Klęska Francji i wielka feta w Niemczech

Klęska Francji i wielka feta w Niemczech

17 czerwca 1940 roku kronika filmowa uchwyciła Adolfa Hitlera w momencie, gdy dotarła do niego wiadomość, że francuski rząd poprosił o rozejm. Zwykle poważny i skupiony dyktator po raz pierwszy pozwolił sobie na widoczne podekscytowanie. Francja, zwycięzca poprzedniej wojny i kraj, który narzucił Niemcom Traktat Wersalski, została pokonana w zaledwie kilka tygodni. Krótko po tych wydarzeniach generał Wilhelm Keitel nazwał Hitlera największym wodzem armii wszechczasów.

Thumbnail

Świat z niedowierzaniem obserwował podpisanie zawieszenia broni w Compiègne – w tym samym wagonie kolejowym, w którym w 1918 roku upokorzono niemiecką delegację. W Niemczech zapanowała euforia, a Hitler znalazł się u szczytu swojej potęgi. W ciągu nieco ponad roku III Rzesza rozbiła Czechosłowację, zajęła Austrię, podbiła Polskę, Danię i Norwegię, a teraz świętowała triumf nad Francją, Belgią, Holandią i Luksemburgiem. Do Hitlera spływały telegramy gratulacyjne – nie tylko od zagorzałych zwolenników NSDAP, ale także od ludzi, którzy przez lata odnosił się do niego sceptycznie.

Wśród gratulantów znaleźli się między innymi odsunięty na margines partii Gottfried Feder oraz zapomniany już Alfred Hugenberg. Własną depeszę wysłał także książę Wilhelm, syn byłego cesarza, a nawet sam Wilhelm II. Nawet obalona po I wojnie światowej dynastia Hohenzollernów dała się ponieść chwili triumfu. 18 czerwca, jeszcze przed podpisaniem warunków rozejmu, Hitler udał się do Monachium na spotkanie z Benito Mussolinim.

Włoski dyktator był przygnębiony – do wojny z zachodem przystąpił dopiero po sukcesach Wehrmachtu, a niemieccy dygnitarze szydzili z niego, nadając mu przydomek „pomocnika przy żniwach”. Mussolini chciał ustępstw terytorialnych we Francji oraz udziału w rokowaniach, jednak Hitler był sceptyczny i nie zamierzał dzielić się triumfem z włoskim sojusznikiem. 21 czerwca Hitler wraz z najbliższymi współpracownikami – Göringiem, Keitlem i Ribbentropem – udał się do Compiègne, by upokorzyć Francuzów. Amerykański reporter CBS William Shirer obserwował przez lornetkę, jak kolumna niemieckich pojazdów zatrzymała się przy pamiątkowym głazie upamiętniającym upadek cesarstwa niemieckiego w 1918 roku.

Hitler traktował to miejsce wyjątkowo osobiście i celowo nalegał, by rozejm podpisano w tym samym wagonie, co w 1918 roku. Tłumacz Hitlera Paul Schmidt wspominał, że wagon restauracyjny stał na słynnej polanie w jasnych promieniach słońca. Gdy zjawiła się delegacja francuska, Hitler usiadł na krześle marszałka Focha, w milczeniu wysłuchał odczytu preambuły traktatu, po czym opuścił wagon, zostawiając szczegóły generałom. „Hańba została teraz zmazana” – oznajmił krótko po tym Josephowi Goebbelsowi.

Pokonana Francja została podzielona na strefę okupacyjną na północy i zachodnim wybrzeżu oraz marionetkowe państwo ze stolicą w Vichy, na czele z marszałkiem Philippe’em Pétainem. Alzacja i Lotaryngia wróciły do granic Rzeszy. Hitler ogłosił światu „najwspanialsze zwycięstwo wszechczasów”. Jeszcze przed formalnym wejściem w życie rozejmu Hitler wziął udział w turystycznej wycieczce po Paryżu.

23 czerwca 1940 roku przybył do miasta incognito, zanim mieszkańcy się obudzili. Towarzyszyli mu architekt Albert Speer, Hermann Giesler oraz rzeźbiarz Arno Breker. Zwiedzanie rozpoczęto od Paryskiej Opery, którą oświetlono specjalnie na tę okazję. Hitler znał i cenił ten gmach z młodości, a z przewodnikiem wdawał się w szczegółowe dyskusje na temat architektury.

Następnie kolumna przejechała Pola Elizejskie, minęła Łuk Triumfalny oraz grób Nieznanego Żołnierza. Przy wieży Eiffla Hitler kazał się zatrzymać – to wtedy powstała jedna z najbardziej kultowych fotografii II wojny światowej. Dłużej zatrzymał się przy sarkofagu Napoleona w kościele Inwalidów, deklarując gotowość sprowadzenia tam szczątków syna cesarza. Panteon wzbudził w nim jedynie rozczarowanie.

Ostatnim punktem wycieczki była monumentalna bazylika Najświętszego Serca. Hitler opuścił Paryż, by już nigdy więcej tam nie wrócić. 2 lipca 1940 roku w kwaterze głównej w Schwarzwaldzie zjawił się Joseph Goebbels, aby omówić triumfalny powrót wodza do Berlina. Termin ustalono na 6 lipca, dyskutowano także treść przemówienia, które Hitler miał wygłosić w Reichstagu – miała w nim paść oferta pokojowa względem Wielkiej Brytanii.

Dzień po przyjeździe Goebbelsa Brytyjczycy zatopili francuską flotę w Algierii, zabijając około 1200 marynarzy. Churchill wydał ten rozkaz z obawy, by okręty nie wpadły w ręce Niemiec, ale naraził tym relacje z Francuzami. Hitler postanowił wstrzymać przemówienie i czekać na rozwój sytuacji. 6 lipca 1940 roku odbyły się największe uroczystości w historii III Rzeszy.

Ulice i budynki Berlina przyozdobiono kwiatami, zmobilizowano 8000 działaczy Hitlerjugend i BDM, a sklepy i fabryki celowo zamknięto o godzinie 12. 00. Tłumy wyczekiwały Hitlera od wczesnych godzin porannych, niektórzy tkwili pod dworcem ponad sześć godzin. Goebbels zanotował: „Dworzec przypomina wielką świątecznie ustrojoną salę.

Führer jest bardzo wzruszony, łzy płyną mu do oczu”. Jeszcze nigdy wcześniej Niemcy nie fetowały tak euforycznie żadnego wydarzenia. Po dotarciu do udekorowanej Kancelarii Rzeszy dyktator co chwila pojawiał się na balkonie, wywoływany przez niekończący się tłum. Hitler był u szczytu potęgi i już nigdy nie miało mu być dane pławić się w tak wielkim triumfie.

Społeczeństwo niemieckie było bezkrytyczne – nawet dotychczasowi przeciwnicy reżimu stawali się teraz jego orędownikami. Historycy mają jednak problem z jednoznacznym wskazaniem, czy w Niemczech zapanował kult wojny. Reakcje na dalszą ekspansję były powściągliwe, a świętowaniu zwycięstwa towarzyszyła widoczna ulga, że kampania we Francji nie zakończyła się klęską. Liczono raczej na pokój i eksploatację podbitych ziem lub co najwyżej wojnę z Wielką Brytanią.

W Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla panował natomiast iście grobowy nastrój. Zatopienie francuskiej floty było – jak sam przyznał – „piekielną decyzją”, najbardziej dręczącą i bolesną spośród wszystkich, które musiał podjąć. Była to jednak demonstracja wobec Hitlera: nie ma mowy o negocjacjach, kompromisie ani agresywnej dominacji w Europie. Churchill miał poparcie parlamentu, a jego popularność w kraju urosła do prawie 90 procent.

Kolaboracyjny rząd francuski w Vichy zerwał kontakty dyplomatyczne z Londynem, ale Charles de Gaulle, przebywający w Anglii lider Wolnej Francji, uznał, że walkę można kontynuować tylko u boku Wielkiej Brytanii. Mieszkańcy okupowanych państw, przede wszystkim Polacy, byli przygnębieni – mieli nadzieję, że starcie Niemiec z Francją zakończy wojnę i obali Hitlera. Teraz zdawano sobie sprawę, że wojna prędko się nie skończy. Premier Władysław Sikorski i polscy żołnierze stanęli u boku Churchilla.

Sowieci robili dobrą minę do złej gry. Stalin, który wierzył w potęgę militarną Francji, liczył, że wojna na zachodzie będzie długotrwała i wyniszczy obie strony. Teraz obawy budził fakt, że na kontynencie nie ma już przeciwnika, który mógłby na dłużej związać siły Wehrmachtu. Stalin stanął przed wyborem: albo związać się jeszcze ściślej z Niemcami, albo szykować się do wojny z Rzeszą.

Wkrótce po klęsce Francji Adolf Hitler sam miał podjąć decyzję w tej kwestii.