Masowe egzekucje pod rządami Pol Pota

Masowe egzekucje pod rządami Pol Pota

Wietnamscy żołnierze, którzy w 1979 roku przekroczyli granicę Kambodży, spodziewali się znaleźć ślady obcej inwazji. Zamiast tego odkryli masowe groby i zrujnowany kraj, w którym państwo wymordowało własnych obywateli bez udziału jakichkolwiek wojsk z zewnątrz. Stare pojęcia historyczne nie pasowały do skali zbrodni, dlatego wojskowi po raz pierwszy użyli nowego oficjalnego terminu: autoludobójstwo. Wszystko zaczęło się 17 kwietnia 1975 roku, kiedy Czerwoni kmerzy obalili wojskowy rząd generała Lon Nola.

Thumbnail

Ulice Phnom Penh natychmiast opustoszały, a populacja kraju licząca około 7,5 miliona ludzi znalazła się pod władzą reżimu, który nie szukał wrogów na zewnątrz, lecz uderzył w sam środek własnego narodu. Człowiekiem odpowiedzialnym za tę zbrodnię był Saloth Sar, urodzony 19 maja 1925 roku. Przez lata ukrywał się za dziesiątkami pseudonimów, a zwykli Kambodżanie odbierali wyroki śmierci przez radiowe głośniki, nie wiedząc, kto je podpisuje. Rozkazy wydawała bezimienna Angkar, czyli po prostu organizacja.

Dopiero w 1976 roku propaganda ujawniła pseudonim przywódcy: Brat numer 1, Pol Pot. Zwykli obywatele nie znali ani jego życiorysu, ani wyglądu. Absurd tej sytuacji ujawnił się w połowie 1978 roku, gdy pierwsza oficjalna fotografia wodza trafiła w ręce pewnej rodziny. Ludzie spojrzeli na twarz tyrana i zamarli – patrzyli w oczy krewnego, którego dawno uznali za zaginionego.

Rzeczywistość przeczyła jednak propagandowemu wizerunkowi. Ojciec Saloth Sara, Pen Saloth, posiadał ogromne i dochodowe pola ryżowe, a jego rodzina mieszkała w domu z drogiej, wypalanej dachówki – niewyobrażalny luksus w kraju, gdzie większość chłopów gnieździła się w chatach z liści palmowych. Powiązania rodzinne sięgały nawet królewskiego pałacu w Phnom Penh. Kiedy dorastający Saloth Sar wyjechał na studia do Paryża, bariera majątkowa stała się jeszcze bardziej oczywista.

Bilet na oceaniczny rejs do Europy kosztował więcej, niż przeciętny kambodżański chłop zarabiał przez całe życie. To właśnie w sercu imperialnego Paryża, na przełomie lat 40. i 50. , młody student wertował radykalne teksty i wspólnie z przyszłymi przywódcami partyjnymi, w tym z Ieng Sarym, czytał dzieła Lenina i podziwiał portrety Stalina.

Najważniejszą lekturą stała się dla niego historia partii komunistycznej napisana przez Stalina w trakcie wielkiego terroru, gdy sowieckie czystki pochłonęły około 750 tysięcy ofiar. Dla wykształconych studentów nie była to tragedia, lecz brutalne narzędzie władzy. Saloth Sar uznał moskiewskie egzekucje za właściwą i konieczną reakcję na zdrajców. W przeciwieństwie do Stalina, który wybrał pseudonim kojarzący się z nieugiętą siłą, Kambodżanin przyjął krótki, prymitywny zlepek słów imitujący imiona niewykształconych chłopów.

Paryski intelektualista porzucił arystokratyczne nazwisko i stał się Pol Potem. Po powrocie do Kambodży w 1953 roku rozpoczął długie przygotowania do wcielenia paryskich koncepcji w życie. Pracował jako nauczyciel w szkole w Phnom Penh, gdzie mówił cicho, a z jego twarzy nie schodził szeroki uśmiech. Znajomi zapamiętali go jako szczerego kompana i przyjaciela na całe życie.

Ten łagodny wizerunek przez dekady zbijał z tropu zachodnich badaczy, którzy nie potrafili połączyć życzliwego nauczyciela z tyranem. W 1963 roku rząd zmusił jego grupę do ucieczki na północ, gdzie partyzanci ukrywali się w lasach, tworząc wojskową milicję i przejmując okoliczne wsie. Przełom nastąpił w marcu 1970 roku, po zamachu stanu generała Lon Nola. Ofensywa na stolicę ruszyła na początku 1975 roku, a Phnom Penh padło 17 kwietnia po trzech miesiącach ciężkich walk i ostrzału artyleryjskiego.

Zwycięzcy natychmiast przystąpili do niszczenia śladów nowoczesnej infrastruktury. Znieśli pieniądze, zakazali medycyny i ogłosili rok zerowy. Uzbrojone patrole pukały do drzwi mieszkań, prosząc mieszkańców o wyjście na ulicę i obiecując pilnowanie pozostawionego dobytku. Okłamano tłumy, że amerykańskie siły powietrzne planują bombardowanie.

Żadnego nalotu nie było, a powrotu do domów również. W ciągu 72 godzin Czerwoni kmerzy wyrzucili z miasta około 2 miliony ludzi – tyle, ile wynosi cała populacja współczesnego Paryża. Zdezorientowani obywatele trafili do prowizorycznych chat na polach ryżowych, gdzie obowiązywały dziwne zasady. Władza zakazała nawet używania słowa spać – można było wyłącznie odpoczywać, a sen uznano za przejaw lenistwa.

Mężowie i żony widywali się tylko raz w miesiącu. Przetrwanie zależało od losowych rzeczy. Zwykłe okulary korekcyjne lub tani długopis w kieszeni oznaczały natychmiastowy wyrok śmierci – patrole traktowały je jako dowód przynależności do elity intelektualnej. Początkowo ofiarami byli dawni urzędnicy państwowi, ale czystki szybko objęły nauczycieli buddyjskich oraz członków mniejszości tajskich, chińskich i wietnamskich.

Skala rzezi doprowadziła do niespotykanego załamania demografii. Oczekiwana długość życia Kambodżan runęła z 39,8 roku do zaledwie 12 lat. Kolejne egzekucje pochłaniały ocalałych profesjonalistów i techników, celowo pozbawiając gospodarkę wiedzy. Masowe mordy kontynuowano na wielkich połaciach terytorium, które przetrwały w pamięci jako pola śmierci.

Jednym z najstraszniejszych miejsc była dawna szkoła zamieniona w centrum tortur S21. Więźniów bito kawałkiem drewna około 50 razy, wyrywano paznokcie, wkręcano dłonie w imadła, polewano rany alkoholem i stosowano elektrowstrząsy. Przez szkolne korytarze przeszło 20 tysięcy ludzi, a przeżyło zaledwie siedem osób. Wskaźnik przetrwania wyniósł 0,03 procent – gorzej niż w wielu niemieckich obozach zagłady.

Sadystyczne metody nie były w Kambodży samowolą, lecz twardą doktryną. Hymn Demokratycznej Kampuczy dosłownie wychwalał jaskrawoczerwoną krew pokrywającą miasta i równiny oraz mówił o krwi zmieniającej się w nieustępliwą nienawiść. Podczas gdy w celach S21 lała się krew, Pol Pot odbywał zagraniczne podróże. 28 września 1977 roku na lotnisku w Pekinie witało go 100 tysięcy ludzi.

Chiński premier Hua Guofeng mocno uścisnął mu dłoń i otwarcie chwalił jego rządy. Następnie dyktator poleciał do Korei Północnej, gdzie Kim Ir Sen osobiście przypiął mu order. Północnokoreańska telewizja wychwalała go jako wybitnego rolnika oddanego patriotycznej walce, milcząc o stosach ciał gnijących w dżungli. Te dyplomatyczne wizyty zerwały zasłonę tajemnicy – zachodnie agencje wyemitowały pierwsze publiczne zdjęcia Pol Pota.

Dwadzieścia lat później amerykański dziennikarz Nate Thayer z radia Wolna Azja dotarł do dawnego tyrana w 1997 roku. Dom starca znajdował się głęboko w dżungli przy granicy z Tajlandią. Dziennikarz zadawał pytania o masowe mordy około 2 milionów ludzi, ale Pol Pot uśmiechał się delikatnie i zrzucał odpowiedzialność na wietnamskich sąsiadów, twierdząc, że Czerwoni kmerzy jedynie chronili państwo przed obcą inwazją. Na pytanie o więzienie S21 starzec odpowiedział, że nigdy nie wiedział o jego istnieniu.

Po klęsce w 1979 roku dyktator uciekł do dżungli, skąd jego bojownicy prowadzili wojnę partyzancką przez następne 20 lat. W 1997 roku dawny przywódca ostatecznie stracił władzę, a dawni sojusznicy skazali go na dożywotni areszt domowy. Jego zdrowie gwałtownie się załamało i 15 kwietnia 1998 roku serce starca przestało bić. Dziennikarz Nate Thayer wierzył w wersję o celowym połknięciu mieszanki leków ze strachu przed amerykańskimi komandosami, jednak Departament Stanu USA zaprzeczył istnieniu jakichkolwiek planów pojmania zbiega.

Architekt ludobójstwa nigdy nie stanął przed trybunałem i nigdy nie odpowiedział za ofiary. Jego ciało spalono na stosie ze zużytych opon samochodowych i domowych śmieci, a gryzący dym uniósł się nad ciałem dyktatora.