Człowiek, który podzielił Rosjan. Kim był Andriej Własow?

Człowiek, który podzielił Rosjan. Kim był Andriej Własow?

Generał Andriej Własow, niegdyś jeden z najbardziej cenionych dowódców Armii Czerwonej i bohater obrony Moskwy, przeszedł do historii jako symbol zdrady. Wzięty do niewoli przez Niemców w 1942 roku, postanowił walczyć u ich boku przeciwko reżimowi Stalina. Jego decyzja do dziś wywołuje spór wśród historyków – dla jednych był cynicznym zdrajcą, dla innych tragiczną postacią uwikłaną w bezwzględną machinę wojny. Własow urodził się w 1901 roku w biednej rodzinie wiejskiego krawca.

Thumbnail

Początkowo kształcił się w seminarium duchownym, ale rewolucja skierowała go na drogę wojskowej kariery. Podczas wojny domowej walczył po stronie bolszewików, a jego talenty szybko zostały docenione. Wykładał w szkole wojskowej w Moskwie, a w 1938 roku wysłano go do Chin jako oficera sowieckiej misji wojskowej. To pobyt w Chinach ukształtował jego światopogląd.

Własow zobaczył tam nie tylko kapitalizm, ale także obserwował podwójną grę Kremla, który wspierał jednocześnie walczących ze sobą komunistów i nacjonalistów. Po powrocie zastał Związek Radziecki zawierający sojusz z nazistowskimi Niemcami, czego kulminacją był pakt Ribbentrop-Mołotow i wspólny atak na Polskę. W styczniu 1940 roku Własow objął dowództwo 99. Dywizji Strzeleckiej w okupowanym Przemyślu, a w czerwcu otrzymał awans na generała majora.

Jego jednostka uchodziła za wzorową. W styczniu 1941 roku został dowódcą 4. Korpusu Zmechanizowanego. Kariera rozwijała się znakomicie, aż do niemieckiego ataku na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku.

Korpus Własowa walczył w rejonie Lwowa, a później w obronie Kijowa, gdzie generał objął dowództwo 37. Armii. Po upadku miasta wycofał się do Woroneża. W listopadzie przybył do Moskwy i spotkał się ze Stalinem, który powierzył mu dowodzenie 20.

Armią Uderzeniową. To właśnie pod Moskwą Własow odegrał kluczową rolę w zatrzymaniu niemieckiej ofensywy, a jego nazwisko stało się niemal synonimem ocalenia stolicy. W marcu 1942 roku Stalin mianował go zastępcą dowódcy Frontu Północno-Zachodniego. Miesiąc później Własow prowadził operacje mające na celu przerwanie blokady Leningradu, które zakończyły się niepowodzeniem.

Niemcy okrążyli jego 2. Armię Uderzeniową, a sam generał dostał się do niewoli 12 lipca 1942 roku. Choć w Związku Radzieckim obsypywano go pochwałami, w generale od dawna narastała niechęć do stalinowskiego terroru. Jednak dopiero klęska i niewola pozwoliły tym emocjom wypłynąć na powierzchnię.

Własow początkowo odrzucał niemieckie propozycje – stanowczo odmówił wzywania żołnierzy Armii Czerwonej do dezercji. Zgodził się jednak podpisać ulotkę wzywającą do walki ze Stalinem. Niemieccy oficerowie, zwłaszcza Wilfried Strik-Strikfeldt, obiecywali Własowowi więcej, niż mogli spełnić. Przekonywali go, że stoi przed historyczną szansą przywrócenia Rosji stabilnych rządów.

We wrześniu 1942 roku generał trafił do Berlina, a jego przybycie odbiło się szerokim echem wśród rosyjskiej emigracji. Sytuacja sowieckich jeńców wojennych była jedną z najtragiczniejszych w całej II wojnie światowej. Zgodnie z polityką Hitlera traktowano ich w sposób skrajnie odczłowieczający. Tysiące umierały z głodu w obozach przejściowych, inni trafiali do obozów koncentracyjnych, gdzie zmuszano ich do ciężkiej pracy i poddawano eksperymentom.

Początkowe nadzieje narodów zniewolonych przez stalinowską dyktaturę szybko ustąpiły lękowi wobec Niemców. Na przełomie 1941 i 1942 roku Niemcy zaczęli rozważać wykorzystanie sowieckich jeńców. Powstały tak zwane Legiony Wschodnie, w ramach których sformowano ponad 60 batalionów. Żołnierze tych jednostek oczekiwali jednak szerszych deklaracji politycznych, których Berlin nie zamierzał składać.

Dowodzenie nad nimi powierzano często Niemcom nieznającym języków swoich podkomendnych. Własow wydawał się idealnym kandydatem na przywódcę kolaboracyjnych sił. Jeden z niemieckich oficerów tak go opisał: wychudzony, o wzroście 196 centymetrów, z asymetryczną twarzą i ciemnymi oczami ukrytymi za ciężkimi okularami. Generał był tak brzydki, że w swojej brzydocie budził fascynację.

27 grudnia 1942 roku powstała Rosyjska Armia Wyzwoleńcza. Własow przygotowywał tekst proklamacji Rosyjskiego Komitetu, którą miał odczytać w Smoleńsku. Próby pozyskania innych prominentnych jeńców zakończyły się jednak niepowodzeniem – część z nich nie chciała z nim rozmawiać, a niektórzy pluli mu pod nogi. Manifest podpisali tylko Własow i Wasilij Małyszkin.

W lutym 1943 roku Własow wyruszył do Smoleńska. Jego przemówienie w tamtejszym ośrodku propagandy okazało się prawdziwym popisem oratorskim i wywołało entuzjazm zgromadzonych. Po powrocie do Berlina generał krytykował jednak niemiecką dyktaturę i traktowanie obywateli sowieckich, co rodziło narastającą nienawiść do Niemców. Informacje o niezależnych działaniach Własowa szybko dotarły do Heinricha Himmlera.

Reichsführer SS, który szczególnie gardził Rosjanami, stanowczo protestował przeciwko przyznaniu Własowowi jakiejkolwiek roli. Generał Keitel nakazał odesłanie go pod ścisłą strażą do obozu jenieckiego. Hitler dodatkowo podkreślił, że nie potrzebuje Rosjan i nie zamierza nikomu obiecywać rosyjskiego państwa. Własow poczuł się całkowicie oszukany i zażądał powrotu do obozu.

Od tego zamiaru odwieziono go tylko cudem. Zawiedziony, zaprzestał działalności w ruchu wyzwoleńczym, oddając się piciu i towarzystwu kobiet. Dopiero klęska Niemiec pod Kurskiem i narastające problemy na froncie wschodnim skłoniły Himmlera do zmiany stanowiska. 16 września 1944 roku na specjalnym pociągu Reichsführera SS, około 40 kilometrów od Wilczego Szańca, doszło do spotkania Himmlera z Własowem.

Himmler zachowywał się niezwykle uprzejmie, wyrażając żal, że rozmowa odbyła się tak późno. Obiecał Własowowi stanowisko naczelnego dowódcy armii w randze generała pułkownika i prawo mianowania oficerów do stopnia pułkownika. Oficjalnie 14 listopada 1944 roku powołano Komitet Wyzwolenia Narodów Rosji. Manifest odczytano w Pradze – ostatnim dużym słowiańskim mieście pod niemiecką okupacją.

Na jego czele, formalnie od stycznia 1945 roku, stanął generał Własow. Warto zaznaczyć, że żołnierzy Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej nie używano w tłumieniu powstania warszawskiego. Do walk w stolicy Polski skierowano natomiast żołnierzy Brygady Kamińskiego, której skrót RONA bywa mylony z ROA używanym przez włASOWCÓW. Pierwsza jednostka ROA – 600.

Dywizja Piechoty – została skierowana pod Küstrin nad Odrą, gdzie bezskutecznie walczyła z Armią Czerwoną i 2. Armią Polską. Jej dowódca, generał Siergiej Buniaczenko, na własną inicjatywę wycofał wojska na południe, docierając ostatecznie do Pragi, gdzie wziął udział w walkach po stronie czeskich powstańców. Druga jednostka – 650.

Dywizja Piechoty – formowana dopiero od marca 1945 roku, nie osiągnęła pełnej gotowości bojowej. Własow nie wierzył już w sens walki po stronie niemieckiej. Widział, jak głęboko został oszukany. Wysłał emisariuszy do Amerykanów, być może nieświadomy, że w Jałcie alianci zobowiązali się do wydania zdrajców Moskwie.

11 maja 1945 roku generał poddał się Amerykanom. Już następnego dnia został przekazany Sowietom. Wyrok wykonano 1 sierpnia 1946 roku w jednej z surowych moskiewskich cel – przez powieszenie. Dyskusja nad tym, czy Własow był zdrajcą, czy nie, prawdopodobnie nigdy nie przyniesie obiektywnej odpowiedzi.

Jako żołnierz Armii Czerwonej niewątpliwie dopuścił się zdrady. Jego wrogiem nie była jednak Rosja, lecz totalitarne państwo Stalina, który bez wahania likwidował przeciwników politycznych i skazywał miliony na śmierć głodową. Własow nie był osamotniony – we wczesnym okresie wojny setki tysięcy obywateli sowieckich było gotowych wystąpić przeciw komunistycznej władzy.