Zegar na ścianie w gabinecie mecenasa tykał niemiłosiernie głośno. Tomasz nerwowo stukał palcami o dębowy blat. To miał być ten dzień, w którym wreszcie zamknie rozdział z Anną. Byli małżeństwem przez pięć lat, które z pięknego snu o rodzinie zamieniły się w duszny koszmar pełen klinik, badań i cichych łez.

Z każdym miesiącem jego miłość do żony ustępowała miejsca frustracji i ukrytemu żalowi. W końcu uległ obsesji na punkcie dziecka i odszedł, obwiniając ją o to, że nie potrafi mu go dać. Zostawił ją na pastwę łez i poczucia winy, a sam ułożył sobie życie z nową kobietą. Teraz po dwunastu miesiącach sądowych układów miał podpisać ugodę i ostatecznie skończyć z przeszłością.
Kiedy klamka gabinetu cicho szczęknęła, Tomasz wziął głęboki oddech, próbując zapanować nad emocjami. Razem z wejściem Anny do pokoju zniknęły wszelkie pozory spokoju. Przez ułamek sekundy myślał, że to pomyłka. Zobaczył przecież co innego, niż się spodziewał.
Anna nie była już przecież kobietą, którą zostawił. Weszła do gabinetu pewnym krokiem, z uniesioną głową i delikatnym uśmiechem. Miała na sobie luźną, zwiewną sukienkę, która podkreślała jej wyraźną, poważną już ósmą czy nawet dziewiątą ciążę. Trzymała dłoń na brzuchu w naturalnym, czułym geście.
Obok niej stała jej adwokat. Tomaszowi zabrakło powietrza. Czuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg. Wszystko w nim wrzało.
Zaciągnął z całej siły szczękę i wstał zza stołu gwałtownie, z hałasem odpychając krzesło. Ty podła zdrajczyni! – wycedził przez zaciśnięte zęby, dławiąc się własną wściekłością. Prawie 12 miesięcy jej nie widział, a ona nie dość, że nie schudła z rozpaczy jak zakładał, to jeszcze była w ciąży, którą to przecież on powinien jej sprawić.
Przez lata wyraźnie zależało jej na tym, żeby udawać, że jest z nim szczęśliwa. A teraz stoi przed nim cała w nowym życiu, które odważyła się zbudować bez niego. A więc to tak, Aniu. Wskazał drżącym palcem na jej brzuch.
Myślałaś, że nie zauważę? Jak długo to ukrywałaś? Wiedziałaś, że spotkamy się, żeby zamknąć sprawy, i przychodzisz z tym tu, przed nim? Wskazał na mecenasa, jakby ten był jedynym świadkiem tej porażki.
To miała być ta twoja wymarzona kariera, co? Zaszłaś w ciążę, żeby mnie upokorzyć, żebym wiedział, że to nie ja byłem problemem? Boże, jaka ty jesteś przewidywalna. Anna nie drgnęła nawet na widok jego wybuchu.
Z gracją podeszła do stołu, spokojnie usiadła na krześle naprzeciwko niego. Jej głos był miękki, ale stanowczy. Tomek, twoja inwencja cię zadziwia, ale nie tym razem. To, że jestem w ciąży, nie ma nic wspólnego z tobą ani z naszym małżeństwem.
Zresztą, to nie jest już twoje zmartwienie. W czym leży problem? Myślisz, że wrócisz z nim do mnie? Oszalałaś?
Ja cię zostawiłem, pamiętasz? To ty odeszłaś. Miałem prawo, bo ty nie dawałaś mi tego, co obiecywaliśmy sobie w przysiędze. Masz na myśli dziecko?
– zapytała, a w jej tonie pojawiła się lodowata nuta. Owszem, dziecko. To nie było tylko moje pragnienie. Oboje tego chcieliśmy.
Zgodziłaś się na to, a potem nie byłaś w stanie zajść w ciążę. Pochłaniali nas ci lekarze, wydaliśmy fortunę. Udawałaś przez lata, że się starasz. A teraz widzę, co się dzieje, kiedy tylko przestaję się starać.
Serce mu waliło jak młotem. Zabiłaś naszą rodzinę, zanim ta w ogóle powstała. Anna powoli skinęła głową, przyjmując jego oskarżenia. Z każdym słowem jej twarz zdradzała narastające zimno.
Skoro tak to widzisz. Zapominasz tylko, że to ty wyszedłeś. To ty pakowałeś walizki w noc, kiedy po raz kolejny powiedziałeś mi, że jestem w twojej ocenie bezużyteczna. Mówiłeś, że jestem wadliwa, że nie potrafię dać ci tego, co daje każda inna kobieta.
Pamiętasz to wszystko, prawda? Bo ja, niestety, nie zapominam. Wstała, ubrana w jasną sukienkę, która jeszcze bardziej podkreślała jej delikatną sylwetkę. Podeszła do okna, odwracając się do niego plecami, jakby samo patrzenie na niego sprawiało jej przykrość.
Łatwo jest obarczać kogoś winą. A może problem, Tomaszu, leżał gdzie indziej. W tobie. Ja od rana korzystałam z toalety, piję jakieś litry ziół, a tobie nie chce się nawet iść ze mną na wizytę do lekarza, bo twierdzisz, że to przecież moja działka.
Prawdą jest, że to ty byłyś sterylny? Nie, ja po prostu przestałam cię kochać. I to zauważyli inni. Zrobiło mu się gorąco.
Odsunęłaś się. Kiedy próbowałam z tobą o tym rozmawiać, mówiłeś, że przesadzam, że wymyślam problemy. A gdy przez przypadek usłyszałeś, że zaszłam w ciążę, nie uwierzyłeś mi. Nawet nie pozwoliłeś mi dokończyć.
Tak po prostu zniknąłeś, nie zostawiając mi nawet szansy, bym mogła cokolwiek wytłumaczyć. Odsunęłaś się, ale to ja czekałem, aż wrócisz do rozsądku. Myślałaś, że pobiegnę za tobą? Że będę błagać?
Mylisz się. Przez te lata dałem ci wszystko. Kochałem cię. A ty?
Ty patrzysz na mnie jak na obcego. Anna odwróciła się gwałtownie, a jej oczy zapłonęły nagłym ogniem. Bo ty naprawdę wierzysz w to, co mówisz. Prawda?
Tomek, przestań. To wszystko jest żałosne. Drzwi gabinetu otworzyły się nagle i do środka weszła jej siostra, a za nią ich matka. Anna?
Wszystko w porządku? – zapytała starsza kobieta, patrząc na córkę z troską. Spojrzała na Tomasza, a w jej wzroku pojawiła się natychmiastowa niechęć. Widzę, że pan tutaj.
Tomasz zignorował ich całkowicie. Cały czas wpatrywał się w Annę. Więc po to są te wasze konszachty. Cała twoja rodzina jest w to wtajemniczona?
Okłamywałaś mnie latami, mając ich po swojej stronie! A może to… Może to nie jest jego dziecko co? Może ty w ogóle masz kilka miłości w pogotowiu?
Zaśmiał się histerycznie. Anna podeszła do swojego krzesła i sięgnęła po leżącą na nim elegancką, skórzaną teczkę. Wyciągnęła z niej kilka dokumentów i położyła je na stole przed sobą, ale nie od razu je otworzyła. Powiedz mi, bo jestem naprawdę ciekawa.
Kiedy mieliśmy te problemy, wybrałeś mnie z powodu czego? Mojego ciała? Mojej urody? Moich pieniędzy?
Bo chyba nie o moją osobowość, skoro tak łatwo przyszło ci się mnie pozbyć, gdy stwierdziłeś, że nie mogę mieć dzieci. Powiedziałam kiedyś, że bardzo chcę stworzyć z tobą rodzinę. Ale dla ciebie to była umowa. Konkretna.
Ja zapewniam kontynuację rodu, a ty jesteś idealnym mężem, który dostał to, co mu się należy. Trafiłeś w samo sedno. Chodzi o bycie ojcem. Są rzeczy, które się po prostu czuje w środku.
Tata powinien być wzorem, a nie zawadą. Gdy się dowiedziałeś, że masz ze mną problem, nie byłeś smutny. Byłeś wściekły, że to ci się nie należy. Nie myślałeś o mnie.
Myślałeś o tym, co ludzie powiedzą. To był twój tykający zegar. Anna pokręciła głową. Otworzyła dokument, na który jej adwokat skinął głową.
Przejdźmy do rzeczy. Złożyłeś pozew, prawda? Jasne. Chcę rozwodu.
Będziesz musiała podpisać te papiery. Zgoda. Co do separacji majątkowej… Najpierw musisz przestać kłamać.
Mam tu zaświadczenia z kliniki leczenia niepłodności w Warszawie, w której to ja byłam pacjentką. Wszystkie wyniki badań, które robiłam przez lata, wszystkie karty, wszystkie wizyty. Diagnoza? Niepłodność idiopatyczna.
U mnie. To znaczy, że jedno z nas miało problem. Powiedziałeś w końcu kiedyś, że ci lekarze to znachorzy i że to przeze mnie się nie udało. Pokazałeś mi moje wyniki badań i powiedziałeś, że to ja jestem problemem.
Prawda? Więc zapłaciłeś za niego sporą sumę, ale nie sprawiłeś, że mój problem zniknął. On istniał tylko w twojej głowie, dopóki nie zniknął. Tomasz zmrużył oczy.
O czym ty mówisz? O badaniach. Moich. Dostałam od ciebie wszystkie dokumenty, bo powiedziałeś, że skoro to moja wina, to mam się nad tym zastanowić.
Tylko że ja je później pokazałam swojemu lekarzowi. I wiesz, co mi powiedział? Że to badanie nasienia wykonano u zdrowego, silnego mężczyzny, ale nie u ciebie. Bo ty nigdy na takie badania się nie zgodziłeś.
Nie mogłeś po prostu znieść myśli, że to mogłoby być twoje. Więc może to nie ja mam problem z zajściem w ciążę, tylko ty. Może to twoje plemniki są wadliwe. I może dlatego nie potrafiłeś dać mi dziecka.
Gdybyś pozwolił się zbadać, oszczędzilibyśmy sobie tyle lat rozczarowań. Tomasz wyglądał, jakby dostał obuchem w głowę. Zbladł jak ściana, a jego usta poruszały się bezgłośnie. To nieprawda.
To nie może być prawda. Ja nigdy… Nigdy nie pozwolono mi… – usłyszał swój własny głos, który brzmiał obco.
Oparł ręce o stół, jakby chciał ustać na nogach. Anna wstała i podeszła do niego. Wyjęła z teczki jasną kopertę. Masz.
To są wyniki. Z ciebie. … Co?
Skąd masz moje wyniki? Nie wiedziałam, że ktoś ich potrzebuje. Znalazłam je w twojej szafce, kiedy szukałam twoich dokumentów. Pomyślałam, że wydają się ważne, bo mają twoje imię i nazwisko.
Nie sprawdzałam ich, jestem teraz w innym miejscu. Ale wiem, że to jest wynik jakiegoś badania, bo lekarz w przychodni kazał mi się z nim skontaktować. Powiedział, że chodzi o konkretne badania krwi i że dzwoni w sprawie twojego wyniku. Wziął kopertę drżącymi rękami i spojrzał na nią.
Podałeś mi kiedyś krew. Pamiętasz? W ramach rutynowych badań do nowej pracy. A ty wziąłeś na siebie to zadanie, bo stwierdziłeś, że ci się nie chce.
Ja po prostu poszłam do laboratorium, Twoje nazwisko było na skierowaniu. I ten lekarz przed chwilą dzwonił. Chciał się z tobą skontaktować w sprawie jakichś wyników. Nie wiem, co tam jest, może to pomyłka.
Ale on był bardzo natarczywy. W gabinecie zaległa cisza. Wszyscy patrzyli na Tomasza, w którego oczach pojawiła się panika. Otworzył kopertę, ale jego ręce tak drżały, że nie mógł wyjąć papierka.
Anna pochyliła się i łagodnie pomogła mu wysunąć kartkę. Proszę. Przeczytaj. Może to w niczym nie zmieni twojego postępowania, ale przynajmniej dowiesz się prawdy o sobie, zanim będziesz obwiniał innych o swoje niepowodzenia.
On spojrzał na kartkę. Wykonawca: Tomasz Nowak. Badanie: analiza nasienia. Wynik: brak plemników.
Azoospermia. Wniosek: Badanie potwierdza występowanie trwałego braku plemników w ejakulacie. Przyczyna leży po stronie męskiej. Komórka wysunęła mu się z ręki, a on sam osunął się na kolana, a potem usiadł ciężko na drewnianej podłodze.
Oczy miał szkliste, nieobecne. To niemożliwe. Ja. To nie ze mną.
To byłeś ty. Cały ten czas… Trzymałem cię z daleka. Ona powoli usiadła obok niego, z trudem podpierając się dłońmi.
Widzisz, Tomaszu. Nie zawsze wygrywa ten, kto jest głośniej krzyczy. A nawet najlepsza wymówka nie zastąpi tego, co najważniejsze: szacunku. Myślałeś, że to ja jestem problemem, a to ty miałeś mnie za największą porażkę.
I jak ci z tym teraz, co? Wiedziałaś. Uśmiechnęła się smutno. Zaczęłam się tego domyślać, gdy w końcu doczytałam naszą dokumentację medyczną.
Ale miałam nadzieję, że… że nie jesteś aż takim tchórzem, żeby zniszczyć nasze małżeństwo przez własną dumę. Myliłam się. Tomasz zakrył twarz dłońmi.
Z jego gardła wydobył się szloch, suchy, bolesny. A ja. I to dziecko? Głos mu się załamał.
Czyje jest? Mój. I mojego męża. Tomasz podniósł wzrok.
Twojego… Anna położyła rękę na brzuchu. Kiedy się rozstaliśmy, nie miałam dokąd pójść. Pojechałam do mamy.
Tam poznałam Marcina. To lekarz. Dobry, cierpliwy człowiek. On jeden potrafił mnie wysłuchać bez oceniania.
Powiedział, że nie interesują go przeszłość i że od razu wiedział, że to nie ja – jego dziewczyna – jest winna. A w moim przypadku po prostu postanowiliśmy spróbować. I zadziałało. Jesteśmy szczęśliwi.
Tomasz patrzył na nią, a w jego oczach pojawiła się goła, aż paląca nienawiść. I przez to wszystko. Przez to wszystko miałem się czuć winny? Jak myślisz, jak się czuje facet, który dowiaduje się, że to z jego powodu rozpadło się małżeństwo?
Jak myślisz, co czułem, gdy odchodziłaś? Pustkę. Ale ty, Anna, zrobiłaś ze mnie potwora. Nie.
Ja tylko przestałam cię za zasłoną czcić. Ale właśnie zrozumij jedno: to ty przez lata wmawiałeś mi, że ze mną jest coś nie tak. Że to moja wina. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz – że to nie moja wina – być może zostałabym.
Może bym się lepiej czuła w tym małżeństwie. Ale ty wolałeś mnie nienawidzić. Wyciągnął do niej rękę, ale ona cofnęła swoją. Powinieneś już iść.
Twoje dokumenty są na stole. Podpiszesz ugodę, prawda? Tak, ale jeśli pomyślisz, że oddam ci chociaż złotówkę, to się mylisz. Anna uśmiechnęła się do niego, a w jej oczach błysnęła zimna satysfakcja.
To ciekawe, bo według dokumentów to ty podpisałeś intercyzę, w której zrzekłeś się jakichkolwiek roszczeń do moich nieruchomości, a ja z kolei zrzekłam się ciebie. Twój prawnik wszystko sprawdził. Nie masz nic. I chyba właśnie tak to powinno wyglądać.
Jesteś wolnym człowiekiem, Tomaszu. Wreszcie niezależnym. Mężczyzna chwycił dokument, ale adwokat wtrącił spokojnie: Radzę panu przemyśleć sprawę. To ostatnia wersja ugody.
Jest zgodna z prawem. Proszę tylko podpisać, a pani Anka i ja wyjdziemy. Wzięła dokument, nie patrząc na niego. Zostaw na stole.
Zadzwonię. Anna wstała, a za nią jej siostra matka. Była już przy drzwiach, gdy odwróciła się w progu. I jeszcze jedno, Tomasz.
Nie szukaj ze mną kontaktu. Nie w tej sprawie, nie w żadnej. Skończyłeś już ze mną rozmawiać. Całe swoje życie.
Znalazłeś już to, czego szukałeś. Mam nadzieję, że to prawda. Bo ja znalazłam spokój. I dla tego dziecka, mojego i Marcina, chcę tylko spokoju.
Zamknęła za sobą drzwi, zostawiając go samego na podłodze gabinetu. Usłyszał jeszcze odgłos oddalających się kroków, śmiech jej matki i ciche, radosne pytanie siostry: To jak, nadajemy mu na imię? A potem zapadła cisza. Przełknął ślinę, a w jego dłoni pozostała zmięta kartka z wynikami badań, która właśnie zniszczyła cały jego świat.
Został sam. Z pustką, z żalem i świadomością, że całe życie za nim stoi i patrzy na niego z wyrzutem. I w tym jednym momencie, śmierć tamta, co w niej było?
A przecież kiedyś naprawdę ją kochał.