Florentine Rost van Tonningh, znana jako „Czarna Wdowa” holenderskiego nazizmu, przez całe życie pozostała wierna ideom, które doprowadziły jej męża do samobójstwa, a brata do śmierci w szeregach SS. Urodzona w 1914 roku w zamożnej rodzinie bankiera o niemieckich korzeniach, już w latach 30. zafascynowała się Hitlerem i nawiązała kontakt z Narodowo-Socjalistycznym Ruchem Holenderskim (NSB). Florentine wstąpiła do partii wraz z bratem Willem, który później zasilił szeregi SS i zginął w walkach z aliantami.

Sama jednak była rozczarowana ówczesnym przywódcą NSB, Antonem Mussertem. Nie imponowała jej jego charyzma; wspominała go później jako człowieka o ograniczonych horyzontach, dobrego Holendra, który nie potrafił spojrzeć poza granice swojego kraju. W dniu przesilenia zimowego, 1 grudnia 1940 roku, w okupowanej już Holandii, poślubiła swojego wybrańca – Mariausa Rosta van Tonningha. Był on konkurentem Musserta w łonie NSB, a jego proniemieckie poglądy i chęć wcielenia Holandii do Rzeszy dawały Niemcom nadzieję, że to on może zostać liderem holenderskich nazistów.
Tak się jednak nie stało – nie dorównał popularnością Mussertowi. Po wojnie został aresztowany przez aliantów, ale nie doczekał wyroku; popełnił samobójstwo. Florentine przez lata podtrzymywała wersję, że jej mąż nie odebrał sobie życia. W czasie wojny Florentine aktywnie wspierała męża i Niemcy.
Marzyła o inkorporacji Holandii do Rzeszy, podczas gdy Mussert brał pod uwagę co najwyżej utworzenie konfederacji niepodległych państw. W tym okresie urodziła trójkę dzieci, które po wojnie opuściły Holandię i wyjechały do RFN. Po zakończeniu wojny spotkały ją szykan i oskarżeń o kolaborację. Prawdopodobnie z tego powodu do 1948 roku żyła poza Holandią.
Po powrocie udało jej się, choć nie bez trudu, uzyskać rentę w związku z zasiadaniem w parlamencie z ramienia NSB. Przez wiele lat żyła w milczeniu i zapomnieniu, chcąc uniknąć prześladowań – w latach 50. i 60. wspomnienia wojenne były wciąż żywe.
W latach 50. kupiła willę Bato we wsi Welp niedaleko Arnhem. Według niej zakupowi towarzyszyła opatrzność, gdyż układ liter nazwy willi miał nawiązywać do jej nazwiska. Utrzymywała się z prowadzenia firmy produkującej sprzęt grzewczy i prosperowała całkiem nieźle, nie obnosząc się jednak ze swoimi poglądami.
Opinia publiczna przypomniała sobie o niej w 1968 roku, gdy po raz pierwszy wystąpiła publicznie w filmie dokumentalnym o Antonie Mussercie. W latach 70. jej dom był zawsze otwarty dla młodych neonazistów, odwiedzali ją także dziennikarze. Zyskała pseudonim „Czarna Wdowa”, a przyjaciele zwracali się do niej per Flori.
Uchodziła za niereformowalną nazistkę; jedno ze zdjęć z tego okresu przedstawia ją obok byłego esesmana Stana de Beara. Aby wyprowadzić neonazizm z marginesu, Florentine postanowiła sformalizować swoją działalność. Założyła organizację Consortium De Levensboom („Drzewo Życia”), która w 1984 roku została legalnie zarejestrowana jako fundacja. Pod przykrywką fundacji prowadziła nazistowską propagandę, zbierała fundusze i organizowała spotkania, najczęściej w swojej willi.
Na przełomie lat 80. i 90. skupiła się na zaangażowaniu politycznym, ale bez sukcesów. Dużo podróżowała, nawiązując kontakty z organizacjami neonazistowskimi w Europie Zachodniej.
Media rozpisywały się o jej podejrzanych znajomościach – między innymi z rewizjonistami takimi jak David Irving czy Robert Faurisson oraz z potomkami hitlerowskich dygnitarzy. Przez lata starała się rehabilitować męża i brata Willema, który służył w SS. Władze były wobec „babci holenderskich nazistów” dosyć pobłażliwe, ale w końcu i ona doczekała się kary. Nie trafiła wprawdzie do więzienia, ale sąd nakazał jej wpłatę pieniędzy.
Media z jednej strony przedstawiały ją jako realne zagrożenie, z drugiej wielu nie traktowało jej poważnie lub po prostu wyśmiewało. Najgłośniejszy program z jej udziałem odbył się, gdy miała już 86 lat. W trakcie emisji materiału filmowego Florentine nawet nie spojrzała na ekran. Reporterka zaczęła swoją argumentację, mówiąc o strasznych rzeczach, które wydarzyły się w obozach – o obrazach nakręconych przez amerykańską ekipę, przedstawiających ludzi w obozach koncentracyjnych.
Wskazywała na młodych ludzi w Europie i protestowała przeciwko prowadzeniu dyskusji z tą kobietą. Zwracała uwagę, że skoro Florentine potrafi być tak zła i psychopatyczna, to właśnie to, że wydaje się całkiem rozsądna i argumentuje normalnymi, gramatycznie poprawnymi holenderskimi słowami, jest właśnie przerażające. W późniejszych latach życia Florentine borykała się z problemami finansowymi – jej fundacja miała coraz większe długi. Sama przeniosła się do innego miejsca, stając się żywym reliktem przeszłości, kompletnie niereformowalnym.
Już w 1996 roku wykupiła dla siebie grób w jednej z miejscowości we wschodniej Holandii, chcąc, aby na nagrobku wyryto hasło „Prawda cię wyzwoli”. Florentine Rost van Tonningh doczekała się realizacji swojej ostatniej woli. Zmarła w 2007 roku w wieku 92 lat, pozostawiając trzech synów i kilkanaścioro wnucząt.
Wraz z jej śmiercią pogrzebana została epoka, do której współczesna Holandia ma nadzieję już nie wracać – choć regularnie przypomina o niej dziwny, samotny grób ulokowany w zapomnianym miejscu w jednej z holenderskich prowincji.