Gdzie są dziś wnuki Bandery?

Gdzie są dziś wnuki Bandery?

Po śmierci Stepana Bandery w Monachium w 1959 roku jego rodzina, podobnie jak wielu ukraińskich emigrantów, osiadła w Kanadzie. To właśnie tam dorastały jego dzieci: Natalia, Andrij i Ołeksandra. Dopiero po wyjeździe z Europy mieli poznać prawdę o tym, kim był ich ojciec, zamordowany przez radzieckiego agenta. Najstarsza córka Bandery, Natalia, zmarła młodo, w wieku 44 lat.

Thumbnail

Doczekała się jednak dwójki dzieci – Sofii i Oresta – które urodziły się z małżeństwa z Andrijem Kucanem. Według informacji podawanych publicznie przez ich ojca, rodzeństwo do dziś mieszka w Bawarii. Sofia została psychiatrą, a Orest prawnikiem. W przeciwieństwie do innych członków rodziny, para wnuków Bandery konsekwentnie unikała wypowiedzi w mediach.

Jedynym synem Stepana Bandery był Andrij, urodzony w maju 1946 roku. W młodości, podobnie jak siostra, działał w ukraińskich organizacjach młodzieżowych, ale nie miał świadomości, kim naprawdę jest jego ojciec. Prawdy dowiedział się dopiero po emigracji do Kanady, już po zamordowaniu Bandery. Andrij pracował jako dziennikarz, udzielał się w licznych ukraińskich fundacjach i organizacjach, a także dołączył do Ligi Wyzwolenia Ukrainy.

Brał udział w protestach przed sowiecką ambasadą w Ottawie, sprzeciwiając się aresztowaniom ukraińskich aktywistów w ZSRR. Zmarł młodo, na zawał serca, w wieku 38 lat, w 1984 roku. Osierocił trójkę dzieci: Stepana, Bohdana i Ołenę. O najmłodszej córce Bandery, Ołeksandrze, wiadomo najmniej.

Wraz z rodzeństwem wyjechała do Kanady i, podobnie jak brat, dopiero po śmierci ojca poznała swoje prawdziwe nazwisko. W latach 60. , jako nastolatka, pisała pamiętnik, który przetrwał do dziś. Zawiera on wiele odniesień do Boga i wyrazów miłości do zmarłego ojca.

W jednym z fragmentów 13-letnia wówczas Ołeksandra pisała: „Taka była wola Boga, by przedwcześnie zakończyć życie mojego ojca bohaterską śmiercią, śmiercią za Ukrainę”. Ołeksandra biegle władała kilkoma językami, w tym niemieckim, angielskim i francuskim. Pracowała jako tłumaczka, między innymi dla Komitetu Praw Człowieka na Światowym Kongresie Wolnych Ukraińców. Zmarła w Toronto w 2011 roku i została pochowana obok matki Jarosławy oraz brata Andrija.

Jako jedyna z trójki rodzeństwa nie doczekała się dzieci. W XXI wieku najbardziej rozpoznawalnym członkiem rodziny był Stepan, wnuk Stepana Bandery i syn Andrija. Mieszkał na stałe w Kanadzie, gdzie działał jako jeden z liderów ukraińskiej mniejszości. Był dziennikarzem i tłumaczem.

Wychowywano go w kulcie dziadka – w domu obowiązywał zakaz mówienia po angielsku, a ojciec, Andrij, od najmłodszych lat opowiadał synowi o polityce i powinności walki za wolną Ukrainę. Gdy w 1991 roku rozpadał się Związek Radziecki, 21-letni Stepan udał się na Ukrainę, by wziąć udział w kampanii przed referendum niepodległościowym. Dziadka postrzegał przede wszystkim jako antyrosyjskiego rewolucjonistę i półmityczną postać, która w konspiracji kierowała walką o wolną Ukrainę. W polskich mediach zrobiło się o nim głośno po raz pierwszy po pomarańczowej rewolucji.

W 2010 roku został zaproszony przez prezydenta Wiktora Juszczenkę do Kijowa na uroczystość nadania Stepanowi Banderze pośmiertnego tytułu Bohatera Ukrainy. Decyzja ta wywołała ogromne oburzenie w Polsce, a dziennik „Rzeczpospolita” opublikował obszerny wywiad z wnukiem Bandery. Zapytany przez dziennikarkę, czy zdaje sobie sprawę, jaki niepokój w Polsce wzbudziło uhonorowanie jego dziadka, i jak ma się do tego eksterminacja Polaków na Wołyniu, Stepan odpowiedział: „Reakcja Polski bardzo mnie zaskoczyła. Chciałbym przypomnieć Polakom, że to oni stworzyli Stepana Bandera.

To Polacy pokazali młodemu Stepanowi, że za modlitwę można trafić za kratki”. W rozmowie wielokrotnie podkreślał, że jego dziadka nie można obciążać winą za śmierć Bronisława Pierackiego. „To nie było tak, że pewnego ranka obudził się i pomyślał: muszę zorganizować na niego zamach. Mówimy o strategii OUN skierowanej przeciwko polskiej pacyfikacji.

Zamach na Pierackiego był pewnym zabiegiem chirurgicznym” – tłumaczył. Jego zdaniem, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów chciała w ten sposób zwrócić uwagę świata na tragedię Wielkiego Głodu na Ukrainie, a nie stosować terror wobec ludności cywilnej. Odnosząc się do rzezi wołyńskiej, wnuk Bandery twierdził, że jego dziadek nie brał w niej udziału, ponieważ w tym czasie przebywał w niemieckim obozie w Sachsenhausen. „Nie miał na to wpływu” – zapewniał.

W odpowiedzi na pytania o czystki etniczne przywoływał akcję „Wisła” z 1947 roku: „Każda ukraińska akcja spotykała się z bolesnym odwetem z polskiej strony. Nie chcę rozdrapywania ran, bo w ten sposób do niczego nie dojdziemy”. Stepan konsekwentnie unikał jednoznacznych odpowiedzi na pytania o antysemityzm dziadka. „Znając historię, nie postrzegam mojego dziadka jako kolaboranta.

Moim zdaniem kwestia niemiecka nie była kwestią kolaboracji, lecz kwestią utworzenia państwa ukraińskiego” – mówił. Przyznawał jednak, że istniał okres współpracy OUN z nazistowskimi Niemcami, choć nie widział dokumentów formalizujących tę współpracę. Twierdził też, że przed wojną w OUN toczyła się dyskusja na temat kwestii żydowskiej, ale nie wie, po której stronie stał jego dziadek. W rozmowie z rosyjską dziennikarką posunął się do stwierdzeń, że „istnieją wspaniałe przykłady, kiedy członkowie OUN ratowali Żydów” oraz że „absurdem jest twierdzenie, że celem OUN było zabijanie Żydów, a cała ta historia jest całkowicie sfałszowana”.

Wypowiedzi te spotkały się z ostrą krytyką, a obserwatorzy zwracali uwagę, że wnuk Bandery wyraźnie obawia się, by nieostrożnym słowem nie narazić się środowiskom żydowskim w Kanadzie. Stepan Bandera był również zdania, że Rosjanie celowo wykorzystują nazwisko jego dziadka, by straszyć Europę rzekomym neonazizmem. „Rosyjska propaganda nadała temu słowu obraźliwe znaczenie. Putin używa Bandery, by wbić klin między Ukrainę i Izrael, a także między ukraińską i żydowską diasporę w Kanadzie, USA i Europie” – przekonywał.

Mimo kontrowersji wokół historii rodziny, Stepan przyznawał, że jest wdzięczny Polsce za pomoc udzielaną Ukrainie po rosyjskiej agresji. „Polska była jednym z pierwszych krajów, które pomagają Ukraińcom. Polacy pokazują też Rosji, jak powinny zachowywać się bratnie narody” – mówił, wyrażając nadzieję na zmianę trudnych relacji między oboma narodami.