Jakow Dżugaszwili przyszedł na świat w gruzińskiej wsi Badi w marcu 1907 roku jako najstarszy syn Józefa Stalina. Był dzieckiem z pierwszego małżeństwa dyktatora z Jekatieriną Swanidze, która zmarła w roku jego narodzin. Chłopiec nigdy nie poznał matki, a z ojcem nie zdołał nawiązać bliskiej relacji, ponieważ Stalin często przebywał w więzieniach carskich za działalność rewolucyjną. Jakow wychowywał się w Gori pod opieką ciotek, z dala od politycznego imperium, które budowało jego nazwisko.

Gdy w 1922 roku proklamowano Związek Radziecki, Jakow zamieszkał w Moskwie u ojca, ale Stalin traktował go bez uczuć, a niektórzy świadkowie twierdzili nawet, że był do niego wrogo nastawiony. Historycy do dziś nie potrafią jednoznacznie wyjaśnić przyczyn tej niechęci. Młody Jakow miał trudności z odnalezieniem się w nowym otoczeniu. Nie znał języka rosyjskiego, a w domu ojca pojawiła się już nowa rodzina – druga żona Nadieżda Alliłujewa oraz przyrodnie rodzeństwo Wasilij i Swietłana.
Stalin często krytykował syna, nazywając go powolnym, niezdarnym i zbyt miękkim jak na potomka przywódcy. Gdy Jakow skończył 18 lat, postanowił przedstawić ojcu swoją wybrankę – szesnastoletnią Zoję, córkę prawosławnego duchownego. Stalin nie zaakceptował tego związku, a presja ze strony despotycznego ojca doprowadziła do pierwszej nieudanej próby samobójczej Jakowa. Kula jedynie drasnęła jego pierś, a Stalin drwił z syna, twierdząc, że nawet nie potrafi celnie strzelić i że próba samobójcza była jedynie szantażem.
Mimo sprzeciwu ojca Jakow ostatecznie poślubił Zoję. Para wyprowadziła się do Leningradu, ale ich małżeństwo naznaczyła tragedia. W 1929 roku urodziła im się córka Elena, która zmarła na zapalenie płuc osiem miesięcy po narodzeniu. Związek nie przetrwał tej straty i para rozstała się, choć formalnie nigdy nie wzięła rozwodu.
Jakow utrzymywał dobre relacje z macochą Nadieżdą, która była od niego starsza zaledwie o sześć lat i często stawała w jego obronie. Niektórzy badacze życiorysu Stalina sugerowali nawet, że podejrzliwy dyktator doszukiwał się w tej bliskości ukrytego uczucia. Jakow darzył też sympatią przyrodnią siostrę Swietłanę, którą bronił przed dokuczliwym Wasylijem. Swietłana w swoich wspomnieniach pisała o bracie ciepło, podkreślając, że był cichy, zgodny, ale miał własne zdanie i „wewnętrzny żar”.
W latach 30. Jakow wrócił do Moskwy i kontynuował naukę. Studiował w Moskiewskim Instytucie Inżynierii Transportu, pracował jako inżynier elektryk, a następnie ukończył Akademię Artylerii na miesiąc przed niemieckim atakiem na ZSRR. W tym czasie wdawał się w przelotne romanse i wciąż spotykał się z kpinami ojca.
Związku z Olgą Gołyszewą, studentką Moskiewskiej Szkoły Lotniczej, narodził się Jewgienij – pierwszy wnuk Stalina. Para jednak rozstała się, a Jewgienij przyszedł na świat już po rozpadzie związku. Jakow dowiedział się o istnieniu syna dopiero dwa lata po jego narodzinach, a Stalin nie uznał chłopca za swojego wnuka. W 1935 roku Jakow poślubił Julię Melcer, ukraińską baletnicę o żydowskich korzeniach, z którą miał córkę Galinę.
Na Kremlu krążyły plotki o rzekomych romansach Julii i jej rozrywkowym stylu życia. Po latach potwierdziła je częściowo jej córka, która przyznała, że matka do końca dni prowadziła życie „hałaśliwe i wesołe”. Stalin bywał wobec Julii uprzedzony, choć jego biograf Simon Montefiore twierdził, że dyktator wbrew plotkom ją polubił. Po niemieckiej inwazji na Związek Radziecki Jakow trafił na front.
„Idź i walcz” – miał mu powiedzieć Stalin krótko po wybuchu wojny. Jakow był porucznikiem i dowódcą baterii haubic w 14. dywizji pancernej. Wyróżnił się odwagą podczas walk pod Witebskiem, gdzie złożył wniosek o odznaczenie go orderem Czerwonego Sztandaru, choć nie ma pewności, czy dokument nie powstał już po jego pojmaniu.
16 lipca 1941 roku oddział Jakowa został otoczony przez Niemców pod Witebskiem. Jakow deklarował, że jako syn Stalina nie pozwoli wycofać swojej baterii, ale sytuacja na froncie była beznadziejna. W obliczu okrążenia i paniki wśród żołnierzy Jakow został pojmany przez Niemców. Jak sam później zeznał, próbował uciec w cywilnym ubraniu, ale chłopi zagrozili, że na niego doniosą, więc nie miał wyjścia i się poddał.
19 lipca 1941 roku niemieckie radio poinformowało o wzięciu do niewoli syna Stalina, twierdząc, że „zrozumiał bezcelowość oporu i sam przeszedł na stronę Niemców”. Niemiecka propaganda wykorzystała to wydarzenie, publikując zdjęcia Jakowa na ulotkach zrzucanych nad terytorium ZSRR, wzywających sowieckich żołnierzy do naśladowania jego przykładu. 7 sierpnia nad Rosją rozrzucono ulotkę z listem Jakowa do ojca, w którym pisał, że jest zdrowy, ma dobre traktowanie i zostanie wysłany do oflagu w Niemczech. Pismo porównano z własnoręcznym życiorysem Jakowa i uznano za autentyczne.
Stalin nie miał wątpliwości, że syn go zdradził. Dyktator nie wziął jednak na siebie żadnej odpowiedzialności za sytuację syna, mimo że sam wprowadził rozkazy uznające wszystkich jeńców za zdrajców. Zamiast tego zaczął mścić się na rodzinie pierwszej żony. 20 sierpnia rozstrzelano wuja Jakowa, Aloszę Swanidze, a także Marię Swanidze, siostrę Jekatieriny.
Represje dotknęły całą rodzinę, a wkrótce aresztowano również Julię, żonę Jakowa. Ich córka Galina nie widziała matki przez wiele lat. Jakow w niewoli odmawiał współpracy z Niemcami. Kapitan Wilfried von Strikfeld, który go znał, wspominał, że syn Stalina miał „sympatyczną twarz o ostrych gruzińskich rysach”, zachowywał się powściągliwie i nie wierzył w zwycięstwo Niemiec.
Z przesłuchań zachował się szczegółowy protokół, w którym Jakow odpowiadał na około 150 pytań niemieckich oficerów. Twierdził, że nie cofnąłby się, gdyby widział odwrót swojej dywizji, bronił ojca przed oskarżeniami o wpływy żydowskie i przyznał, że wstydzi się przed ojcem, że nie zginął. Protokół trafił do Josefa Goebbelsa, który w swoim dzienniku zapisał, że Jakow „odpowiada jak prawdziwy bolszewik”, a jego zeznania „przemawiają raczej za jego ojcem, a przeciw niemu” i nie nadają się do wykorzystania propagandowego. Jakow konsekwentnie odmawiał współpracy – nie zgodził się ani na dłuższe oświadczenie, ani na audycję radiową.
Pod koniec 1941 roku Jakow trafił do oflagu w Hammelburgu, gdzie warunki były wyjątkowo ciężkie, co miało skłonić więźniów do współpracy. Polski więzień Aleksander Użyński wspominał, że Jakow wyglądał bardzo źle – był wycieńczony, miał poczerniałą twarz i głęboko zapadnięte oczy. Gdy strażnik namalował mu na ubraniu litery „SU”, Jakow powiedział głośno: „Niech sobie maluje, Związek Radziecki jest moją ojczyzną”. W maju 1942 roku Jakow trafił do obozu w Lubece, gdzie przebywało wielu polskich oficerów.
Warunki były tam nieco lepsze, a Polacy odnosili się do niego z dużą życzliwością, dzieląc się paczkami z Czerwonego Krzyża, a nawet dbając o uszycie mu munduru i butów. Jakow zaprzyjaźnił się z porucznikiem Marianem Węclewiczem, któremu opowiadał o trudnej relacji z ojcem i prosił, by jeśli nie wróci do ZSRR, przekazał Stalinowi, że nigdy go nie zdradził. Podczas rozmów z polskimi współwięźniami Jakow otwarcie przyznał, że za mordem w Katyniu stoją Sowieci. Polacy zapamiętali go jako serdecznego i życzliwego, choć pałającego nienawiścią do Niemców.
Jednemu z oficerów, pułkownikowi Aleksandrowi Sałackiemu, Jakow zostawił kartkę z pozdrowieniami, która zachowała się do dziś. Wspominał też, że początkowo był nieufny wobec współwięźniów z obawy przed obozową inwigilacją, ale później zawierał z Polakami przyjaźnie. „Ja Polaków wcześniej nie znałem, ale wyście mi dali serce, a za serce trzeba płacić sercem” – mówił Jakow przed wywiezieniem do obozu w Sachsenhausen. Gdy Jakow przebywał w obozach jenieckich, na froncie wschodnim ważyły się losy bitwy pod Stalingradem.
Po wzięciu do niewoli niemieckiego feldmarszałka Friedricha Paulusa Niemcy mieli zaproponować wymianę – Jakow za Paulusa. Stalin odmówił, mówiąc, że nie wymienia się żołnierzy na feldmarszałków, a wszyscy sowieccy żołnierze są jego synami. Kilka miesięcy później stosunek Stalina do pojmanego syna zaczął się zmieniać za sprawą wiadomości od jednego z towarzyszy broni Jakowa, który pisał, że syn przywódcy został porzucony przez dowództwo dywizji na pastwę Niemców. Jeszcze w 1943 roku Stalin zwolnił z aresztu Julię i zezwolił jej na kontakt z córką.
Generał Gieorgij Żukow w swoich wspomnieniach potwierdzał, że dyktator zmienił stosunek do syna. Gdy w marcu 1945 roku zapytał Stalina, czy wie, co stało się z Jakowem, ten odpowiedział, że Niemcy z pewnością go zabili, ponieważ odmówił kolaboracji i „wybrał raczej śmierć niż zdradę ojczyzny”. Tymczasem w Sachsenhausen Jakow był więźniem specjalnym. Mógł nosić mundur, otrzymywał solidniejszy przydział jedzenia i pozwolono mu dbać o higienę.
Według wspomnień współwięźniów pozostał komunistą, ale przez obozowe radio poznał komunikat Stalina mówiący wprost, że „nie ma jeńców wojennych, są tylko zdrajcy ojczyzny”. Jakow borykał się z depresją. Nie ma pełnej pewności, co dokładnie wydarzyło się w Sachsenhausen. Jedna wersja mówi o kłótni z niemieckimi strażnikami, inna o sporze z brytyjskimi jeńcami, który miał doprowadzić do załamania nerwowego i decyzji o odebraniu sobie życia.
Mało wiarygodną hipotezę wysunął adoptowany syn Stalina, Artiom Siergiejew, który twierdził, że cała akcja z niewolą była inscenizacją, a zdjęcia na ulotkach fotomontażem. Najbardziej wiarygodna wydaje się relacja Gustawa Wegenera, dowódcy batalionu SS i komendanta obozu Sachsenhausen. Według niego pod koniec 1943 roku, gdy więźniowie wracali ze spaceru, Dżugaszwili odmówił pójścia do baraku i zażądał rozmowy z komendantem. Gdy SS-man poszedł zadzwonić, Jakow przekroczył zakazaną strefę i ruszył w stronę drutów pod napięciem.
Mimo ostrzeżeń wartownika szedł dalej, rozerwał bluzę na piersi i krzyknął „Strzelaj! ”. Wartownik oddał strzał, a Jakow jednocześnie chwycił druty wysokiego napięcia. Jego zwłoki wisiały na ogrodzeniu przez 24 godziny, zanim zabrano je do krematorium.
Raport sporządzony po śmierci Jakowa zawiera więcej szczegółów. 14 kwietnia 1943 roku około godziny 20:30 podoficer SS zażądał od Dżugaszwilego udania się do baraku. Ten odmówił, domagał się rozmowy z komendantem i prosił o rozstrzelanie. Gdy podoficer poszedł zawiadomić przełożonego, Jakow biegał między barakiem a ogrodzeniem, krzycząc w stronę posterunku, aby go rozstrzelano.
Nagle odrzucił kij, przekroczył granicę strefy neutralnej i wszedł w zasieki, łapiąc lewą ręką izolator drutu pod napięciem, a potem prawą ręką sam drut. Wartownik oddał strzał, który trafił Jakowa w prawą część twarzy i zabił go na miejscu. Po wojnie Stalin wypowiadał się o synu pozytywnie. Jakow został pośmiertnie odznaczony orderem wojny ojczyźnianej, ale przez długi czas nawet najbliższa rodzina nie wiedziała, co się z nim stało.
Swietłana Alliłujewa wspominała, że rodzina nadal liczyła na cud i że otrzymywała dziwne przesyłki z zagranicy, wyglądające jak paczki od Jakowa. Krążyły plotki, że Stalin potajemnie wymienił syna na kogoś ważnego, że Jakow został przewieziony do Ameryki, że widziano go w Gruzji albo że uciekł i ożenił się z Włoszką. Jedna z najbardziej fantastycznych pogłosek głosiła, że Jakow uciekł do Iraku, a przyszły dyktator tego kraju Saddam Hussein jest jego synem. Prawda okazała się znacznie prostsza i bardziej tragiczna.
Jakow Dżugaszwili zginął między obozowymi barakami i drutami kolczastymi Sachsenhausen, a jego los przez dekady pozostawał owiany tajemnicą propagandy i osobistej tragedii. Jego historia do dziś budzi pytania o to, kim naprawdę był pierworodny syn Józefa Stalina – zdrajcą, bohaterem, czy tragicznym cieniem własnego ojca.