17 listopada 2005 roku, kilka minut po godzinie 7:00 rano, w mieszkaniu w Częstochowie nikt nie odbierał telefonu. Dzwoniła Agnieszka Fitkał-Perepeczko, żona Marka Perepeczki, która obudziła się tej nocy o 4:00 i nie mogła już zasnąć. Czekała do siódmej, bo o czwartej nie wypadało dzwonić nawet do własnego męża. Poprzedniego wieczoru zjedli razem kolację, on odwiózł ją na spotkanie z widzami i powiedział, że jest śpiący i że zadzwoni jutro.

Telefon nie został odebrany, ponieważ aktor zmarł w nocy na rozległy zawał serca. Miał 63 lata. Do sobotniego spektaklu „Rewizora” w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku, gdzie miał zagrać horodniczego, zostały dokładnie 48 godzin.
Przed głównym wejściem do płockiego teatru wielbiciele zapalali znicze, jakby instynktownie wyczuwali, że to właśnie tam jest jego puste miejsce. Marek Perepeczko urodził się 3 kwietnia 1942 roku w okupowanej Warszawie. Jego ojciec Florian, walczący pod pseudonimem „Szary”, brał udział w powstaniu warszawskim. Młody Marek nie myślał jednak o aktorstwie – chciał zostać architektem i odbudowywać zniszczone miasto.
Ostatecznie wybrał scenę i w 1965 roku ukończył wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. To właśnie tam, w kolejce do dziekanatu, poznał Agnieszkę Fitkał, którą poślubił w 1966 roku. Jego kariera nabrała tempa błyskawicznie. Zadebiutował u Andrzeja Wajdy w „Popiołach”, grał u boku Daniela Olbrychskiego.
W 1969 roku rola Adama Nowowiejskiego w „Panu Wołodyjowskim” Jerzego Hoffmana uczyniła go rozpoznawalnym w całym kraju. Przez całe lata 70. , w szczycie sławy, nie porzucił teatru, występując systematycznie w warszawskiej Komedii. Przełom nastąpił w 1972 roku, kiedy Jerzy Passendorfer rozpoczął zdjęcia do serialu „Janosik”.
Prace trwały prawie rok, a ekipa zużyła ponad 80 kilometrów taśmy filmowej. Na planie dochodziło do licznych kontuzji, a Witold Pyrkosz wspominał po latach, że niewiele brakowało, aby Perepeczko wyleciał z produkcji po zaledwie trzech odcinkach z powodu poważnego konfliktu z reżyserem. Do premiery telewizyjnej doszło 26 lipca 1974 roku i serial okazał się gigantycznym sukcesem. Rola Janosika na zawsze zamknęła aktorowi drzwi do innych kreacji.
Sam przyznawał, że była to rola, po której widzowie przestali widzieć w nim kogokolwiek innego. Paradoksalnie uważał, że powinien ją zagrać aktor góralskiego pochodzenia. W Dolinie Chołowskiej do dziś stoi kaplica zbudowana na potrzeby ślubu Janosika i Maryny – została poświęcona i pełni funkcję czynnego miejsca kultu. W 1981 roku Agnieszka Fitkał-Perepeczko wyjechała do Australii, a wkrótce podążył za nią mąż.
Przez ponad 15 lat Marek Perepeczko nie występował na polskich scenach ani przed kamerami. Prowadził amatorskie kluby literacko-teatralne dla Polonii i założył Tymczasowe Towarzystwo Miłośników Teatru im. Witkacego. Nazwa oddawała stan zawieszenia, w jakim żyli emigranci – to miało być na chwilę, nie na zawsze.
Do Polski wrócił w 1989 roku, ale propozycje ról nie wróciły razem z nim. Jego żona została w Australii, a ich małżeństwo przez kilkanaście lat funkcjonowało na dwa kontynenty. W rozmowie z magazynem „Kobieta” w połowie lat 90. Fitkał-Perepeczko mówiła gorzko o fikcji małżeńskiej, twierdząc, że mąż „obraził się na cały świat”.
Po jego śmierci mówiła o nim z ogromną czułością, podkreślając, że byli sobie oddani jak mało kto. Oboje żałowali, że nie doczekali się dzieci – wybierali imiona, odkładali decyzję, aż okazało się, że jest za późno. Drugie życie zawodowe przyszło w 1996 roku, kiedy Henryk Talar zaprosił go do Częstochowy na „Lot nad kukułczym gniazdem”. Perepeczko zagrał wodza Bromdena – milczącego olbrzyma, którego wszyscy postrzegają przez pryzmat ciała, nie umysłu.
Rok później objął stanowisko dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru im. Adama Mickiewicza, którym kierował do 2003 roku. Za jego dyrekcji spektakle realizowali m. in.
Adam Hanuszkiewicz, Krystyna Janda i Andrzej Łapicki, a miasto uhonorowało go tytułem Człowieka Roku 1997. Równolegle nowe pokolenie widzów pokochało go za rolę nadkomisarza Władysława Słoika w sitcomie „13 posterunek”. Zamiast walczyć z wizerunkiem Janosika, zaczął się nim bawić, a widz mu zaufał. Zagrał także w „Sarze” Macieja Ślesickiego i „Panu Tadeuszu” Andrzeja Wajdy, zamykając klamrę rozpoczętą debiutem u tego samego reżysera 34 lata wcześniej.
Od 2003 roku współpracował z teatrem w Płocku, gdzie wyreżyserował trzy spektakle i otrzymał Srebrną Maskę. Przyjaciele wspominali go jako człowieka o gołębim sercu. Podczas jednego z przedstawień „Rewizora” młodzi widzowie rzucili jajkiem w stronę sceny – Perepeczko uciszył salę jednym spojrzeniem i gestem, nie wychodząc z roli. Tuż przed śmiercią przygotowywał też spektakl w czeskim Cieszynie.
Na początku listopada 2005 roku udzielił wywiadu magazynowi „Retro”, w którym pół żartem powiedział, że nadwaga go kiedyś zabije i że nikt po nim nie będzie płakał. Trafnie przewidział przyczynę śmierci, ale całkowicie pomylił się co do reakcji ludzi. 16 listopada zjadł spokojną kolację z żoną, odwiózł ją i Teresę Lipowską na spotkanie z fanami, pożegnał się słowami „jestem śpiący, zadzwonię jutro” i wrócił do Częstochowy. Tej nocy jego serce stanęło.
Pogrzeb odbył się 28 listopada 2005 roku na Powązkach, gdzie spoczął w rodzinnym grobie obok dziadków i ojca. Wśród żegnających byli m. in. Daniel Olbrychski, Teresa Lipowska i Zbigniew Wodecki.
Przez lata grób niszczał, a krytyka medialna spotykała się z ostrą reakcją wdowy. Tymczasem bliscy aktora wiedzieli, że za życia mówił, iż chciałby zostać pochowany w Częstochowie – mieście, które dało mu drugą szansę i przyjęło jak swojego. 25 października 2025 roku, tuż przed 20. rocznicą śmierci, odbył się drugi pogrzeb Marka Perepeczki.
Uroczystości w kościele na cmentarzu Świętego Rocha przewodniczył biskup Antoni Długosz, inicjator przeniesienia prochów wraz z proboszczem Stanisławem Jasionkiem. Urna spoczęła w grobie obok innych dyrektorów częstochowskiego teatru. Wdowa przyznała wtedy publicznie, że w Warszawie Marek był smutny i nieszczęśliwy, a Częstochowa kochała go tak, jak nikt inny. Częstochowa upamiętniła aktora ławeczką w centrum miasta, muralem na bloku, w którym mieszkał, oraz ulicą jego imienia.
Jego Janosik pozostał rozpoznawalny przez kolejne pokolenia, a sam aktor tłumaczył ten fenomen prosto: ludzie lubią bajki o bohaterze, który staje w obronie słabszych. Marek Perepeczko umarł, mając w kalendarzu sobotni spektakl w Płocku, kostium czekający w garderobie i rolę świeżo przygotowaną. Umarł w drodze, jako człowiek, który wciąż miał co robić w przyszłym tygodniu.