W 1987 roku na okładce niemieckiego magazynu „Stern” ukazał się tytuł, który wstrząsnął opinią publiczną: „Mój ojciec, nazistowski morderca”. Autorem tekstu był Niklas Frank, syn Hansa Franka – generalnego gubernatora okupowanej Polski i jednego z największych zbrodniarzy II wojny światowej. Publikacja wywołała lawinę komentarzy, oburzenie, a jej autora okrzyknięto psychopatą. Hans Frank był wykształconym prawnikiem i człowiekiem obeznanym z kulturą, ale też oportunistą gotowym na najgorsze zbrodnie w imię kariery.

Po klęsce Rzeczypospolitej w wojnie z Niemcami został generalnym gubernatorem okupowanych ziem polskich i traktował siebie jak pana życia i śmierci na podległym mu terenie. Jego żona Bridget określała siebie mianem „Królowej Polski”. Frank był odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi, zniszczenie polskiej państwowości i ruinę materialną kraju. Sam osobiście nie zabijał – zbyt tchórzliwy – ale był głównym inicjatorem zbrodni i w pełni świadomy tego, co działo się w Generalnym Gubernatorstwie.
Już w czasie wojny nie ukrywał swoich zamiarów. W wywiadzie dla hitlerowskiego dziennika „Völkischer Beobachter” mówił otwarcie o egzekucjach Polaków. W jego dziennikach, spisywanych na bieżąco, znajdują się pogardliwe uwagi pod adresem podbitej ludności. W jednym z zapisów z 12 stycznia 1944 roku pisał wprost o tym, że po wygranej wojnie Polacy i Ukraińcy zostaną „przepuszczeni przez maszynkę do mięsa”.
Za swoje zbrodnie Frank odpowiedział przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Był praktycznie jedynym nazistą, który okazał skruchę i zdawał sobie sprawę z popełnionych czynów. Przed śmiercią nawrócił się na chrześcijaństwo i wyrażał żal. Został powieszony w nocy z 15 na 16 października 1946 roku.
Jego najmłodszy syn Niklas miał wtedy zaledwie siedem lat. Hans Frank miał pięcioro dzieci: najstarszych – córkę oraz synów Normana i Michaela, a następnie urodzonych w latach trzydziestych Birgit, Michaela i najmłodszego Niklasa. To właśnie Niklas przez całe życie zmagał się z brzemieniem nazwiska. Pamiętał ojca jak przez mgłę, ale kilka wydarzeń wryło mu się w pamięć.
Zapamiętał ostatnie spotkanie z ojcem w Norymberdze – Frank wyglądał fatalnie, siedział za szklaną szybą w kajdankach, dwa tygodnie przed ogłoszeniem wyroku. Rodzina już nigdy więcej go nie zobaczyła. Szybko zdał sobie sprawę, że nazwiska się nie wybiera. W lutym 1946 roku któryś z uczniów w jego klasie narysował na tablicy swastykę.
Nauczycielka nie szukała winnych – od razu obwiniła Niklasa. Gdy matka została wezwana do szkoły, zapytała syna, czy to on narysował symbol. Niklas zaprzeczył, ale dodał: „Pani mi nie uwierzyła. Swastyka do mnie pasuje”.
Z biegiem lat Niklas coraz więcej czytał o ojcu i o zbrodniach Niemców podczas II wojny światowej. Wkrótce zaczęło do niego docierać brzemię, które będzie musiał dźwigać. W 1960 roku, mając 21 lat, udzielił wywiadu dziennikarzowi Norbertowi Lebertowi, który badał losy dzieci nazistowskich dygnitarzy. W tamtym czasie Niklas nie czuł jeszcze nienawiści do ojca – raczej żal.
Mówił, że chciałby go zrozumieć, przestudiować akta procesu norymberskiego, przeczytać jego dzienniki i poszukać polskich dokumentów. Niklas studiował literaturę niemiecką, socjologię i historię, a następnie został dziennikarzem. Pracował między innymi dla niemieckiego „Playboya” i przez wiele lat dla tygodnika „Stern”. Z czasem jednak im więcej czytał o zbrodniach ojca, tym bardziej rosło w nim wewnętrzne napięcie i zakłopotanie z powodu nazwiska.
W 1987 roku „Stern” opublikował jego pierwszy głośny tekst o ojcu, publikowany partiami, z tytułem „Mój ojciec, nazistowski morderca”. Później ukazał się on jako książka, przetłumaczona także na język polski pod tytułem „Mój ojciec Hans Frank”. Niklas traktował tekst jako rozliczenie i odreagowanie. Pisał w drugiej osobie, zwracając się bezpośrednio do ojca.
Gdy pracował nad materiałem, przed zaśnięciem powtarzał sobie: „Dziś znów zadałem ojcu ciężkie rany”. Efekt był szokujący. W tekście znalazły się między innymi słowa: „Matka urodziła mnie tobie, ministrowi bez teki, generalnemu gubernatorowi Polski, będącemu dziś tylko krwawą kartą historii. Chwała Bogu, zostałeś powieszony, spalony i wysypany do strumienia”.
Niklas wyzywał ojca, nazywał go karierowiczem, który „zaprzedał się za mercedesa i sadzonkę”. Pisał o wstydzie, jaki dręczy go przez nazwisko, o zakłopotaniu za każdym razem, gdy ktoś dowiaduje się, czyim jest potomkiem. Jedynym pocieszeniem była dla niego świadomość, że ojciec został powieszony – w jego słowach: „chrzęst twego pękającego karku oszczędził mi spokojnego życia”. W książce znalazły się też drastyczne opisy i wyobrażenia, na przykład o tym, jak ojciec spędza czas w piekle, gotując się we krwi swoich ofiar.
Po publikacji tekstów i wydaniu książki wybuchła w Niemczech wielka dyskusja na temat rozliczenia dzieci nazistów z rodzinną przeszłością. Pojawiła się jednak również fala oburzenia. „Stern” publikował listy czytelników, którzy wytykali Niklasowi haniebne zachowanie, argumentując, że rodzina jest rodziną i niezależnie od tego, kim był ojciec, należy mu się szacunek. Nawet lewicowi intelektualiści czuli się postawieni pod ścianą.
Część z nich wychodziła z założenia, że Niklas Frank jest psychopatą i nie należy rozwodzić się nad jego wypocinami, sugerując konsultację z psychiatrą. Tygodnik „Der Spiegel” opublikował artykuł, w którym nazwano żyjącego syna Franka psychopatą. Z niechęcią, a nawet wrogością, do Niklasa odnosili się potomkowie innych hitlerowskich dygnitarzy. Syn przywódcy Hitlerjugend, Klaus von Schirach, mówił o nim wprost: „To diabeł.
Ten człowiek jest przekreślony na zawsze”. Córka Hermanna Göringa, Edda, również zabrała głos: „Ten Niklas Frank – nie potrafię go zrozumieć. Nie mam problemu z tym, że dystansuje się od tego, co robił ojciec, ale nie mogę zaakceptować nieprzyjemnego sposobu, w jaki to robi”. Niklasowi dostało się także od jednego z jego starszych braci – Michaela, który poszedł zupełnie inną drogą: bronił decyzji ojca, sympatyzował z grupami neonazistowskimi i był członkiem NPD.
To on napisał do „Sterna” list, w którym określił tekst brata jako „zbiór obscenicznych kłamstw”. Nieliczni bronili Niklasa. Słowa wsparcia usłyszał między innymi od prokuratora z Norymbergi, Roberta Kempnera. Poza tym pozytywnego odzewu było niewiele.
Mało kto chciał zrozumieć, z jakimi problemami wewnętrznej udręki mierzył się Niklas Frank. On sam miał wyrzuty sumienia z powodu kilku zdarzeń, które zgotował mu ojciec. Jednym z nich była krótka wizyta kilkuletniego Niklasa w obozie koncentracyjnym. Wspominał: „Twoje getta to było coś, ale zabawniejsza wydała mi się wycieczka do obozu składającego się z baraków otoczonych wielką ilością kolczastych drutów.
Był tam serdeczny wujek w mundurze. Miał narowistego osła, na którego silne niemieckie dłonie wsadzały wychudzonych mężczyzn. Wtedy osioł podskakiwał, mężczyźni spadali, bardzo powoli się podnosili i w przeciwieństwie do mnie wcale nie uważali, że to jest takie śmieszne. Nieubłagane dłonie znów ładowały ich na osła.
To było cudowne, piękne popołudnie, a kiedy weszliśmy do środka, od najwyższego wojskowego dostałem kakao. Te zasrane obrazy prześladują mnie na każdym kroku”. Niklas Frank nie znalazł zbyt dużego zrozumienia w Niemczech, ale zyskał szczerą sympatię wśród Żydów i Polaków. W 1991 roku, wraz z pierwszym wydaniem jego książki w Polsce, udzielił wywiadu dwóm polskim rozmówcom.
Podczas rozmowy padło pytanie, czy naprawdę byłby w stanie zamordować własnego ojca. Niklas odpowiedział: „Z zimną krwią – nie. W efekcie – pewnie tak. W trakcie pisania książki, kiedy zagłębiałem się w materiały dokumentujące zbrodnie mojego ojca, krew uderzyła mi do głowy, rosła we mnie nienawiść.
Tłukłem w wałek maszyny do pisania, jakbym bił ojca. W końcu rozwaliłem maszynę, tak jakbym rozwalił ojca”. Niklas wielokrotnie odwiedzał Polskę i udzielał wywiadów polskim dziennikarzom. Jako dziennikarz przeprowadził też wywiad z Lechem Wałęsą.
Powstawały o nim filmy dokumentalne w Polsce i Wielkiej Brytanii. Z biegiem lat także Niemcy zaczęli przedstawiać go w lepszym świetle niż w latach osiemdziesiątych. W 2010 roku wziął udział w realizacji polskiego filmu dokumentalnego „Między kroplami deszczu”, w którym wystąpił u boku Żydów ocalałych z Holokaustu. Niklas Frank był autorem kilku innych publikacji o swojej rodzinie.
W książce „Moja niemiecka matka” rozprawił się z grzechami matki, Bridget Frank. W jednym z wywiadów mówił o niej bez skrępowania: „Matka odnalazła się w tym zbrodniczym systemie, była zachłanna, nie przejmowała się cierpieniem ludzi. Chciała mieć jeszcze więcej futer, jeszcze więcej biżuterii i jeszcze większe zapasy żywności. Nie obchodziło jej, że niedaleko Wawelu w getcie ludzie głodują.
Była bardzo próżna, lubiła być panią gubernatorową”. Kieślowski, w którym ujawnił, że znak równości między matką a ojcem do końca życia. Zmarła w 1959 roku, gdy Niklas miał 20 lat. Oceniał jednak, że matka odpokutowała część win po wojnie.
Kolejna książka, „Brat Norman”, była zapisem rozmów Niklasa ze starszym bratem Normanem o ojcu. Norman, który znał ojca dłużej, zapamiętał więcej ojcowskiej czułości. Książka ta nie doczekała się polskiego tłumaczenia. Pozostałe dzieci Hansa Franka miały różne losy.
Najstarsza córka po wojnie wyjechała do Afryki Południowej, gdzie system apartheidu jej odpowiadał. Nie chciała wierzyć w zbrodnie ojca i usprawiedliwiała jego czyny. Informacje na jej temat są rozproszone i często sprzeczne. Norman, urodzony w 1928 roku, zdążył poznać ojca bliżej i wstąpić do Hitlerjugend.
Krytykował jednak ojca za zbrodnie i wyrażał żal. Zmarł w marcu 2009 roku. Birgit nie mogła pogodzić się z tym, kim był jej ojciec i że został powieszony. Szukała usprawiedliwienia, ale nie potrafiła go znaleźć.
Często powtarzała, że nie będzie żyć dłużej niż ojciec. Zmarła w 1981 roku w wieku 46 lat – tyle samo lat miał Hans Frank w chwili powieszenia. Oficjalnie przyczyną był nowotwór, ale wielu podejrzewało samobójstwo. Michael, związany z neonazistowskimi ugrupowaniami, sprawiał wrażenie dumnego z osiągnięć ojca.
Zmarł w wieku 55 lat; rodzina podała, że przyczyną była ogromna nadwaga i niewłaściwy sposób odżywiania. Niklas Frank miał w sobie bardzo dużo empatii. To człowiek, który w niekonwencjonalny sposób chciał uporać się z przeszłością. W udzielanych wywiadach dawał do zrozumienia, że Niemcy nie naprawili wyrządzonych krzywd innym narodom.
Często wyobrażał sobie, co by było, gdyby to jego rodzina trafiła do komór śmierci lub obozu. Nie brakowało mu odwagi – pojawiał się na wiecach skrajnej prawicy, wykrzykując krytyczne hasła do ich zwolenników. Publicznie skrytykował też niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”, nazywając go „obrzydliwym tworem”. W przeciwieństwie do większości potomków hitlerowskich zbrodniarzy, Niklas Frank wstydził się za swojego ojca, a także za naród niemiecki, który zapisał czarną kartę w swojej historii.
Świadomość, szczera empatia i wyrzuty sumienia z powodu noszonego nazwiska zostały z nim na zawsze. Niklas Frank mieszka obecnie w Niemczech. W chwili powstawania tego materiału ma 83 lata.