W dyskursie historycznym dotyczącym kobiet pełniących funkcje nadzorcze w niemieckich obozach koncentracyjnych jednym z kluczowych problemów pozostaje kwestia nomenklatury. Bardzo często określa się je mianem SS-manek, jednak mimo silnych związków z organizacją Heinricha Himmlera, nadzorczynie nie były formalnie częścią SS. Pełniły wobec tej formacji wyłącznie funkcje pomocnicze. Namacalnym dowodem na ten stan rzeczy było przekreślanie przedrostka SS w dokumentach związanych z nadzorczyniami.

Jego obecność wynikała z faktu, że blankiety domyślnie przeznaczone były dla mężczyzn. Administracja obozowa starała się później niwelować to nieporozumienie właśnie poprzez przekreślenie przedrostka. Dyskusyjna jest nawet powszechnie stosowana i w pewnym sensie akceptowalna forma „SS-Aufseherin”, z której korzysta również autor analizowanego wystąpienia. Określenie to niepotrzebnie podkreśla zbyt silne związki z zakonem Himmlera.
Z drugiej strony pokazuje jednak, że nadzorczynie faktycznie stanowiły nieodłączną pomoc i pełniły nieodłączną służbę dla tej zbrodniczej organizacji. Warto przy tym zaznaczyć, że ofiary niemieckich obozów koncentracyjnych bardzo często posługiwały się pojęciem „SS-manka”. Było to jednak uproszczenie, jak najbardziej dopuszczalne w ustach świadków. Osoby, które przeszły przez obozowe piekło, mają prawo określać swoich oprawców tak, jak jest im wygodniej.
Rzemiosłem historyka jest natomiast weryfikacja tych kwestii i przynajmniej próba dociekania prawdy. Faktem pozostaje, że nadzorczynie nie były SS-mankami, aczkolwiek ich udział w zbrodniach narodowego socjalizmu potrafił być czasami naprawdę ogromny.