Rudolf Hess przez lata był jednym z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera. Razem z nim uczestniczył w nieudanym puczu monachijskim, a w twierdzy Landsberg spisywał słowa dyktatora podczas pracy nad „Mein Kampf”. W kolejnych latach zrobił błyskotliwą karierę, zostając zastępcą führera i jednym z najpotężniejszych ludzi III Rzeszy. Wszystko zmieniło się 10 maja 1941 roku, kiedy samotnie przeleciał Messerschmittem do Wielkiej Brytanii, próbując doprowadzić do pokoju między Rzeszą a Londynem.

Hess wylądował w Szkocji, ale zamiast misji pokojowej spotkało go upokorzenie. Trafił do brytyjskiego więzienia, najpierw do Tower of London, później do Mytchett Place i szpitala wojennego Maindiff Court. W Berlinie oficjalnie ogłoszono, że zastępca führera oszalał. Odcięty od świata Hess stracił kontakt z rzeczywistością – nie wiedział o ataku na Związek Radziecki, klęsce pod Stalingradem, powstaniu warszawskim ani o zbliżaniu się Armii Czerwonej do Berlina.
Koniec wojny oznaczał dla niego początek nowego rozdziału. Hess wierzył, że zostanie uwolniony, a nawet – jak sam twierdził – że alianci uczynią go kanclerzem IV Rzeszy. Mówił wówczas, że w ciągu dziesięciu lat Wielka Brytania przyzna mu rację w sprawie komunizmu. Rzeczywistość okazała się brutalna.
Zamiast politycznej rehabilitacji trafił na ławę oskarżonych w jednym z najsłynniejszych procesów powojennej Europy. Proces norymberski rozpoczął się 20 listopada 1945 roku w Pałacu Sprawiedliwości w Norymberdze i trwał ponad 200 dni. Oskarżeni przed rozprawą przetrzymywani byli w surowych warunkach. W celach znajdowały się metalowe łóżko i stół, a krzesło zabierano na noc, by uniemożliwić samobójstwo.
Więźniowie musieli spać twarzą do drzwi, z rękami na kocu, a światło paliło się przez całą dobę. Zasady wprowadził pułkownik Burton Andrus, gubernator więzienia. Hess zachowywał się niezwykle dziwnie. Oskarżał władze więzienne o próby otrucia go i zamieniał posiłki z ochroną.
Francuski prokurator Edgar Faure mówił o nim, że pozostawał w stanie kontemplacji graniczącej niekiedy ze stuporem. Gdy żołnierz poprosił go o autograf na banknocie podpisanym przez innych skazanych, Hess uprzejmie się ukłonił, a następnie podarł pieniądz na drobne kawałki, mówiąc, że niemieckie autografy są zbyt cenne. Wszyscy dostojnicy III Rzeszy przeszli badania psychiatryczne. Testy IQ wykazały, że Hjalmar Schacht uzyskał 143 punkty, Göring i Dönitz po 138, a Hans Frank 130.
Hess otrzymał wyraźnie niższy wynik – 120 punktów. Psychologowie zwracali też uwagę na jego ograniczoną osobowość i brak zdolności empatii. Siedząc na sali, często czytał książkę albo bujał się na krześle jak dziecko. Gdy Hess zdał sobie sprawę z powagi sytuacji, przyjął pozę szaleńca, który niczego nie pamięta.
Twierdził, że nie poznaje byłych współpracowników, sekretarek ani swojego mentora Karla Haushofera. Psychiatrzy uznali jednak, że jest w pełni poczytalny, a amnezja jest przez niego świadomie podtrzymywana. Douglas Kelley zauważył, że Hess symulował utratę pamięci tak długo, że sam zaczął w nią wierzyć. Przełom nastąpił dziewięć dni po rozpoczęciu procesu.
Prokuratorzy pokazali wstrząsające nagrania z wyzwolonych obozów koncentracyjnych – stosy ciał, krematoria i wygłodzonych więźniów. Nawet Göring poczuł się nieswojo. Hess wpatrywał się w ekran, a po projekcji zaczął krzyczeć, że nie wierzy w to, co zobaczył. Następnego dnia oświadczył jednak, że jego pamięć wraca.
Wyjaśnił, że symulował amnezję z powodów taktycznych, i wziął pełną odpowiedzialność za to, co podpisał i uczynił jako członek władz Rzeszy. Pomimo publicznej deklaracji Hess konsekwentnie odrzucał winę – zarówno swoją, jak i Hitlera. Gdy dyskutowano o terrorze w okupowanej Polsce, pytał z oburzeniem, czy führer w ogóle wiedział o takich działaniach. Hans Frank miał mu wówczas odpowiedzieć, że Hitler nie tylko wiedział, ale był inicjatorem tych zbrodni.
Hess w prywatnych rozmowach z psychiatrą Gustavem Gilbertem twierdził, że Hitlera nie można potępiać, bo w każdym geniuszu tkwi demon. Prokuratura od początku podkreślała, że Hess współtworzył podstawy nazistowskiej ideologii już w latach trzydziestych. Wykazano, że współodpowiadał za wprowadzenie ustaw norymberskich, nazyfikację uniwersytetów i kościołów oraz rozszerzenie prawa Rzeszy na okupowaną Austrię i Czechosłowację. Sąd nie uznał jego lotu do Szkocji za okoliczność łagodzącą.
Przeciwnie – opisano go jako prowokację i operację dywersyjną wymierzoną w Związek Radziecki. W trakcie procesu obrońca Hessa, Alfred Seidl, natrafił na materiały dotyczące tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow, który dzielił Polskę na strefy wpływów. Dokument mógł zagrozić wiarygodności trybunału i skompromitować Związek Radziecki. Seidlowi nie udało się jednak przesłuchać Wiaczesława Mołotowa, a sam dokument – bez podpisów i pieczęci – został zakwestionowany.
Sprawa zakończyła się fiaskiem, a Związek Radziecki wyszedł z niej bez szwanku. 31 sierpnia 1946 roku Hess wygłosił swoje ostatnie słowo. Mówił, że cieszy się, iż mógł służyć pod rządami najgenialniejszego człowieka w tysiącletniej historii narodu, i że nie żałuje niczego. Zaznaczył, że gdyby zaczął wszystko od nowa, postąpiłby tak samo.
Na zarzuty odpowiadał wraz z innymi oskarżonymi: „nicht schuldig” – nie winny. Trybunał uznał go jednak za winnego w dwóch z czterech punktów aktu oskarżenia: zbrodni przeciwko pokojowi oraz udziału w planowaniu wojny. Został uniewinniony od zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. 1 października 1946 roku usłyszał wyrok dożywotniego więzienia.
Francuzi proponowali dziesięć lat, Rosjanie żądali kary śmierci, a sam Hess spodziewał się egzekucji. Śmierć przyszła dopiero czterdzieści lat później, w więzieniu Spandau, gdzie przez wiele lat był jedynym więźniem i ostatnim bliskim świadkiem działań Adolfa Hitlera.