ROKOSSOWSKI: Polak czy sowiecki marszałek? Kim naprawdę był człowiek Stalina?

ROKOSSOWSKI: Polak czy sowiecki marszałek? Kim naprawdę był człowiek Stalina?

W 1938 roku w leningradzkim więzieniu Kriesty śledczy położył przed aresztowanym zeznania świadka. Nazwisko Adolfa Juszkiewicza potwierdzało, że pułkownik Konstanty Rokossowski szpiegował na rzecz Polski i Japonii. Więzień zażądał konfrontacji. Nie doszło do niej, ponieważ Juszkiewicz zmarł w 1920 roku, siedemnaście lat wcześniej.

Thumbnail

Rokossowski wyszedł z więzienia dopiero 22 marca 1940 roku. Nigdy nie podpisał żadnych zeznań. Zapłacił za to wybitymi zębami, połamanymi żebrami i zmiażdżonymi palcami u stóp. Dwa razy wyprowadzano go nocą na pozorowaną egzekucję i dwa razy strzelano do niego ślepymi nabojami.

Dziewięć lat później, 6 listopada 1949 roku, ten sam człowiek został Marszałkiem Polski i ministrem obrony narodowej w Warszawie. Został tam wysłany przez Moskwę. Pytanie o to, kim naprawdę był – Polakiem, którego Stalin odesłał do ojczyzny, czy sowieckim marszałkiem w polskim mundurze – od dziesięcioleci dzieli historyków i rodziny po obu stronach granicy. Rokossowski urodził się jako syn Ksawerego, polskiego szlachcica pracującego na kolei, i Antoniny z domu Owsiannikowej, prawosławnej Rosjanki.

W domu mówiło się po polsku i po rosyjsku. Ojciec zginął w wypadku kolejowym w 1902 roku, matka zmarła w 1911. Chłopiec został sam z siostrami w Warszawie, gdzie pracował w fabryce pończoch, a później uczył się kamieniarstwa. Polska propaganda lat pięćdziesiątych twierdziła, że młody Rokossowski pracował przy budowie mostu Poniatowskiego.

Historycy nie znaleźli na to potwierdzenia w dokumentach. Znany jest za to inny fakt – w 1912 roku nastolatek został aresztowany za udział w pochodzie pierwszomajowym i spędził sześć tygodni w więzieniu na Pawiaku. W sierpniu 1914 roku wstąpił ochotniczo do 5. Kargopolskiego Pułku Dragonów armii rosyjskiej.

W biurze pułku zapisano go jako Konstantina Konstantinowicza, ponieważ rosyjscy podoficerowie nie chcieli wymawiać polskiego imienia ojca – Ksawery. Z jednym pociągnięciem pióra zniknął z dokumentów ślad po polskim ojcu. Rokossowski nigdy nie sprostował tego błędu. W czasie wojny domowej walczył w Uralu i na Syberii przeciwko siłom admirała Kołczaka.

Za walkę wręcz pod stacją Wagaj otrzymał Order Czerwonego Sztandaru. W latach dwudziestych ukończył kursy w Leningradzie, gdzie w jednej ławce siedział z Gieorgijem Żukowem i Andriejem Jeriomienką. W 1930 roku Żukow służył pod jego dowództwem. 17 sierpnia 1937 roku Rokossowski został aresztowany.

Zarzuty obejmowały między innymi szpiegostwo, udział w kontrrewolucyjnej organizacji i sabotaż. Najgroźniejszy dla niego był jednak zarzut założenia komórki Polskiej Organizacji Wojskowej wśród podwładnych oficerów. Organizacja ta została rozwiązana w 1921 roku, ale w czasach wielkiego terroru samo polskie nazwisko wystarczało, by stracić życie. Podczas tak zwanej operacji polskiej, prowadzonej od sierpnia 1937 roku, aresztowano blisko 140 tysięcy ludzi.

Ponad 111 tysięcy rozstrzelano. Szansa, że syn Ksawerego Rokossowskiego przejdzie przez to sito żywy, była bliska zeru. On jednak przeżył. Śledztwo ciągnęło się dwa i pół roku.

Rokossowski nie przyznał się do niczego. Gdyby podpisał zeznania, wyrok zapadłby w ciągu tygodni. Zamiast tego przetrzymywano go w celi, bito i łamano. Aleksander Sołżenicyn w „Archipelagu Gułag” opisał dwie pozorowane egzekucje, którym poddano Rokossowskiego.

Śledczy próbowali wykorzystać przeciwko niemu zeznania Adolfa Juszkiewicza, nie wiedząc, że świadek nie żyje od siedemnastu lat. Rokossowski zażądał konfrontacji, a ponieważ śledczy nie mógł postawić przed nim trupa, sprawa utknęła. Nie została umorzona ani skierowana do sądu. Więzień pozostał w celi.

Zwolniono go bez wyroku, uniewinnienia i przeprosin. Wpływ na to miało kilka czynników. Szef NKWD odpowiedzialny za operację polską został stracony w lutym 1940 roku. Wojna z Finlandią ujawniła braki kadrowe w armii.

Po stronie Rokossowskiego wstawił się także marszałek Siemion Timoszenko, który znał go z wojny domowej. Po wyjściu z więzienia Rokossowski spędził dwa miesiące w sanatorium z żoną i córką. W czerwcu 1940 roku otrzymał stopień generała majora. Jego córka wspominała później, że po 1940 roku ojciec przez lata trzymał pistolet pod poduszką – nie z obawy przed Niemcami, ale dlatego, że nie zamierzał dać się aresztować żywcem po raz drugi.

W czasie wojny z Niemcami Rokossowski dowodził między innymi 16. Armią broniącą drogi na Moskwę, Frontem Dońskim pod Stalingradem i Frontem Centralnym pod Kurskiem. W czerwcu 1944 roku uparł się przy planie dwóch uderzeń na Białorusi, mimo że Stalin dwukrotnie kazał mu wyjść i przemyśleć sprawę. Rokossowski wracał z tym samym planem.

Za trzecim razem Stalin się zgodził. Armia Grupa Centrum przestała istnieć w ciągu kilku tygodni. 29 czerwca 1944 roku Rokossowski został Marszałkiem Związku Radzieckiego. W lipcu 1944 roku jego 1.

Front Białoruski dotarł do Wisły. Naprzeciwko, na drugim brzegu, leżała Warszawa – miasto, w którym się wychował, gdzie pochowani byli jego rodzice i gdzie mieszkała jego siostra Helena. 1 sierpnia wybuchło powstanie. Udokumentowane są cztery fakty.

Między 1 a 5 sierpnia korpusy pancerne armii Rokossowskiego zostały ciężko pobite pod Radzyminem i Wołominem przez niemieckie dywizje pancerne. 26 sierpnia Rokossowski udzielił wywiadu brytyjskiemu korespondentowi Alexandrowi Werthowi, mówiąc, że powstanie wybuchło bez porozumienia z dowództwem sowieckim, a wojska są wyczerpane po tysiąckilometrowym marszu. Przez pierwsze sześć tygodni powstania Związek Radziecki odmawiał alianckim samolotom prawa lądowania na lotniskach za frontem. We wrześniu jednostki 1.

Armii Wojska Polskiego pod dowództwem generała Zygmunta Berlinga forsowały Wisłę, straciły ponad trzy tysiące ludzi i nie utrzymały przyczółków. Nie wiadomo, czy Rokossowski otrzymał bezpośredni rozkaz zatrzymania natarcia. Żaden dokument tego nie potwierdza. Rodzina marszałka, w tym jego prawnuczka Ariadna Rokossowska, przekazuje historię, że był zaskoczony wybuchem powstania.

Jest to jednak relacja rodzinna, nie źródło archiwalne. Gdy Warszawa płonęła, w mieście była jego siostra Helena. Przeżyła powstanie i trafiła do wsi Złotokłos pod Grójcem – chora, bez pieniędzy i dokumentów. O tym, że jej brat żyje i jest sowieckim marszałkiem, dowiedziała się z gazety.

Wiadomość przekazała przez sowieckiego komendanta w Grójcu. Po jej brata przyjechała żona Julia i zawiozła Helenę do szpitala wojskowego w Brodnicy. To fakt, który komplikuje prostą narrację o obcym namiestniku. Człowiek, którego połowa Polski uważała później za sowieckiego gubernatora, w 1944 roku wyciągał chorą siostrę z podwarszawskiej wsi i odwoził ją własnym samochodem.

Jednocześnie stał z armią na drugim brzegu Wisły. Obie te rzeczy są prawdziwe jednocześnie. W listopadzie 1944 roku Stalin odsunął Rokossowskiego od kierunku berlińskiego i przekazał 1. Front Białoruski Żukowowi.

Rokossowski zapytał dlaczego. Stalin odpowiedział, że chodzi o zaufanie. Rokossowski zakończył wojnę jako dowódca 2. Frontu Białoruskiego, docierając 3 maja 1945 roku do Wismaru, gdzie spotkał się z Brytyjczykami.

24 czerwca 1945 roku prowadził defiladę zwycięstwa na Placu Czerwonym, jadąc na koniu Żukowa. Od 1945 roku Rokossowski dowodził Północną Grupą Wojsk Armii Radzieckiej z siedzibą w Legnicy. Przez cztery lata mieszkał w Polsce, w mieście zamkniętym dla Polaków. Był to jego pierwszy powrót do kraju – w mundurze obcej armii, za płotem własnej kwatery.

7 listopada 1949 roku oficjalna wersja głosiła, że polski rząd poprosił rząd sowiecki o przysłanie wybitnego dowódcy polskiego pochodzenia. Historycy, opierając się na dokumentach z archiwów sowieckich, wskazują, że inicjatywa wyszła z Moskwy. Bolesław Bierut napisał list do Stalina, ale wiedział, czego się od niego oczekuje. Rokossowski 26 października 1949 roku rozmawiał ze Stalinem, po czym pojechał do Warszawy.

6 listopada Sejm Ustawodawczy nadał mu stopień Marszałka Polski, a tego samego dnia został ministrem obrony narodowej i otrzymał obywatelstwo polskie. Najpierw został marszałkiem, dopiero potem obywatelem. Nie zrzekł się rangi Marszałka Związku Radzieckiego. Przez siedem lat był marszałkiem dwóch krajów jednocześnie.

Do Wojska Polskiego skierowano wówczas około 270 wysokich oficerów sowieckich, w tym 36 generałów. Objęli oni dowództwo okręgów, rodzajów wojsk, Sztabu Generalnego i akademii. Przez kilka lat kadra Wojska Polskiego w większości nie mówiła po polsku. Mieszkańcy Warszawy szybko ułożyli powiedzenie: „Marszałek jest nasz, tyle że trochę nie nasz”.

Mówiono też, że Rokossowski jest Polakiem, ale tylko takim, który mówi po polsku przez tłumacza. Sam Rokossowski ujął to w zdaniu wypowiedzianym w prywatnej rozmowie: „W Rosji byłem Polakiem, a w Polsce Rosjaninem”. Za jego ministerstwa w Wojsku Polskim rozwinął się system batalionów górniczych. Formalnie była to służba zastępcza, w praktyce kierowano tam poborowych uznanych za politycznie nierzetelnych – synów przedwojennych oficerów, żołnierzy AK, chłopów opierających się kolektywizacji, duchownych.

Trafiali do kopalń węgla, kamieniołomów i kopalń uranu w Kowarach i Kletnie. Historycy szacują, że przez ten system przeszło około 200 tysięcy ludzi, a ponad tysiąc zmarło. W latach 1949–1954 usunięto z Wojska Polskiego około 9 tysięcy oficerów. Kilkuset aresztowano.

Najbardziej znana była sprawa tak zwanej afery „Tatar”, w której oskarżono generała Stanisława Tatara i grupę oficerów. W procesach w latach 1951–1952 zapadły wyroki śmierci i dożywocia. W sierpniu 1952 roku rozstrzelano między innymi trzech oficerów marynarki. Ich szczątki odnaleziono dopiero w 2013 roku na warszawskich Powązkach, w kwaterze zwanej Łączką.

Zeznania w tych sprawach wymuszano w Wojskowych Informacjach Wojskowych na Oczki i w Mokotowie, metodami, które Rokossowski znał z Kriest. General Józef Kuropieska, aresztowany w 1950 roku, po wyjściu na wolność usłyszał od Rokossowskiego, że ten wie, jak to jest, bo sam siedział. Z kolei legendarny dowódca AK Antoni Heda „Szary”, skazany na karę śmierci zamienioną później na dożywocie, twierdził, że zawdzięcza życie Rokossowskiemu. Historycy traktują te relacje ostrożnie, jako świadectwa wspomnieniowe.

Do historii przeszła także decyzja z czerwca 1956 roku. Rankiem 28 czerwca w Poznaniu wybuchły protesty robotnicze. Tego samego dnia do miasta skierowano około 10 tysięcy żołnierzy i 360 czołgów. Zginęło co najmniej 74 ludzi, około 900 zostało rannych.

Rozkaz o użyciu wojska podpisał minister obrony narodowej Konstanty Rokossowski. Historycy, w tym dr Jarosław Pałka, wskazują go jako inicjatora rozwiązania siłowego. Cztery miesiące później sytuacja się odwróciła. 19 października 1956 roku na Okęciu wylądował nieproszony samolot z Moskwy.

Z pokładu wysiedli Chruszczow, Mołotow, Kaganowicz oraz marszałkowie Żukow i Koniew. W Warszawie rozpoczęło się VIII Plenum KC PZPR, na które do władzy miał wrócić Władysław Gomułka. W stronę Warszawy ruszyły dwie dywizje Północnej Grupy Wojsk. Flota Bałtycka wpłynęła na wody wokół polskiego wybrzeża.

Rokossowski wydawał w tym czasie rozkazy polskim jednostkom, by współdziałały z ruchami sowieckimi. Po drugiej stronie stały Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod dowództwem generała Wacława Komara oraz uzbrojone oddziały robotnicze z warszawskich fabryk. Warszawa 20 października 1956 roku była miastem, w którym dwie części tego samego kraju przygotowywały się do siebie. W Belwederze Gomułka powiedział Chruszczowowi dwie rzeczy.

Obsadzanie polskich stanowisk jest sprawą polską. Polska nie występuje z traktatu ze Związkiem Radzieckim. Chruszczow potrzebował tej drugiej deklaracji bardziej niż czołgów. 20 października kolumny zawrócono.

Tego samego dnia odbyło się głosowanie na nowe Biuro Polityczne. Rokossowski otrzymał 23 głosy na 75 możliwych. Nie wszedł do niego. Wiedział w tym momencie, że to jego polityczna śmierć w Polsce.

Od dziesięcioleci krąży wersja, że Rokossowski przygotował listę około 700 działaczy partyjnych, dziennikarzy i wojskowych przeznaczonych do aresztowania w momencie przejęcia kontroli nad Warszawą. Nikt nigdy nie przedstawił dokumentu zawierającego tę listę. Nie istnieje ona w polskich archiwach. Informacje pochodzą z relacji uczestników wydarzeń, spisanych wiele lat później.

Z kolei generał Janusz Zarzycki, pracujący wówczas w wojskowym aparacie politycznym, otwarcie mówił, że nie widział żadnych działań Rokossowskiego wymierzonych w polski rząd. Większość historyków wojskowości przyjmuje dziś wersję pośrednią. Rokossowski zrobił dokładnie to, czego oczekiwała Moskwa – przygotował armię do interwencji i lobbował u Chruszczowa za nią. Nie miał jednak ani zamiaru, ani kompetencji, by działać na własną rękę.

Był marszałkiem, nie konspiratorem. Gdy Chruszczow zawrócił kolumny, Rokossowski natychmiast się zatrzymał. Po plenum Gomułka postawił sprawę jasno – minister obrony narodowej ma podać się do dymisji. Chruszczow bronił Rokossowskiego przez kilka tygodni, bo jego odwołanie oznaczało koniec bezpośredniej kontroli nad wojskiem polskim.

Nie obronił go. 13 listopada 1956 roku Rokossowski został odwołany. 14 listopada wyjechał do Moskwy. Razem z nim wyjechało ponad 500 sowieckich generałów i oficerów.

Wyjechał w polskim mundurze marszałkowskim. Nikt formalnie nie odebrał mu buławy i stopnia Marszałka Polski. Pozostały mu do końca życia. Po przylocie do Moskwy przez kilka miesięcy nie miał przydziału.

Dopiero w lipcu 1957 roku, po usunięciu Żukowa, mianowano go zastępcą ministra obrony ZSRR. Jesienią został wysłany do Gruzińskiego Okręgu Wojskowego w Tbilisi – dla marszałka i dwukrotnego Bohatera Związku Radzieckiego była to zsyłka z ozdobnym tytułem. W 1958 roku wrócił do Moskwy jako główny inspektor Ministerstwa Obrony. W kwietniu 1962 roku przeszedł do Grupy Inspektorów Generalnych, o której sowieccy wojskowi mówili „grupa trupów”.

Według ustaleń historyka Nikołaja Iwanowa, Chruszczow zaproponował Rokossowskiemu wysokie stanowisko w Ministerstwie Obrony. Warunkiem było napisanie artykułu rozliczającego Stalina. Rokossowski miał odpowiedzieć, że Stalin jest dla niego święty i że nigdy nie podniesie ręki na tekst o Naczelnym Dowódcy. Następnego dnia miał znaleźć w swoim gabinecie kogoś innego.

To relacja z drugiej ręki, przekazywana w kilku wersjach. Żaden zapis tej rozmowy nie został odnaleziony. Faktem jest jednak, że w 1962 roku ukazały się w Moskwie zbiorowe wspomnienia o Stalinie, w których Rokossowski nie wziął udziału. Jego własne wspomnienia wydane w 1968 roku pod tytułem „Żołnierski obowiązek” nie zawierają ani jednego krytycznego zdania o Stalinie, ani jednego zdania o Kriestach.

Rozdział o aresztowaniu został usunięty przez sowiecką cenzurę. Pełniejsza wersja ukazała się w Rosji dopiero po upadku ZSRR. Rokossowski napisał o trzech latach spędzonych w celi. Napisał, a potem zgodził się na publikację książki bez tego fragmentu.

To jedna z najbardziej wymownych scen w tej biografii. Ostatnie lata życia spędził w Moskwie, na daczy w Barwisze. Prenumerował polskie gazety, słuchał nagrań zespołu Mazowsze. Gdy polscy oficerowie odwiedzali sowieckie akademie wojskowe, szukał z nimi kontaktu i mówił po polsku, choć z coraz większym trudem.

Nigdy publicznie nie powiedział złego słowa o Polsce, nie mówił też nic o 1956 roku. Zmarł 3 sierpnia 1968 roku w Moskwie na raka prostaty. Został skremowany, a urna z prochami wmurowana w mur Kremla, kilkanaście metrów od miejsca, gdzie 23 lata wcześniej dowodził defiladą zwycięstwa. Trzy tygodnie po jego śmierci wojska Układu Warszawskiego, w tym polskie, wkroczyły do Czechosłowacji.

W 2018 roku, w 50. rocznicę śmierci marszałka, jego prawnuczka Ariadna Rokossowska, dziennikarka, pisała o stosunkach polsko-rosyjskich. Nosi imię jego pierwszej córki. Rodzina od czterech pokoleń żyje między dwoma krajami i nie potrafi wybrać jednego.

Konstanty Rokossowski był żonaty z Julią Barminą od 1923 roku do śmierci. W czasie wojny w jego sztabie pracowała lekarka Galina Wasiliewna Talanowa, która w styczniu 1945 roku urodziła córkę Nadieżdę. Paternitas Rokossowskiego jest uznana. Po jego śmierci córka otrzymała prawo do nazwiska.

Marszałek utrzymywał kontakt z drugą córką, ale nie porzucił rodziny i wrócił do Julii. Sprawa paternitas obrosła legendą, że Stalin wiedział o romansie i komentował go przy stole. Wersje tych żartów różnią się między sobą. Żadna nie ma źródeł sprzed lat dziewięćdziesiątych.

Wyglądają na anegdoty dorzucone do biografii, która i bez nich jest wystarczająco dziwna. Na pytanie, kim był Rokossowski – Polakiem czy sowieckim marszałkiem – historycy dają trzy odpowiedzi. Według pierwszej, powtarzanej w Rosji i części rodziny, był Polakiem, który czuł się Polakiem do końca życia, cierpiał za polskość w 1937 roku i został wysłany do Warszawy wbrew własnej woli. Zwolennicy tej wersji wskazują na polskiego ojca, katolicki chrzest, dzieciństwo w Warszawie i słowa o tym, że w Rosji był Polakiem, a w Polsce Rosjaninem.

Przeciwnicy zwracają uwagę, że sam ukrywał miejsce urodzenia, a jako Polak wysłał 200 tysięcy młodych Polaków do kopalń. Według drugiej wersji, dominującej w Polsce od 1989 roku, Rokossowski był sowieckim namiestnikiem w polskim mundurze. Wskazuje się na wszystko, co robił w Polsce – dokładnie odpowiadało interesom Moskwy. Brak jednak dowodów na to, że w październiku 1956 roku działał samodzielnie przeciwko polskiemu rządowi.

Słynna lista 700 nazwisk nigdy nie została ujawniona. Trzecia wersja, sformułowana między innymi przez dr. Jarosława Pałkę, mówi, że Rokossowski czuł się Polakiem, ale przede wszystkim był komunistą oddanym Związkowi Radzieckiemu. Jego polskość zawsze ustępowała wyborom ideologicznym i lojalności wobec „ojczyzny proletariatu”.

Istnieje jeszcze jedna odpowiedź. Rokossowski nie wybierał między Polską a Rosją. Jego ojczyzną była armia. Jako nastoletnia sierota bez zawodu wstąpił do rosyjskiego pułku dragonów, bo armia dawała jedzenie i dach nad głową.

Do Armii Czerwonej wstąpił, bo tam poszedł jego pułk. W 1937 roku państwo połamało mu żebra, a po wyjściu z więzienia wrócił do służby, bo nie znał niczego poza służbą. W 1949 roku pojechał do Warszawy, bo dostał rozkaz. W 1956 roku postawił armię w stan gotowości, bo dostał rozkaz, i zatrzymał ją, bo dostał rozkaz.

W 1962 roku odmówił napisania tekstu przeciw Stalinowi, bo Stalin był jego naczelnym dowódcą. Nie wiadomo, gdzie się urodził. Są trzy miejsca: Wielkie Łuki z jego własnych ankiet, Warszawa z polskich publikacji i jego rozmów oraz Telechany z księgi chrztów znalezionej na Białorusi. Ten trzeci dokument jest najmocniejszy, ale też najmniej potwierdzony.

Pewne jest jedno – wychowała go Warszawa. Co do ojca – w biurze 5. Kargopolskiego Pułku Dragonów w sierpniu 1914 roku ktoś uznał, że „Ksawerywicz” jest za trudny i wpisał „Konstantinowicz”. Rokossowski nigdy tego nie sprostował.

Miał ku temu okazję dwukrotnie – w 1944 roku, gdy był Marszałkiem Związku Radzieckiego, i w 1949 roku, gdy polskie dokumenty wystawiano od zera. Nie sprostował ani razu. W sowieckich aktach osobowych jego narodowość zapisano jako „polska”. Ta linijka omal nie zabiła go w 1937 roku.

Nie zmienił jej. Zmarł jako Marszałek Związku Radzieckiego i jednocześnie Marszałek Polski. Został pochowany w murze Kremla. W Polsce jego nazwisko zniknęło z ulic i zakładów w ciągu kilku tygodni od wyjazdu.

W Rosji stoi jego pomnik, a o nim mówi się jako o wielkim rosyjskim dowódcy polskiego pochodzenia. W Polsce opisuje się go jako sowieckiego marszałka, który przez siedem lat rządził polskim wojskiem. Obie strony wybrały tę połowę, która była im wygodna. Gdy sam próbował opisać całość, otrzymał książkę z wyciętym rozdziałem.

W 1956 roku wsiadł do samolotu do Moskwy w polskim mundurze. Miał w szafie sowiecki, ale wybrał polski. Nikt mu tego nie nakazał i nikt tego nie sfotografował do celów propagandowych.

Do dziś pozostaje otwarte pytanie, czy był to gest człowieka, który do końca uważał się za polskiego marszałka, czy tylko ostatnia rzecz, jaka wisiała tego ranka na wieszaku.