Gdy armia aliancka wyzwalała obóz Bergen-Belsen, odkryto skalę zbrodni, które wstrząsnęły światem. Jedną z osób odpowiedzialnych za to piekło była kobieta, która przeszła z roli zwykłej pracownicy do jednej z najwyżej postawionych strażniczek w obozowej hierarchii. Wkrótce potem doszło do jednych z najbardziej niesławnych publicznych egzekucji okresu powojennego. Początki tej drogi sięgają lat 30.

XX wieku. Do pomocniczej służby SS wstąpiła mając zaledwie 18 lat, a jej wcześniejsze życie było zupełnie zwyczajne – pracowała w zwykłych zawodach, z dala od polityki i wojska. Zanim trafiła do Auschwitz, przeszła szkolenie, po którym skierowano ją do obozu koncentracyjnego Ravensbrück dla kobiet, gdzie rozpoczęła służbę jako strażniczka. Wkrótce jej przełożeni dostrzegli w niej ogromne zaangażowanie.
Szybko awansowała i z czasem osiągnęła stopień starszej nadzorczyni (Oberaufseherin). Była to jedna z najwyższych pozycji, jakie mogła zająć kobieta w systemie obozowym SS. Do Auschwitz trafiła w okresie, gdy obóz stał się największym ośrodkiem zagłady w dziejach ludzkości. Od 1942 roku pełniła tam służbę jako strażniczka i nadzorczyni, pozostając na tym stanowisku aż do listopada 1944 roku.
W tym czasie przez obóz przeszły dziesiątki tysięcy kobiet. Przybywały one stłoczone w wagonach towarowych, po wielu dniach podróży bez odpowiedniej ilości jedzenia, wody i dostępu do urządzeń sanitarnych. Po selekcji jedna grupa kierowana była do pracy przymusowej, a druga trafiała bezpośrednio do komór gazowych – często w ciągu zaledwie kilku godzin od przyjazdu. Młode kobiety, które przeżyły transport, były łakomym kąskiem do pracy w obozie.
Wkrótce też powstała potrzeba zorganizowania kobiecego nadzoru, a funkcję tę powierzono strażniczkom, takim jak ona. Gdy liczba więźniarek sięgnęła dziesiątek tysięcy, SS potrzebowała kobiet do ich nadzorowania. Funkcjonariusze mieli zakaz wchodzenia do kobiecych baraków, co dodatkowo zwiększyło rolę żeńskich strażniczek. To one decydowały o życiu i śmierci więźniarek na co dzień.
Ona zaś regularnie kontrolowała baraki, wybierając więźniarki przeznaczone do ukarania, przymusowych eksperymentów medycznych prowadzonych w bloku 10 albo do natychmiastowej egzekucji. Dokonywała też selekcji osób, które wysyłano do pracy w przemyśle zbrojeniowym lub innych podobozach. Jej postać zapisała się jednak w historii nie tylko przez okrucieństwo czy bezwzględność. W przeciwieństwie do wielu innych strażniczek, które traktowały więźniarki z pogardą, ona starała się okazywać pewne zainteresowanie ich losem.
Po latach wyszło na jaw, że w obozie organizowała życie kulturalne. Wybrała uzdolnione muzycznie więźniarki i stworzyła z nich orkiestrę, która grała muzykę klasyczną przy wejściu do obozu oraz podczas apeli. Orkiestra występowała także wtedy, gdy do obozu przybywały nowe transporty lub gdy więźniarki wychodziły do pracy. Po likwidacji kobiecego sektora w Auschwitz została przeniesiona do podobozów w Gdańsku, a następnie do Bergen-Belsen.
To właśnie tam, gdy wojska brytyjskie zbliżały się do obozu, przebywała do momentu wyzwolenia. W przeciwieństwie do wielu innych osób nie podjęła większych starań, by uciec. Wojsko brytyjskie szybko przystąpiło do działania po wyzwoleniu obozu. W ciągu kilku tygodni śledczy zgromadzili wystarczająco dużo dowodów i zeznań ocalałych, by rozpocząć przygotowania do postawienia zarzutów o zbrodnie wojenne.
Wkrótce aresztowano ją i osadzono w areszcie. Została oskarżona o współudział w egzekucjach i znęcanie się nad więźniami. Proces karny, który się rozpoczął, był jednym z najważniejszych w historii Niemiec Zachodnich. Trwał kilka lat, a zeznania świadków malowały obraz kobiety, która łączyła okrucieństwo z wyjątkową dbałością o pozory.
Ostatecznie skazano ją na wieloletnie więzienie, a wyrok wykonano w jednym z zachodnioniemieckich zakładów karnych. Po zwolnieniu żyła w cieniu swojej przeszłości, a jej historia została przypomniana w książkach i filmach dokumentalnych jako przykład zaślepienia i okrucieństwa w służbie ideologii.