Był późny wieczór 21 czerwca 1941 roku, gdy Adolf Hitler w trybie pilnym wezwał do siebie w Berlinie Josefa Goebbelsa. Minister propagandy natychmiast porzucił włoską delegację i udał się do kancelarii Rzeszy. Wiedział, że zbliża się inwazja na ZSRR, ale nie znał wojskowych szczegółów operacji. Hitler był w ostatnich dniach coraz bardziej zdenerwowany.

Dzień wcześniej zwierzył się szefowi prasowemu Ottonowi Dietrichowi: „Zdaje mi się, jakbym otwierał drzwi do ciemnego, nigdy wcześniej nie widzianego pomieszczenia i nie wiem, co jest za tymi drzwiami”. Od 18 czerwca Goebbels wraz z Dietrichem pracowali nad materiałami propagandowymi na wypadek wojny. Część z nich stanowiła szczelnie zapakowana odezwa do żołnierzy, która już 19 czerwca trafiła na granicę z ZSRR pod ścisłą kontrolą oficerów. Aby tajemnica nie wypłynęła, Goebbels zamknął pracowników drukarni w gmachu Ministerstwa Propagandy pod nadzorem Gestapo.
Nie wolno im było opuszczać budynku aż do chwili ataku. Pracownikom zapewniono łóżka i wyżywienie. „Całe postępowanie jest drobiazgowe, ale tylko w ten sposób ma się gwarancję zachowania tajemnicy” – skomentował minister. Armia niemiecka czekała na sygnał, ale naród pozostawał w całkowitej niewiedzy.
Goebbels zanotował wówczas: „Szczęśliwi ludzie, którzy nie wiedzą nic o wszystkich naszych zmartwieniach i żyją dniem codziennym”. Rozmowa w kancelarii Rzeszy trwała blisko trzy godziny. Hitler przedstawił ministrowi wszystkie szczegóły – atak na ZSRR miał nastąpić tej nocy kwadrans po trzeciej. Obaj wspólnie ustalili, jak dostosować przekaz propagandowy.
Goebbels zapisał później w dzienniku: „To największa koncentracja wojsk w historii świata. Im bliżej do decyzji, tym führer jest coraz bardziej uwolniony od duszącej zmory. Nie pozostaje nam nic innego, jak zaatakować. Trzeba wypalić ten rakotwórczy wrzód.
Stalin upadnie! ”
Gdy Goebbels rozmawiał z Hitlerem, minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop poinformował swoich współpracowników o zbliżającej się inwazji. Wielu było przygnębionych. Ribbentrop starał się ich pocieszyć: „Führer dotychczas miał zawsze rację.
Zapewniał mnie, że Wehrmacht w ciągu ośmiu tygodni podbije Związek Radziecki i wówczas nasze tyły nigdy więcej nie będą uzależnione od dobrej lub złej woli Stalina”. Goebbels opuścił kancelarię o 2:30 w nocy 22 czerwca. Hitler oznajmił mu jeszcze, że musi się chwilę przespać – od kilku dni zmagał się z bezsennością. Minister wrócił do ministerstwa i postawił wszystkich pracowników na nogi.
„Zaczyna się zaraz gorączkowa praca. Radio, prasa i kroniki filmowe wprawione w ruch. Wszystko idzie jak po sznurku” – pisał przejęty. Jeszcze tej nocy Benito Mussolini otrzymał list od Hitlera, w którym ten usprawiedliwiał atak na ZSRR.
Niemiecki dyktator pisał m. in. : „Odkąd podjąłem tę trudną decyzję, znowu czuję się duchowo wolny. Partnerstwo ze Związkiem Radzieckim, mimo że wysiłki, które miały doprowadzić do ostatecznego pojednania, były szczere, i tak było dla mnie często bardzo przykre.
Jestem szczęśliwy, że teraz wyzwoliłem się od tych psychicznych tortur”. Zbudzony ze snu Mussolini był wściekły – Niemcy nie tylko nie poinformowali go wcześniej o planach, lecz teraz postawili go przed faktami dokonanymi. O godzinie 5:30, gdy wojska niemieckie od dwóch godzin penetrowały terytorium ZSRR, w niemieckich rozgłośniach radiowych zabrzmiały preludia Franciszka Liszta. To był pomysł Goebbelsa, by właśnie ta melodia służyła za fanfarę.
Tuż po niej odczytano proklamację Adolfa Hitlera. W długim przemówieniu padły zarzuty pod adresem Anglii oraz Żydów, rzekomych sprawców wybuchu wojny. Hitler argumentował, że pakt z Sowietami z 1939 roku miał charakter wyłącznie taktyczny i miał zapobiec okrążeniu Rzeszy przez Anglię. Oskarżał ZSRR o zagrożenie dla całego świata, przywołując roszczenia wobec Litwy i Finlandii.
Zarzucał też Sowietom próbę wchłonięcia Rumunii oraz potajemną współpracę z Anglią, a także rozlokowanie sił Armii Czerwonej na granicy z Niemcami. Proklamację kończyły słowa: „Celem tego frontu nie jest już ochrona poszczególnych narodów, lecz bezpieczeństwo Europy, a więc zbawienie każdego człowieka. Dlatego dziś po raz kolejny postanowiłem powierzyć los Niemiec, przyszłość Rzeszy Niemieckiej i naszego narodu w ręce naszych żołnierzy. Niech Bóg nam pomoże w tej walce”.
Goebbels był wyraźnie zadowolony po odczytaniu proklamacji. „Wielki, cudowny czas, w którym rodzi się nowa Rzesza. Spada ciężar wielu tygodni i miesięcy. Czuję się całkowicie wolny” – zapisał w dzienniku.
Mniej więcej w tym samym czasie Ribbentrop wezwał do siebie sowieckiego ambasadora Władimira Diekanozowa. Obecny przy rozmowie tłumacz Paul Schmidt wspominał, że nigdy nie widział Ribbentropa tak zdenerwowanego. „Chodził po pokoju niczym zwierz w klatce” – relacjonował. Ribbentrop miał powtarzać, że uderzenie na Rosję było konieczne, bo Stalin sam przeprowadziłby atak w przyszłości.
Schmidt odnosił wrażenie, że minister przekonywał samego siebie. Gdy zjawił się Diekanozow, Ribbentrop przerwał mu w pół słowa: „Nie chodzi o to. Wrogi stosunek rządu radzieckiego wobec Niemiec i poważne zagrożenie, jakie upatruje Rzesza w koncentracji wojsk rosyjskich na wschodniej granicy niemieckiej, zmusiły Rzeszę do podjęcia wojskowych kroków zaradczych. Dziś rano zostały podjęte środki militarne”.
Celowo nie użył słowa „wojna”. Na koniec dodał: „Żałuję, że nie mogę do powyższego nic dodać, zwłaszcza że sam doszedłem do wniosku, iż pomimo poważnych wysiłków nie udało mi się stworzyć między obu krajami rozsądnych stosunków”. Diekanozow odpowiedział: „Głęboko nad tym ubolewam. Przyczyną wojny jest całkowicie błędna koncepcja reprezentowana przez rząd niemiecki.
W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wraz z szefem protokołu poczynić konieczne kroki celem ewakuowania ambasady”. Dyplomaci rozstali się bez podania sobie rąk. Istnieje jeszcze jedna relacja z tego spotkania, która zawiera intrygującą informację. Według jednego z rosyjskich przekazów, gdy Diekanozow opuszczał gabinet, Ribbentrop podążył za nim i na osobności miał powiedzieć: „Proszę powiedzieć Moskwie, że sprzeciwiałem się inwazji”.
Nie ma stuprocentowej pewności, że te słowa rzeczywiście padły, ale biorąc pod uwagę, że pakt z Mołotowem był przez Ribbentropa uważany za największy osobisty sukces, istnieje duże prawdopodobieństwo, że relacja ta jest prawdziwa. Hitler długo zastanawiał się nad reakcją niemieckiej opinii publicznej. Społeczeństwo wydawało się zadowolone ze współpracy z Rosją Radziecką. W maju 1941 roku robiono wszystko, aby nie psuć tych nastrojów i utrzymać Sowietów w niewiedzy.
Goebbels celowo rozpuszczał plotki, że stosunki niemiecko-sowieckie są tak dobre, że wkrótce do Berlina przybędzie sam Stalin, a na tę wizytę gorączkowo szyje się już czerwone flagi z sierpem i młotem. 22 czerwca Niemcy obudzili się w niedzielny poranek i żyli już w innej rzeczywistości. Wiadomość o ataku wywołała nie tylko zaskoczenie, ale także przerażenie i strach – w końcu propaganda przez ostatnie tygodnie karmiła naród informacjami o znakomitych relacjach z Sowietami. Historyk Hans Mommsen, badający reakcje niemieckiego społeczeństwa, pisał: „Wiadomość o inwazji nie wywołała entuzjazmu wśród ludności niemieckiej.
Oficjalna propaganda z pewnym wysiłkiem próbowała usprawiedliwić nieoczekiwany zwrot przeciwko sowieckiemu sojusznikowi i przedstawić atak jako niezbędny atak prewencyjny. Reakcje w Niemczech wahały się od zaskoczenia i przerażenia po szok i paraliż”. Jedynie fanatyczni zwolennicy NSDAP postrzegali decyzję o wojnie jako krok, który prędzej czy później musiał nastąpić. Wielu obywateli Rzeszy zapisywało swoje emocje w dziennikach.
Jeden ze starszych lekarzy sztabowych napisał: „Wszyscy jesteśmy kompletnie przybici. Hitler to szaleniec. Co teraz będzie? ” Inny Niemiec zanotował: „Inwazja na Rosję z pewnością coś oznaczała – przedłużającą się o wiele lat wojnę i być może nieprzewidywalny wzrost liczby ofiar”.
Goebbels również zauważył, że nastroje są „lekko deprymujące”, gdyż naród chce pokoju. Ludzie nie rozumieli celu wojny, a wielu historyków zakłada, że społeczeństwo niemieckie nie podzielało światopoglądu opartego na „parciu na wschód”. Niepokój nie opadł nawet po ogłoszeniu pierwszych zwycięstw. „Reakcja nie jest taka, jak się spodziewaliśmy.
Naród zbyt otwarcie zagląda za kulisy naszej techniki informacyjnej” – narzekał Goebbels po informacjach o zajęciu Wilna i Grodna. W całym kraju odżyło zainteresowanie kampanią Napoleona przeciwko Rosji. Zaczęto snuć pesymistyczne scenariusze. Nie wszyscy jednak reagowali tak samo.
Studentka i działaczka BDM Lore Walb zapisała: „Ludzie czuli ogromny lęk i równoczesne przygnębienie, ale też w pewien sposób odetchnęli z ulgą”. Szczególnie wymowne jest wspomnienie Melity Maschmann, działaczki Hitlerjugend z Kraju Warty. Gdy ogłaszano wkroczenie wojsk niemieckich do Rosji, stała w ogrodzie jednego z lokali: „Dokładnie pamiętam, że się przeraziłam. Czyż nie zawarliśmy sojuszu z Rosjanami?
Ale przede wszystkim – czy Niemcy już raz nie poniosły klęski w wojnie na dwa fronty? W szkolnych czytankach były straszne opisy wycofywania się niemieckich żołnierzy w czasie rosyjskiej zimy. Czy Hitler dokona tego, co nie udało się Napoleonowi? Ludzie wokół mnie mieli zatroskane twarze.
Nie patrzyliśmy sobie nawzajem w oczy. Ten czerwcowy poranek był do roku 1945 jedynym momentem, w którym poważnie zadawałam sobie pytanie, czy Hitler działa mądrze i odpowiedzialnie”. Niemiecki dziennikarz Jochen Klepper wspominał: „Pierwsza myśl, jaka wszystkim przychodzi do głowy, dotyczy długości wojny, ale następnie przychodziła pewność, że prędzej czy później rozprawa z Rosją i tak była konieczna”. Włoski attache prasowy w Berlinie również zauważył, że dla Berlińczyków był to po prostu letni dzień – spacerowicze na Unter den Linden, łódki na jeziorach, nieznośny upał.
W południe do stolicy dotarła treść przemówienia Wiaczesława Mołotowa, który poinformował obywateli ZSRR o niemieckim ataku. Niemcy kpili z jego słów. Goebbels napisał: „Przemawia Mołotow. Wściekłe wyzwiska, odwołanie do patriotyzmu, płaczliwe skargi.
Spośród tego wydziera się strach. »Zwyciężymy«, powiada on, biedak”. Wiadomość o ataku rozniosła się po świecie jako najważniejsza informacja dnia, a może i całej wojny. Winston Churchill skomentował: „Dziś o 4:00 nad ranem Hitler napadł na Związek Radziecki.
Nie było to dla mnie zaskoczeniem. Prawdę mówiąc, jasno i dokładnie ostrzegałem przed tym Stalina. Przez ostatnich 25 lat chyba nikt bardziej konsekwentnie niż ja nie występował przeciwko komunizmowi. Nie zamierzam cofnąć ani słowa, ale to wszystko blednie wobec niebywałego dramatu, który się teraz rozgrywa”.
Do Hitlera spływały optymistyczne meldunki – o zniszczonych sowieckich samolotach, zbombardowaniu Wilna, zajęciu Brześcia i pierwszych tysiącach jeńców. Wszystko wskazywało, że udało się uzyskać element całkowitego zaskoczenia. Entuzjazm odczuwali nie tylko Hitler i fanatycy partyjni, ale i część dowódców wojskowych. Generał Gotthard Heinrici pisał do żony: „Nasza potęga wspaniale demonstruje swój arsenał.
Jest nadzieja na szybkie zwycięstwo”. Jeden z podoficerów dywizji SS Das Reich wtórował: „Jestem przekonany, że zniszczenie Rosji nie potrwa dłużej niż rozbicie Francji i sprawdzi się moje przypuszczenie, że w sierpniu dostanę urlop”. Nie wszędzie jednak panował strach. Żydowski filolog Victor Klemperer zauważył, że w Dreźnie po ogłoszeniu inwazji zapanował wręcz entuzjazm: „Panuje powszechne zadowolenie.
Wojna z Rosją jest dla tych ludzi nowym powodem do radości, do dumy, zapowiedzią sensacji”. Entuzjazm udzielił się też niektórym duchownym, zarówno katolickim, jak i protestanckim. Wśród nich był Clemens August Graf von Galen – zaciekły wróg nazizmu, który niejednokrotnie publicznie atakował reżim i którego obawiano się aresztować ze względu na ogromne poparcie społeczne. Teraz jednak poparł uderzenie na „bezbożne państwo Stalina”.
Dalej poszedł biskup Franz Justus Rarkowski, który w swoich odezwach nawoływał do „krucjaty przeciwko podludziom”. Z inwazji cieszył się też Alfred Rosenberg, ideolog nazizmu i autor pseudonaukowych teorii rasowych. „Rosenberg, teraz nadeszła pana wielka godzina” – zwrócił się do niego Hitler w kwietniu 1941 roku, po czym rozkazał przygotować mu biuro do prac nad zagadnieniami wschodu. Rosenberg zdobył względy führera kosztem Ribbentropa, którego ukoronowaniem kariery było zawarcie paktu z Mołotowem dwa lata wcześniej – teraz został zepchnięty na drugi plan.
Tego samego dnia Hitler wydał rozkaz przygotowania dla siebie kwatery w Wilczym Szańcu, aby znaleźć się bliżej frontu. Wieczorem 22 czerwca część niemieckich dygnitarzy wzięła udział w przyjęciu na cześć włoskiego ministra Alessandro Pavoliniego, który zapewne czuł się skonsternowany, widząc, że gospodarze większość czasu poświęcają na odbieranie komunikatów z frontu. Goebbels podsumował pierwszy dzień inwazji w swoim dzienniku: „Wszystkie cele dzienne osiągnięte. Dotąd bez komplikacji, możemy być bardzo spokojni.
Reżim radziecki spłonie jak żagiew”.