Zajęcie Gliwic przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku oznaczało dla mieszkańców miasta początek nowej, brutalnej rzeczywistości. Zamiast wyzwolenia, wkraczające wojska radzieckie przyniosły falę gwałtów, grabieży i masowych egzekucji. Wydarzenia te przeszły do historii jako część tzw. tragedii górnośląskiej.

Przed wojną Gliwice były jednym z kluczowych miast przemysłowych Górnego Śląska, a także ważnym ośrodkiem politycznym i propagandowym III Rzeszy. Po podziale regionu w wyniku plebiscytu i powstań śląskich miasto pozostało w granicach Niemiec, a jego położenie przy granicy z Polską nadawało mu strategiczne znaczenie. W mieście dynamicznie rozwijał się przemysł, działały kopalnie, huty i nowoczesne zakłady, w tym znana rozgłośnia radiowa. Jednocześnie nasilała się presja ideologiczna, a po dojściu Hitlera do władzy w city nasiliły się przygotowania do konfliktu zbrojnego.
Ich kulminacją był prowokacyjny atak na radiostację gliwicką w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku, który stał się jednym z pretekstów do wybuchu wojny. W czasie wojny Gliwice zostały podporządkowane gospodarce wojennej, a zakłady przemysłowe przestawiono na produkcję zbrojeniową. Do pracy w nich masowo sprowadzano robotników przymusowych z Francji, Polski i terenów Związku Radzieckiego. Warunki ich pracy były skrajnie ciężkie, a obozy pracy — przepełnione.
W mieście powstały też cztery podobozy Auschwitz-Birkenau, których więźniowie pracowali przy największych zakładach przemysłowych. Szczególnym okrucieństwem wyróżniali się komendanci Otto Moll i Otto Lätsch. Gdy front zbliżał się do Gliwic, mieszkańcom wciąż zapewniano, że sytuacja jest tylko chwilowa. Tymczasem przedstawiciele administracji i działacze NSDAP zaczęli opuszczać miasto.
Pierwsze oddziały Armii Czerwonej pojawiły się na przedmieściach 22 stycznia 1945 roku. Część mieszkańców, przerażonych nadchodzącymi Sowietami, odebrała sobie życie — szacuje się, że było to około 125 osób. Główny szturm rozpoczął się 23 stycznia od bombardowania dworca, a następnie doszło do zaciętych walk ulicznych. Wieczorem 24 stycznia miasto znalazło się całkowicie w rękach sowieckich.
Od pierwszych chwil obecności Armii Czerwonej w Gliwicach rozpoczęły się bezprawie i chaos. Żołnierze traktowali wszystkich mieszkańców jako wrogów i „Niemców”, nie zwracając uwagi na narodowość. Wśród ofiar byli nie tylko Niemcy, ale też Polacy, Francuzi i Ukraińcy przywiezieni jako robotnicy przymusowi. Masowe mordy odnotowano m.
in. przy ulicy Olchowej, gdzie zginęło 32 mężczyzn, oraz na dzisiejszym placu Piłsudskiego. W samym styczniu 1945 roku miało zginąć co najmniej 817 osób, a niektóre szacunki mówią o ponad półtora tysiąca. Świadkowie wspominali, że żołnierze sowieccy wchodzili do domów i zabierali wszystko, co im się spodobało.
Niszczyli wyposażenie mieszkań, łamali meble, a kobiety były nękane i poniżane. Jedną z najbardziej tragicznych kart była fala gwałtów, dotykająca zarówno młode dziewczyny, jak i starsze kobiety oraz zakonnice. Gdy delegacja kobiet próbowała interweniować u sowieckiego komendanta, ten odpowiedział, że w Związku Radzieckim panuje „wolna miłość”. Wiele kobiet było wykorzystywanych przez kilku lub kilkunastu żołnierzy, co często kończyło się śmiercią ofiar.
Z relacji ocalałego z egzekucji Franza Pochego wynika, że rozstrzeliwano całe grupy ludności cywilnej. Skazanych ustawiano w dwóch rzędach pod ścianą i ostrzeliwano z pistoletów maszynowych. Sam Poche został ranny w głowę, ale przeżył, bo żołnierze uznali go za martwego. Sowieci nie tylko mordowali i rabowali, ale także celowo niszczyli miasto.
Choć Gliwice nie ucierpiały bezpośrednio w walkach frontowych, to w kolejnych tygodniach zniszczeniu uległo ponad 30 procent budynków mieszkalnych, blisko 40 procent obiektów gospodarczych i przemysłowych oraz ponad połowa budynków użyteczności publicznej. Część strat była wynikiem pijackich awantur i niekontrolowanych pożarów, ale duża część dewastacji miała charakter celowy. Traktując Górny Śląsk jako strefę reparacji wojennych, Sowieci wywozili z miasta wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Demontowano całe instalacje przemysłowe, w tym nowoczesne maszyny z huty rur, która produkowała rocznie 36 tysięcy ton rur stalowych.
Łupem padły również meble, książki, wyposażenie domów, a nawet klamki i sedesy. Radzieccy eksperci ds. sztuki przeszukiwali zbiory instytucji kulturalnych, a ich zawartość trafiała do Związku Radzieckiego. Z Gliwic wywożono też ludzi — Niemców deportowano do obozów i do odległych regionów ZSRR, często na podstawie zwykłego donosu.
Formalnie władzę nad miastem Polacy przejęli już w marcu 1945 roku, ale faktyczna kontrola do końca wojny pozostawała w rękach sowieckich. Tragicznie zginął zastępca prezydenta miasta Tadeusz Gruszczyński, który został zastrzelony przez radzieckich żołnierzy 10 maja 1945 roku, gdy próbował stanąć w obronie polskiej rodziny. Winą obarczono „nieznanych sprawców”. Także zakończenie wojny nie przyniosło mieszkańcom spokoju.
Radzieccy żołnierze świętowali je pijackimi ekscesami, gwałtami i strzelaninami. Jedna z hulankowych salw trafiła w skład amunicji, powodując poważne zniszczenia i śmierć kilku żołnierzy. Dochodziło też do ekscesów ze strony żołnierzy wracających z zachodu. Wojna w radykalny sposób zmieniła strukturę demograficzną miasta.
Podczas gdy w 1939 roku Gliwice liczyły około 117 tysięcy mieszkańców, na początku 1945 roku liczba ta spadła niemal o połowę. Do miasta szybko zaczęli napływać repatrianci, głównie z okolic Lwowa, Tarnopola i Stanisławowa. Do końca 1945 roku osiedliło się w Gliwicach około 35 tysięcy Polaków oraz około 15 tysięcy osób o nieustalonej tożsamości. Dzięki napływowi wykształconych mieszkańców, związanych przed wojną z uniwersytetem we Lwowie i Politechniką Lwowską, Gliwice stały się jednym z najszybciej rozwijających się ośrodków akademickich na Ziemiach Odzyskanych.
Władze polskie rozpoczęły jednocześnie usuwanie niemieckich śladów z krajobrazu miasta. Demontowano tablice pamiątkowe, pomniki i niszczono cmentarze, a także zmieniano nazwy ulic i placów. Już wiosną 1945 roku podjęto starania o otwarcie polskich szkół, mimo braków w wyposażeniu zniszczonym lub zarekwirowanym przez Sowietów. Dramatyczne wydarzenia z pierwszych miesięcy 1945 roku na zawsze wpisały się w historię Gliwic i całego Górnego Śląska.
Były one dowodem, że „wyzwolenie” w wykonaniu Armii Czerwonej miało swoją mroczną, zbrodniczą odsłonę, a cierpienie ludności cywilnej pozostawiło trwały ślad w pamięci mieszkańców regionu.