Dlaczego Niemcy bali się wojny w 1939 roku?

Dlaczego Niemcy bali się wojny w 1939 roku?

1 września 1939 roku, gdy niemieckie wojska wkraczały na teren Polski, Adolf Hitler przygotowywał się do wygłoszenia przemówienia w gmachu opery Króla w Berlinie. Od czasu przejęcia władzy przez nazistów w 1933 roku obrady Reichstagu odbywały się właśnie tam, a parlament był całkowicie zdominowany przez narodowych socjalistów. Część deputowanych nie zdążyła przybyć na czas, ponieważ o posiedzeniu poinformowano ich w ostatniej chwili, a wolne miejsca obsadzono esesmanami. Tego dnia Hitler nie wyglądał dobrze.

Thumbnail

Jego osobisty lekarz Theo Morel podał mu środek pobudzający. Jeden z jego współpracowników wspominał później, że dyktator wyglądał blado i wychudło, miał zmierzwione włosy i zaczerwienione powieki, co świadczyło o bezsennych nocach. Na wystąpienie Hitler założył szary mundur wojskowy, co odbiegało od jego wcześniejszego wyglądu. W swoim przemówieniu Hitler przedstawił serię kłamstw, twierdząc, że to Polacy sprowokowali rzekome 14 incydentów na granicy z Niemcami i że to na Polskę spada wina za wywołanie wojny.

W całej Rzeszy rozpoczęła się intensywna propaganda usprawiedliwiająca agresję na Polskę. Pytanie jednak brzmiało: jak na to wszystko zareagowali zwykli obywatele Niemiec? Jaka atmosfera panowała w Berlinie i innych miastach w sierpniu i wrześniu 1939 roku? Jeszcze pod koniec sierpnia opinia publiczna w Niemczech dowiedziała się o podpisaniu paktu o nieagresji między Niemcami a ZSRR.

Niemcy nie byli wtajemniczeni w tajne ustalenia dotyczące wojny, ale sam pakt Hitlera ze Stalinem odebrano pozytywnie. Joseph Goebbels komentował nastroje społeczne, twierdząc, że naród aprobuje tę politykę i współdziała z entuzjazmem. Jednak amerykański dziennikarz William Shirer, przebywający wtedy w Berlinie, opisywał mieszane nastroje – z jednej strony ulgę z powodu paktu z Rosjanami, z drugiej obawę przed wojną. 27 sierpnia rząd niemiecki ogłosił, że od następnego dnia rozpocznie się racjonowanie żywności, mydła, butów, tkanin i węgla.

To właśnie ten komunikat uświadomił większości Niemców, że wojna jest blisko. Wielu liczyło na cud, że wojny jednak nie będzie. W raportach z Górnej Frankonii zapisano, że przytłaczająca większość społeczeństwa oczekuje od Führera, że nie dopuści do wojny, nawet za cenę Gdańska i korytarza. 31 sierpnia, dzień przed inwazją, na ulicach Berlina było spokojnie.

William Shirer wspominał, że nie nastąpiła ewakuacja kobiet i dzieci jak w Paryżu czy Londynie, a przed sklepowymi wystawami nikt nie układał worków z piaskiem. Gdy 1 września radio niemieckie poinformowało o wybuchu wojny, marzenia o pokoju runęły. Mieszkający w Berlinie 16-letni wówczas Günter Grossman zapamiętał, że rano włączył radio, aby posłuchać koncertu, a usłyszał głos Hitlera obwieszczającego, że oddziały niemieckie przekroczyły granicę z Polską. Rodzice i on byli przerażeni.

Gdy Hitler przejeżdżał autem na obrady Reichstagu, na ulicach było niewielu przechodniów. Aplauz, który zwykle towarzyszył jego przejazdom, był teraz niewielki. Przebywający wówczas w Berlinie szwedzki przedsiębiorca Birger Dahlerus wspominał, że miasto było wyludnione, a ludzie spoglądali w ciszy. William Shirer zauważył, że berlińczycy byli tego dnia apatyczni – nikt nawet nie odłożył narzędzi, żeby kupić gazetę z informacjami o wojnie.

W przemówieniu Hitlera nie brakowało kłamstw o tym, że wojna, którą prowadzi, będzie wojną cywilizowaną. W stolicy Niemiec dominowała jednak rezerwa i strach, choć zdarzały się też osoby, które mamrotały pod adresem Polaków. 1 września wydarzyło się też coś, czego Hitler obawiał się najbardziej. Ambasador brytyjski zjawił się u ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa i wręczył mu ultimatum – albo Niemcy zaprzestaną inwazji, albo Wielka Brytania wypełni zobowiązania wobec Polski.

Hitler nie wiedział, czy to blef, czy alianci mówią poważnie. 2 września wydano w Niemczech rozporządzenie o nadzwyczajnych posunięciach dotyczących radia, nad którym osobiście czuwał Goebbels. Wprowadzało ono kategoryczny zakaz słuchania zagranicznych rozgłośni radiowych. Za złamanie tych przepisów groziły surowe kary – od konfiskaty odbiornika po ciężkie więzienie lub obóz koncentracyjny.

Ci, którzy rozpowszechniali zasłyszane wiadomości z zagranicznych audycji, mogli być karani śmiercią. Goebbels był dumny z tych regulacji i zapisał w swoim dzienniku, że jego ustawa o karze śmierci dla słuchających zagranicznego radia została przyjęta przez Führera. Tego samego dnia Benito Mussolini zaproponował kolejną konferencję pokojową, podobną do tej sprzed roku. Hitler przez moment się zawahał, ale oferta została szybko storpedowana – negocjacje były niemożliwe, dopóki wojska niemieckie znajdowały się w Polsce.

W ciągu kilku dni w życie wchodziły coraz surowsze restrykcje prawne. Wprowadzono rozporządzenie o gospodarce wojennej – przygotowywanie zapasów żywnościowych lub nielegalny ubój podlegały surowym karom, z karą śmierci włącznie. Hitler wydał też rozkaz rozstrzeliwania kryminalistów osadzonych w obozach i więzieniach, wbrew prawu zabijano nie tylko przestępców, ale także podejrzanych. Wszystko po to, aby gospodarkę podporządkować nowej sytuacji wojennej.

Największe niezadowolenie Niemców wywołały jednak nowe obciążenia finansowe oraz zapowiedź ograniczenia konsumpcji. Wprowadzono narzut na podatek od dochodu, a kolejne podatki dotyczyły win musujących, piwa, tytoniu i napojów spirytusowych. Ludziom przestano płacić za nadgodziny, likwidowano urlopy i przywileje. Wprowadzono karty żywnościowe i kontrolę zakupów.

Historyk Peter Longerich uważał, że to właśnie te radykalne środki wywołały najwięcej niezadowolenia – były kontrproduktywne i niepopularne, a zamykanie zakładów niezwiązanych z gospodarką wojenną powodowało skokowy wzrost bezrobocia. 3 września byli piękną, słoneczną niedzielą. Tego dnia o godzinie 9:00 angielski ambasador Neville Henderson wręczył Ribbentropowi ultimatum – jeśli do godziny 11:00 niemiecka armia nie zaprzestanie agresji, Anglia będzie w stanie wojny z Rzeszą. Hitler był zaskoczony, bo Ribbentrop zapewniał go, że Paryż i Londyn nie kiwną palcem w obronie Polski.

Po przeczytaniu ultimatum Hitler spojrzał na Ribbentropa i zapytał: „Co teraz? ”. Niemiecki minister milczał, po czym cicho dodał, że sądzi, iż Francuzi wkrótce wręczą równo brzmiące ultimatum. Nie mylił się – francuskie ultimatum wpłynęło krótko po tej rozmowie, z wydłużeniem czasu do godziny 17:00.

O tym, że Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę Rzeszy, Niemcy dowiedzieli się przez uliczne głośniki i radio około godziny 12. William Shirer obserwował tłum około 250 osób na Wilhelmstrasse, które wsłuchiwało się w komunikat. Gdy speaker skończył, nikt nawet nie mruknął – ludzie stali ogłuszeni, nie mogąc pojąć, że Hitler poprowadził ich ku wojnie światowej. Osobisty fotograf Hitlera, Heinrich Hoffmann, wspominał, jak histerycznie zareagowała jego żona na wieść o wojnie z aliantami.

Krzyczała do niego, żeby poszedł do Hitlera i użył całego swojego wpływu, aby powstrzymać ten koszmar, zanim będzie za późno. Deklaracje wojny przez Anglię i Francję wywołały w Polsce szalony entuzjazm, ale wśród Niemców rozbudziły uczucia defetystyczne. Choć była niedziela, na ulicach miast pojawili się gazeciarze sprzedający wydania specjalne. Niemcy nie współczuli Polakom – wielu chciało im dać nauczkę i odzyskać utracone po wielkiej wojnie terytoria, ale nie kosztem nowej wojny z Anglią i Francją.

Wielu miało w pamięci wykańczający konflikt sprzed 20 lat i nie chciało powtórki. Jeśli Hitler liczył na entuzjazm podobny do tego z 1914 roku, srogo się rozczarował – w Berlinie zapanował ponury nastrój. Weteran NSDAP, który przybył do Berlina na posiedzenie Reichstagu, zauważył, że nie było śladu euforii i radości znanych z 1914 roku. Cały naród niemiecki zdawał się sparaliżowany grozą, która uniemożliwiała mu wyrażenie aprobaty lub dezaprobaty.

Pod gmachem ambasady Wielkiej Brytanii zebrał się milczący tłum gapiów, obserwujących dyplomatów pakujących bagaże. Ambasador Neville Henderson wspominał, że ludzie nie czuli gniewu na Zachód, a raczej rozczarowanie, że Hitler wywołał konflikt, który powoli przybierał rozmiary wojny światowej. Ministerstwo Propagandy naciskało na mieszkańców, aby wywieszali flagi w oknach, licząc na poprawę nastrojów po pierwszych zwycięstwach. Niemcy musieli też oswoić się z zaciemnieniem miast – zlikwidowano neony i oświetlenie wystaw sklepowych, zgasły światła na dworcach i ulicach.

Okna musiały być nocą zasłonięte. Rozporządzenie o zaciemnieniu spowodowało jednak liczne wypadki kolejowe i drogowe, a w Berlinie wzrosła nawet statystyka zabójstw. Trwoga z powodu wojny z aliantami powoli ustępowała, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej klęski Polski. Wielu uwierzyło w propagandę, a atmosfera poprawiła się po tym, gdy działania aliantów na rzecz Polski okazały się nieskuteczne.

21 września Goebbels zanotował, że nastroje w kraju są znakomite, bez wyraźnych czynników kryzysowych, z silną wrogością wobec Anglii i niemal sympatią dla Francji. Istotnym źródłem do badania nastrojów niemieckiego społeczeństwa są tak zwane „Meldunki z Rzeszy”. Służba Bezpieczeństwa SS przygotowywała szczegółowe raporty na temat reakcji ludzi na wojnę z Polską. Raporty miały być dokładne i oddawać stan faktyczny – autorom powiedziano, że nie mogą być upiększone.

Jak wyjaśniał w rozmowie profesor Eugeniusz Cezary Król, meldunki były zbierane od dołu do góry – na szczeblu gminy zbierano plotki i podsłuchy, potem na szczeblu powiatów, a na szczeblu centralnym opracowywano uogólniony raport wydawany dwa razy w tygodniu jako ściśle tajny tekst. Zbiór ten zachował się w całości, ale nigdy nie został przetłumaczony na język polski. Pierwsze meldunki z października informowały o defetyzmie wśród urzędników gmin, przedsiębiorców i robotników. Podawano także wiadomości o pierwszych kilkunastu aresztowanych, którzy szerzyli pogłoski o okrucieństwach w Polsce lub słuchali zagranicznych rozgłośni.

Za kilka tygodni liczba ta wzrosła do kilkuset osób. Sytuację starały się poprawiać niemieckie kroniki filmowe wyświetlane w kinach. Sale kinowe pękały w szwach od ludzi, którzy chcieli zobaczyć, jak naprawdę wygląda wojna w Polsce. Herbert Sonthof, który kilka tygodni po wybuchu wojny przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, opisywał wizytę w berlińskim kinie.

Zdjęcia z manewrów angielskiej marynarki nie zostały wybuczane, Göring przeglądający wojska lotnicze wywołał oklaski, ale Goebbels spotkał się z martwą ciszą, a Hitler otrzymał tylko kilka kobiecych „hajl” przy napiętym i cichym tłumie. W latach 1933–1934 każda kronika z widokiem Führera wywoływała dziki aplauz. Historyk Volker Ullrich sądził, że tylko niewielka część zwolenników partii uwierzyła w wersję, jakoby Niemcy musiały się bronić przed wrogą agresją. W meldunkach znajdziemy też raporty o osobach niepokornych – opisano przypadki rozprowadzania anonimowych ulotek przeciwko reżimowi oraz publicznej krytyki władzy.

Katolicki ksiądz Neumann z Drezna oświadczył, że duch diabła jest obecny w postaci przywódców tej ziemi i że nie jest wolą Boga, aby ludzie walczyli ze sobą. Inny kapelan apelował, aby wierni nie walczyli bagnetami, lecz różańcem. W obu przypadkach powiadomiono policję. W Rzeszy pojawiły się też pogłoski, że skoro Polska została pokonana, jest szansa na pokój z Francją i Wielką Brytanią.

Rozeszła się plotka, że rząd angielski i król abdykowali i zawarto rozejm. W kilku firmach ogłoszenie tej plotki doprowadziło do dłuższych przerw w pracy, a w Berlinie odbywały się radosne demonstracje. Na uniwersytecie plotkę ogłoszono faktem, co wywołało entuzjazm wśród studentów. Zaprzeczenie, że pokoju nie będzie, spowodowało głębokie przygnębienie wśród tych, którzy uwierzyli w tę wiadomość.

Aktywnością wykazywały się też działające w konspiracji grupy komunistyczne. W nocy 14 października 1939 roku w berlińskiej dzielnicy Schöneberg znaleziono ulotki ze zdjęciem Stalina trzymającego w jednej ręce Führera, z napisem „Niech żyją Niemcy radzieckie. Precz z Hitlerem”. Meldunki z Rzeszy informują także o sytuacji ekonomicznej.

Mnożyły się skargi Niemców na przeciążenie pracą, brakowało jaj i wieprzowiny. Władze gmin skarżyły się, że nie są w stanie egzekwować nowych wysokich podatków. W październiku 1939 roku w wielu zakładach panowała gęsta atmosfera z powodu anulowania urlopów. Defetyzm pojawił się też wśród pracowników rolnych z zagranicy.

Restauratorzy narzekali na godzinę policyjną, a właściciele sklepów spożywczych oburzali się, że nie otrzymali kartek żywnościowych. Mnożyły się pretensje co do interpretacji nowych przepisów. Niemcy we wrześniu i październiku 1939 roku nie martwili się o Polaków – nie zaprzątali sobie głowy tym, że sąsiedni kraj został najechany i zniszczony. Sceptycyzm wobec wojny zaczął jednak opadać po tym, gdy państwo polskie zostało zlikwidowane, a działania aliantów okazały się niewystarczające.

Propaganda przedstawiała aliantów jako tych, którzy nie chcą pokoju, bo nawet po klęsce Polski odrzucają ofertę pokojową Hitlera. 13 października meldunki donosiły, że nie można mówić o wyraźnym zmęczeniu wojną, a wielu wyraziło pogląd, że Niemcy nie powinny zmarnować okazji do przełamania brytyjskiej dominacji. Narastało wrogie nastawienie wobec Anglii, a wiadomość o bombardowaniu brytyjskich okrętów wojennych została przyjęta z wielką radością. 20 października, dwa tygodnie po klęsce Polski, pojawił się meldunek o entuzjazmie, z jakim ludność witała powracającą załogę zwycięskiego okrętu podwodnego ze Scapa Flow.

Wiadomość o wycofaniu wojsk francuskich z zachodu przyjęto ze zdumieniem, a część społeczeństwa odzyskała nadzieję na rychły pokój.