17 grudnia 1970 roku, przed szóstą rano, na peron stacji Gdynia Stocznia wysiadali pracownicy stoczni. Poprzedniego wieczoru wicepremier Stanisław Kociołek zaapelował w telewizji, aby wrócili do pracy. Uwierzyli temu komunikatowi i ruszyli do zakładu. Na miejscu czekało wojsko z ostrą amunicją.

Padły serie z broni maszynowej. Tego dnia w Gdyni zginęło 18 osób, a wśród nich 18-letni Zbigniew Godlewski, którego ciało tłum poniósł na drzwiach ulicą Świętojańską. Rok później powstała o nim ballada o Janku Wiśniewskim, zanim poznano jego prawdziwe nazwisko. Całkowita liczba ofiar na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.
wyniosła około 45 zabitych i ponad 1100 rannych. Tłem tych wydarzeń była decyzja władz o podwyżce cen żywności, ogłoszona 12 grudnia, na dwa tygodnie przed świętami. W Polsce, gdzie robotnicza rodzina wydawała na jedzenie połowę domowego budżetu, oznaczało to realne pogorszenie poziomu życia. Protesty rozpoczęły się 14 grudnia w Stoczni Gdańskiej im.
Lenina, skąd kilka tysięcy osób ruszyło pod Komitet Wojewódzki partii, domagając się rozmów. Nikt z władz nie wyszedł do tłumu, a sytuacja eskalowała. W kulminacyjnym momencie na Wybrzeże skierowano wysłanników z Warszawy, wśród nich Zenona Kliszkę – przez lata uznawanego za drugą osobę w państwie oraz wiceministra obrony gen. Grzegorza Korczyńskiego.
Instytut Pamięci Narodowej opisuje ich działania jako nieskoordynowane i sprzeczne. Kliszko, jako członek Biura Politycznego i wieloletni powiernik Władysława Gomułki, miał opisywać sytuację w kategoriach kontrrewolucji, którą należy zwalczać siłą. Jego dokładne słowa z narad są przedmiotem sporów historycznych, jednak jego obecność na miejscu i rola w kierownictwie partii są faktem. Kliszko urodził się w 1908 roku w Łodzi.
W młodości działał w nielegalnym ruchu komunistycznym, za co trafiał do więzienia, gdzie poznał Gomułkę. Po wojnie odpowiadał w partii za kadry i ideologię. W stalinowskich czystkach, w 1949 roku, został usunięty z władz i więziony, ponieważ nie odciął się od Gomułki. Po powrocie do władzy w 1956 roku odzyskał wszystkie stanowiska.
W 1968 roku był jedną z twarzy antysemickiej kampanii politycznej. Jego odpowiedzią na niezadowolenie społeczne zawsze była kontrola i siła, a nie dialog. W grudniu 1970 r. , gdy w Gdańsku płonął Komitet Wojewódzki i wybuchły walki uliczne, władze w Warszawie zdecydowały o użyciu broni.
16 grudnia rano aresztowano Komitet Strajkowy Stoczni w Gdyni, z którym dzień wcześniej zawarto porozumienie o powrocie do pracy. Wieczorem Kociołek zaapelował w telewizji o normalne stawienie się w zakładach. Nie odblokowano jednak dojść do stoczni, co rankiem 17 grudnia doprowadziło do masakry na peronie. Po wydarzeniach pogrzeby ofiar odbywały się potajemnie, często nocą, bez udziału rodzin i wspólnoty, aby nie wywołać kolejnych manifestacji.
20 grudnia Gomułka został odsunięty od władzy, a jego miejsce zajął Edward Gierek. Nowa ekipa obarczyła poprzedników odpowiedzialnością za błędy, wycofała podwyżki i rozpoczęła nową politykę gospodarczą. Kliszko stracił wszystkie stanowiska partyjne i państwowe w ciągu kilku tygodni. Nie został jednak osądzony.
Wyprowadzono go z polityki po cichu, bez procesu, wyroku i publicznego rozliczenia. Władzom nie zależało bowiem na ustaleniu prawdy, lecz na usunięciu problemu; proces mógłby objąć znacznie więcej osób, które pozostały w systemie. Kliszko dożył 1989 roku, gdy system, któremu poświęcił życie, upadał. Zmarł 4 września tego roku w Warszawie, tygodnie po powołaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Przez 19 lat po swojej dymisji milczał, nie wydał pamiętników ani nie udzielił wyjaśnień. Rodziny zabitych nigdy nie usłyszały od niego ani jednego słowa. Pośmiertnie nie został bohaterem żadnej narracji – pozostał w archiwach i protokołach narad jako element łańcucha decyzyjnego, który doprowadził do tragedii. Śledztwo w sprawie grudnia 70 ruszyło dopiero po 1989 roku.
Proces przed sądem rozpoczął się w 1998 roku, a głównym oskarżonym był m. in. gen. Wojciech Jaruzelski.
Postępowanie ugrzęzło w wieloletnich bataliach prawnych i zdrowotnych oskarżonych. Ostateczny wyrok zapadł w 2013 roku, 43 lata po wydarzeniach. Stanisław Kociołek został uniewinniony, a dwóch oficerów skazano na kary dwóch lat więzienia w zawieszeniu za udział w pacyfikacji. Odpowiedzialność karna za strzały okazała się prawnie prawie niewykonalna, ponieważ dokumenty były niepełne, a łańcuch decyzyjny rozmyty.
Grudzień 1970 roku pozostaje w historii Polski jako moment, w którym władza użyła wojska przeciwko robotnikom idącym do pracy, a następnie przez dekady unikała rozliczenia. Doświadczenie to ukształtowało strategię strajków w sierpniu 1980 roku, gdy robotnicy zostali w stoczniach, pamiętając o losie tych, którzy wyszli za bramę w 1970 roku. Pomnik ofiar grudnia 70 stanął przed bramą Stoczni Gdańskiej dokładnie w dziesiątą rocznicę tragedii, 17 grudnia 1980 roku.
Dziś tablice i pamięć o ofiarach przypominają, że tragedia nie zaczęła się od strzału, lecz od decyzji podejmowanych w gabinetach, gdzie rozmowę uznano za słabość, a siłę za jedyny język władzy.