Najbardziej BRUTALNE ŚMIERCl niemieckich żołnierzy na froncie wschodnim

Najbardziej BRUTALNE ŚMIERCl niemieckich żołnierzy na froncie wschodnim

Zanim hitlerowskie Niemcy rozpoczęły inwazję na Związek Radziecki w czerwcu 1941 roku, przez dwa lata obowiązywał między nimi pakt o nieagresji. Operacja „Barbarossa” była jednak szokiem zarówno dla Stalina, jak i dla aliantów. Wkrótce stało się jasne, że wojna na froncie wschodnim będzie nie tylko najkrwawszym polem bitwy II wojny światowej, ale również konfliktem, w którym obie strony dopuszczały się niewyobrażalnego okrucieństwa wobec jeńców. Naziści traktowali żołnierzy sowieckich i polskich ze szczególną nienawiścią.

Thumbnail

Hitler wydał rozkaz eliminowania bolszewików i wszystkich, którzy mogli być uznani za ich sojuszników. Wehrmacht miał prowadzić wojnę na wyniszczenie, odmienną od działań na froncie zachodnim. Podczas odwrotu niemieckie wojska stosowały politykę spalonej ziemi, masakrując całe wsie i niszcząc miasta. Te zbrodnie głęboko odcisnęły się w pamięci sowieckich żołnierzy i cywilów.

Związek Radziecki poniósł największe straty ludzkie w całej wojnie – zginęło ponad 27 milionów obywateli. Sowiecka młodzież odpowiedziała na wezwanie Stalina do obrony ojczyzny, a 800 tysięcy kobiet wstąpiło do Armii Czerwonej. Kobiety służyły w jednostkach medycznych, ale też walczyły w piechocie, artylerii i jako snajperki. Ich udział w walce był ewenementem na skalę światową.

Słynne stały się zwłaszcza pilotki bombowców nocnych, nazywane „Nocnymi Wiedźmami”, oraz snajperki takie jak Ludmiła Pawliczenko. W latach 1941–1945 w sowieckiej armii służyło ponad 2 tysiące kobiet-snajperek, a łączna liczba ich potwierdzonych trafień wyniosła co najmniej 11 280. Personel medyczny na froncie ponosił drugie – zaraz po piechocie – największe straty bojowe. Przykładem tragicznego losu kobiet walczących na froncie była była nauczycielka przedszkolna Tania Baramzina, która odnotowała 16 zabójstw na froncie białoruskim, a po skoku spadochronowym za liniami wroga zabiła kolejnych 20 żołnierzy.

Gdy została otoczona w okopie podczas opatrywania rannych towarzyszy, broniła się do ostatniego naboju. Schwytana przez Niemców, była brutalnie torturowana, a następnie zabita strzałem z broni przeciwpancernej z bliskiej odległości. Spośród 90 tysięcy jeńców wziętych do niewoli w bitwie pod Stalingradem – jednej z najkrwawszych w całej kampanii – tylko 5 tysięcy wróciło żywych do Niemiec. Władze sowieckie nie karały brutalności wobec niemieckich jeńców, a czasem wręcz ją tolerowały.

Jeńców często zmuszano do marszu przez zimowe stepy, pozbawiano jedzenia, odzieży i opieki medycznej. Tylko około jedna trzecia z 2,5 miliona jeńców wziętych w 1945 roku przeżyła kolejne trzy lata. Sowieci uruchomili system obozów jenieckich, oparty na wcześniejszych doświadczeniach z Gułagu. Jeńców transportowano przepełnionymi wagonami w wielotygodniowe podróże, podczas których głód i choroby zbierały śmiertelne żniwo.

Z pierwszych 30 tysięcy jeńców wysłanych w ten sposób do obozów w Uzbekistanie, Astrachaniu i Karagandzie około połowa nie dotarła żywa. W obozach stosowano także segregację więźniów z tatuażami SS, co – jak wspominał niemiecki oficer Gottlob Biderman – praktycznie oznaczało wyrok śmierci. Jeńcy z takimi znakami byli oddzielani i znikali bez śladu. Biderman, który trafił do niewoli w maju 1945 roku na Łotwie, opisał w wydanych w 2001 roku wspomnieniach panujący w obozach głód, czerwonkę i obsesyjne gromadzenie jedzenia.

Wielu jeńców próbowało okaleczać się, by zostać uznanymi za niezdolnych do pracy i odesłanymi do domu – niektórzy amputowali sobie palce, inni wywoływali ślepotę lub spożywali nadmierne ilości soli. Stalin już na konferencji w Teheranie w 1943 roku mówił o potrzebie wykorzystania milionów niemieckich jeńców do pracy przymusowej jako formy reparacji. Rozkaz z grudnia 1944 roku nakazywał zabranie do Związku Radzieckiego wszystkich zdolnych do pracy Niemców w wieku 17–45 lat oraz Niemek w wieku 18–30 lat. Do końca października 1945 roku około 110 tysięcy osób wywieziono z wyzwolonych terytoriów południowo-wschodniej Europy, a kolejne 100 tysięcy z okupowanych Niemiec.

Część jeńców trafiła także do kopalń uranu w Jachimowie w Czechosłowacji, gdzie pracowali na potrzeby radzieckiego programu nuklearnego. Większość niemieckich jeńców wróciła do domu dopiero w 1948 roku. Uwolnieni często spotykali się jednak z wrogim przyjęciem – w Niemczech Wschodnich i w Związku Radzieckim fala nienawiści wobec byłych nazistów prowadziła do samosądów, ataków na ulicach, a nawet linczów. Władze sowieckie często przymykały oko na te wydarzenia.

Również niemieckie kobiety służące w jednostkach pomocniczych, które dostały się w ręce aliantów, były przetrzymywane w obozach, a wiele z nich nie chciało wracać do domów w radzieckiej strefie okupacyjnej ze strachu przed represjami. Sowieci przedłużali cierpienie niemieckich jeńców latami po zakończeniu wojny. Dla wielu z nich niewola okazała się gorsza niż śmierć na froncie. Wielu żałowało, że nie zginęło w walce, zamiast trafić w ręce Armii Czerwonej.

Konwencja genewska nie miała dla Stalina i jego ludzi żadnego znaczenia – niemieccy jeńcy traktowani byli jako przestępcy, którzy zasłużyli na najgorsze traktowanie.