerem 23, gdzie znajduje się tablica poświęcona Krystynie Krahelskiej, sanitariuszce AK i autorce słów jednej z najsłynniejszych pieśni walczącej Polski „Hej, chłopcy, bagnet na broń”. Krahelska była też modelką, której twarz posłużyła rzeźbiarce Ludwice Nitschowej jako wzór do wykonania warszawskiej Syrenki.

Pierwszego dnia Powstania Warszawskiego Krahelska została ciężko ranna, udzielając pomocy rannemu powstańcowi. Mimo wysiłków lekarzy zmarła następnego dnia, mając zaledwie 30 lat. Jednym z najważniejszych rejonów pierwszych powstańczych walk w Mokotowie był obszar ulic Niepodległości, Puławskiej i Narbutta. To tutaj znajdowały się najważniejsze niemieckie fortyfikacje i to tu żołnierze AK rozpoczęli pierwsze boje 1 sierpnia 1944 roku.

Do dziś w tej części dzielnicy, a dokładniej na fasadach budynków przy ulicy Narbutta, można znaleźć ślady powstańczych walk. Szczególną pamiątką jest również inskrypcja na kamienicy przy ulicy Narbutta 3A pochodząca z 1945 roku, informująca, że budynek sprawdzony został przez saperów w ramach akcji rozminowania Warszawy. Po zakończeniu walk miasto pozostawało niebezpieczne – wśród ruin i piwnic czaiły się niewybuchy i porzucone materiały wybuchowe. Jednym z najważniejszych miejsc związanych z organizacją walki w Mokotowie był Pałac Szustra przy Puławskiej 266.

W czasie powstania w jego pobliżu mieściły się struktury dowódcze pułku „Baszta”. Pałac ma bardzo ciekawą przedwojenną historię – został wybudowany w XIX wieku jako letnia rezydencja księcia Lubomirskiego, a później stał się własnością rodziny Szustrów. Nie przetrwał II wojny światowej. Został odbudowany w latach 1962–1965 według projektu Jerzego Brabandera.

Obecnie siedzibą budynku jest Warszawskie Towarzystwo Muzyczne. W bezpośrednim sąsiedztwie budynku przy dzisiejszej ulicy Dąbrowskiego znajduje się jedno z wejść kanałowych używanych przez żołnierzy AK do przemieszczania się w czasie powstania. W tym miejscu znajdują się również dwa pomniki – jeden poświęcony żołnierzom pułku AK „Baszta”, a drugi, jak głosi tablica, dzieciom zamordowanym przez Niemców. Najmłodsze z nich miały zaledwie 5 lat, najstarsze 10.

Ta niewielka tablica upamiętnia jedną z najbardziej wstrząsających zbrodni popełnionych w Mokotowie. Na Puławskiej znajduje się również niewielki, ale bardzo charakterystyczny budynek zwany Domem Gotyckim. Choć w czasie powstania nie odegrał żadnej roli militarnej, na stałe wpisał się w mapę pamięci powstańczego Mokotowa. Budynek wzniesiono w 1906 roku jako niewielki pawilon ogrodowy.

Jego neogotycka forma, ostrołukowe okna, wieżyczka i detale dekoracyjne wyróżniały go z otoczenia. Z czasem zaczęto go nazywać „gołębnikiem”, ponieważ przez wiele lat służył między innymi do hodowli tych ptaków. Budynek znajdował się w rejonie bardzo ciężkich walk, a jednak przetrwał, stając się tym samym jednym z najważniejszych pozostałości przedwojennego Mokotowa i mieszkańców z okresu II wojny światowej. Szczególne znaczenie zyskał w 1969 roku, kiedy zamontowano w nim urządzenie odtwarzające „Marsz Mokotowa” – jedną z najsłynniejszych powstańczych pieśni – codziennie o godzinie 17:00.

Utwór powstał w 1944 roku podczas walk o dzielnicę. Słowa napisał Mirosław Jezierski „Karnisz”, a muzykę Jan Markowski „Krzysztof”. Od tego czasu melodia rozbrzmiewająca z Domu Gotyckiego stała się jednym z symboli pamięci o powstańczym Mokotowie. Nie sposób w trakcie spaceru pominąć historii Królikarni, zespołu pałacowo-parkowego, który przez niemal całe powstanie pozostawał w rękach pułku AK „Baszta”, osłaniając południowe podejścia do dzielnicy.

Pod koniec września stał się celem niezwykle zaciekłych niemieckich ataków wspieranych przez czołgi i artylerię. Po utracie Królikarni powstańcy wycofali się do budynku szkoły przy Woronicza 8, gdzie rozegrały się jedne z najbardziej zaciętych walk w powstańczym Mokotowie. Budynek przechodził z rąk do rąk – według relacji świadków nawet siedmiokrotnie. Walki toczyły się o każde pomieszczenie i każdą kondygnację, a w pewnym momencie doszło nawet do walki wręcz między powstańcami a niemieckimi żołnierzami.

Ostatecznie przewaga niemiecka okazała się zbyt wielka, a utrata obu tych punktów otworzyła im drogę do natarcia w głąb dzielnicy, której upadek stawał się coraz bardziej nieuchronny. Finałowym elementem walk w Mokotowie był dramatyczny przebój części oddziałów AK do Śródmieścia. Po upadku Starego Miasta sytuacja stała się dramatyczna, ponieważ Niemcy mogli skierować większe siły do pacyfikacji pozostałych części walczącego miasta. 24 września Niemcy przypuścili decydujący atak na Mokotów.

Dzielnica była bombardowana z powietrza i ostrzeliwana przez ciężkie moździerze, a wojska generała Guntera Rohra oraz czołgi 19. Dywizji Pancernej nacierały na powstańcze pozycje. Przewaga niemiecka była przytłaczająca, a obrona Mokotowa zbliżała się do tragicznego końca. W obliczu tych wydarzeń oficer kierujący obroną dzielnicy, podpułkownik Józef Rokicki „Karol”, podjął decyzję o ewakuacji oddziałów powstańczych z dzielnicy.

Dowódca Okręgu Warszawskiego AK, pułkownik Antoni Chruściel „Monter”, nie zaakceptował jednak tej decyzji i nakazał kontynuację obrony. Jego rozkaz dotarł jednak za późno – powstańcy znajdowali się już w kanałach, do których weszli 26 września o godzinie 20:00. Warunki panujące tam były wprost katastrofalne. Było ciemno i ślisko, powstańcy zgubili drogę, zapanował chaos spotęgowany dodatkowo sprzecznymi rozkazami.

Jak wspominała Lidia Markiewicz-Jental „Litka”, sanitariuszka batalionu „Zośka”, to było piekło – godzinami błądzili w kanałach, stracili przewodnika, potykali się o walizki, bagaże i ciała. Wyczerpani ludzie zostawali, majaczyli – panowały ciemność i smród. Z kanałów wyszli po kilkunastu godzinach. Nie wszystkim żołnierzom udało się dotrzeć do Śródmieścia.

Część zabłądziła w ciemnych tunelach, gdzie zastała ich śmierć z wyczerpania, zaczadzenia lub strzału. Inni, utraciwszy nadzieję na ratunek, popełnili desperackie samobójstwa. Jeszcze inni prawie natychmiast po wyjściu z kanałów zostali zamordowani przez Niemców. Taki los spotkał powstańców, którzy zagubieni i zdezorientowani sprzecznymi rozkazami zdecydowali się wyjść z kanałów jeszcze na Mokotowie, na terenie zajętym już przez Niemców.

Część wychodziła z podniesionymi rękami lub z białymi flagami, przekonana, że trafi do niewoli. Niemcy nie okazali jednak litości. Żołnierze AK zostali rozbrojeni, a następnie rozstrzelani. Niemcy tłumaczyli tę zbrodnię rzekomą próbą oporu ze strony Polaków, jednak relacje świadków zdają się podważać tę wersję wydarzeń.

W wyniku egzekucji przeprowadzonych przez Niemców w rejonie ulicy Dworkowej 27 września 1944 roku życie straciło około 140 powstańców. Egzekucja na Dworkowej stała się jednym z najbardziej tragicznych symboli upadku powstańczego Mokotowa. Tego samego dnia, 27 września 1944 roku, dzielnica skapitulowała. Zamordowani na Dworkowej dzielili od końca walk i ocalenia zaledwie godziny.

Po 57 dniach zaciekłego oporu przestał istnieć jeden z najważniejszych bastionów Armii Krajowej w Warszawie. Dziś Mokotów jest spokojną dzielnicą Warszawy. Trudno uwierzyć, że te same ulice ponad 80 lat temu były świadkami dramatycznych walk, śmierci i poświęcenia tysięcy ludzi.

Barykady zniknęły dawno temu, ale pamięć o powstańczym Mokotowie pozostaje żywa.