Władysław Anders zmarł 12 maja 1970 roku, dokładnie w 26. rocznicę bitwy o Monte Cassino, która przyniosła wieczną chwałę żołnierzom II Korpusu Polskiego. Na własną prośbę generał spoczął wśród swoich żołnierzy na polskim cmentarzu wojennym u stóp Monte Cassino, w słonecznych Włoszech. Przyszły dowódca urodził się jednak w całkiem innym miejscu – w majątku Krośniewice w powiecie kutnowskim, gdzie jego ojciec Albert pracował jako administrator.

Władysław przyszedł na świat 11 sierpnia 1892 roku w rodzinie ewangelicko-augsburskiej o niemieckich, szwedzkich i węgierskich korzeniach. Miał trzech młodszych braci, którzy podobnie jak on wstąpili do Wojska Polskiego i służyli później pod jego dowództwem. Zanim to nastąpiło, Anders zdobywał doświadczenie podczas I wojny światowej w armii carskiej, gdzie otrzymał liczne odznaczenia, w tym najważniejszy Order Świętego Jerzego. Ukończył nawet kurs przy Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu, co czyniło go jednym z niewielu Polaków w rosyjskim wojsku z wyższym wykształceniem wojskowym.
Karierę w armii carskiej zakończyła rewolucja bolszewicka, koniec wojny i odzyskanie przez Polskę niepodległości. W odrodzonej Polsce Anders brał udział w zwycięskim powstaniu wielkopolskim, pełniąc funkcję szefa sztabu głównego dowództwa armii wielkopolskiej. Jego wkład w walki z Niemcami był znaczący. Po sukcesie powstania został skierowany do walki z bolszewicką Rosją, walczył nad Berezyną i zorganizował udany rajd na Żłobin nad Dnieprem.
W najważniejszym momencie wojny – bitwie warszawskiej – Anders nie mógł wziąć udziału, ponieważ 29 lipca został ciężko ranny i wrócił do walki dopiero jesienią 1920 roku. Po zwycięskiej wojnie z bolszewikami wyjechał na kurs do Francji, skąd wrócił w 1923 roku, a następnie awansował do stopnia pułkownika. Podczas przewrotu majowego w 1926 roku Anders stanął po stronie prezydenta i legalnego rządu, a nie Józefa Piłsudskiego. Mimo to marszałek nie obraził się na niego, zdając sobie sprawę z jego umiejętności.
Anders był znakomitym kawalerzystą, zarówno wojskowo, jak i sportowo. W 1932 roku podczas zawodów w Nicei ekipa prowadzona przez Andersa zdobyła cztery pierwsze nagrody. W 1934 roku otrzymał awans na generała, który zawdzięczał swoim umiejętnościom i patriotycznej postawie. Wybuch II wojny światowej zastał Andersa w Modlinie, gdzie dowodził brygadą i prowadził walki osłonowe przeciw Niemcom.
Po kilku dniach obrony Warszawy został przeniesiony do Lublina, gdzie planowano organizację odwodu i obronę tzw. przedmościa rumuńskiego. Plan ten upadł wraz z agresją ZSRR 17 września. Anders skierował się w stronę Lwowa.
Miasto skapitulowało przed Sowietami, a po kilku potyczkach generał zdecydował się oddać w niewolę sowiecką. Został przewieziony do Lwowa, gdzie funkcjonariusze NKWD regularnie namawiali go do wstąpienia do Armii Czerwonej. Jak wspominał sam generał: „Zaprowadzono mnie do luksusowo urządzonego gabinetu szefa NKWD, pułkownika Krasnowa. Było tam co najmniej kilkunastu ludzi w mundurach NKWD i po cywilnemu”.
Jeden z nich oświadczył, że Anders jest aresztowany za najcięższe zbrodnie przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a jedynym ratunkiem jest zgoda na wstąpienie do Armii Czerwonej i złożenie odpowiedniego podania. Generał odmówił, za co odebrano mu status jeńca wojennego i potraktowano jako cywila. Osadzono go w zimnej celi bez oszklonych okien, bito i kopano. Panował brud, robactwo, brakowało wody – nie tylko do mycia, ale nawet do picia.
Głód był ogromny. Kilkakrotnie nocą wpadali enkawudziści, wyciągali go z łóżka i wlekli do innego bloku, gdzie temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Co dwa, trzy dni więźniowie dostawali kawałek chleba i talerz ohydnej zupy. Andersowi regularnie proponowano wolność w zamian za wstąpienie do Armii Czerwonej.
Za każdym razem odmawiał, mimo że pobyt w sowieckim więzieniu odbił się na jego zdrowiu – odmroził kończyny i miał ropnie na policzkach. W lutym 1940 roku Anders został przewieziony do moskiewskiej Łubianki, gdzie pozostał do sierpnia 1941 roku. Transport odbył się specjalną ciężarówką, tzw. „czarnym woronem”, którą NKWD woziło polskich oficerów na egzekucje do Katynia.
Pobyt na Łubiance był stosunkowo spokojny. Anders nie był już brutalnie przesłuchiwany, a warunki były znacznie lepsze niż we lwowskim więzieniu. Jak wspominał: „Od razu nauczono mnie zapamiętać trzy rzeczy. Po pierwsze, nie bać się, gdy sędzia śledczy twierdzi, że wie wszystko i ma dowody, bo najczęściej ich nie ma.
Po drugie, w nic nie wierzyć, bo w Rosji sowieckiej nikt nigdy nie mówi prawdy. Po trzecie, na nic nie liczyć, bo nie ma znanych przypadków, żeby kogokolwiek potraktowano sprawiedliwie i wypuszczono z więzienia”. Anders został zwolniony z Łubianki latem 1941 roku po ataku Niemiec na ZSRR, kiedy to sytuacja polityczna uległa zmianie. Na mocy układu Sikorski-Majski podpisano porozumienie wojskowe, które miało objąć amnestią tysiące Polaków w sowieckich więzieniach i łagrach.
Nie mogło ono jednak objąć 20 tysięcy polskich oficerów zamordowanych w Katyniu przez NKWD wiosną 1940 roku, choć Polacy jeszcze o tym nie wiedzieli. Z więźniów i zesłańców postanowiono utworzyć armię, której dowódcą 10 sierpnia został generał Władysław Anders. Tysiące Polaków z całego Kazachstanu zgłaszało się do punktów zbornych – wychudzonych, ale pełnych woli życia i walki. Armia formowała się szybko, a Stalin proponował wysłanie jej na front.
Anders sprzeciwił się, twierdząc, że armia musi być w pełni skompletowana, zanim będzie mogła walczyć. Sytuacja stała się napięta – Sowieci zaczęli ograniczać racje żywnościowe, co dotknęło nie tylko żołnierzy, ale przede wszystkim kobiety i dzieci szukające schronienia w armii Andersa. Tylko dzięki uporowi generała ewakuacja objęła nie tylko wojskowych, ale i cywilów. Do wiosny uratowano 44 tysiące osób, w tym 5 tysięcy dzieci.
W sierpniu ewakuowano do Iranu kolejne 2,5 tysiąca cywilów, dla których stworzono sierocińce, szkoły i domy opieki. Podobne instytucje powstały później w Iraku, Palestynie i Egipcie. Do tych krajów Polacy dotarli dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Gdy pod koniec 1942 roku Niemcy znajdowali się u szczytu potęgi, dotarli w rejon Kaukazu, zagrażając brytyjskiemu Bliskiemu Wschodowi, zwłaszcza zasobnemu w ropę Irakowi.
Brytyjczycy zaproponowali przeniesienie polskich wojsk w ten strategiczny rejon, na co Stalin wyraził zgodę. W sumie generał Anders, jak polski Mojżesz, wyprowadził z ZSRR około 78 tysięcy żołnierzy i 35 tysięcy cywilów – łącznie blisko 120 tysięcy osób. W Iraku jednostki połączono z obecnymi już tam Polakami, w tym z Samodzielną Brygadą Strzelców Karpackich, która wsławiła się obroną Tobruku. 21 lipca utworzono II Korpus Polski pod dowództwem Andersa.
Pozytywny nastrój załamał się w połowie 1943 roku. Wiosną Niemcy ujawnili masowe groby w Katyniu, ujawniając prawdę o losie 20 tysięcy polskich oficerów zamordowanych przez NKWD strzałem w tył głowy. Drugim ciosem była nagła śmierć generała Władysława Sikorskiego w tajemniczych okolicznościach w katastrofie pod Gibraltarem. Wydarzenie to wywołało liczne teorie spiskowe.
Gdy wiele dekad później ciało generała sprowadzono do Krakowa i złożono w krypcie św. Leonarda na Wawelu, przeprowadzono badania w Katedrze Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wyniki badań wykluczyły lub podważyły teorie o zamachu. Wygląda na to, że w tym przypadku Polska po prostu miała ogromnego pecha.
Nowym Naczelnym Wodzem został Kazimierz Sosnkowski, bezkompromisowy obrońca polskich interesów, który ostatecznie został odwołany pod naciskiem Stalina. Jesienią 1943 roku Sosnkowski przeprowadził inspekcję polskich sił na Wschodzie, w tym II Korpusu dowodzonego przez Andersa. W rozkazie do żołnierzy ujawnił prawdziwe przeznaczenie korpusu: „Pójdziecie drogą dobrze znaną z dziejów ojczyzny naszej, z ziemi włoskiej do Polski”. Zgodnie z tymi słowami Polacy zostali przeniesieni do Egiptu, a stamtąd na przełomie 1943 i 1944 roku przewiezieni do Włoch.
Przez kolejne miesiące, aż do kwietnia 1945 roku, wyzwalali włoskie miasta – ich szlak bojowy prowadził z Tarentu przez Bari, Monte Cassino, Ankonę, aż po Bolonię. Wcześniej żołnierzy dotknęła wiadomość o wybuchu powstania warszawskiego. Anders w depeszy do generała Sosnkowskiego z 11 sierpnia określił decyzję o rozpoczęciu powstania jako całkowicie nieprzemyślaną i błędną. Kolejnym ciosem były postanowienia konferencji jałtańskiej – okrojona Polska oddana pod wpływy sowieckie była warunkiem, na który Polacy nie mogli się zgodzić.
Gdy 8 maja zakończyła się II wojna światowa, niewielu żołnierzy armii Andersa miało powody do świętowania. Sam generał napisał: „My, Polacy, niestety nie mogliśmy dzielić powszechnego entuzjazmu tej chwili. Zwycięstwo, do którego przyczyniliśmy się tylu ofiarami krwi i niewypowiedzianych cierpień narodu polskiego, nie było naszym zwycięstwem”. Dwa miesiące po zakończeniu wojny Wielka Brytania i Stany Zjednoczone przestały uznawać polski rząd na uchodźstwie.
Rok później II Korpus liczący około 200 tysięcy żołnierzy został zdemobilizowany. Polacy stanęli przed wyborem: pozostać na emigracji lub wrócić do komunistycznej Polski, gdzie czekały szykany, więzienie, a w najgorszym razie śmierć. Generał Anders pozostał na Zachodzie, osiadł w Londynie i pomagał swoim żołnierzom oraz angażował się w działalność polityczną na uchodźstwie. Jego nagła śmierć 12 maja 1970 roku zaskoczyła wszystkich.
Po nabożeństwie w katedrze westminsterskiej ciało generała samolotem RAF przewieziono do Włoch, gdzie zgodnie z jego wolą spoczął na cmentarzu wojskowym pod Monte Cassino. Tak zakończyła się historia człowieka, który przeszedł przez piekło sowieckich więzień, wyprowadził tysiące rodaków z nieludzkiej ziemi, a potem poprowadził ich do zwycięstwa pod Monte Cassino. Choć generał nie dożył wolnej Polski, to on i jego żołnierze położyli pod nią istotne fundamenty.
Walczyli nie o zaszczyty, korzyści polityczne czy osobistą chwałę, ale bo wierzyli, że Polska ma prawo istnieć jako kraj wolnych ludzi.