Dzień przed inwazją – Kreml w oczekiwaniu na wojnę

Dzień przed inwazją - Kreml w oczekiwaniu na wojnę

21 czerwca 1941 roku, na niecałą dobę przed niemieckim atakiem na ZSRR, Józef Stalin wciąż nie wierzył, że Hitler zdecyduje się na inwazję. Ignorował setki raportów, ostrzeżenia szpiegów i własnych generałów, nazywając je prowokacjami. Dopiero nad ranem 22 czerwca, gdy niemieckie bomby spadły na sowieckie miasta, jego światopogląd legł w gruzach. Napięcie na Kremlu narastało od wielu dni.

Thumbnail

Już 18 czerwca 1941 roku szef sztabu generalnego Gieorgij Żukow i komisarz obrony Siemion Timoszenko próbowali przekonać Stalina, że koncentracja wojsk niemieckich przy granicy oznacza przygotowania do inwazji. Stalin bagatelizował jednak te sygnały, twierdząc, że Niemcy byliby głupcami, gdyby zaatakowali Związek Radziecki. Podczas nerwowego spotkania na Kremlu Żukow i Timoszenko niemal błagali dyktatora o zarządzenie pełnej gotowości bojowej. Stalin, zniecierpliwiony ich uwagami, wykrzyknął w końcu do Żukowa: „Przyszliście nas straszyć wojną, czy może chcecie wojny dlatego, że macie za mało odznaczeń?

”. Żukow zamilkł i zbladł. Rolę negocjatora przejął Timoszenko, przypominając Stalinowi, że to on sam publicznie mówił o nieuchronności wojny. Stalin odpowiedział drwiną, nazywając Timoszenkę człowiekiem „z dużą głową, ale małym mózgiem”.

Publiczne deklaracje o wojnie miały być jego zdaniem jedynie narzędziem do wzmocnienia czujności społeczeństwa. „Wy powinniście wiedzieć, że Niemcy nigdy nie zaatakują Rosji” – miał powiedzieć, po czym dodał przestrogę: jeśli generałowie sprowokują Niemców ruchami wojsk przy granicy, „polecą głowy”. Stalin trzymał się zasady, że Hitler nie zaatakuje ZSRR, dopóki nie pokona Wielkiej Brytanii. Wojna na dwóch frontach, w tym z liczną Armią Czerwoną, wydawała mu się dla Niemiec szaleństwem.

Od 1939 roku współpraca z III Rzeszą układała się poprawnie, a do Niemiec strumieniem płynęły sowieckie surowce: ropa naftowa, bawełna, kauczuk, chrom i rudy metali. Naczelny wódz był głuchy także na informacje od własnych agentów. Jeden z nich, przekraczając granicę pociągiem, zauważył remonty dróg i prace na liniach kolejowych, jakby Niemcy dostosowywali tory do rosyjskiego rozstawu kół. Ignorował też dyskretne ostrzeżenia niemieckiego ambasadora w Moskwie Friedricha von Schulenburga, który przekazywał sowieckim dyplomatom informacje o zbliżającym się ataku.

Stalin lekceważył nawet raporty Richarda Zorgego, jednego z najlepszych szpiegów w historii, który przekazał dokładną datę inwazji. Gdy 20 czerwca ambasador ZSRR w Berlinie Władimir Diekanozow alarmował o nadchodzącym ataku, szef NKWD Ławrientij Beria zaklinał go, by przestał siać dezinformację. W notatce do Stalina Beria napisał, że jego ludzie doskonale pamiętają „mądrą przepowiednię” dyktatora, że Hitler nie zaatakuje w 1941 roku. 20 czerwca, w piątek, Oberkommando der Wehrmacht wysłało do wszystkich grup armii hasło „Dortmund”.

Inwazja miała nastąpić za około 30 godzin. Na granicy niemiecko-sowieckiej Hitler skoncentrował ponad 3 miliony żołnierzy, wspieranych przez wojska z Finlandii, Węgier i Rumunii. W przygranicznych lasach ustawiono parki motorowe i artylerię, a 2500 bombowców Luftwaffe było gotowych do natarcia. Niemieccy żołnierze przeszli zakrojoną na szeroką skalę indoktrynację – wierzono, że wojna z bolszewizmem zostanie wygrana w ciągu trzech-czterech tygodni.

Wieczorem 20 czerwca na Kreml spłynął komunikat o wypłynięciu w morze 25 niemieckich okrętów. „To prowokacja. Niech sobie płyną” – skomentował Stalin. Historycy szacują, że do Stalina trafiło około 100 różnych ostrzeżeń o nadchodzącej inwazji.

Wszystkie raporty dyktator nazywał „angielskimi prowokacjami” i kazał karać ich autorów. Tymczasem w Londynie atmosfera była gęsta od przewidywań niemieckiego ataku. Ambasador ZSRR w Wielkiej Brytanii Iwan Majski zanotował w dzienniku 20 czerwca, że pisze o tym prasa, mówi się o tym w kuluarach parlamentu, a Winston Churchill publicznie oferował pomoc rządu brytyjskiego. 21 czerwca Stalin w końcu wydał rozkaz podniesienia gotowości bojowej wojsk obrony przeciwlotniczej Moskwy do 75%.

Tego dnia życie w stolicy toczyło się jednak normalnie – dzieci cieszyły się początkiem wakacji, miasto żyło meczem Dinama Moskwa, a w teatrach grano sztuki. Wieczorem odnotowano 39 naruszeń granicy przez niemieckie samoloty. Wiaczesław Mołotow wezwał na Kreml niemieckiego ambasadora von Schulenburga, by zaprotestować. Mołotow pytał, dlaczego Niemcy zdają się być niezadowoleni z porozumień z ZSRR i czemu kobiety i dzieci opuściły niemiecką ambasadę.

Schulenburg odpowiedział, że nie wszystkie – jego żona nadal jest w mieście. Ambasador był wyraźnie zmieszany i nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Tuż po jego wyjściu na Kremlu pojawił się niemiecki dezerter, który oznajmił, że atak nastąpi o 4:00 nad ranem 22 czerwca. Stalin znów mówił o prowokacji, nerwowo chodząc po gabinecie.

Timoszenko nalegał, by natychmiast postawić wszystkie wojska okręgów przygranicznych w stan pełnej gotowości. Gdy Żukow zaczął odczytywać treść rozkazu, dyktator przerwał mu, mówiąc, że jest na to za wcześnie. Stalin łudził się, że koncentracja wojsk to intryga niemieckich generałów, a nie samego Hitlera, i że ruchy przy granicy są próbą wywarcia presji na Moskwę w sprawie nowych rokowań. Około 23:00 Stalin ponownie powtórzył, że Hitler nie zaatakuje ZSRR.

Świadkowie zauważyli jednak w jego oczach niepewność. Ostatecznie, w nocy, wydał opóźnioną dyrektywę dla wojska. Dokument mówił o możliwym ataku Niemców w dniach 22–23 czerwca, który mógł zacząć się od prowokacji. Zadaniem wojsk było nie reagować na prowokacje, lecz jednocześnie być w pełnej gotowości bojowej do odparcia ataku.

Żołnierze mieli w ciągu nocy zająć stanowiska ogniowe, rozśrodkować samoloty na lotniska polowe i postawić w stan gotowości wojska obrony powietrznej. Po północy do Stalina spłynęła kolejna wiadomość – uciekł następny niemiecki dezerter, który po ryzykownej przeprawie przekazał, że atak wkrótce nastąpi. „To dezinformacja” – powtórzył Stalin i kazał dezertera rozstrzelać. Dyktator przebywał wówczas w podmoskiewskiej daczy w otoczeniu najbliższych współpracowników.

Liczyli na tradycyjną biesiadę, ale humor nikomu nie dopisywał. Stalin polecił Mołotowowi wysłać szyfrogram do ambasadora ZSRR w Berlinie, by ten skontaktował się z ministrem spraw zagranicznych Rzeszy Joachimem von Ribbentropem. Ambasador miał zadać Ribbentropowi pytania podobne do tych, które Mołotow zadał Schulenburgowi kilka godzin wcześniej, ale nazistowski minister nie odpowiadał. Zbliżała się 2:00 w nocy.

Większość członków sowieckiego rządu była już w łóżkach. Sen miał być krótki – po przebudzeniu nic już nie było takie samo.