Życie w konającym mieście – bitwa o Berlin 1945

Życie w konającym mieście - bitwa o Berlin 1945

6 lutego 1945 roku w kancelarii Rzeszy w Berlinie odbyło się huczne przyjęcie. Okazją były 33. urodziny kochanki Adolfa Hitlera, Evy Braun. Tylko nieliczni z najbliższego kręgu przywódcy III Rzeszy zdawali sobie sprawę, kim naprawdę jest ta młoda kobieta.

Thumbnail

Hitler promieniał, nie brakowało szampana i dobrej muzyki. Na tę jedną chwilę uczestnicy spotkania zapomnieli o tym, co działo się poza murami kancelarii – a tam rozgrywał się dramat mieszkańców miasta. Berlin był wówczas regularnie bombardowany zarówno w dzień, jak i w nocy. Zniszczone fasady domów tworzyły ponury krajobraz, a wśród mieszkańców panował fatalistyczny nastrój.

Stolica hitlerowskich Niemiec miała w przyszłości stać się światową stolicą Germanią, ale wtedy przechodziła przez ten sam horror, jakiego doświadczały inne europejskie miasta. W mieście narastał strach przed zbliżającą się Armią Czerwoną, jednak dla führera kapitulacja była wykluczona – liczyło się tylko zwycięstwo albo całkowita zagłada. Z tym zagrożeniem musieli zmierzyć się mieszkańcy Berlina. Prawdopodobnie nigdy wcześniej Berlińczycy nie wchodzili w nowy rok z takim pesymizmem.

Grudzień 1944 roku przyniósł nastroje z prawdziwego koszmaru – histerię, panikę, fatalizm i zobojętnienie, które przeplatały się z resztkami fanatyzmu oraz czarnego humoru. W mieście większość kanalizacji i wodociągów już nie działała, co rodziło poważne problemy z higieną. Z powodu częstych nalotów mieszkańcy byli zaganiani do przepełnionych schronów, w których wielu po raz pierwszy doświadczało klaustrofobii. Schrony starano się przygotowywać na wyjątkowe sytuacje – przydzielano między innymi dyżury pielęgniarkom, które w razie potrzeby przyjmowały porody.

Sufity malowano farbą luminescencyjną na wypadek zgaśnięcia świateł. Na przełomie 1944 i 1945 roku stosunek obywateli do nazistowskich władz stał się wyjątkowo spolaryzowany. Ludzie, którzy jeszcze niedawno z entuzjazmem pozdrawiali Hitlera i cieszyli się z niemieckich podbojów, teraz stracili zapał i sami doświadczali tego, co spotykało ludność na terenach okupowanych przez Niemców. Mało kto już salutował, coraz mniej osób broniło decyzji führera.

Władza z miesiąca na miesiąc traciła masowe poparcie. Mimo to nadal zakazywano żyjącym w Berlinie robotnikom przymusowym – około 300 tysiącom osób, najczęściej ze Wschodu – wstępu do schronów podczas bombardowań. Berlińczycy bali się tych ludzi i traktowali ich przedmiotowo, wciąż nie dostrzegając pełni zła, jakie Niemcy wyrządzili innym narodom. Początkowo mieszkańcy starali się zachowywać dawne nawyki i chodzić do pracy.

W styczniu tramwaje wciąż kursowały, choć brakowało w nich szyb – podobnie jak w halach i pokojach budynków. Mimo załamania wielu gałęzi gospodarki przemysł zbrojeniowy miał się całkiem dobrze. Ówczesny minister przemysłu, ulubieniec Hitlera Albert Speer, podawał, że produkcja broni wzrosła kilkakrotnie w porównaniu z wcześniejszymi latami, ale wojna i tak była przegrana. Terytorium Rzeszy kurczyło się z każdym dniem.

W styczniu Sowieci wkroczyli do Prus Wschodnich, wywołując panikę wśród miejscowej ludności, która w popłochu opuszczała swoje domy. Ci, którzy nie zdążyli uciec, przeżywali gehennę, o której wieści krążyły po całych Niemczech. Czerwonoarmiści pili na umór, bezmyślnie palili gospodarstwa i wsie. Rozlała się fala brutalnych gwałtów oraz poniżających, sadystycznych praktyk.

Gwałt stał się niemal drugim imieniem radzieckiej inwazji na Niemcy – Sowieci traktowali kobiety jak łupy wojenne. Choć nienawiść do Niemców była ogromna za krzywdy, jakich Rosjanie doznali kilka lat wcześniej, zdemoralizowanie Armii Czerwonej dopuszczającej się okrucieństw na cywilach przekraczało zwyczajne akty zemsty. Dla żołnierzy nie miało znaczenia, czy kobieta jest Polką, Niemką, Żydówką czy Rosjanką. Krzywdzono wszystkie, które pojawiły się przed oczami czerwonoarmistów, nawet te dopiero co uwolnione z obozów koncentracyjnych.

Skala gwałtów na wschodnich rubieżach Rzeszy była tak duża, że sekretarz Hitlera Martin Bormann 28 marca wprowadził uproszczoną metodę wykonywania aborcji na zgwałconych Niemkach, którym udało się uciec. Dowództwo radzieckie nie reagowało lub robiło to opieszale, dopiero na skutek skarg ofiar lub ich bliskich. Obok typowego barbarzyństwa zrodził się też instynkt nienawiści do wszystkiego, co niemieckie – stąd bezmyślne niszczenie i palenie nawet domów, w których żołnierze mogliby się ogrzać. Nienawiść potęgował wysoki standard życia niemieckich chłopów w Prusach.

Sowieckie zbrodnie to jedna strona medalu. Z drugiej trwały ostatnie zbrodnie Niemców. Wycofując się przed Armią Czerwoną, Niemcy często ewakuowali obozy jenieckie i koncentracyjne. Więźniom kazano maszerować w długich kolumnach w fatalnych warunkach – wielu zginęło lub zostało rozstrzelanych i porzuconych w przydrożnych rowach.

23 stycznia Heinrich Himmler wydał rozkaz zabijania więźniów politycznych w poszczególnych więzieniach. Gestapo, SS, a nawet oddziały Volkssturmu mordowały więźniów obozów koncentracyjnych oraz robotników przymusowych. Organizowano marsze śmierci, zabijano chorych, likwidowano żyjących jeszcze przeciwników politycznych. Wieści z Prus szybko dotarły do Berlina.

Strach przed nadchodzącą armią rósł. Informacje poza uchodźcami dostarczali głównie kolejarze, którzy najlepiej orientowali się, gdzie znajdują się Rosjanie. Na przełomie stycznia i lutego Sowieci byli już około 60 kilometrów od stolicy Rzeszy, trwały walki na przyczółkach nadodrzańskich. Stalin nie mógł jednak wyzbyć się obsesji, że alianci dogadają się z Wehrmachtem i dojdzie do separatystycznego pokoju – dlatego Berlin trzeba było zająć jak najszybciej.

Nie bez znaczenia była wewnętrzna konkurencja między dowódcami: Georgijem Żukowem, dowódcą 1. Frontu Białoruskiego, a Iwanem Koniewem, dowódcą frontu ukraińskiego. Stalin napuszczał ich na siebie nawzajem, wzmacniając wzajemną rywalizację. Wyznaczony do zajęcia Berlina Żukow nie mógł sobie pozwolić, by ktokolwiek inny dostał się do stolicy Rzeszy przed nim.

Stalin poganiał generałów również dlatego, że chciał jak najszybciej dotrzeć do niemieckich laboratoriów i instytutów naukowych, zanim pojawią się tam alianci – wyniki badań miały zostać przejęte przez Sowietów. Tymczasem w mieście powoli szykowano się do obrony. Wydział zdrowia rozkazał przygotować tysiące łóżek dla rannych i cywilów. Do miasta napłynęła fala setek tysięcy uchodźców uciekających z Prus i Pomorza na zachód.

Medycy pracowali coraz częściej ponad siły. Do walki przygotowywano nastoletnich chłopców z Hitlerjugend oraz oddziały Volkssturmu – organizacji sformowanej w październiku 1944 roku, składającej się z cywilów w wieku od 16 do 60 lat. W marcu władze Berlina naganiały cywilów niezależnie od płci do kopania rowów przeciwpancernych i budowania zapór. Głodni i wykończeni mieszkańcy z niezadowoleniem wykonywali rozkazy.

Wiedzieli, że wojna jest przegrana, ale budowanie umocnień zwiastowało nadchodzącą krwawą walkę w mieście. Cywile i żołnierze, choć słyszeli o okrucieństwach z Prus, pocieszali się jednak, że odpowiedzialność poniosą tylko oficerowie i członkowie SS. Bez odpowiedniego zezwolenia nie wolno było opuszczać miasta – specjalne przepustki wydawano tylko tym, którzy mieli ważne prace poza stolicą. Nic dziwnego, że ludzie szukali ucieczki na własną rękę.

Wokół tego dramatu nie było widać führera narodu niemieckiego – zniknął z kronik i radia. 30 stycznia, z okazji rocznicy przejęcia władzy przez nazistów, Hitler wygłosił swoje ostatnie przemówienie radiowe. Brzmiał wyraźnie przybity i załamany. Wycofał się z życia publicznego – w przeciwieństwie do Goebbelsa nie odwiedzał rannych po bombardowaniach, nie pokazywał się na ulicy.

Berlińczycy nie wiedzieli, gdzie tak naprawdę się znajduje. Rosły plotki. Berlin wciąż był celem alianckich bombowców. 13 marca w wyniku jednego tylko nalotu zginęło 2500 mieszkańców, a 120 tysięcy straciło domy.

Z miesiąca na miesiąc rosły akty dezercji. Nie pomagały ani groźby, ani obietnice wygrania wojny. Na przełomie stycznia i lutego wszedł w życie rozkaz będący niemieckim odpowiednikiem radzieckiego rozkazu „ani kroku w tył”. W nowej wersji brzmiał: „Śmierć i kara za niedopełnienie obowiązków”.

Doraźne sądy wojenne miały stosować najostrzejsze środki, kierując się zasadą, że ci, którzy boją się honorowej śmierci na polu bitwy, zasłużyli na śmierć jak zwykli tchórze. Rozkaz wprowadził Himmler, ale miał oficjalną aprobatę führera. Himmler to zresztą ciekawy przypadek. Od stycznia do marca był głównym dowódcą Grupy Armii „Wisła” na froncie wschodnim – była to jedna z najgorszych decyzji Hitlera.

Szef SS okazał się zupełnie niekompetentnym dowódcą, kompromitował się w zarządzaniu i beznamiętnie wydawał rozkazy o mordowaniu dezerterów. Zabronił też ewakuacji cywilów ze wschodniego Pomorza, przez co ponad milion osób trafiło w ręce sowieckich żołnierzy. Sam natomiast podczas intensywnych walk udał się do sanatorium – z powodu grypy. Tuż po tym zgodził się zrezygnować ze stanowiska.

Rozkaz o zabijaniu dezerterów wszedł jednak w życie. Do dziś zachowały się liczne fotografie powieszonych na gałęziach drzew niemieckich żołnierzy. Na tabliczkach widniały podpisy mające być przestrogą: „Kto walczy, może zginąć. Kto zdradził swoją ojczyznę, musi umrzeć.

My musieliśmy umrzeć”. Hitlerowi i Himmlerowi nie wystarczały jednak kary za dezercję. 9 kwietnia wydano nowy meldunek: każdy mężczyzna, który znajduje się w domu z wywieszoną białą flagą, ma zostać rozstrzelany, a za osobę odpowiedzialną za swoje czyny należy uważać każdego w wieku 14 lat i powyżej. Wraz z defetyzmem na ulicach Berlina szerzył się czarny humor.

Gdy ktoś pytał, kiedy zakończy się wojna, żartobliwie odpowiadano, że dopiero wtedy, gdy Göring wejdzie w spodnie Goebbelsa. Mówiono też, że optymiści uczą się angielskiego, a pesymiści rosyjskiego. Ludzie coraz mniej bali się donosów do Gestapo, a okrzyk „Heil Hitler” bywał zastępowany zwrotem „Bleib übrig” – „przeżyj”. Na czarny humor pozwalali sobie również inwalidzi wojenni – ci z oberwanymi kończynami ostentacyjnie salutowali kikutami, wykrzykując „Heil Hitler”.

Wciąż nie brakowało jednak fanatyków wierzących w geniusz führera i propagandowe oświadczenia Goebbelsa. Wiedzieli, że po przegranej spotka ich najgorszy los za to, co robili w czasie wojny, więc bili się do końca. Wśród nich nie zabrakło kilkunastoletnich chłopców z Hitlerjugend. Powierzano im początkowo proste misje – dostarczenie materiałów lub żywności, napisanie hasła na murze.

Im większe postępy wroga, tym akcje były bardziej ryzykowne i zbrojne. Do boju zagrzewał ich szef Hitlerjugend Artur Axmann, który bez końca prawił morały o bohaterstwie Spartan i lojalności wobec führera. Część chłopców się jednak załamywała i uciekała do domów. Najbardziej niebezpieczni byli ci, którzy stracili rodzinę w wojnie – sami szukali już śmierci na polu walki i podejmowali się najbardziej ryzykownych działań.

Fanatyzm wykazywali też ludzie z Volkssturmu – to oni, gdy Berlin był bliski upadku, wywieszali białe flagi, a potem, gdy podchodzili Sowieci, oddawali ostatnie strzały. Choć Hitler często powtarzał, że losy wojny da się odwrócić, w marcu zaczął godzić się z losem. Świadczy o tym między innymi tak zwany rozkaz Nerona, w którym nakazał zniszczenie wszystkich obiektów i instalacji wojskowych, transportowych, komunikacyjnych, przemysłowych i zaopatrzeniowych, aby nie wpadły w ręce nieprzyjaciela. To taktyka spalonej ziemi.

Albert Speer po długim przekonywaniu miał wytargować złagodzenie rozkazu – część zadań po prostu nie została wykonana. Hitler próbował też szukać wyjścia z beznadziejnej sytuacji. 28 lutego Goebbels zanotował w dzienniku: „Musimy być takimi, jakim był Fryderyk Wielki i również tak się zachowywać. Führer w pełni zgadza się ze mną, kiedy mówię mu, że naszą ambicją powinna być troska o to, aby jeśli w Niemczech pojawi się raz na 150 lat tak wielki kryzys, nasze wnuki mogły przywoływać nas jako przykład heroicznej wytrwałości”.

8 marca Hitlera wytrąciła z równowagi wieść o utracie mostu Ludendorffa w Remagen na rzecz Amerykanów. Zachował spokój tylko do następnego dnia – 9 marca zaczął obarczać winą generałów i wydał rozkaz zabicia wszystkich pięciu oficerów odpowiedzialnych za utratę mostu. To był wstęp do coraz bardziej niebezpiecznych napadów wściekłości i nieodpowiedzialnych decyzji. Führer wychodził z prostego założenia: jeżeli ma umrzeć, umrze z nim cały naród niemiecki.

W tym czasie praktycznie przestał pojawiać się publicznie. Goebbels, widząc, że Hitlera brakuje w kronikach filmowych, nakłonił go, aby 11 marca udał się do Bad Freienwalde nad Odrą, gdzie w jednej z wież zamkowych obserwował sowieckie pozycje. To był jego ostatni pobyt poza bunkrem. Hitler zwrócił się wówczas do dowódcy 9.

Armii, generała Theodora Bussego, by powstrzymał sowiecki napór do czasu przybycia wsparcia z Berlina oraz zastosowania Wunderwaffe, która miała odmienić oblicze wojny. Propaganda wykorzystała wizytę, ale ludzie coraz rzadziej słuchali Goebbelsa i coraz bardziej byli odporni na wezwania do poświęcenia. Dodatkowo w mieście coraz częściej brakowało prądu, więc odbiorniki radiowe nie działały. Chwilowy optymizm wśród nazistów zapanował, gdy 12 kwietnia rozeszła się wieść o śmierci prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta.

Hitler miał nadzieję, że to wydarzenie podobne do tego sprzed około 180 lat, gdy śmierć carycy Elżbiety uratowała Fryderyka Wielkiego. Goebbels zwrócił się wtedy do Hitlera nieracjonalnymi słowami: „Mój wodzu, winszuję. Roosevelt umarł. Zapisane jest w gwiazdach, że druga połowa kwietnia przyniesie nam zwrot”.

Entuzjazm szybko się skończył, gdy okazało się, że linia polityczna USA pozostanie bez zmian. Kilka dni później Hitler wydał proklamację do żołnierzy, w której pisał między innymi: „W razie zwycięstwa Armii Czerwonej starcy i dzieci zostaną wymordowani, a kobiety i dziewczęta służyć będą w poniżeniu za koszarowe ladacznice. Reszta pomaszeruje na Syberię. Jeżeli ktoś, kogo dobrze nie znacie, rozkaże wam odwrót, należy go natychmiast aresztować, a w razie konieczności położyć trupem na miejscu, bez względu na to, jaki posiada stopień”.

Publicznie Hitler pojawił się po raz ostatni w towarzystwie szefa Hitlerjugend Artura Axmanna, odznaczając Krzyżami Żelaznymi 20 młodych chłopców. Wydarzenie uwieczniono na filmie i fotografiach – to ostatni materiał tego typu. Choć Sowieci byli już pod Berlinem, w mieście starano się świętować urodziny wodza – część ulic ozdobiono flagami ze swastyką. Późną nocą odbyła się odprawa najważniejszych dygnitarzy w kancelarii Rzeszy.

Obecni byli Himmler, Göring, Goebbels, Bormann, Keitel, Speer, Ribbentrop i wielu innych. Składali Hitlerowi urodzinowe gratulacje, rozmawiano głównie o obronie miasta. Część z nich miała już jednak własne plany – Hermann Göring, który pojawił się na urodzinach, tak naprawdę szykował się do ucieczki. Trzy dni później listownie poprosił Hitlera o przekazanie mu władzy.

W potoku wściekłości führer nakazał pozbawić go stanowisk i aresztować. Podczas odprawy wielu dygnitarzy sugerowało Hitlerowi wyjazd z Berlina, szczególnie naciskał generał Keitel. W końcu Hitler przerwał mu: „Keitel, wiem, czego chcę. Będę walczył przed Berlinem, w Berlinie lub za Berlinem”.

Oznajmił, że nie może opuścić stolicy i jednocześnie z bezpiecznego miejsca nawoływać do walki. Pozostał w Berlinie, w odróżnieniu od wielu dygnitarzy, którzy jak najszybciej opuszczali konającą stolicę Niemiec. Mniej więcej w tym samym czasie alianci czynili kolejne postępy na zachodzie. 18 kwietnia Amerykanie okrążyli Armię B dowodzoną przez feldmarszałka Waltera Modela, który w obliczu klęski popełnił samobójstwo.

Siły brytyjskie dotarły w rejon Lauenburga nad Łabę. Amerykanie zdobyli Magdeburg, Lipsk i Norymbergę, po czym zatrzymali dalsze natarcie. Generał Dwight Eisenhower uznał, że Berlin jest pozbawiony większego znaczenia strategicznego, a zdobywanie miasta mogłoby pochłonąć życie tysięcy amerykańskich żołnierzy. Stalin utwierdzał go w tym nastawieniu – w depeszy z 1 kwietnia zapewniał Amerykanów, że Berlin utracił strategiczne znaczenie i Armia Czerwona wyśle pod miasto oddziały drugiego rzędu, aby silniejsze formacje wsparły aliantów na południu.

Historycy do dziś traktują tę depeszę jako jeden z najbardziej cynicznych żartów w historii. 22 kwietnia miała miejsce słynna odprawa Hitlera z generałami. Widząc, że centrum miasta jest ostrzeliwane przez radziecką artylerię, führer nakazał oddziałom pod dowództwem Feliksa Steinera ruszyć na odsiecz. Generałowie dawali mu jednak do zrozumienia, że siły te są zdziesiątkowane i istnieją właściwie tylko teoretycznie.

Wściekły Hitler zrugał generałów, oskarżał o zdradę wszystkich dookoła i oznajmił, że osobiście przejmuje dowództwo nad obroną miasta. Dzień później Goebbels przekazał tę decyzję przez radio. W kwietniu sytuacja w Berlinie była dramatyczna – w mieście znajdowało się około 3,5 miliona ludzi, w tym około 120 tysięcy niemowląt oraz setki tysięcy kobiet i dzieci. Część generałów, takich jak Helmut Reymann czy Hans Refior, apelowała do Hitlera i Goebbelsa o ewakuację cywilów, ale przywódcy III Rzeszy byli niewzruszeni i odkładali tę sprawę.

Los cywilów nie miał dla nich znaczenia, skoro i oni sami mieli zginąć. Hitler uważał, że postawa Stalina, który według niego został w Moskwie w 1941 roku, zmotywowała Armię Czerwoną. Goebbels sądził z kolei, że brak ewakuacji spowoduje większe zaangażowanie żołnierzy do walki – świadomość, że walczą za swoje rodziny, miała ich dodatkowo zmotywować. Goebbels pozostawał niestrudzony w mobilizowaniu Berlińczyków.

Człowiek, który nigdy nie był na wojnie, bez zażenowania wzywał do walki i wytrwałości, wciskając propagandę, że losy wojny mogą się jeszcze zmienić. Ludzie mieli jednak dosyć słuchania o cudzie domu brandenburskiego z czasów Fryderyka Wielkiego – minister propagandy zaczął więc odwoływać się do wojen grecko-perskich. Propaganda już jednak nie działała. Nieliczni wierzyli w nadejście wsparcia, w to, że alianci obrócą się przeciw Stalinowi, albo w użycie cudownej broni Wunderwaffe.

Ponieważ zasięg propagandy słabł z każdym dniem, kolportowano ulotki. Częstym widokiem były też namalowane na murach hasła: „Nigdy się nie poddamy”, „Ochroń nasze kobiety przed czerwoną bestią”, „Wierzymy w zwycięstwo”. 16 kwietnia rozpoczęła się bitwa o wzgórza Seelow, które Sowieci nazywali bramą do Berlina. Po ciężkich walkach i wycofaniu się Niemców droga do miasta stanęła otworem.

Niemieckie wojska wycofywały się przez Reichsstrasse wraz z kolumnami uchodźców. Sowieci parli do przodu tak szybko, że niektórzy zmęczeni niemieccy żołnierze, kładąc się w krzakach na kilka godzin snu, budzili się w środku trwającej bitwy. Wymownym widokiem berlińskich ulic były ogromne kolejki – najczęściej kobiet – przed sklepami spożywczymi i piekarniami. Wiele z nich ginęło, gdy nagle zaczynał się ostrzał sowieckiej artylerii; te, które przeżyły, ustawiały się w kolejce ponownie.

Gdy Sowieci byli już pod miastem, brakowało wody, gazu i elektryczności. Pojawiły się kolejki do pomp wodnych. Ludzie budowali z cegieł prowizoryczne paleniska na balkonach, by ugotować choćby kilka ziemniaków. Pieniądze traciły wartość, kwitł handel wymienny.

Przygotowywano zapasy w piwnicach. Szerzyły się plotki, że Rosjanie, nazywani potocznie Iwanami, zagłodzą Berlin. Głodować zaczynali również niemieccy żołnierze – brakowało tak zwanych żelaznych racji, a wielu z nich zdejmowało mundury i mieszało się z kolumnami uchodźców. 21 kwietnia pierwsze jednostki marszałka Żukowa znalazły się na przedmieściach Berlina.

Tego samego dnia miał miejsce ostatni aliancki nalot na miasto – teraz ostrzał zintensyfikowała radziecka artyleria. Czerwonoarmiści w pierwszej kolejności chcieli schwytać ludzi z SS; gdy nie mieli wątpliwości, że mają do czynienia z członkami tej organizacji, często zabijali ich na miejscu. Nie zawsze jednak udawało im się ustalić, czy dana osoba należy do SS – charakterystyczne tatuaże zostały przez Sowietów odkryte około pół roku później. Regularny ostrzał doprowadził mieszkańców do skraju załamania nerwowego.

Po ulicach niosły się nieustanne grzmoty, ludzie tłoczyli się w schronach nawet po kilka dni, chowali się w piwnicach. Cywile przestawali zwracać uwagę na dezerterów – w obliczu zagłady dla wielu nie miało to znaczenia. Inne zdanie miały władze: po mieście wciąż krążyła żandarmeria polowa i esesmani wykonujący wyroki na dezerterach i zdrajcach. Ich wiszące ciała można było znaleźć na ulicach, na drzewach oraz w piwnicach i tunelach.

W obliczu nadchodzącego upadku ludzie oddawali się też hedonizmowi. Wielu piło na umór, młode kobiety decydowały się na pierwszą inicjację seksualną z dopiero co poznanymi chłopcami. W tym samym czasie Sowieci rozrzucali po mieście ulotki wzywające do poddania się i zapewniające o dobrych intencjach Armii Czerwonej, organizowali akcje propagandowe przez zajęte radiostacje oraz grupy zindoktrynowanych dywersantów. Radziecka inwazja postępowała z każdym dniem, a przewaga była przytłaczająca.

Walki toczyły się o każdą ulicę i każdy budynek. Miasta bronili nie tylko Niemcy – w skład jednostek wchodzili między innymi francuscy i duńscy ochotnicy, głównie w strukturach Waffen-SS, których nadrzędną ideą był antykomunizm. Zdarzali się też rosyjscy kolaboranci, którzy uciekając z terenów ZSRR, trafili aż do Berlina. Gdy stolica Rzeszy odliczała ostatnie dni, atmosfera w bunkrze kancelarii Rzeszy była grobowa.

Do Hitlera dotarły już informacje o zdradzie Göringa. Doradcy krzątali się bez ładu i składu, wielu piło, inni dyskutowali o sposobach odebrania sobie życia. Ponieważ w bunkrze nie było dobrego systemu łączności, generałowie znaleźli prostą metodę analizowania postępów wroga – dzwonili kolejno pod numery dzielnic Berlina. Jeżeli ze słuchawki płynął stek rosyjskich wyzwisk, było oczywiste, że dzielnica została zajęta przez wroga.

Bunkier, w odróżnieniu od reszty miasta, był wyposażony w prąd i wodę, były też zapasy jedzenia, pracowała kuchnia i obsługa. Na obronę miasta Hitler wyznaczył generała Helmuta Weidlinga – tego samego, którego jeszcze chwilę wcześniej kazał rozstrzelać za tchórzostwo, by po przemyśleniu sprawy ostatecznie go awansować. 25 kwietnia nad Łabą doszło do spotkania jednostek Armii Czerwonej z Amerykanami. Atmosfera była przyjazna – świętowano, wypito morze alkoholu.

Dzień później w Berlinie w końcu spadł deszcz, co było istotne ze względu na pożary. Wraz z postępem Armii Czerwonej zaczynała się gehenna berlińczyków. Rosjanie wpadali do piwnic, gdzie chowali się cywile, obrabowywali ich z kosztowności, zegarków i pierścionków. Biada, gdy wśród ukrytych znajdował się ktoś w mundurze.

Najgorsze działo się nocą, gdy żołnierze zatrzymywali się, odpoczywali, pili, a następnie masowo gwałcili niemieckie kobiety. Jedna z berlińskich kobiet zanotowała: „Poczułam ból brzucha i intensywne uczucie niepokoju. Tak jak w szkole przed klasówką z matematyki. Złe samopoczucie, napięcie i zdenerwowanie.

Pragnienie, by to wszystko wreszcie się skończyło”. Za dnia widziała uśmiechniętych Rosjan bawiących się zrabowanymi rowerami; wieczorem ci sami ludzie, kompletnie pijani, dokonali na niej zbiorowego gwałtu. Rankiem kobiety były bezpieczniejsze, bo żołnierze ruszali do walki, ale wieczorami schodziły się kolejne hordy nietrzeźwych Rosjan i koszmar się powtarzał. Kobiety skarżyły się radzieckim dowódcom, ale ci nie reagowali – co najwyżej kwitowali sprawę szyderczym uśmiechem.

Dane mówią nawet o 130 tysiącach zgwałconych kobiet w samym Berlinie. Wiele z nich nie przeżyło upokorzenia i popełniało samobójstwa. Brak dostępu do wody potęgował uczucie zbrukania. Ludzie bali się nie tylko gwałtów, głodu i rabunków, ale też zemsty – z tego powodu w mieszkaniach palono portrety Hitlera, znikały flagi ze swastykami, zdjęcia ojców i synów w mundurach oraz wszystko, co mogło być kojarzone z nazistowskim systemem.

29 kwietnia Adolf Hitler wziął ślub z Evą Braun – to ostatnia dostojna chwila w bunkrze kancelarii Rzeszy. Dzień później oboje popełnili samobójstwo. To samo zrobiło małżeństwo Goebbelsów, uśmiercając wcześniej szóstkę swoich dzieci. 30 kwietnia rozpoczął się sowiecki szturm na Reichstag.

2 maja na szczycie budynku pojawiła się czerwona flaga z sierpem i młotem, która później stała się jednym z kultowych symboli końca II wojny światowej. Tego dnia spiker Richard Baier wygłosił komunikat o śmierci Hitlera. Walki w Berlinie toczyły się jeszcze przez kilka dni, a 8 maja Niemcy ostatecznie podpisali akty kapitulacji. Po upadku Berlina zaczęły się przesłuchania, rabunek mienia i triumfowanie.

Najczarniejsza karta Berlina oraz całych Niemiec dobiegła końca, rozpoczynając nowy rozdział historii tego kraju.