Pierwsze Święta w III RP – Boże Narodzenie 1990

Pierwsze Święta w III RP - Boże Narodzenie 1990

Święta Bożego Narodzenia w 1990 roku miały w Polsce wymiar szczególny. Były to pierwsze Wigilie w wolnej Rzeczpospolitej od 1938 roku, gdy po raz ostatni Polacy świętowali w suwerennym państwie przed wojną, okupacją i czterema dekadami komunizmu. Choć dawny system nie zniknął z dnia na dzień, zmiana była wyczuwalna niemal wszędzie. Komuniści wciąż posiadali wpływy w parlamencie, ale Polska krok po kroku stawała się krajem niezależnym i demokratycznym.

Thumbnail

Wigilia wypadała w 1990 roku w poniedziałek, pierwszy dzień świąt we wtorek, a drugi w środę. Dla wielu pracowników był to układ niemal idealny – przy umiejętnym zaplanowaniu urlopu można było zyskać wyjątkowo długi czas odpoczynku, przedłużony aż do sylwestra. U schyłku roku świat wciąż pozostawał w stanie napięcia. Niepokój budziły wydarzenia na Bliskim Wschodzie, gdzie trwała pierwsza intifada, a Organizacja Narodów Zjednoczonych nałożyła embargo na Irak i postawiła Saddamowi Husajnowi ultimatum – wycofanie wojsk z Kuwejtu do 15 stycznia 1991 roku.

Ostatecznie operacja Pustynna Burza rozpoczęła się niecały miesiąc po świętach. Polska żyła jednak przede wszystkim wyborami prezydenckimi. 9 grudnia odbyła się druga tura, w której Lech Wałęsa zmierzył się ze Stanisławem Tymińskim – niespodziewanym czarnym koniem wyścigu, który wyeliminował dotychczasowego premiera Tadeusza Mazowieckiego. Wałęsa wygrał zdecydowaną liczbą głosów, a zaprzysiężenie prezydenta miało miejsce dwa dni przed Wigilią.

Tego samego dnia swoją działalność zakończył rząd emigracyjny w Londynie. 14 grudnia Sejm przyjął dymisję rządu Mazowieckiego, który miał pełnić swoje funkcje do 12 stycznia. Rezygnacja premiera była efektem jego sromotnej przegranej w wyborach prezydenckich. Przebieg wigilijnej wieczerzy w 1990 roku nie różnił się znacznie od dzisiejszego.

Rodzina zasiadała do wspólnej wieczerzy po symbolicznej pierwszej gwiazdce. Odczytywano fragmenty Pisma Świętego, łamano się opłatkiem, a pod obrus wkładano odrobinę siana i zostawiano wolne miejsce przy stole. Prymas Polski kardynał Józef Glemp celebrował pasterkę w kaplicy pod wezwaniem świętego Łukasza w Warszawie. W Gdańsku w uroczystości wziął udział nowo wybrany prezydent.

Polacy nasłuchiwali też orędzia bożonarodzeniowego z Watykanu wygłoszonego przez papieża Jana Pawła II, które nie napawało optymizmem – papież z niepokojem odnosił się do sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz nędzy w Afryce. Choć nastał nowy czas demokracji i kapitalizmu, zmiany w codziennym życiu przychodziły powoli. W mieszkaniach choinki wciąż stały na tle PRL-owskich meblościanek, a na gałęziach wisiały bombki kupione wiele lat wcześniej. Związek Radziecki nadal istniał, a Michaił Gorbaczow w czasie, gdy Polacy zasiadali do wigilijnych stołów, groził Mołdawii oraz Litwie.

Nie minął miesiąc od świąt, a wojska sowieckie wkroczyły na Litwę, brutalnie tłumiąc jej aspiracje niepodległościowe. W pamięci Polaków wciąż żywe były mroczne doświadczenia komunizmu. Prasa szeroko wracała do okrągłej 20. rocznicy masakry na Wybrzeżu z grudnia 1970 roku.

Symbolem świątecznych stołów stał się karp. Obok niego nieśmiertelne pierogi, barszcz z uszkami, zupa grzybowa, kompot z suszu owocowego oraz ryby pod wieloma postaciami – smażone, w galarecie, faszerowane czy po grecku. Z ciast królowały keksy, babeczki, makowce i serniki. W pierwszy dzień świąt serwowano najczęściej rosół, schab lub drób z ziemniakami i sałatką.

W porównaniu z realiami PRL zmiana była uderzająca. W sklepach pojawiło się znacznie więcej towarów, zwłaszcza mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego, które jeszcze niedawno stanowiły towar deficytowy. Wielu Polaków przecierało oczy ze zdumienia widząc pełne półki. Polski dziennikarz Marek Przybylik tak opisywał przedświąteczne zakupy w 1990 roku: „W moim ulubionym sklepie rybnym kolejka po karpie, jak na dzisiejsze obyczaje, ustawiła się pokaźna, choć na miary jeszcze niedawne króciutka.

W sklepie mięsnym naprzeciwko podobnie. A kilkaset metrów dalej wiszą na hakach szynki i kiełbasy, a nikt nie zachodzi”. Gazety donosiły jednak, że w samą Wigilię zdobycie gotowanej szynki czy baleronu bywało utrudnione – część zakładów mięsnych zrobiła sobie wolne. Na Mazowszu pojawiały się też pierwsze mankamenty „dzikiego kapitalizmu”.

Właściciele polskich zakładów mięsnych skarżyli się, że sklepy coraz chętniej zaopatrują się w tańszą, lecz gorszej jakości szynkę sprowadzaną z byłej NRD. Podobne oskarżenia dotyczyły czekolady – efektownie zapakowane produkty sprzedawane przez ulicznych handlarzy często nie posiadały wymaganych atestów sanitarnych, a na polski rynek trafiały duże ilości czekolady z Niemiec z kończącym się terminem przydatności. Obok choinki dużą popularnością cieszyła się roślina zwana wilczomleczem nadobnym, znana powszechnie jako gwiazda betlejemska. To na przełomie lat 80.

i 90. zaczęła na stałe gościć w polskich domach, stając się jednym z najbardziej charakterystycznych symboli nowej świątecznej estetyki. Początek lat 90. to nie tylko entuzjazm związany z demokracją i otwarciem na Zachód, ale także narodziny nowych wyzwań.

Dla wielu ludzi był to czas bolesnych rozczarowań, szybko rosnącego bezrobocia, likwidacji zakładów pracy i narastającej drożyzny. Przez cały 1990 rok przez kraj przelała się fala strajków i protestów. Szacowano, że przeciętna czteroosobowa rodzina wydawała na wigilijną kolację około 200 tysięcy złotych. Średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiło nieco ponad milion złotych brutto, ale płaca minimalna to zaledwie 440 tysięcy.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdowali się emeryci. Tygodnik „Przyjaciółka” opublikował przed świętami wywiad z panią Heleną Kowalską. „Emerytura, którą otrzymuję, już nie wystarcza na opłacenie świadczeń za mieszkanie, światło, gaz i na w miarę godziwe życie. Liczę dosłownie każdą złotówkę.

Poniżająca jest świadomość tego finansowego ubóstwa w jesieni życia po wielu latach pracy” – mówiła. Choć bieda była nieodłączną częścią transformacji, sporą część społeczeństwa stanowili ludzie, którzy w nowym systemie czuli się jak ryba w wodzie. Zakładali firmy, bogacili się, mieli pieniądze. Sprzedaż świątecznych prezentów parła do przodu jak nigdy.

Dzieci obdarowywano przede wszystkim czekoladą. Hitem były klocki LEGO, w które można było zaopatrzyć się w Peweksie – sklepy te nadal istniały, ale w 1990 roku można było w nich płacić złotówkami. Zestawy były jednak bardzo drogie, dlatego rodzice często szukali alternatyw: pluszaków, puzzli, układanek czy drewnianych klocków. Dla bardziej zamożnych przeznaczono zabawki elektroniczne lub kasety VHS z bajkami.

Innym hitowym prezentem, który wywołał niemało kontrowersji, była lalka Barbie. Zniesiono zakaz reklamowania zabawek z zagranicy i to właśnie Barbie firmy Mattel była jednym z pierwszych tak chętnie reklamowanych produktów spoza Polski. Reklamie zarzucano agresywność w amerykańskim wydaniu i grę na uczuciach dzieci, mimo to obroty lalką wzrosły o 50 procent. Wśród innych popularnych prezentów były magnetowidy do odtwarzania kaset VHS, biżuteria, aparaty Kodak, płyty kompaktowe z nagraniami Madonny czy muzyką poważną, walkmany, wrotki, deskorolki, perfumy, odzież i zestawy narciarskie.

Krótko przed świętami firma Panasonic zorganizowała dużą wystawę w hotelu Marriott, oferując telewizory nowej jakości. Raczkowała typowa komercjalizacja świąt. Od 6 grudnia dawało się odczuć świąteczną atmosferę, a domy handlowe organizowały imprezy z udziałem Świętego Mikołaja. Pojawiło się też nowe zjawisko – Mikołaja można było zamówić do domu.

„Święty z workiem przychodzi na 10–15 minut. Cena wizyty od 40 do 50 tysięcy” – głosiło jedno z ogłoszeń prasowych. Świąt nie trzeba było spędzać w domu. Biura podróży oferowały wyjazdy do Krynicy Górskiej, Szczawnicy, Zakopanego czy Kołobrzegu, a także zagraniczne wyjazdy do Danii, Turcji, Tajlandii czy krajów Kaukazu.

W czasie świąt bardzo wiele par postanowiło wziąć ślub. W warszawskich urzędach stanu cywilnego na okres świąteczny nie było już wolnych terminów – zarezerwowano je dla kilkudziesięciu par na każdy urząd. Jedynie zaawansowana ciąża panny młodej dawała prawo do terminu poza kolejnością. W kinach nie było jednak Kevina samego w domu – amerykańska premiera tego filmu miała miejsce właśnie w 1990 roku, ale do polskich kin zawitał dopiero dwa lata później.

W grudniu szumnie zapowiadano natomiast świąteczny hit „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju” z Chevy Chase’em w roli głównej. Po świętach, od 28 grudnia, w kinach królowała produkcja „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki”. Grano też „RoboCopa 2”, „Kobietę w czerni” czy „Dzień dobry, Wietnamie” z Robinem Williamsem. Regularne spędzanie czasu przed telewizorem stało się nową świąteczną tradycją, która przypłynęła do Polski z Zachodu.

Starsze generacje narzekały, że „odkąd nastały telewizory, znikło życie towarzyskie, dyskusje i długie ożywione rozmowy przy stole”. W prasie pojawiały się nawet przedświąteczne poradniki podpowiadające, jak najdogodniej spędzić wypoczynek przed telewizorem. W pierwszy dzień świąt Telewizja Polska wyemitowała amerykański dramat familijny „Rodzina dla Joego”. Pokazywano też westerny, horrory, filmy o życiu Jezusa, bajki Walta Disneya, „Boże Narodzenie na ulicy Sezamkowej” oraz seriale takie jak „Jeśli nadejdzie jutro”, „ALF”, „Cudowne lata” czy „Dynastia”.

24 grudnia nadawany był program „Przy wigilijnym stole” z udziałem Krystyny Jandy, Radosława Piwowarskiego czy Zbigniewa Zamachowskiego. W czasie świąt odnotowano więcej chorób – dorosłym doskwierała angina, dzieciom zapalenia płuc. Doszło też do tragedii. W kopalni Śląsk w Rudzie Śląskiej po wybuchu metanu czterech górników straciło życie przez uduszenie, a ponad 20 osób trafiło do szpitala.

W Wigilię rannych górników odwiedził wicepremier Leszek Balcerowicz. Warszawą wstrząsnęło makabryczne wydarzenie z listopada, o którym nadal było głośno – śmieciarka wyrzuciła na bruk fragmenty ludzkiego ciała, które okazały się kończynami noworodka albo płodu. Plagą stawały się kradzieże aut – w święta w samej Warszawie odnotowano 41 kradzieży samochodów i ponad 160 okradzionych aut. Doszło też do kilku innych patologii: wyrywania torebek, rozbojów, włamań i pijanych kierowców.

W Wigilię zatrzymano kierowcę, u którego stwierdzono 3,24 promila alkoholu we krwi. Napięcia budziła obecność stacjonujących w Polsce wojsk radzieckich. Narastał sprzeciw wobec żołnierzy, a prasa donosiła o alarmujących incydentach w szkołach w Legnicy i Świdnicy, do których uczęszczały dzieci sowieckich żołnierzy. Wzmocniono patrole policyjne wokół tych placówek.

W grudniu ustały różnego rodzaju strajki. Jedynym wyjątkiem był Tomaszów Mazowiecki, gdzie 17 grudnia strajkowali pracownicy PKS, domagając się podwyżek płac. Święta 1990 roku były pierwszymi bez państwowego planu i państwowych gwarancji. Sklepy nagle się wypełniły, ale portfele nie zawsze nadążały za zmianą.

Zniknęły kolejki, a razem z nimi dawne złudzenie równości. Demokracja i kapitalizm przyszły zarówno z nadzieją, jak i niepokojem. Były to święta naznaczone zmianą, ale autentyczne – pierwsze w nowej Polsce.