Moskwa nie wierzy w łzy – tak mogliby podsumować swój los Polacy, którzy w 1940 roku zostali wywleczeni z domów i deportowani w głąb Związku Sowieckiego. Nocne pukanie do drzwi i kilka minut na spakowanie całego życia – tak rozpoczęła się wielka tułaczka setek tysięcy obywateli przedwojennej Polski. Większość trafiła na Syberię, ale ogromna grupa została wywieziona na bezkresne stepy Kazachstanu. Kazachstan to państwo-olbrzym – rozciąga się na długości niemal trzech tysięcy kilometrów ze wschodu na zachód, a z północy na południe liczy ponad półtora tysiąca kilometrów.

To obszar prawie dziewięć razy większy od współczesnej Polski. Sąsiedzi tego kraju są jednak jeszcze więksi, a relacje z nimi – zwłaszcza z Rosją – przez stulecia bywały trudne. To właśnie przez kazachskie stepy, otoczone górami sięgającymi siedmiu tysięcy metrów, przetaczały się fale wędrujących ludów. Dla zesłanej w kwietniu 1940 roku lekarki Danuty Tęczarowskiej step stał się doświadczeniem niemal mistycznym.
Jak wspominała, stojąc na stepie, miało się wrażenie, że znajduje się na środku morza suchej trawy pod kopułą błękitnego nieba. Przyznawała, że zbierając nawóz na opał, recytowała „Stepy akermańskie” Mickiewicza, bo wiersz ten wiernie oddawał nastrój tej krainy. Dla wielu jej rodaków step nie był jednak poezją, lecz synonimem niewoli. Zsyłki w głąb Azji Centralnej miały w Rosji długą tradycję.
Już w XVIII wieku trafiali tam uczestnicy konfederacji barskiej, a później weterani powstanń listopadowego i styczniowego. Carska Rosja traktowała ten region kolonialnie, wysyłając tam także Polaków – wśród nich Piotra Zalewskiego, Ryszarda Zalewskiego i Tomasza Zana. Wielu przybyszów zachwycało się tym krajem, czego dowodem były prace naukowe i wiersze poświęcone Kazachstanowi. Po rewolucji październikowej dotychczasowe carskie gubernatorstwo zastąpiła Kirgiska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka ze stolicą w Orenburgu.
W 1925 roku przemianowano ją na Kazachską, a stolicę przeniesiono najpierw do Kyzyłordy, później do Ałmaty. 5 grudnia 1936 roku utworzono natomiast dwie odrębne republiki związkowe – Kazachską i Kirgiską SRR. Rządy komunistyczne nie przyniosły Kazachstanowi niczego dobrego. W latach 1921–1923 z powodu katastrofalnej polityki gospodarczej zmarło tam prawie dwa miliony ludzi, podczas gdy w 1926 roku cała ludność kraju nie przekraczała siedmiu milionów.
Kolejny głód, dziesięć lat później, nazwano „ludobójstwem Gołoszczekina” – od nazwiska Filippa Gołoszczekina, drugiego sekretarza partii komunistycznej w Kazachstanie, wcześniej odpowiedzialnego za zamordowanie carskiej rodziny. Za tragedię odpowiadały kolektywizacja, konfiskata bydła i centralne planowanie gospodarki. Ogromna śmiertelność niemal wyludniła Kazachstan, co nie odpowiadało władzom w Moskwie. Postanowiono więc przesiedlać tam inne narodowości.
W 1926 roku mieszkało tam 8294 Polaków. Po wielkiej akcji deportacyjnej z Ukraińskiej SRR w 1936 roku na kazachskie stepy trafiło 15 tysięcy polskich i niemieckich rodzin. Kolejnych 1968 Polaków zesłano tam w ramach tzw. polskiej operacji NKWD w latach 1937–1938.
Kolejną okazję do deportacji dał Moskwie pakt Ribbentrop-Mołotow. Gdy 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę, Związek Sowiecki czekał na reakcję Zachodu. Po wypowiedzeniu wojny Hitlerowi przez aliantów Stalin, zachęcony biernością Londynu i Paryża oraz sukcesami Wehrmachtu, wydał rozkaz wkroczenia Armii Czerwonej na wschodnie ziemie Polski. Na zajętych terenach utworzono marionetkowe republiki: ukraińską i białoruską.
Dla nowych władz Polacy stali się wrogiem numer jeden. Byli poddawani szykanom, represjom, a w skrajnych przypadkach egzekucjom. Głównym narzędziem terroru stały się cztery masowe deportacje, podczas których setki tysięcy Polaków wywieziono na Syberię i do Azji Środkowej, przede wszystkim do Kazachstanu. Dla Sowietów nie miało znaczenia, kogo wywożą – choć najbardziej pożądani byli przedstawiciele elit, ofiarą padały wszystkie grupy społeczne.
Aresztowania niemal zawsze wyglądały tak samo. Polaków oskarżano zwykle o szpiegostwo. Wymuszano przyznanie się do winy za pomocą fotografowania, pobierania odcisków palców i tortur. Przesłuchania odbywały się dwa lub trzy razy w nocy, pod ciągłą groźbą rozstrzelania.
Świadkowie jednogłośnie podkreślali brutalne i barbarzyńskie zachowanie funkcjonariuszy NKWD. Polaków wyzywano od „polskich mord” czy „bandytów Sikorskiego”. Tortury psychiczne i przemoc były codziennością. Po tym pozorze sprawiedliwości przyszło wywózki.
Pierwsza odbyła się 10 lutego 1940 roku. Status „osadników specjalnych” nadano wówczas głównie wojskowym i leśnikom. Większość trafiła na północ Rosji, a 5500 osób deportowano do Kazachstanu, osiedlając je w obwodach akmolińskim, kustanajskim, pawłodarskim, semipałatyńskim i wschodniokazachstańskim. Warunki w bydlęcych wagonach przez całą drogę były koszmarne.
Druga deportacja miała miejsce 13 kwietnia 1940 roku i wiązała się z likwidacją obozów jenieckich w Ostaszkowie, Kozielsku i Starobielsku, gdzie NKWD przetrzymywało polskich oficerów i policjantów, później bestialsko zamordowanych w rosyjskich lasach. Tym razem wywieziono rodziny zamordowanych oraz uchodźców. Łącznie do Kazachstanu przetransportowano w 51 pociągach specjalnych 61 092 obywateli II Rzeczypospolitej, których natychmiast skierowano do przymusowej pracy, między innymi w kopalniach złota i przy budowie linii kolejowych. Trzecia deportacja nastąpiła w czerwcu 1940 roku, a ostatnia rok później.
Łącznie wywieziono 47 406 osób, z których co najmniej 15 413 trafiło do Kazachstanu. Skala byłaby znacznie większa, gdyby nie wybuch wojny niemiecko-sowieckiej i odwrót Sowietów z nielegalnie zajętych terenów. Warto pamiętać, że obozy koncentracyjne funkcjonowały nie tylko w hitlerowskich Niemczech, ale także w sowieckiej Rosji – również na terenie Kazachstanu. Największym z nich był Karłag, czyli Karagandyjski Poprawczy Oboz Pracy, oraz Akmoliński Oboz dla Żon Zdrajców Ojczyzny.
Karłag stanowił olbrzymią fabrykę pracy, w której osadzano Polaków, Kazachów, Rosjan, Niemców i Ukraińców. Polska więźniarka Wilhelmina Jastrzębska wspominała, że w obozach pobudka była o trzeciej nad ranem, a spać szło się o dwudziestej trzeciej, a nawet pierwszej w nocy. Początkowo pracowała przy oczyszczaniu pól ze śniegu i lodu, później przy bronowaniu, siewie, żniwach i sianokosach. Normy były rygorystycznie egzekwowane, warunki pracy wyjątkowo ciężkie, a za pracę nie płacono.
Jedzenie było bardzo ubogie, nie wydawano odzieży – wszyscy wiecznie łatali stare ubrania. Po polach chodzono w domowych sandałach, bo boso nie można było iść po ściernisku, które raniło stopy. Janina Królikowska opisywała pobudkę o trzeciej nad ranem, pracę w polu od czwartej, przerwę od dwunastej do piętnastej i ponowną pracę do dwudziestej. Kolację stanowiła zwykle owsianka bez tłuszczu.
Jedzenie to zupa trzy razy dziennie i 600 gramów chleba, później zmniejszone do 400 gramów. Mimo to pomocy Polakom i innym deportowanym udzielali czasem zwykli Rosjanie. Kres tej gehenny niespodziewanie przyniosło lato 1941 roku. Po ataku na Związek Sowiecki III Rzesza, zaniepokojony sukcesami Wehrmachtu Stalin postanowił zmienić podejście do Polaków.
30 lipca 1941 roku podpisano układ Sikorski-Majski, który przywracał stosunki dyplomatyczne z polskim rządem i pozwalał na tworzenie polskich jednostek wojskowych na terenie ZSRR. Dokument przewidywał, że armia polska będzie walczyć u boku armii sowieckiej i innych sił sprzymierzonych przeciw Rzeszy, a po wojnie wróci do Polski. Broń, sprzęt i umundurowanie miały dostarczyć oba rządy. Rzeczywistość odbiegała jednak od zapisów.
Ogłoszono wprawdzie „amnestię” dla Polaków, ale początkowo zwalniano tylko chorych i słabych. Pod naciskiem Sowietów uwolniono ostatecznie 389 382 osoby – zaledwie jedną piątą spośród około 1,8 miliona Polaków przebywających w ZSRR. Wszyscy objęci amnestią otrzymali prawo wstąpienia do nowo formowanej Armii Polskiej, oficjalnie utworzonej 14 sierpnia 1941 roku. Marcin Wolski, późniejszy żołnierz armii Andersa, wspominał, że 16 sierpnia 1941 roku o północy obudzono wszystkich Polaków i poinformowano o podpisaniu paktu polsko-sowieckiego.
Traktowano ich odtąd nieco lepiej. 25 sierpnia odbyło się zebranie, na którym zapisywano chętnych do wojska. Zapisało się 240 osób. Amnestia objęła także generała Władysława Andersa, który stanął na czele tworzonej armii.
Formowanie wojska było niezwykle trudne i czasochłonne. Armię organizowano w Tatiszczewie, Tocku i Buzułuku, gdzie mieściło się dowództwo. Anders tak wspominał to miasto: typowe rosyjskie drewniane miasteczko, pełne nędzy i biedy, z błotem sięgającym powyżej kostek i tylko dwiema wybrukowanymi ulicami. Gdy zobaczył polską flagę powiewającą nad polską kwaterą, był głęboko poruszony – to zrobiło ogromne wrażenie na wszystkich, którzy wyszli z więzień i obozów pracy.
Nie wszystkich chętnych udało się przyjąć, dlatego Sowieci wyznaczyli kolejne miejsca w Kazachstanie, Uzbekistanie i Kirgizji. W 11 okręgach Kazachstanu umieszczono 90 tysięcy ochotników. Część Polaków musiała przedzierać się do wojska na własną rękę, przemierzając nieraz całą szerokość Kazachstanu. Anders podkreślał, że władze sowieckie były nieszczere w dążeniu do tworzenia polskiej armii, a przeszkody na każdym kroku to potwierdzały.
Napływały meldunki o tysiącach ludzi trzymanych w więzieniach i obozach, gdzie amnestia nie została wdrożona. Dopiero presja generała przekonała Stalina do wydania odpowiednich dyrektyw. Sowieci zgodzili się na armię liczącą 30 tysięcy żołnierzy, tłumacząc się brakiem broni i sprzętu. Ostatecznie Stalin zgodził się na zwiększenie limitu do 96 tysięcy ludzi.
Rekrutacja obejmowała wyłącznie Polaków – formalnie zakazano przyjmowania przedwojennych obywateli pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego i żydowskiego, choć w praktyce zdarzały się wyjątki. Po sformowaniu i uzbrojeniu Polaków rozpoczęła się ewakuacja, przeprowadzona w dwóch etapach. Pierwszy, od 24 marca do 4 kwietnia 1942 roku, objął ponad 33 tysiące żołnierzy i około 11 tysięcy cywilów przewiezionych przez Krasnowodzk do Iranu. Drugi etap przypadł na sierpień i objął 116 543 osoby, w tym 78 631 żołnierzy.
Jak wspominał generał, z wielkim trudem przekonał władze sowieckie, by do ewakuacji włączyć także kobiety, osoby starsze i dzieci. Wiedział, że to ich jedyna szansa na ocalenie od śmierci głodowej. W ośrodkach przejściowych umierały setki i tysiące ludzi. Anders wydał rozkaz umieszczania w transportach każdego Polaka, który się zgłosi, oraz sierocińców i żłobków dla dzieci, biorąc za to pełną odpowiedzialność.
Podkreślał też pomoc brytyjskich oficerów, którzy robili wszystko, by pomóc Polakom, głównie dzieciom, zarówno w ewakuacji do Iranu, jak i do wielu innych zakątków Imperium Brytyjskiego, w tym do Indii i odległej Nowej Zelandii. Mimo starań generała Andersa wielu Polaków musiało pozostać w Kazachstanie. Część opuściła ten kraj dopiero po wojnie, inni zostali tam do końca życia, dając początek lokalnej Polonii. Ich potomkowie doskonale znają swoje korzenie i pielęgnują pamięć o trudnym losie rodziców i rodzeństwa.
Współczesny Kazachstan, mimo pięknej stolicy, bogatej kultury i wspaniałych ludzi, zmaga się z wieloma problemami, których źródła sięgają epoki sowieckiej. Komuniści wymordowali kazachską inteligencję, a „dysydentów” wysyłali do obozów pracy. Równolegle Moskwa prowadziła bezmyślną eksploatację podbitych terenów. Na poligonie w Semipałatyńsku przeprowadzono aż 500 prób jądrowych, niszcząc zdrowie wielu pokoleń Kazachów.
Wysychający od lat Aralski, niegdyś czwarte co do wielkości jezioro świata, zniknął w wyniku sowieckich planów uprawy bawełny, pozostawiając po sobie toksyczne chemikalia i nawozy. Po rozpadzie ZSRR Kazachstan odzyskał niepodległość i dziś z powodzeniem lawiruje między potężnymi sąsiadami.