Świątynie Honorowe w Monachium należały do najbardziej kontrowersyjnych budowli III Rzeszy. Wybudowane w jednym z najbardziej prestiżowych punktów miasta, otoczone były religijną czcią. Dziś obecne władze Monachium określają to miejsce jako „historycznie skażone”, a pozostałości nazistowskiego sanktuarium wciąż stanowią nierozwiązany problem. Historia tego miejsca sięga 9 listopada 1923 roku.

Wczesnym rankiem Adolf Hitler, mający wówczas 34 lata, wykrzyknął do około dwóch tysięcy swoich zwolenników w monachijskiej piwiarni, że nadszedł czas na narodową rewolucję. Rozpoczął się zorganizowany przez nazistów zamach stanu, który przeszedł do historii jako pucz monachijski. Celem puczystów było zajęcie Monachium i Bawarii, a następnie marsz na Berlin. Zamach okazał się nieudolnym przedsięwzięciem, szybko stłumionym przez policję.
Gdy maszerujący dotarli do Feldherrnhalle, padły strzały. Hitler zdołał zbiec, ale zginęło wówczas 16 nazistów. Jeden z zabitych, trafiony kulą w brzuch, umierając upadł na sztandar ze swastyką, obryzgując go krwią. W późniejszych latach sztandar ten stał się nazistowską relikwią określaną mianem „sztandaru krwi”.
Po przejęciu władzy w 1933 roku naziści zaczęli ustanawiać nowe święta w kalendarzu. Najbardziej kultowym miały być obchody rocznicy nieudanego puczu. Sam Hitler zapowiadał, że na cześć bojowników powstanie pomnik, którego nie sposób będzie nie zauważyć nawet za kilkaset lat. Pierwszym obiektem, wokół którego odprawiano mroczne ceremoniały, stał się portyk marszałków, gdzie policja otworzyła ogień do puczystów.
Ustawiono tam straż honorową SS, a przechodnie mieli obowiązek oddawania hitlerowskiego salutu. Niektórzy, by tego uniknąć, korzystali z bocznej uliczki, potocznie nazywanej „aleją tych, którzy uchylają się od obowiązku”. Hitler przywiązywał do Monachium ogromną wagę i nazywał je stolicą ruchu. Jedną z wizytówek miasta był klasycystyczny plac Królewski, który miała czekać gruntowna przebudowa.
Najważniejszym elementem planów były dwa bliźniacze budynki oraz wzniesione między nimi Świątynie Honorowe. Inauguracja obiektu miała miejsce w 1935 roku. Dokonano wówczas ekshumacji 16 poległych w puczu nazistów, których szczątki złożono do nowych, zdobionych trumien. Obchody przypominały religijną ceremonię.
Nocą 8 listopada Hitler wraz z weteranami NSDAP maszerował trasą puczystów, a przed nimi na lawetach transportowano sarkofagi. Ulice rozświetlały płomienie z urn umieszczonych na kolumnach. Gdy procesja dotarła pod Feldherrnhalle, w portyku ustawiono 16 dużych trumien okrytych flagami ze swastyką. Wśród nich znalazł się też „sztandar krwi”, już wtedy traktowany jak relikwia.
Nazwiska poległych odczytywano jak modlitwę, odśpiewano także żałobną pieśń. Następnego dnia procesja przemaszerowała na plac Królewski, gdzie sarkofagi ulokowano w dwóch stojących naprzeciwko siebie świątyniach. Młodzi chłopcy z Hitlerjugend na każde odczytane nazwisko odpowiadali głośno „obecny”, co miało symbolicznie obrazować połączenie świata umarłych ze światem żywych. Całości towarzyszyły werble, trąbki i wystrzały armatnie.
Religijnego charakteru budowli nie zamierzano ukrywać. Jak pisał historyk Michael Burleigh, o ile Monachium odgrywało rolę Rzymu nazizmu, o tyle to miejsce było „świętym świętych”. Zwykli awanturnicy stali się męczennikami, żyjący weterani przypominali apostołów, a sam Hitler był najwyższym kapłanem. Każda ze świątyń mieściła po osiem sarkofagów.
Przechodzących obowiązywała specjalna etykieta – należało zdjąć nakrycie głowy i zachować ciszę, a nad wszystkim czuwała straż SS. Świątynie wizytowali także zagraniczni przywódcy, między innymi Benito Mussolini. W 1944 roku w pobliżu pochowano Adolfa Wagnera, gauleitera Monachium. Było to ostatnie wydarzenie związane ze świątyniami.
30 kwietnia 1945 roku do Monachium wkroczyli Amerykanie, a po zakończeniu wojny rozpoczęto denazyfikację kraju. W 1947 roku Amerykanie zdecydowali o zburzeniu obu budynków. Zachowała się jednak centralna, dolna część. Wcześniej przeprowadzono ekshumację i przeniesiono szczątki do anonimowych grobów lub je skremowano.
Przez kolejne lata obiekt popadał w ruinę i niepamięć. W jego miejscu powstał naturalny pomnik – fragmenty ruin przeplecione dziko obrastającą zielenią. Pojawiały się plany otwarcia tam restauracji, piwiarni, a nawet kościoła, ale nic z tego nie wyszło. W 1990 roku rozważano budowę kompleksu muzeów, lecz planów zaniechano, gdy na ocalałych częściach odkryto wyjątkowy biotop z rzadkimi roślinami.
Jak na ironię, ruiny dawnej świątyni nazizmu trafiły pod ochronę. Dziś plac Królewski wygląda na dobrze zorganizowany, a wyjątkiem są właśnie ślady po dawnej świątyni. Tereny te określa się mianem „historycznie skażonych” i nikt na razie nie wie, co z tym obszarem zrobić.