Egzekucja dowódcy Waffen-SS, który rozstrzelał 97 brytyjskich jeńców w Le Paradis: Fritz Knöchlein

Egzekucja dowódcy Waffen-SS, który rozstrzelał 97 brytyjskich jeńców w Le Paradis: Fritz Knöchlein

27 maja 1940 roku we francuskiej miejscowości Le Paradis doszło do jednej z najbardziej brutalnych zbrodni wojennych na froncie zachodnim. 99 żołnierzy brytyjskiego pułku Norfolk, wyczerpanych i pozbawionych amunicji, złożyło broń i poddało się oddziałom SS. Zamiast trafić do niewoli, niemal wszyscy zostali rozstrzelani z karabinów maszynowych z bezpośredniej bliskości. Żołnierze pułku Norfolk przez cały poranek bronili ufortyfikowanej farmy, powstrzymując natarcie niemieckiej dywizji SS Totenkopf.

Thumbnail

Ich opór nie był przypadkowy – Le Paradis leży niespełna 50 kilometrów od wybrzeża, a czas zyskany na tym odcinku miał bezpośrednio wpłynąć na powodzenie ewakuacji alianckich sił z Dunkierki. Ostatecznie dzięki tej i innym blokadom udało się uratować około 338 tysięcy żołnierzy alianckich, których wywieziono z plaż do Wielkiej Brytanii. Cena, jaką zapłaciła za to brytyjska kompania, była jednak niewyobrażalna. Dowódca trzeciej kompanii SS, Fritz Knöchlein, stracił wcześniej w walkach o wieś około 150 swoich ludzi.

Wściekłość po poniesionych stratach miała przesądzić o losie brytyjskich jeńców. Po zdobyciu pozycji żołnierze SS otoczyli Brytyjczyków, którzy wyszli z ukrycia z podniesionymi rękami. Następnie bezbronnych mężczyzn zaprowadzono pod mur stodoły, gdzie ustawiono dwa ciężkie karabiny maszynowe. Na znak dowódcy otworzono ogień.

Pociski kalibru 7,92 mm rozrywały ciała żołnierzy stojących zaledwie kilka metrów od luf. Po chwili na ziemi leżała sterta ciał, a ci, którzy wciąż dawali oznaki życia, zostali dobici bagnetami. Zginęło 97 żołnierzy. Zwłoki wrzucono do płytkiego rowu wykopanego przez zmuszonych do tego francuskich cywilów.

Przyczyną masakry nie była walka, ale fakt, że Brytyjczycy nie mieli już czym strzelać – ich magazynki były puste, a dalsza obrona oznaczała jedynie śmierć bez żadnego sensu. Dwaj mężczyźni przeżyli egzekucję. Ranny szeregowy William O’Callaghan wydostał się z dołu śmierci po zmroku i wyciągnął z niego nieprzytomnego Alberta Pooley’a, który miał strzaskane nogi. Przez trzy dni ukrywali się w opuszczonej chlewni, żywiąc się surowymi ziemniakami, aż odnaleźli ich francuscy rolnicy i ukryli przed niemieckimi patrolami.

Gdy Pooley wrócił do Londynu w 1943 roku, jego relacja o masowej egzekucji została zignorowana przez brytyjskie ministerstwo wojny. Urzędnicy uznali jego zeznania za wojenną paranoję i odmówili wszczęcia śledztwa. Wierzyli, że mordowanie jeńców przez regularne oddziały na terenie Europy Zachodniej było niemożliwe. Ten sceptycyzm dał zbrodniarzowi kilka lat wolności.

Dowódca SS, który wydał rozkaz egzekucji, nie poniósł wówczas żadnych konsekwencji. Wręcz przeciwnie – jego bezwzględność została nagrodzona awansami i Krzyżem Rycerskim. Śledztwo wszczęte przez generała Ericha Hoepnera z Wehrmachtu zostało szybko zablokowane przez Heinricha Himmlera, który przyjął fałszywe wyjaśnienie, jakoby Brytyjczycy używali zakazanej amunicji. Knöchlein karierę w SS rozpoczął w latach 30.

XX wieku. Urodzony w 1911 roku w Monachium dorastał w cieniu wielkiego kryzysu gospodarczego. Podobnie jak wielu zdesperowanych młodych Niemców trafił do struktur nazistowskich, a w 1934 roku oficjalnie wstąpił do SS. Ukończył elitarną szkołę oficerską w Brunszwiku, która kładła nacisk nie na strategię, ale na bezrefleksyjne posłuszeństwo i brutalność.

Po upadku III Rzeszy w 1945 roku Knöchlein zrzucił mundur i próbował zniknąć w tłumie, przyjmując fałszywą tożsamość. Został jednak rozpoznany w obozie jenieckim w Sheffield i przewieziony do tajnego ośrodka przesłuchań w Londynie. Tam jego legenda runęła, a prokuratorzy przygotowali akt oskarżenia o zbrodnie wojenne. Proces odbył się w Hamburgu w październiku 1948 roku.

Oskarżony nie przyznawał się do winy, twierdząc, że w ogóle nie było go w Le Paradis, a zeznania przeciwko niemu rzekomo wymuszono torturami. Jego obrona załamała się, gdy na sali sądowej pojawili się obaj ocaleni żołnierze oraz francuscy rolnicy, którzy ich ukrywali. Wskazali oni Knöchleina jako dowódcę egzekucji. Trybunał uznał go winnym zbrodni wojennych i skazał na śmierć przez powieszenie.

Wyrok wykonano 21 stycznia 1949 roku w więzieniu Fuhlsbüttel w Hamburgu. Skazany próbował wykrzyczeć fanatyczne pozdrowienie, ale kat, Ted Roper, bez zwłoki pociągnął za dźwignię. Po egzekucji sprawę oficjalnie zamknięto. Status 97 zamordowanych żołnierzy zmieniono z zaginionych na poległych, a ich nazwiska umieszczono na pamiątkowej tablicy przytwierdzonej do muru stodoły w Le Paradis.

Ściana budynku do dziś nosi widoczne ślady po kulach z niemieckich karabinów maszynowych – trwałą pamiątkę zbrodni, która przez lata pozostawała ukryta.