Nadchodziła najcięższa zima w dziejach wojny niemiecko-sowieckiej – zima 1941/1942. Dla milionów żołnierzy na Wschodzie miała się stać czasem piekła, w którym zamarzały nie tylko palce u rąk i nóg, ale i ludzkie nadzieje. Jeszcze przed pierwszymi opadami śniegu wielu w niemieckich sztabach wierzyło w zwycięstwo, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. Jesienią 41 roku Niemcy stali u wrót Moskwy.

Po krwawych okrążeniach pod Wiaźmą i Briańskiem wydawało się, że nic ich nie powstrzyma przed zdobyciem stolicy ZSRR. Wehrmacht parł naprzód, ale z każdym kilometrem robiło się ciężej. Zaopatrzenie nie nadążało za frontem, a drogi, które latem były znośne, jesienią zamieniały się w błotne bagna. Dochodziło do sytuacji, w których rzeki były tak szerokie, że ogień artyleryjski ledwo donosił na drugi brzeg.
Wielu niemieckich żołnierzy, mimo wyczerpania i narastającego chłodu, wierzyło w ostateczny sukces. Jednak ich dowódcy z niepokojem patrzyli na mapy. Tempo marszu zmalało z kilkudziesięciu do zaledwie kilku kilometrów dziennie. Przeciętny postęp wynosił od 5 do 10 kilometrów na dobę – to za mało, by myśleć o szybkim zwycięstwie przed nadejściem zimy.
Niemieckie straty w ludziach i sprzęcie rosły w zastraszającym tempie. Od października do grudnia Niemcy stracili około 174 000 żołnierzy, z czego połowa przypadła na operację “Tajfun” – próbę zdobycia Moskwy, która trwała do 5 grudnia. Stalin, spanikowany i wściekły, żądał od swoich dowódców bezwzględnej obrony. 23 listopada wydał rozkaz użycia słynnych psów przeciwpancernych – specjalnie szkolonych zwierząt z ładunkami wybuchowymi, które miały wczołgiwać się pod niemieckie czołgi.
Był to desperacki krok, podobnie jak rzucanie do kontrataków kawalerii, która w szaleńczym pędzie atakowała z lśniącymi szablami, ginąc pod ogniem niemieckiej broni maszynowej. Niemcy także byli wyczerpani. Do stolicy dotarli w chwili, gdy wiele ich dywizji miało już za sobą setki kilometrów marszu, a w magazynach brakowało dosłownie wszystkiego. Amunicja, paliwo i chleb stały się na wagę złota.
Szczęście uśmiechało się do tych, którzy zdobyli choćby kawałek bochenka czy łyk gorącej kawy. Zimowe słońce, które od czasu do czasu pojawiało się na niebie, nie dawało żadnego ciepła, a temperatura spadała średnio do -20 stopni Celsjusza. W takich warunkach niemieccy żołnierze marli z zimna, a ci, którzy przeżyli, musieli walczyć w letnich butach i cienkich płaszczach. Opowieści o 28 żołnierzach, którzy rzekomo bronili podejść do Moskwy, przetrwały do dziś w Rosji i są niezwykle popularne.
W rzeczywistości były to często legendy tworzone przez sowiecką propagandę, mające podtrzymać morale narodu i wojska. Nawet wobec klęsk i dezorganizacji, Sowieci potrafili zorganizować obronę, która z czasem miała przejść do kontrofensywy. A tymczasem niemieccy żołnierze, choć niektórzy z nich trafiali do niewoli, nadal wierzyli, że zwycięstwo jest w zasięgu ręki. Wielu z nich, mimo mrozu i głodu, zachowywało dyscyplinę i walczyło dalej, choć w głębi duszy czuli, że to już nie jest ta wojna, którą rozpoczynali latem.
Pewna kobieta, która później została pisarką, wspominała niemieckiego żołnierza wziętego do niewoli, który bardziej niż czegokolwiek bał się tego, co stanie się z nim po zakończeniu wojny. Dla niego koniec walki był początkiem niewiadomej – syberyjskich łagrów lub długoletniej niewoli. Tymczasem na froncie wschodnim sytuacja stawała się naprawdę rozpaczliwa. Niemcy musieli radzić sobie z brakami, których nie był w stanie rozwiązać nawet najsprawniejszy logistycznie sztab.
Zużycie sprzętu było kolosalne – od października do grudnia Niemcy stracili ponad 30 000 koni, które były podstawą ich mobilnej logistyki. Bez nich nie było możliwości sprawnego przemieszczania amunicji i żywności na linię frontu. Zima 41/42 roku pokazała, że wojna z ZSRR nie jest już tą samą wojną, którą znali z pierwszych miesięcy. Dla niemieckich żołnierzy zaczynała się walka o przetrwanie – nie tylko z wrogiem, ale i z samą przyrodą.
Przed nimi wciąż było wiele miesięcy walk, a sukcesy wojsk niemieckich na wschodzie miały być już tylko wspomnieniem. Sowieci, mimo wielkich strat, powoli odzyskiwali inicjatywę, a ich kontrofensywa pod Moskwą, rozpoczęta na początku grudnia, na zawsze zmieniła bieg wojny na wschodzie.