16 lutego 2016 roku z mieszkania wdowy po generale Czesławie Kiszczaku, ostatnim szefie MSW PRL, prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej zabrali kartony. W środku były dwie teczki z pożółkłymi papierami. Na jednej z obwolut widniało jedno słowo: „Bolek”. Akta, które przez ćwierć wieku leżały w prywatnej szafie, nigdy nie trafiły do państwowego archiwum.

To właśnie te dokumenty stały się kanwą pytań o drogę Lecha Wałęsy do władzy. Historycy i dziennikarze zestawiają je z wydarzeniem z 22 grudnia 1990 roku, kiedy to Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie, przekazał Wałęsie insygnia II Rzeczypospolitej. Powstaje pytanie, który z tych przedmiotów – teczka z pseudonimem czy pieczęć z Zamku Królewskiego – mówi prawdę o tym, jak Lech Wałęsa doszedł do prezydentury. Legenda o Wałęsie ma swój początek 14 sierpnia 1980 roku w Gdańsku.
Według powszechnie znanej opowieści, 37-letni wówczas mężczyzna, zwolniony wcześniej ze Stoczni Gdańskiej, przedostał się na jej teren przez ogrodzenie, by dołączyć do strajku. Ta scena obiegła świat, jednak część uczestników wydarzeń twierdziła później, że Wałęsa wszedł bramą razem z innymi pracownikami. Nie ma żadnych dokumentów ani zdjęć, które potwierdzałyby którąkolwiek z wersji. Fakty dotyczące początku strajku są jednak dobrze udokumentowane.
7 sierpnia 1980 roku dyrekcja stoczni zwolniła Annę Walentynowicz, zasłużoną działaczkę, pięć miesięcy przed jej emeryturą. Strajk przygotowali Bogdan Borusewicz oraz trzej młodzi robotnicy: Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński. To oni, a nie Wałęsa, zatrzymali pracę na wydziałach. Wałęsa dołączył do już trwającego protestu.
Ten schemat – ktoś inny zaczyna, on prowadzi – powtórzył się później jeszcze dwukrotnie. W grudniu 1981 roku, gdy państwo wprowadzało stan wojenny, Wałęsa był internowany. Wcześniej, w sierpniu 1980 roku, przejął jednak inicjatywę i doprowadził do podpisania porozumień gdańskich, co było wydarzeniem bez precedensu w bloku wschodnim. Kluczowym dokumentem w znalezionych teczkach jest zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa z 21 grudnia 1970 roku, podpisane pseudonimem „Bolek”.
Lech Wałęsa przyznawał, że w tamtym okresie coś podpisał, ale zapewniał, że nikogo nie wydał i nikomu nie zaszkodził. Oficjalna wersja głosiła, że bezpieka próbowała go złamać, ale jej się to nie udało. Biegli, którym IPN zlecił w 2017 roku badanie porównawcze pisma, orzekli, że zobowiązanie i pokwitowania odbioru pieniędzy napisała i podpisała jedna osoba – Lech Wałęsa. Wałęsa od początku twierdzi, że dokumenty zostały sfałszowane.
Sąd Apelacyjny w Warszawie w 2000 roku, działając jako sąd lustracyjny, uznał jego oświadczenie o niezgodnej z prawdą współpracy za prawdziwe, ale nie miał przed sobą tych akt, bo te leżały w prywatnym mieszkaniu. Co istotne, nikt do dziś nie wykazał, by ktokolwiek trafił do więzienia lub stracił pracę w wyniku doniesień sygnowanych tym pseudonimem. Zwolennicy tezy o fałszerstwie wskazują, że bezpieka potrafiła preparować akta, co jest udokumentowane, zwłaszcza w latach 80. Z drugiej strony, badania wskazują na autentyczność pisma, a generał Kiszczak miał teczkę w 1989 i 1990 roku, ale nigdy jej nie użył, co pozostaje niewyjaśnione.
Historia Wałęsy zaczyna się w biednym domu na Kujawach. Urodził się 29 września 1943 roku w Popowie pod Lipnem. Jego ojciec, cieśla, został wywieziony do niemieckiego obozu pracy i zmarł po powrocie, gdy Lech miał niespełna trzy lata. Matka wyszła ponownie za mąż za brata zmarłego męża.
Siedmioro dzieci wychowywało się w jednym domu, w izbie z glinianą polepą, gdzie zimą zamarzała woda w wiadrze. W 1967 roku Wałęsa przyjechał do Gdańska i został elektrykiem okrętowym w stoczni. W grudniu 1970 roku, gdy wojsko strzelało do robotników na Wybrzeżu, miał 27 lat i był w komitecie strajkowym. W wyniku tych wydarzeń zginęło 45 osób, a ponad 1100 zostało rannych.
Najmłodsza ofiara miała 15 lat. W latach 70. Wałęsa systematycznie tracił pracę. Publicznie krytykował oficjalne związki zawodowe, a także upominał się o odszkodowania dla rodzin ofiar Grudnia ’70.
Trzy zwolnienia w ciągu czterech lat w państwie chwalącym się pełnym zatrudnieniem nie były przypadkiem. W 1978 roku dołączył do Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, mikroskopijnej grupy, której doradcą prawnym był młody prawnik Lech Kaczyński. To nie pasuje do obrazu współpracownika bezpieki – w końcu od 1978 roku był jednym z najuważniej obserwowanych ludzi w Trójmieście, z rewizjami, podsłuchem i zatrzymaniami przed każdą rocznicą. Możliwe, że był agentem i przestał, albo nigdy nim nie był.
Obie interpretacje mieszczą się w tych samych papierach. W sierpniu 1980 roku, po czterech dniach strajku, dyrekcja zgodziła się na podwyżkę i przywrócenie Anny Walentynowicz do pracy. Wałęsa ogłosił koniec strajku, ale przy bramie stanęły trzy kobiety: Anna Walentynowicz, Alina Pienkowska i Ewa Osowska, które zawróciły wychodzących. W nocy powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy.
I znów – kluczową decyzję podjął ktoś inny. 17 sierpnia na sklejce wypisano 21 postulatów: wolne związki zawodowe, prawo do strajku, zniesienie cenzury, przywrócenie do pracy zwolnionych po 1970 i 1976 roku, podwyżki. 31 sierpnia 1980 roku Wałęsa podpisał porozumienie pamiątkowym długopisem z wizerunkiem Jana Pawła II. 10 listopada Sąd Najwyższy zarejestrował NSZZ „Solidarność”, który w szczytowym momencie liczył około 10 milionów członków.
Solidarność od początku miała dwa skrzydła: negocjatorów i radykałów. Wałęsa stał po stronie negocjacji, co przysporzyło mu wrogów wewnątrz ruchu. W marcu 1981 roku po brutalnym pobiciu działaczy w Bydgoszczy kraj był o krok od strajku generalnego. Wałęsa go odwołał w zamian za ustępstwa władzy – część związku uznała to za zdradę.
Na pierwszym krajowym zjeździe we wrześniu 1981 roku Wałęsa został przewodniczącym, uzyskując zaledwie około 55% głosów. Prawie połowa delegatów wolała kogoś innego. W grudniu 1981 roku wprowadzono stan wojenny. Wałęsa spędził 11 miesięcy w internowaniu.
Gdy wyszedł, przez sześć lat pracował jako elektryk w stoczni, pod stałą obserwacją, aż do 1988 roku, gdy ponownie znalazł się w centrum wydarzeń. W 1988 roku, po dwóch falach strajków, Wałęsa namówił robotników do wyjścia z zakładów w zamian za obietnicę rozmów. Radykałowie uznali, że sprzedał strajk. Jednak rozmowy się rozpoczęły.
6 lutego 1989 roku w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu. 4 czerwca odbyły się wybory, w których Solidarność zdobyła wszystkie mandaty, o które mogła się ubiegać. 24 sierpnia 1989 roku premierem został Tadeusz Mazowiecki. Wałęsa, który to wszystko zbudował, został na zewnątrz – formalnie nie miał żadnego stanowiska państwowego.
Reformy Balcerowicza uwolniły ceny, ale też przyniosły inflację i bezrobocie, które z zera wzrosło do ponad miliona osób w ciągu roku. Ludzie, którzy stanęli przy bramie w 1980 roku, tracili pracę, a rządził ich własny obóz. Wiosną 1990 roku Wałęsa zażądał przyspieszenia zmian, czego Mazowiecki nie chciał. Konflikt nazwano „wojną na górze”.
W ciągu dwóch miesięcy obóz solidarnościowy rozpadł się na dwa skłócone obozy. We wrześniu 1990 roku Sejm zdecydował o pierwszych w historii powszechnych wyborach prezydenckich. Wystartowało sześciu kandydatów, w tym Stanisław Tymiński – mało znany emigrant z Kanady, który przywiózł ze sobą książkę i tajemniczą czarną teczkę, której nigdy nie otworzył. 25 listopada 1990 roku Wałęsa dostał niecałe 40% głosów.
Tymiński zdobył 23%, a urzędujący premier Mazowiecki – zaledwie 18%. Mazowiecki podał się do dymisji następnego dnia. Druga tura odbyła się 9 grudnia. Wałęsa wygrał 74,25% głosów, ale wygrał dzięki głosom obozu, z którym wcześniej toczył wojnę – ludzi, którzy woleli go od człowieka z nieotwartą teczką.
22 grudnia 1990 roku Ryszard Kaczorowski przekazał mu insygnia prezydenckie na Zamku Królewskim w Warszawie. Odpowiadając na pytanie, kto zaczął sierpień 1980 roku – to nie był Wałęsa. Dołączył do już trwającego strajku i przejął go w ciągu kilkunastu godzin. Nie odbiera mu to zasługi, że wynegocjował porozumienie, jakiego w bloku wschodnim nie wynegocjował nikt przed nim.
Jeśli chodzi o wojnę na górze, nie ma dokumentu o zewnętrznym sterowaniu, ale udokumentowano masowe niszczenie akt bezpieki w tamtym okresie. Najczęściej pomijana liczba to 39,96% z pierwszej tury wyborów w 1990 roku. Gdyby wybory były plebiscytem wdzięczności, Wałęsa wygrałby w pierwszej turze. W głosowaniu powszechnym tylko w drugiej turze, po przegranej Mazowieckiego z Tymińskim, zwycięstwo przyszło mu z rąk tych, których wcześniej uznawał za przeciwników.
Wszystkie trzy przedmioty – długopis z sali BHP, teczka z szafy i pieczęć z zamku – są prawdziwe i żaden nie unieważnia pozostałych.