10:19 rano na miejscu katastrofy w Smoleńsku było już pełno milicjantów, funkcjonariuszy FSB i OMON-u. Dziennikarze, którzy jako pierwsi dotarli w rejon lotniska, nie mieli żadnych szans, by przedrzeć się przez kordon. Reporterzy reagowali emocjonalnie, dochodziło do ostrych wymian zdań z rosyjskimi służbami. Jedną z najbardziej zdeterminowanych była Barbara Włodarczyk, która krzyczała w stronę Rosjan: „Natychmiast nas przepuśćcie.

Nie macie prawa nas blokować. My tam musimy wejść. Musimy to wszystko zobaczyć na własne oczy, nagrać i wypuścić do kraju, bo Polska na to czeka, bo to nasz prezydent, a nie wasz”. W polskiej telewizji po raz pierwszy pokazano nagrania szarpanin między dziennikarzami a milicją.
Reporterzy byli na miejscu od kilkunastu minut, ale wciąż nie mieli dostępu do miejsca katastrofy. Rosjanie blokowali przejście, nie udzielali informacji i unikali rozmów. Mimo to część dziennikarzy próbowała zdobywać informacje na własną rękę. Wiktor Bater wspominał później, że na uboczu rozmawiał z jednym z milicjantów, który widział moment katastrofy i mówił: „Ten samolot skosił naszą antenę, tak nisko leciał, prawie spadł nam na głowy.
Będziemy świętować dzisiaj nasze powtórne narodziny”. W niektórych przypadkach pojawiła się nadmierna natarczywość części reporterów. Kto pierwszy przekaże ważniejszą informację, kto uchwyci więcej, kto nada bardziej wstrząsający materiał. Pojawiły się wzajemne zarzuty o przekraczanie granic i brak wyczucia w obliczu tragedii.
Do stacji telewizyjnych w Polsce docierały już w miarę spójne informacje. Samolot się rozbił, a większość przekazów wskazywała na śmierć wszystkich pasażerów. W kraju narastało niedowierzanie i ciężka atmosfera. Coraz więcej osób zaczynało rozumieć, że mają do czynienia z wydarzeniem o historycznej skali.
Na uczelniach przerywano zajęcia. W wielu zakładach pracy skracano dzień lub zwalniano pracowników do domu. Trudno było skupić się na czymkolwiek innym. 10:27.
Telewizja Polska po raz pierwszy emituje materiał Sławomira Wiśniewskiego z miejsca tragedii. Obrazy te wkrótce obiegły cały świat. 10:29. Polski reporter Jarosław Olechowski cytuje dla telewizji polskiej wypowiedź rosyjskiego milicjanta, który twierdził, że zna szczegóły wypadku.
Według jego relacji samolot leciał bardzo nisko nad ziemią, przechylony na lewe skrzydło pod kątem około 45 stopni. Maszyna zawadziła skrzydłem o ziemię, które wyryło długi i głęboki rów. Po upadku samolot eksplodował. Gdy dotarł na miejsce, pierwsze jednostki ratownicze stwierdziły, że nie ma po co wzywać karetek pogotowia, bo nikt tej katastrofy nie mógł przeżyć.
11:00. Minister Radosław Sikorski rozmawiał z ambasadorem RP we Francji Tomaszem Orłowskim. Powierzył mu nowe zadanie – miał jak najszybciej wrócić do Polski i objąć nadzór nad przygotowaniem pogrzebu prezydenta. Wybór nie był przypadkowy, Orłowski był doświadczonym dyplomatą, specjalistą w zakresie ceremoniału i etykiety.
Równolegle w Ministerstwie Spraw Zagranicznych pojawiła się konieczność uzupełnienia braków kadrowych. W katastrofie zginęli bowiem kluczowi urzędnicy, między innymi Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego. Jego obowiązki przejął Janusz Niesyto. W tle narastał spór o Pałac Prezydencki.
Część osób z kancelarii prezydenta uważała, że działania związane z przejmowaniem obowiązków przez marszałka Sejmu były zbyt szybkie i chaotyczne. Wskazywano, że nie było jeszcze formalnego potwierdzenia śmierci prezydenta. W tym samym czasie Bronisław Komorowski podejmował pierwsze decyzje kadrowe. Wyznaczono osoby, które miały przejąć obowiązki po urzędnikach zmarłych w katastrofie, między innymi szefa Kancelarii Prezydenta oraz szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Prawo do prezydentury Bronisława Komorowskiego zanegował Andrzej Duda, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta. Kwestionował podstawy prawne tych działań. Twierdził, że bez formalnego aktu zgonu Lecha Kaczyńskiego marszałek Sejmu nie może przejąć kompetencji głowy państwa. Całą sytuację określał jako zamach stanu i naruszenie konstytucji.
Był to jeden z pierwszych wyraźnych sporów politycznych tego dnia. Andrzej Duda opowiadał o tej sytuacji ze szczegółami kilka miesięcy później przed parlamentarnym zespołem do spraw zbadania przyczyn katastrofy. Z jego relacji wynika, że około godziny 11:00 zadzwonił do niego minister Lech Czapla, pełniący obowiązki szefa Kancelarii Sejmu, z informacją o sytuacji i planach marszałka Komorowskiego dotyczących przejęcia obowiązków prezydenta. Duda zapytał, na jakiej podstawie ma to nastąpić i czy ktokolwiek widział ciało prezydenta lub otrzymał notę dyplomatyczną od strony rosyjskiej.
Gdy usłyszał, że nie, stwierdził, że dla niego nie jest oczywiste, że prezydent nie żyje. Ostrzegł, że jeśli marszałek wygłosi oświadczenie o przejęciu obowiązków, będzie to dla niego złamanie konstytucji. Rozmowa zakończyła się kilkoma nieprzyjemnymi słowami. Bronisław Komorowski wspominał te wydarzenia inaczej.
W rozmowie z Teresą Torańską mówił, że Andrzej Duda widocznie uważał, że powinien czekać na rosyjski akt zgonu. Komorowski podkreślał, że to byłoby nieprawdopodobne, bo oznaczałoby, że państwo rosyjskie zdecyduje, kiedy nastąpi w Polsce rozwiązanie kryzysowej sytuacji. Dla niego ważniejsze było oświadczenie polskiego ambasadora i ministra spraw zagranicznych. Sprawy ostatecznie przesądziła depesza kondolencyjna prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, w której z nazwiska wymieniono Lecha Kaczyńskiego.
Dokument ten stał się podstawą do przejęcia obowiązków głowy państwa przez marszałka Sejmu zgodnie z zapisami konstytucji. 11:06. Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski przekazał dziennikarzom, że istnieje możliwość, iż trzy osoby przeżyły katastrofę. Informacja padła na żywo na antenie telewizyjnej i natychmiast wywołała poruszenie.
Paszkowski zastrzegał, że to niepotwierdzona wiadomość agencyjna i że źródła dyplomatyczne jej nie potwierdzają. 11:26. Media wciąż powtarzały tę samą informację. W całym kraju opuszczono flagi do połowy masztu.
Pod Pałacem Prezydenckim pojawiały się znicze i kwiaty. Ludzie zatrzymywali się i zostawiali je w ciszy. 11:30. Rosyjska agencja RIA Nowosti podała informację, która w kolejnych latach stanie się jednym z głównych punktów sporu wokół przyczyn katastrofy.
Nie była to sugestia, lecz jednoznaczne stwierdzenie rosyjskich mediów – za katastrofę mieli odpowiadać wyłącznie piloci. 11:35. W TVP Info odczytano listę pasażerów Tu-154M, którzy mieli znajdować się na pokładzie. Kilka minut później Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało kolejny komunikat.
Mówiono o 88 ofiarach. Nadal nie była to ostateczna liczba. 11:59. W polskich mediach pojawiły się pierwsze ostrożne analizy dotyczące przyczyn katastrofy.
Najczęściej, śladem rosyjskich informacji, wskazywano na możliwy błąd pilotów. Mimo to w TVP Info prowadzący Adrian Klarenbach zdecydował się zadać na antenie pytanie, którego większość wolała unikać – czy pilot mógł ryzykować, mając na pokładzie tyle ważnych osób. 12:00. Zabrzmiał Dzwon Zygmunta, symbolicznie rozpoczynając żałobę w Polsce.
W całym kraju odzywały się kościelne dzwony. W siedzibie PiS przy ulicy Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński wraz z Joachimem Brudzińskim, Pawłem Kowalem i Adamem Bielanem próbowali zorganizować jak najszybszy wyjazd do Smoleńska. Ostatecznie udało się znaleźć firmę Sky Taxi. Plan zakładał wylot około godziny 15:00 do Witebska na Białorusi, a stamtąd dalszą drogę lądem do Smoleńska.
Około południa pojawiła się jednak nieoczekiwana propozycja. Premier Donald Tusk zaproponował wspólny lot samolotem rządowym. Tu zaczynają się rozbieżności w relacjach. Według jednej z wersji, opisywanej przez dziennikarzy Michała Krzymowskiego i Marcina Dzierżanowskiego, między politykami PiS doszło do rozmowy dotyczącej tej propozycji.
Adam Bielan zastanawiał się, czy to nie jest dobry pomysł, bo Tusk dostałby asystę służb, nie byłoby problemu ze zgodami na przelot i lądowanie, ani z transportem z Witebska do Smoleńska. Wtedy Jarosław Kaczyński miał wtrącić ostro: „Nie, oni zabili mi brata. Chcę lecieć z przyjaciółmi, a nie z wrogami”. Inna relacja pochodzi od Joachima Brudzińskiego.
Polityk PiS zaznaczał, że o propozycji dowiedział się w okolicy godziny 14:00, że propozycję lotu złożono tylko Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego asystentowi, a decyzja o locie osobno zapadła, gdyż lot prywatnym samolotem odbyłby się szybciej. Brat prezydenta wolał lecieć ze swoimi ludźmi. 12:05. Witold Waszczykowski, wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, oznajmił w wywiadzie, że nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia śmierci prezydenta Kaczyńskiego.
Wiadomość ta wpisywała się w spór na linii Andrzej Duda – Bronisław Komorowski. W międzyczasie w polskiej telewizji wciąż łudzono się, że katastrofę przeżyły trzy osoby. Odwołano wszystkie imprezy sportowe, spektakle i wydarzenia artystyczne. Z minuty na minutę przybywało ludzi pod Pałacem Prezydenckim.
O 12:30 były ich już tysiące. Mniej więcej w tym samym czasie, po skróconych uroczystościach na cmentarzu katyńskim, polskie delegacje, parlamentarzyści, wojskowi i rodziny katyńskie zostali zabrani autokarami na obiad do hotelu Nowyj, położonego nieopodal lotniska. Pierwotnie miał to być uroczysty obiad z udziałem prezydenta. Po katastrofie uznano, że odbędzie się szybki posiłek, po którym wszyscy udadzą się na dworzec i wrócą do Polski.
Sprawa wyszła na jaw lata później i wywołała niemały skandal. Dziennikarze i politycy przekomarzali się głównie z posłami PiS, że jak to możliwe, że obok leżał rozbity samolot, a w pobliskim hotelu jedzono obiad. Dostało się głównie Antoniemu Macierewiczowi, który zamiast zabezpieczać miejsce katastrofy, w ogóle się tam nie pojawił. Jak to wyglądało w rzeczywistości?
Niektórzy w ogóle nie byli w stanie jeść. Wielu zjadło odrobinę, by nabrać sił przed piętnastogodzinną podróżą pociągiem. Jeszcze inni, jak wspominała konsul Longina Putka, wykazali się całkowitym brakiem wyczucia sytuacji. Zarzucano jej pytaniami i pretensjami, że miało być zwiedzanie Smoleńska i po co tak szybko wyjeżdżać.
Jakiś pan zaczepił ją i powiedział: „Tak mało czasu było na zjedzenie obiadu. Nie zdążyłem zjeść ziemniaków”. 12:40. Rosyjska telewizja nadała kolejny komunikat, który jednoznacznie obciążał polskich pilotów.
Przekaz był prosty – warunki pogodowe były fatalne, a załoga Tu-154M, mimo sugestii kontrolerów, nie zdecydowała się na odejście na lotnisko zapasowe w Mińsku. Dziś wiadomo, że nie była to prawda. Kontrolerzy informowali o trudnych warunkach, ale nie wydali jednoznacznego polecenia odejścia na zapasowe lotnisko. Narracja o winie pilotów pojawiła się w momencie, gdy nie ustalono jeszcze liczby ofiar, nie odczytano rejestratorów i nie przeprowadzono pełnej analizy zdarzenia.
W tej sprawie jest jeszcze jeden wątek, który mimo upływu lat pozostaje niewyjaśniony. Duże poruszenie wywołał wywiad Sławomira Petelickiego dla „Wprost”, udzielony w pierwszą rocznicę katastrofy. Były funkcjonariusz SB, później generał wojska polskiego i twórca jednostki GROM, twierdził, że w dniu katastrofy do części polityków oraz niektórych dziennikarzy rozsyłano SMS-a o jednoznacznej treści. Wywiad szybko wywołał burzę.
Materiał zniknął ze strony „Wprost”, ale sam generał wracał do tej sprawy w kolejnych wypowiedziach, między innymi w rozmowach radiowych. Twierdził, że pokazywał raport przed publikacją różnym osobom, w tym dwóm kolegom z Platformy. Jeden z nich powiedział mu o SMS-ie wysłanym zaraz po katastrofie do niektórych osób z Platformy, który brzmiał jak instrukcja: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy we mgle zeszli poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego zmusił”.
Według Petelickiego SMS miał wyjść z trójkąta: Tusk – Arabski – Graś. 12:42. Dopiero o tej godzinie media podały pełną listę pasażerów rozbitego Tu-154M. Reporterzy nie mieli czasu, by się z nią zapoznać.
Czytali nazwiska na antenie, często łamiącym się głosem. W wielu przypadkach były to osoby, które znali osobiście. 12:55. Miejsce katastrofy było już szczelnie odgrodzone kordonami milicji i rosyjskich służb.
Dziennikarzy odsunięto na odległość kilkudziesięciu metrów. Z czasem dostęp do terenu lotniska uzyskali jedynie reporterzy TVP oraz rosyjskiej telewizji państwowej. Ta sytuacja odbiła się później na relacjach między telewizją polską a innymi redakcjami. 13:00.
Rosyjskie Ministerstwo do spraw Sytuacji Nadzwyczajnych podało informację o 96 ofiarach katastrofy. W polskich mediach zaczęły się pierwsze dyskusje, czy tak liczna grupa osób pełniących najważniejsze funkcje państwowe powinna znajdować się na pokładzie jednego samolotu. Strona rosyjska zapowiedziała, że śledztwo będzie prowadzone w ścisłej współpracy z polskimi organami. Nadzór nad nim miał sprawować prokurator generalny Rosji Jurij Czajka.
W Polsce zapadały pierwsze decyzje formalne. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski poinformował, że zwrócił się do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o wszczęcie odrębnego śledztwa. Do Smoleńska mieli udać się polscy prokuratorzy. Oczekiwano na zgodę strony rosyjskiej.
13:39. Polskie media za rosyjskimi źródłami przekazywały informacje o odnalezieniu pierwszego rejestratora lotu, tak zwanej czarnej skrzynki. 13:40. Głos w sprawie katastrofy zabrał marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, który zgodnie z konstytucją przejmował obowiązki głowy państwa: „Dziś nie ma podziału na lewicę i prawicę.
Dziś jesteśmy razem, stojąc wobec wielkiego dramatu, w obliczu śmierci wielu ludzi”. 14:00. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa uruchomiło specjalne numery dla rodzin osób, które zginęły w katastrofie. Powstała również linia informacyjna na miejscu w Smoleńsku.
Pracownicy RCB weryfikowali listę pasażerów i ustalali dane osób, od których należało pobrać materiał genetyczny. Oficjalnie przekazywano, że działania przebiegają sprawnie. W rzeczywistości była to praca skrajnie obciążająca psychicznie, chaotyczna i trudna do udźwignięcia. Dziennikarze Michał Krzymowski i Marcin Dzierżanowski opisywali to następująco: w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa panował potworny bałagan.
Urzędnicy jeszcze w niedzielę, kilkadziesiąt godzin po katastrofie, nie umieli ustalić danych kontaktowych części rodzin ofiar. Do jednych dzwonili po kilka razy, do innych wcale. Mylili godziny wylotów na identyfikację zwłok do Moskwy. Podawali sprzeczne informacje dotyczące tego, co trzeba ze sobą zabrać.
Rozmowy z bliskimi ofiar i bez tego szły bardzo ciężko. Jedni pytali: „Kto pozwolił mojemu bratu tam jechać? Kto go tam puścił? ” Inni wypierali wiadomość o katastrofie.
„Pani jest bezczelna. Mój mąż żyje” – usłyszała od jednej z wdów pracownica centrum. Po tej rozmowie odeszła od telefonu, powiedziała, że nie da rady dalej dzwonić i przyznała, że sama potrzebuje psychologa. Krótko po 14:00 rozpoczęło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów.
Obrady otwarto minutą ciszy. Premier poinformował, że uda się do Smoleńska. Ogłosił też powołanie specjalnego zespołu rządowego, który miał koordynować pomoc dla rodzin ofiar. Jeszcze przed rozpoczęciem obrad zapadła decyzja o jak najszybszym sprowadzeniu ciał do Polski.
Zakładano, że jeśli działania się opóźnią, dostęp do ciał może zostać ograniczony lub utrudniony przez Rosjan. Późniejsze wydarzenia związane z wrakiem Tupolewa pokazały, że takie obawy nie były bezpodstawne. W tym samym czasie prowadzono działania związane z identyfikacją ofiar. Przeszukiwano pokoje poselskie osób, które zginęły w katastrofie, ale na stałe mieszkały poza Warszawą.
Celem było zabezpieczenie materiału genetycznego do późniejszych porównań. Problem polegał na tym, że działania często podejmowano bez wcześniejszej zgody rodzin. Funkcjonariusze ABW pojawiali się również w prywatnych mieszkaniach. W obecności bliskich pobierano materiał do badań, nie zawsze w sposób uwzględniający skalę emocji i sytuacji rodzin.
14:18. Donald Tusk po raz pierwszy po katastrofie zabrał głos w rozmowie z mediami: „Takiego dramatu współczesny świat nie widział”. 14:30. W studiu TVP po raz pierwszy pojawił się gość, który nie gryzł się w język co do stanu samolotów Tupolew.
Grzegorz Kostrzewa z ORBAS mówił, że latał tymi samolotami 20, 19, 18 lat temu, gdy był dyrektorem w Ministerstwach Spraw Zagranicznych i Obrony Narodowej, i że były to te same maszyny. Podkreślał, że takimi samolotami nie przewożą pasażerów żadne linie lotnicze w Europie. 15:00. Z Warszawy startuje prywatny samolot Saab 340 z politykami PiS na pokładzie.
Maszyna mogła pomieścić nieco ponad 30 osób. Poza pilotem, Jarosławem Kaczyńskim oraz księdzem Henrykiem Bartuszką, na pokładzie znajdowało się kilkanaście osób, w tym cioteczny brat braci Kaczyńskich Jan Tomaszewski oraz współpracownicy prezesa partii: Paweł Kowal, Joachim Brudziński i Małgorzata Gosiewska. Mniej więcej o tej samej godzinie miała miejsce rozmowa Władimira Putina z Dmitrijem Miedwiediewem przed kamerami. Omawiali sytuację wokół tragedii oraz zadania, jakie będą wykonywać.
15:30. Na lotnisku Siewierny minister do spraw sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu informował, że trwa badanie przyczyn katastrofy. Zapowiadał analizę toru lotu i przebiegu podejścia do lądowania. Podkreślał trudne warunki pogodowe i gęstą mgłę.
W jego wypowiedzi pojawiły się także tezy, które później okazały się niezgodne z prawdą – między innymi o kilku próbach lądowania i sugestia, że załoga nie zastosowała się do zaleceń kontrolerów w sprawie lądowania w Mińsku lub Moskwie. Szojgu zdementował doniesienia o trzech osobach, które miały przeżyć katastrofę. Zapowiedziano transport ciał do Moskwy. Według przekazywanych informacji samolot był całkowicie zniszczony, a szczątki rozrzucone na znacznym obszarze – od kilkuset metrów do ponad kilometra od pasa startowego.
Pożar miał zostać szybko opanowany. W chwili, gdy trwała ta konferencja, w Częstochowie rozpoczęła się msza święta w intencji ofiar katastrofy. 16:00. Polskie media pokazały orędzie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa skierowane do Polaków.
Ogłoszono również, że 12 kwietnia będzie w Rosji dniem żałoby narodowej. Miedwiediew składał najgłębsze i najszczersze wyrazy współczucia narodowi polskiemu. 16:14. Z całego świata napływały kondolencje do Polski – ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Watykanu, Francji i wielu innych państw.
Wiele z nich miało charakter formalny, wpisujący się w dyplomatyczny protokół. Niektóre wyróżniały się bardziej osobistym tonem. Na żywo z Gruzji swoje ubolewanie wyraził Micheil Saakaszwili: „Dla mnie to osobiście jeden z najgorszych dni w moim życiu. Straciłem kogoś, kto był moim bliskim doradcą.
Moja żona płacze. Prezydent Kaczyński zrobił bardzo dużo dla Gruzji. Był o wiele większym człowiekiem niż większość polityków, których spotkałem. Kochał wolność jak Polacy.
Dla Gruzji był człowiekiem odwagi, braku konformizmu. Podejmował decyzje, których nie wszyscy rozumieli, ale on w nie wierzył. Kochał mój kraj, mój naród. My też go kochaliśmy”.
16:15. Agencja RIA Nowosti, powołując się na wysokich rangą przedstawicieli rosyjskich służb, podała informację o odnalezieniu ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego na miejscu katastrofy. 16:24. Rusłan Puchow, dyrektor Rosyjskiego Centrum Analiz Strategicznych i Technologii, w rozmowie dla Telewizji Polskiej mówił, że dyspozytor rosyjski polecał wylot i udanie się do Mińska lub Moskwy, ale piloci nie usłuchali.
To kolejny dowód na to, że rosyjska narracja była już w tym momencie jednolita: złe warunki pogodowe i maksymalnie eksponowana teoria o błędzie pilotów. 16:26. Prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė przekazała Polakom kondolencje za sprawą polskiej telewizji. W katedrze wileńskiej trwała msza święta z udziałem władz.
Na Litwie ogłoszono trzydniową żałobę narodową. Prezydent Litwy mówiła po polsku: „Trzymajcie się, Polacy. Jesteśmy z wami”. 16:30.
Na lotnisku w Witebsku na Białorusi ląduje prywatny samolot z Jarosławem Kaczyńskim i politykami PiS. Władze białoruskie sprawnie pomagają przy organizacji transportu. Delegację przyjęto ze wszystkimi udogodnieniami. Na lotnisku obecny był gubernator Witebska i białoruska eskorta.
Dla podróżnych przygotowano pokoje VIP i posiłki. Na miejscu była też konsul z Moskwy Longina Putka, która przyjechała ze Smoleńska i od tej pory miała towarzyszyć delegacji w drodze na miejsce katastrofy. Gdy witała się z Pawłem Kowalem, powiedziała, że w Smoleńsku będzie na nich czekał ambasador Jerzy Bar, na co polityk PiS wykrzyknął ze zdziwieniem: „To Jurek żyje? ” To kolejne świadectwo panującego chaosu informacyjnego.
Wkrótce politycy przesiadają się do autokarów i ruszają w stronę Smoleńska. Czeka ich 160 kilometrów drogi. Mniej więcej w tym samym czasie uczestnicy delegacji, którzy przyjechali do Katynia specjalnym pociągiem, rozpoczęli podróż powrotną do Polski. 16:37.
W polskiej telewizji po raz pierwszy pokazano animację mającą odtworzyć przebieg katastrofy. Była to pierwsza tego typu wizualizacja oparta na wczesnych rosyjskich relacjach. Pokazywała między innymi, że samolot krążył nad lotniskiem przed podejściem do lądowania. Dziś wiadomo, że taki scenariusz nie miał miejsca – samolot rozpoczął podejście niemal od razu po wejściu w rejon Smoleńska.
Kilka dni później Rosjanie opublikowali inną wizualizację. 17:30. Na Wawelu w katedrze rozpoczęła się msza święta, której przewodniczył kardynał Stanisław Dziwisz. Chętnych do udziału było tak wielu, że na wzgórzu ustawiono telebimy.
Tłumy gromadziły się także na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Ustawiały się długie kolejki, by wpisać się do księgi kondolencyjnej wyłożonej w Pałacu Prezydenckim. W tym samym czasie premier Donald Tusk wyruszył samolotem rządowym do Witebska. Stamtąd w kolumnie samochodów miał udać się na miejsce katastrofy.
18:00. Autokar z politykami PiS jechał przez Białoruś w stronę granicy z Rosją. Droga między Witebskiem a Smoleńskiem była niemal pusta. Co kilka kilometrów stali milicjanci, oddając honory przejeżdżającej kolumnie.
Kierowca utrzymywał wysoką prędkość, nie zwalniając poniżej 100 km/h. Autokar poruszał się w asyście karetki, dwóch radiowozów oraz samochodu konsulki. Po dotarciu do granicy z Rosją wszystko zaczęło się zmieniać. 18:15.
Do Warszawy zaczęły przyjeżdżać kolejne rodziny ofiar z całego kraju. W hotelu Novotel uruchomiono centrum wsparcia. Pracowano tam bez przerwy w systemie zmianowym, często ponad siły. W tym samym miejscu bliscy ofiar mogli skorzystać z noclegu.
18:30. Samolot rządowy z Donaldem Tuskiem ląduje w Witebsku. Premierowi towarzyszą członkowie rządu: wicepremier Waldemar Pawlak, minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, a także bliscy współpracownicy Paweł Graś i Tomasz Arabski. Trwa przesiadka do limuzyn podstawionych przez władze białoruskie.
Białorusini przedsięwzięli ogromne procedury bezpieczeństwa. Obecny w trakcie przejazdu polski dyplomata w Mińsku Witold Jurasz wspominał, że Białorusini zachowywali się wyjątkowo przyzwoicie i łamali nawet własne prawo, by pomóc. Każda boczna droga była zablokowana przez radiowozy. Na granicy z Rosją na dachach baraków leżeli snajperzy, niektórzy z bronią wycelowaną w stronę Rosji.
Jurasz podszedł do szefa ochrony Łukaszenki i zapytał o powód takich środków ostrożności. Usłyszał: „Pan jest pewien, co tam się zdarzyło, bo ja nie. A znając Rosjan, wszystko jest możliwe. Dopóki nie wiemy, pilnujemy, żeby waszym politykom i waszym przywódcom na terenie Białorusi nic się nie stało”.
Kolumna z Donaldem Tuskiem wkrótce ruszy w tym samym kierunku co autokar z Jarosławem Kaczyńskim. Ten natomiast dotarł już do granicy z Rosją. Najpierw pojazd zatrzymano na przejściu granicznym. Trwało to długo.
Za długo, przez wzgląd na okoliczności. W końcu z autokaru wysiada Paweł Kowal i idzie zapytać, co się dzieje. „Podszedłem do protokolanta z rosyjskiego protokołu. Stwierdził, że mamy czekać.
Od razu wyczułem, że coś ukrywa. Facet mówi, że nie możemy jechać, że coś muszą sprawdzić, na kogoś poczekać, i mnożą się kłopoty, które ewidentnie są wymyślone” – wspominał. 19:05. W archikatedrze Świętego Jana Chrzciciela w Warszawie rozpoczęła się msza święta w intencji ofiar katastrofy.
W świątyni obecni byli między innymi Bronisław Komorowski z żoną, Radosław Sikorski i inni członkowie rządu, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Duda, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz oraz były premier Jan Olszewski. W trakcie mszy listę ofiar odczytał aktor Jerzy Zelnik. Nabożeństwu przewodniczył arcybiskup Kazimierz Nycz. Całość transmitowała Telewizja Polska.
Panowała atmosfera powszechnego zjednoczenia narodu pogrążonego w żałobie. 19:10. Autokar z politykami PiS wciąż stał na przejściu granicznym z Rosją. Dopiero po telefonicznej interwencji jednego z dyplomatów kolumna ruszyła z opóźnieniem sięgającym kilkudziesięciu minut.
Tempo było jednak nadal bardzo wolne. Przez Rosję pojazd jechał w asyście milicji, ale trudno było mówić o sprawnym przejeździe. Kolumna poruszała się niemal w ślimaczym tempie. O ile przez Białoruś podróż przebiegała szybko i bez przeszkód, tak po wjechaniu na teren Rosji wszystko wyraźnie zwolniło.
Po kilkunastu minutach za autokarem utworzył się sznur przypadkowych samochodów. Kierowcy zaczęli trąbić i wyprzedzać kolumnę, a służby nie interweniowały. Joachim Brudziński wspominał: „Na granicy białorusko-rosyjskiej przejęła nas policja rosyjska i od razu w sposób ewidentny poczuliśmy, że coś niedobrego się dzieje. Nagle zaczęliśmy jechać bardzo wolno.
Ktoś zapytał kierowcę, czy nie można szybciej. Powiedział, że nie. Jechaliśmy 30 km/h”. Podobnie przedstawiał sytuację Paweł Kowal: „Któryś z kolegów mówi: oni coś powoli jadą, a ja jednak jestem naiwny, ochrzaniłem kolegę, żeby przestał robić awanturę i nie podkręcał atmosfery.
Po kilku minutach znowu do mnie podchodzi i raptem dociera do mnie, że on ma rację. Podchodzę do kierowcy, sprawdzam na liczniku prędkość – ma niecałe 30 km. Pytam, czy zawsze jeździ tak powoli. Mówi, że nie, że zna drogę, wielokrotnie nią jeździł i nigdy tak powoli”.
Aby przyspieszyć konwój, Paweł Kowal zadzwonił do Tomasza Arabskiego, prawej ręki Donalda Tuska. Ten siedział już w limuzynie rządowej, która wyjechała z Witebska. Kowal relacjonował: „Słuchaj, mamy problem. Jesteśmy już po rosyjskiej stronie, ale strasznie nas spowalniają.
Jedziemy 20 na godzinę”. Arabski obiecał dowiedzieć się, o co chodzi. Gdy się rozłączył, siedzący obok minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zapytał, co się stało. Arabski odpowiedział: „Dzwonił Kowal.
Mówi, że jadą 20 na godzinę. Podobno Rosjanie ich spowalniają. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby mówili, że to nasza wina”. Gdy autokar z politykami PiS zjechał nagle na pobocze, pasażerowie zaczęli dopytywać rosyjskich policjantów, o co chodzi.
Wtedy minęła ich na sygnałach kolumna rządowych samochodów z Polski. Politycy PiS wiedzieli już, że celowo spowalniano ich autokar, aby na miejscu tragedii jako pierwszy pojawił się Donald Tusk. W autokarze zaczęły się pierwsze oskarżenia pod adresem polskiego rządu. Tymczasem prawdopodobnie wszystko to zaaranżował sam Putin, który nie chciał witać delegacji Jarosława Kaczyńskiego w Smoleńsku, a co niechybnie musiałby uczynić, gdyby to oni przyjechali pierwsi.
Ambasador Jerzy Bar dobrze pamiętał tę sytuację. Wiele razy alarmowany telefonicznie przez Pawła Kowala interweniował u władz rosyjskich, by przyspieszyły podróż. „Uspokajają mnie, że wszystko jest w porządku i Jarosław Kaczyński dotrze wkrótce do Smoleńska, ale widzę, że jest jakieś działanie hamujące. Dla mnie jest jasne, to nie przypadek.
Z pewnością Putin zdecydował, że ze względów protokolarnych spotka się na miejscu katastrofy z polskim premierem, a dopiero potem może pojawić się Jarosław Kaczyński” – mówił. 21:00. O tej godzinie Donalda Tuska w Smoleńsku powitał Władimir Putin. Na początku rozmowy polski premier zaznaczył, że chciałby poczekać na Jarosława Kaczyńskiego, tak aby mógł on zidentyfikować ciało prezydenta i współdecydować o dalszych krokach.
Putin wyraził zgodę. Następnie zaprowadził Tuska na miejsce katastrofy. 21:15. Do Polski wrócili już dziennikarze, którzy rano polecieli do Smoleńska samolotem Jak-40.
Przylecieli tą samą maszyną. Na pokładzie była również jej załoga: Artur Wosztyl, Rafał Kowaleczko i Remigiusz Muś. Zanim mogli wrócić do domów, cała trójka musiała złożyć obszerne zeznania dotyczące tego, co widzieli i słyszeli o godzinie 8:41. 21:18.
W studiu TVP pojawił się Wojciech Cegielski, dziennikarz, który dopiero co wrócił ze Smoleńska. Poza opisem sytuacji z początku dnia mówił o tym, jak wiele dyskutowało się o stanie polskich samolotów rządowych. Podkreślał ironię losu: samolot Tupolew miał około 130 miejsc, a przy okazji różnych delegacji leciało nim zwykle 30, może 40 osób. Tym razem był załadowany po brzegi – leciało około stu osób.
21:29. W Telewizji Polskiej miał miejsce wywiad z byłym dowódcą 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który odpowiadał za rządowe samoloty – pułkownikiem Tomaszem Pietrzakiem. Mówił, że odszedł ze stanowiska między innymi dlatego, że maszyny były przestarzałe, a jego sugestie dotyczące zmian nie spotkały się z żadnym odzewem.
Życzył swojemu następcy szybkiej decyzji w sprawie zakupów sprzętu, bo wcześniejsze komisje kończyły się fiaskiem. 21:39. W otoczeniu tłumaczy oraz ministra Szojgu Rosjanie przedstawili Donaldowi Tuskowi wstępną analizę katastrofy. Szli powoli w stronę wraku.
Minister Szojgu co chwilę zatrzymywał grupę i wskazywał kolejne elementy, opisując przebieg wydarzeń. Była już noc. Funkcjonariusze FSB oświetlali teren latarkami. Gdy dotarli w rejon wraku, polski premier był wyraźnie poruszony.
Według relacji ambasadora Jerzego Bara był w stanie silnego wstrząsu. Witold Jurasz również wspominał ten moment jako głęboko szokujący: „Moim oczom ukazał się obraz, którego bardzo długo nie byłem w stanie wymazać z pamięci. Widziałem ciała częściowo zdeformowane, częściowo rozczłonkowane. Niesamowity był też unoszący się w powietrzu zapach paliwa i czegoś, co przypominało watę cukrową.
Jakiś czas potem lekarz wytłumaczył mi, że to częste zjawisko w miejscu, w którym rozlało się dużo krwi”. Kiedy podeszli do miejsca katastrofy, nieznana kobieta z delegacji rządowej, stojąc nad ciałem jednej z ofiar, dyskutowała o tym, jak oświetlić premiera, kiedy podejdzie. Świadkiem tego był radca Witold Misiak, który dość ostro zwrócił uwagę, że stoją wśród ciał ofiar. Przemierzając miejsce katastrofy, Władimir Putin polecił podać wieńce z biało-czerwoną wstęgą dla polskiego premiera i skromną wiązankę goździków dla siebie.
Obaj złożyli kwiaty. Wtedy doszło do gestu, który obiegł cały świat – krótkiego uścisku między dwoma politykami. Nagrania i fotografie szybko trafiły do mediów na całym świecie, a w Polsce stały się później narzędziem sporów politycznych. Tymczasem pod bramą wjazdową na lotnisko nadal czekał autokar z Jarosławem Kaczyńskim.
Rosjanie celowo obwozili jeszcze pasażerów po Smoleńsku, by jak najpóźniej przyjechali pod lotnisko. Politycy PiS byli już mocno zirytowani. Padały ostre słowa pod adresem Putina i Tuska. „Tuskowi chodziło tylko i wyłącznie o wizerunek.
Pan premier po prostu uważa, że zawsze musi być pierwszy, bo to dobrze wpływa na sondaże” – mówił parę lat później Joachim Brudziński w rozmowie z Teresą Torańską. Inaczej widział to Witold Jurasz: „Dowiedzieliśmy się, że delegacja PiS nie jest na lotnisko wpuszczana. Informacje te przekazano również Donaldowi Tuskowi. Mówienie o dobrej woli Rosjan już w tym momencie stało się absurdem.
Wszyscy członkowie delegacji rządowej głośno wyrażali oburzenie zachowaniem Rosjan”. Na miejscu katastrofy, tuż obok premiera Tuska, cały czas znajdowali się jego najbliżsi współpracownicy Paweł Graś oraz Tomasz Arabski. Według relacji świadków ci dwaj politycy rozmawiali między sobą o tym, którędy się przemieścić, by uniknąć spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. W trakcie rozmowy miały paść ostre i cyniczne określenia w stylu: „Kaczor zaraz tu będą pisowcy, więc spier… w drugą stronę”.
Świadkami tych uwag byli między innymi Witold Jurasz oraz młodzi urzędnicy prezydenccy Piotr Głot i Jakub Opara. Ten pierwszy miał powiedzieć: „A podejdę i dam jednemu i drugiemu w mordę”. 22:00. W okolicy tej godziny autokar z Jarosławem Kaczyńskim i jego współpracownikami w końcu otrzymał pozwolenie, by wjechać na teren katastrofy.
Autokar minął namiot, w którym trwała wideokonferencja Władimira Putina z Donaldem Tuskiem. Jan Tomaszewski wspominał: „Otwierają bramę i nas wpuszczają. Za nią pełno wozów, telewizje, dziennikarze. Z drugiej strony namioty, w jednym z namiotów światła.
Pan Putin z panem Tuskiem robią show przed dziennikarzami. Przejeżdżamy dalej. Pokazują miejsce rozbitego samolotu. Lasek ścięty, brzozowy.
Pełno małych kawałków metalu porozrzucanych dookoła. Samolotu właściwie nie ma. Części samolotu są zmieszane z błotem. Największa część samolotu to koła z resztkami błota i kawałek kabiny.
Reszta jest rozsypana w drobny mak”. 22:15. Gdy Jarosław Kaczyński wyszedł z autokaru, od razu prosił, by zaprowadzić go na identyfikację. Obok niego stanął na chwilę ambasador Jerzy Bar, który dobrze zapamiętał tę chwilę: „Na Jarosława Kaczyńskiego patrzę z najgłębszym współczuciem.
Trzymam go pod rękę. Idziemy w miejsce, gdzie leżą zwłoki jego brata. Na ostatnich metrach zostawiam go samego. Uznaję, że nie jest sprawą ambasadora, by wchodzić z butami w takie miejsce”.
Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego było w tragicznym stanie. Witold Jurasz zdążył je zobaczyć krótko przed przybyciem Jarosława Kaczyńskiego. Podszedł do niego Rosjanin – medyk – z pytaniem, czy jest z polskiej delegacji, i poprosił o pomoc. Odsłonił jedno z ciał i spytał, czy to prezydent Polski.
Jurasz potwierdził. Wówczas Rosjanin powiedział: „Trochę chciałbym go przed pokazaniem bratu doprowadzić do lepszego stanu. Sam pan rozumie. Przecież go brat bliźniak będzie oglądał.
Niech on chociaż jakoś odrobinę lepiej wygląda”. I czyszcząc gazą nasączoną alkoholem osmaloną głowę Lecha Kaczyńskiego, powtarzał szczerze: „Taka tragedia. I to jeszcze w tym miejscu, w którym wy, Polacy, tylu ludzi straciliście. Przeklęta ta ziemia”.
Stojąc nad ciałem brata, Jarosławowi Kaczyńskiemu towarzyszyło kilka osób: funkcjonariusz BOR, który nie odstępował ciała prezydenta na krok, dyplomatka Violetta Sobierańska oraz rosyjski prokurator, który – gdy tylko dotarł brat prezydenta – zaczął odczytywać rosyjskie przepisy związane z identyfikacją. Ręce mu się trzęsły, gdy podawał papiery do podpisu. Obok stał też polski prokurator Krzysztof Parulski. Ciało prezydenta leżało na noszach, przykryte folią lub bliżej nieokreśloną tkaniną, w skandalicznych warunkach – na ziemi, gdzie dookoła było pełno błota.
Obok w podobnej pozie znajdowały się ciała prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego oraz wicemarszałka Krzysztofa Putry. Sam Jarosław Kaczyński tylko raz zabrał głos w tej sprawie w rozmowie z dziennikarzami „Gazety Polskiej”: „Poszedłem tam, gdzie znajdowały się zwłoki. Ciało mojego brata było w bardzo złym stanie, ale oczywiście ja nie miałem problemów z jego identyfikacją. Zrobiłem wtedy to, co normalnie się w takich sytuacjach czyni.
Nie chcę o tym opowiadać w szczegółach. Pamiętam jednak to potworne uczucie chłodu ciała Leszka. To było wstrząsające. Pytali, po czym rozpoznaję brata.
Odpowiedziałem, że choćby po bliźnie, którą Leszek miał na ramieniu, to była duża blizna po operacji po wypadku samochodowym. Sprawdzili i chyba uwierzyli. Nie wiedziałem wtedy, że ręka jest oderwana. Nalegano, bym zgodził się na wykonanie badań DNA.
Odmówiłem. Rozpoznałem brata”. 22:22. Jarosław Kaczyński przebywał w autokarze.
Po identyfikacji, wyraźnie przybity, zadzwonił do córki swojego brata, Marty Kaczyńskiej, by poinformować ją o rozpoznaniu ciała. Choć starał się zachować opanowanie, był wstrząśnięty. Miał powtarzać: „Gdyby nie ja, Leszek by żył, to ja go namówiłem na prezydenturę. Życie straciło dla mnie sens.
Nie mam po co żyć”. U niektórych emocje zaczynały brać górę. Joachim Brudziński na widok wraku padł na kolana i się modlił. Pracownicy Kancelarii Prezydenta, którzy cały dzień spędzili w tym miejscu, wpadali w histerię.
„O Jezu, dobrze, że przyjechaliście. Baliśmy się, że oni nas tutaj zabiją” – mówili rozhisteryzowani, witając się z delegacją PiS. Jan Tomaszewski opowiadał w radiu Wnet, że słyszał osoby, które mówiły, by żaden polski samolot nie lądował teraz w Smoleńsku, ponieważ zostanie zestrzelony przez Rosjan. „Jestem w ciemnym autobusie.
Przed autobusem stoją ludzie, to jest jakaś ochrona. Podchodzi do nich umundurowany w polskim mundurze człowiek, pyta się, gdzie jest nasz samolot. Odpowiedź: w powietrzu. On na to: `Jezus Maria, będzie następna tragedia.
Oni go chcą zestrzelić`”. Nerwy stracił też Paweł Kowal, który gdy tylko dostrzegł Tomasza Arabskiego, przypomniał mu sprawę opóźnienia autokaru. Później żałował tego zachowania: „To było niepotrzebne. To już nie miało żadnego znaczenia”.
Wtedy emocje wzięły górę: „Wiesz co, Tomek, dziwię się wam, że tak postępujecie. Uważam, że to błąd, ale najbardziej to dziwię się tobie. Nie rozumiem, po co bierzesz udział w tej głupiej grze”. Arabski odpowiadał: „Ale Paweł, o co ci chodzi?
Wierz mi, to nie nasza wina”. Tę krótką wymianę zdań przerwał Paweł Graś, który oznajmił, że Donald Tusk chciałby złożyć prezesowi kondolencje i zaprasza go do namiotu, gdzie znajduje się również Putin. Chwilę później z taką samą propozycją przyszli Rosjanie, deklarując chęć złożenia kondolencji przez rosyjskiego przywódcę. Gdy odpowiedziano, że Jarosław jest w złym stanie i potrzebuje chwili, rosyjski urzędnik dodał, że jak już będą gotowi, mogą pójść do namiotu i tam „dostaną kondolencję”.
Witold Jurasz, pełniący wówczas funkcję tłumacza, był zaskoczony tym dziwnym sformułowaniem. Zamiast przetłumaczyć te słowa, zwrócił się do rosyjskiego przedstawiciela z uwagą, że to chyba Władimir Putin powinien przyjść złożyć kondolencje. Wówczas wtrącił się ambasador Jerzy Bar z pouczeniem, by tłumaczył, a nie zaostrzał sytuację. Paweł Kowal przekazał propozycję Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Choć ambasador Jerzy Bar długo nakłaniał go do pójścia do namiotu, prezes PiS odpowiedział krótko: „Nie chcę od nich żadnych kondolencji”. 22:30. Telewizja Polska emitowała wystąpienie Władimira Putina skierowane do narodu polskiego. W kolejnych godzinach Putin zwołał członków komisji badającej katastrofę i już przed kamerami żądał raportów, meldunków i planów dalszych działań.
W tym czasie w Smoleńsku padła ze strony rosyjskiej propozycja, czy brat prezydenta zgodzi się, aby ciało Lecha Kaczyńskiego zostało przewiezione do Moskwy i tam uhonorowane podczas specjalnej uroczystości. Jarosław Kaczyński zdecydowanie odmówił. Ustalono, że ciało prezydenta jeszcze tej samej nocy wróci do Polski prywatnym samolotem wraz z delegacją PiS. Strona rosyjska zgodziła się, po czym poinformowała, że przygotowanie ciała potrwa kilka godzin.
Zaproponowano na ten czas zatrzymanie się w jednym ze smoleńskich hoteli. Polscy politycy wyrazili zgodę. Autokar opuścił lotnisko i ruszył w stronę hotelu. Była już północ, gdy politycy PiS przebywali w pokojach hotelu w centrum Smoleńska.
Wielu zwracało uwagę na zachowanie personelu. W holu ustawiono portret Lecha Kaczyńskiego udekorowany kwiatami. Pracownicy hotelu składali kondolencje – proste i szczere. W relacjach powracało jedno: tego dnia wielu Rosjan dzieliło żal Polaków i podkreślało, że tragedia wydarzyła się na ich ziemi.
Dla Jarosława Kaczyńskiego przygotowano osobny apartament. W pewnym momencie do jego pokoju przyszli Adam Bielan i Joachim Brudziński. Temu drugiemu znów udzieliły się emocje. Zdając sobie sprawę, że pokój może być na podsłuchu, zaczął głośno chwalić prezesa, że nie przyjął kondolencji od Putina, parodiując przy tym głos rosyjskiego przywódcy: „No Polaczki przyszli, podchodzicie do mnie teraz, a ja wam będę współczuł”.
Istnieje wiele relacji dotyczących tego, co działo się tej nocy w hotelu w Smoleńsku. Część z nich znajduje potwierdzenie w innych wspomnieniach. Inne pozostają trudne do jednoznacznej weryfikacji. Do tej drugiej grupy należy historia, o której opowiadali pracownicy Kancelarii Prezydenta Marcin Wierzchowski oraz Jakub Opara.
Według ich relacji w hotelu mieli natknąć się na uzbrojonych funkcjonariuszy FSB, a w rozmowie miały paść sugestie, że w Rosji osoby obecne jako pierwsze na miejscu katastrofy często później znikają. Wierzchowski i Opara mieli zareagować bardzo nerwowo, zabarykadowali drzwi do swojego pokoju, zastawiając je meblami. Ta noc nie zakończyła się jednak w ten sposób. Wkrótce do hotelu przyjechał ambasador Jerzy Bar.
Przekazał, że strona rosyjska zmieniła zdanie – planowano pożegnanie Lecha Kaczyńskiego z honorami następnego dnia. To oznaczało, że ciało prezydenta nie wróci tej nocy do Polski. W kręgu polityków PiS zapadła decyzja. Jarosław Kaczyński wróci do kraju jeszcze tej samej nocy wraz z częścią współpracowników.
Na miejscu miał pozostać Paweł Kowal, który zajmie się ustalaniem szczegółów na niedzielę. W rozmowach ze stroną rosyjską ustalono, że w południe na lotnisku w Smoleńsku odbędzie się skromna ceremonia pożegnalna. Decyzja o niewydaniu ciała tej nocy wywołała różne reakcje. Jedni mówili, że to zemsta za nieprzyjęcie kondolencji, inni, że to po prostu dbałość o wizerunek Putina.
Było grubo po północy, gdy politycy wsiedli do autokaru i ruszyli w stronę lotniska. Na miejscu sytuacja znów zaczęła przypominać to, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. 2:00. Był już 11 kwietnia.
W gabinecie Donalda Tuska odbywało się jedno z ostatnich spotkań tej nocy. Obecni byli najbliżsi współpracownicy: Tomasz Arabski, Paweł Graś, Ewa Kopacz, Igor Ostachowicz i Michał Boni. Rozmowy dotyczyły organizacji pomocy dla rodzin ofiar oraz wyjazdów do Rosji. Premier wciąż pozostawał pod silnym wrażeniem tego, co zobaczył w Smoleńsku.
Pojawiały się wątpliwości, czy bliscy będą w stanie udźwignąć konfrontację z rzeczywistością na miejscu. Ostatecznie zdecydowano, że osobami towarzyszącymi rodzinom będą Ewa Kopacz i Tomasz Arabski. Kopacz, jako lekarka, miała doświadczenie w pracy z trudnymi przypadkami i była przekonana, że poradzi sobie z zadaniem. Nie wiedziała jednak, jak dużym obciążeniem okażą się reakcje rodzin.
W tym samym czasie na lotnisku w Smoleńsku przedłużały się procedury związane z wylotem grupy polityków PiS. Tę niewielką grupę pasażerów przetrzymywano na lotnisku kompletnie bez sensu. Przez długi czas oczekiwano na służby graniczne. Kontrola była bardzo szczegółowa – sprawdzano dokumenty, przeszukiwano samolot, także pod siedzeniami.
Atmosfera zrobiła się jeszcze trudniejsza, gdy na jednym z ekranów rosyjskich komputerów pojawiło się czerwone oznaczenie przy nazwisku Małgorzaty Gosiewskiej. Wynikało ono z obowiązującego zakazu wjazdu na teren Rosji, nałożonego na nią po wydarzeniach z 2008 roku, gdy aktywnie włączyła się w sprawę zaatakowanej Gruzji. Dla obecnych na miejscu był to kolejny sygnał, że procedury nie przebiegają w zwykłym trybie. Ostatecznie po 2:00 w nocy samolot wystartował.
Do Warszawy dotarł po paru godzinach. Tak oto kończył się dzień, którego konsekwencje będą w Polsce odczuwalne przez lata.