MAREK BELKA — Wielka kariera i jeszcze większe pieniądze… Jak zdobywał wpływy?

MAREK BELKA — Wielka kariera i jeszcze większe pieniądze... Jak zdobywał wpływy?

W 2015 roku Marek Belka zarobił 800 162 zł brutto jako prezes Narodowego Banku Polskiego. Było to ponad 17 razy więcej niż przeciętne roczne wynagrodzenie w polskiej gospodarce, które wynosiło wówczas 46 797 zł. Przez cztery kolejne lata Polacy nie mieli prawa poznać tej liczby, bo żaden przepis nie nakazywał jej ujawnienia. Dopiero nowelizacja ustawy przyjęta przez Sejm wymusiła wsteczne odtajnienie zarobków kierownictwa banku centralnego za lata 1995–2018.

Thumbnail

Belka nigdy nie wygrał wyborów parlamentarnych, nie stworzył własnej partii ani nie miał w Sejmie większości gotowej za nim głosować. W maju 2004 roku Sejm odrzucił jego rząd stosunkiem głosów 188 do 262, a sześć tygodni później Belka został premierem. Jego nazwisko zna jednak niemal każdy Polak, bo widnieje w nazwie podatku od zysków kapitałowych, który od ponad dwóch dekad potrącany jest z lokat, akcji i obligacji. Urodzony w 1952 roku w Łodzi ekonomista zrobił karierę akademicką, zanim wkroczył do polityki.

Doktorat obronił w 1978 roku, habilitację uzyskał w 1986, a tytuł profesora w 1994. Specjalizował się w teorii pieniądza i polityce antyinflacyjnej. Przez lata kierował Instytutem Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej aż do jej rozwiązania w 1990 roku, ale równocześnie wyjeżdżał na staże naukowe do Nowego Jorku, Chicago i Londynu, gdzie zdobył znajomość zachodniej myśli ekonomicznej.

Po zmianie ustroju okazało się, że ludzi potrafiących pisać ustawę budżetową jest w Polsce zaledwie kilkudziesięciu. Belka wszedł w tę lukę natychmiast. W latach 90. doradzał kolejnym ministrom, był wiceprzewodniczącym rady przy Radzie Ministrów, a następnie doradcą ekonomicznym prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Pierwszy raz został wicepremierem i ministrem finansów w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza w lutym 1997 roku i pełnił tę funkcję do października tego samego roku. Drugi raz objął te stanowiska w październiku 2001 roku, w rządzie Leszka Millera. Zastał gospodarkę w dramatycznej sytuacji: wzrost praktycznie zamarł, bezrobocie zbliżało się do 20 procent, a dziura budżetowa rosła. Wtedy powstał pomysł, który na zawsze przykleił się do jego nazwiska.

Wprowadzono zryczałtowany podatek od dochodów kapitałowych, początkowo w wysokości 20 procent, wyłącznie od odsetek z depozytów i lokat. Bank potrącał go automatycznie, bez żadnych formularzy. Podatek miał być tymczasowy, zapowiadano go jako rozwiązanie na trudne lata. Chwila trwa do dziś.

W 2004 roku objął także zyski z giełdy, funduszy inwestycyjnych, obligacji i dywidendy, a stawkę obniżono do 19 procent. Ta stawka obowiązuje nieprzerwanie. Od 2027 roku ma ruszyć osobiste konto inwestycyjne wzorowane na szwedzkim modelu, które pozwoli części oszczędzających uniknąć tej daniny, ale sam podatek pozostanie. Belka był ministrem finansów w rządzie Millera tylko dziewięć miesięcy.

Odszedł w lipcu 2002 roku, a jego następcą został Grzegorz Kołotko, którego sam zastąpił pięć lat wcześniej. Mimo krótkiego urzędowania zostawił po sobie mechanizm, który działa bez niego, przynosi pieniądze do budżetu i który każdy kolejny rząd musi brać pod uwagę. W czerwcu 2003 roku Belka wyleciał do Bagdadu, gdzie trzy miesiące wcześniej zakończyła się wojna. Polska uczestniczyła w inwazji na Irak u boku Stanów Zjednoczonych i dostała strefę odpowiedzialności w Środkowym Iraku oraz miejsce przy stole, przy którym decydowano o przyszłości kraju po Saddamie.

Belka stanął na czele Koalicyjnej Rady Koordynacji Międzynarodowej, odpowiedzialnej za kontrolę przepływu pieniędzy na odbudowę i koordynację pomocy humanitarnej. Pytany, czy nominacja nie jest formą podziękowania za udział w wojnie, odpowiadał, że Polska sama o takie rzeczy zabiegała. Dodał wówczas, że bycie polskim ministrem finansów jest o wiele trudniejsze niż praca w Iraku. W listopadzie 2003 roku Belka objął stanowisko dyrektora do spraw polityki gospodarczej w tymczasowych władzach koalicyjnych, zastępując Amerykanina.

Odpowiadał za reformę walutową w kraju, w którym krążyły banknoty z portretem obalonego dyktatora, oraz za budowę systemu bankowego od podstaw. W kwietniu 2004 roku człowiek, który układał finanse Bagdadu, dostał propozycję ułożenia rządu polskiego. Leszek Miller zapowiedział dymisję na dzień po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Prezydent Kwaśniewski wskazał Belkę, człowieka bez partii, klubu i zaplecza.

Sejm odrzucił jego rząd, ale konstytucja przewiduje trzy kroki wyłaniania gabinetu. Gdy posłowie nie potrafili wskazać własnego kandydata w ciągu 14 dni, inicjatywa wróciła do prezydenta. Kwaśniewski publicznie zapowiedział, że jeśli Sejm nie wyłoni rządu, przedterminowe wybory odbędą się w środku wakacji. Posłowie przeliczyli własne mandaty, a lewica szła wtedy w sondażach na dno.

11 czerwca 2004 roku prezydent powołał rząd Belki po raz drugi. W składzie dokonano tylko jednej zmiany: ministrem zdrowia został finansista Marian Czakański. 24 czerwca Sejm udzielił rządowi wotum zaufania, także dzięki głosom tych, którzy w maju głosowali przeciw. Rząd przetrwał do jesieni 2005 roku i przeprowadził Polskę przez pierwsze miesiące członkostwa w Unii Europejskiej oraz uruchamianie unijnych funduszy.

W październiku 2004 roku Belka podpisał w Rzymie traktat ustanawiający konstytucję dla Europy, który ostatecznie nigdy nie wszedł w życie. Wiosną 2005 roku premier podał się do dymisji, ale prezydent jej nie przyjął. Latem Belka odszedł z Sojuszu Lewicy Demokratycznej i poparł Partię Demokratyczną, a sojusz wycofał poparcie dla jego rządu. W październiku 2005 roku rząd podał się do dymisji.

Belka, 53-letni były premier bez partii i protektora, wyjechał z Polski na pięć lat. W grudniu 2005 roku został sekretarzem wykonawczym Europejskiej Komisji Gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych w Genewie i pełnił tę funkcję do 2008 roku. W styczniu 2009 roku objął stanowisko dyrektora Departamentu Europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w najgorętszym okresie kryzysu finansowego, gdy kolejne kraje prosiły o kredyty ratunkowe. Odszedł w maju 2010 roku, dokładnie wtedy, gdy uruchamiano pierwszy program ratunkowy dla Grecji.

W Polsce zwolniło się miejsce w sposób dramatyczny. 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie pod Smoleńskiem zginął prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek. Obowiązki prezydenta pełnił marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, który wskazał Belkę jako kandydata na prezesa banku centralnego. Krytycy zarzucali, że decyzji takiej wagi nie powinna podejmować osoba pełniąca obowiązki głowy państwa w trakcie kampanii wyborczej.

10 czerwca 2010 roku Sejm powołał Belkę na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Kadencja trwała sześć lat. Prezesa banku centralnego nie może zwolnić ani premier, ani prezydent, ani minister finansów, ani Sejm zwykłą decyzją polityczną, bo niezależność banku chroni konstytucja i prawo europejskie. W 2015 roku, gdy władzę w Polsce przejęło Prawo i Sprawiedliwość, Belka nadal pełnił funkcję, bo nikt nie miał prawa go ruszyć.

W lipcu 2013 roku w warszawskiej restauracji Sowa i przyjaciele doszło do rozmowy, która wstrząsnęła państwem. Prezes banku centralnego, jego współpracownik Sławomir Cytrycki i minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz rozmawiali o finansach państwa, deficycie budżetowym i ewentualnej pomocy banku dla rządu przed wyborami. Nie wiedzieli, że wszystko jest nagrywane. W czerwcu 2014 roku tygodnik Wprost opublikował fragmenty nagrań.

Podsłuchy założono w dwóch ekskluzywnych restauracjach i prowadzono od lipca 2013 do czerwca 2014 roku. Zarejestrowano 66 spotkań, utrwalono rozmowy ponad 100 osób, w tym ministrów, szefów służb, byłych urzędników i najbogatszych przedsiębiorców. Na nagraniu z lipca 2013 roku Belka stawiał warunki ewentualnej pomocy: mówił o konieczności pojawienia się nowego ministra finansów w miejsce Jacka Rostowskiego oraz o nowelizacji ustawy o banku centralnym. Sienkiewicz wypowiedział wtedy zdanie, że państwo polskie istnieje teoretycznie.

Jesienią 2013 roku Rostowski przestał być ministrem finansów, a ustawa o Narodowym Banku Polskim została znowelizowana. Narodowy Bank Polski twierdził, że fragmenty rozmowy są wyrwane z kontekstu, a Donald Tusk oświadczył, że analiza nie wskazuje na przekroczenie prawa. Obrońcy Belki argumentowali, że bankowi nie wolno bezpośrednio finansować deficytu, a stawiane warunki były obroną niezależności instytucji. Śledztwo w tej sprawie umorzono we wrześniu 2014 roku, nikomu nie postawiono zarzutów.

Za nagrania odpowiadał biznesmen Marek Falenta wraz ze współpracownikiem i dwoma kelnerami. W grudniu 2016 roku sąd skazał Falentę na dwa i pół roku bezwzględnego więzienia, a kelnerów na kary w zawieszeniu. Prokuratura uznała, że motywem były interesy biznesowe, i nie potwierdziła wątku zagranicznego, choć lata później dziennikarze opisali powiązania Falenty z ludźmi ze środowiska rosyjskich służb. Po publikacji nagrań do redakcji Wprost weszli prokurator i funkcjonariusze ABW, a redaktor naczelny odmówił wydania komputera, powołując się na tajemnicę dziennikarską.

Po aferze opozycja, w tym Prawo i Sprawiedliwość, domagała się dymisji Belki. Nie podał się do dymisji i dotrwał do końca kadencji w czerwcu 2016 roku. Wiosną tego roku stało się coś, co wydawało się nieprawdopodobne. Premier Beata Szydło publicznie oświadczyła, że Belka to dobry kandydat na szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju i ma poparcie rządu.

Rząd tej samej partii, która dwa lata wcześniej żądała jego odejścia, oficjalnie wystawił go na prestiżowe stanowisko w Londynie. Wiceminister finansów Leszek Skiba mówił, że pomysł kandydatury Belki pojawił się ze strony niemieckiej i że w jego wspieranie zaangażowany był też wicepremier Mateusz Morawiecki. Kandydatura została złożona, ale urzędujący szef banku Suma Chakrabarti walczył o drugą kadencję z poparciem Francji i wygrał głosowanie w maju 2016 roku. W czerwcu Belka zakończył kadencję prezesa banku centralnego, a jego następcą został Adam Glapiński.

Belka wrócił do polityki w 2019 roku, startując do Parlamentu Europejskiego z listy lewicy, formacji, z której odszedł w 2005 roku. Mandat zdobył, zasiadał w komisji gospodarczej i monetarnej, a w grudniu 2021 roku został wiceprzewodniczącym frakcji socjalistów i demokratów. W wyborach w czerwcu 2024 roku otrzymał 56 410 głosów, co było wynikiem bardzo dobrym, ale za małym na mandat. Lewica zdobyła w skali kraju tylko trzy mandaty.

Po raz pierwszy w historii o mandat ubiegało się dwoje byłych prezesów banku centralnego, ale ani Belka, ani Hanna Gronkiewicz-Waltz nie weszli do Parlamentu. Po 30 latach historia domknęła się w wyjątkowy sposób. Każde stanowisko Belka zawdzięczał czyjejś decyzji, nominacji, rekomendacji lub procedurze. W 2024 roku po raz pierwszy nie było żadnego ratunkowego scenariusza, tylko wyborcy i ich karty do głosowania.

Człowiek, który przez trzy dekady był potrzebny wszystkim rządom, okazał się niewystarczająco potrzebny wyborcom. Dziś nie pełni żadnej funkcji publicznej, wykłada w Kolegium Europejskim w Natolinie i udziela wywiadów, w których ostro ocenia politykę gospodarczą kolejnych ekip. Zostały po nim trzy rzeczy, które działają bez niego. Podatek od dochodów kapitałowych nadal wynosi 19 procent.

Wynagrodzenia kierownictwa banku centralnego są dziś jawne, ale tylko dlatego, że Sejm musiał uchwalić ustawę wymuszającą ich ujawnienie. I pamięć o saloniku restauracji, w którym trzej ludzie rozmawiali o państwie tak, jak rozmawia się o nim, gdy nikt nie słucha. Zdanie o państwie istniejącym teoretycznie wraca do polskiego języka przy każdej kolejnej aferze, bez względu na to, kto rządzi.