Anna Walentynowicz, legenda „Solidarności” i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej opozycji, przez ponad pół wieku ukrywała prawdę o swoim pochodzeniu. Urodzona w ukraińskiej wsi Sienne na Wołyniu, jako Hanna Lubczyk, całe dorosłe życie występowała jako Polka, katoliczka i sierota, której rodzina zginęła na początku wojny. Gdy w 1996 roku, 53 lata po rozstaniu z rodziną, poznała prawdę, nikomu w Polsce o niej nie powiedziała. ### Początki na Wołyniu
Anna Walentynowicz przyszła na świat 15 sierpnia 1929 roku we wsi Sienne, obecnie Sadowe na Ukrainie, w rodzinie ukraińskich chłopów Nazara i Pryski Lubczyków.

Była jednym z kilkorga dzieci. Rodzina należała do wspólnoty protestanckich Stundystów, którzy kładli nacisk na uczciwą pracę, trzeźwość i osobistą odpowiedzialność przed Bogiem. Dzieciństwo Anny nie było łatwe – uczęszczała do szkoły tylko przez cztery lata, a resztę czasu poświęcała pracy w gospodarstwie. Na około dwa lata przed wybuchem wojny zmarła jej matka.
Ojciec szybko się ożenił ponownie, a w domu pojawiła się macocha. Gdy we wrześniu 1939 roku na Wołyń wkroczyła Armia Czerwona, rodzina Lubczyków straciła niemal wszystko. Dzieci musiały iść na służbę do obcych ludzi, aby odciążyć dom. ### Ucieczka na Zachód
W 1941 roku, po ataku Niemiec na Związek Radziecki, Wołyń znalazł się pod okupacją niemiecką.
12-letnia Anna poszła pracować do Polaka Edmunda Teleśnickiego, zarządcy majątku, który skupował buraki od ukraińskich chłopów. Pracowała bez wynagrodzenia, jedynie za wyżywienie. Szybko okazało się, że jest to praca ponad jej siły, pełna upokorzeń. W 1943 roku, podczas rzezi wołyńskiej, rodzina Teleśnickich postanowiła uciekać na zachód.
Zgodnie z relacją rodziny Anny, to właśnie Teleśniccy powiedzieli jej, że jej wieś spłonęła, a wszyscy bliscy zginęli. Mieli też ostrzec ją, aby nigdy nie przyznawała się do ukraińskiego pochodzenia. 14-letnia dziewczyna uwierzyła w tę historię. Jej ojciec, Nazar Lubczyk, próbował ją odzyskać, udając się do miasteczka Hoszcza, gdzie przebywała z pracodawcami.
Miał usłyszeć, że córki tam nie ma. Według rodziny była ukrywana w domu. Ojciec wrócił sam i nigdy więcej jej nie zobaczył. ### Nowe życie w Gdańsku
Anna wraz z Teleśnickimi dotarła w okolice Warszawy, a po wojnie trafiła na Pomorze.
Wkrótce uciekła od pracodawców. W zniszczonym Gdańsku rozpoczęła życie od zera – zdobyła fałszywe świadectwo urodzenia, zmieniła wyznanie na katolickie i zaczęła ukrywać swoje ukraińskie korzenie. Zaczynała od pracy w piekarni i fabryce margaryny. W 1950 roku zgłosiła się na kurs spawacza w Stoczni Gdańskiej.
Była jedną z niewielu kobiet w tym zawodzie, ale szybko stała się przodującą pracownicą, stawianą za wzór przez propagandę. W 1952 roku urodziła syna Janusza, wychowując go samotnie. Gdy została bez dachu nad głową, napisała list do Bolesława Bieruta z pytaniem, czy ma zginąć wraz z dzieckiem jak bezpański pies. Odpowiedzi nigdy nie otrzymała.
To doświadczenie nauczyło ją, że w systemie, w który wierzyła, nie może liczyć na pomoc od góry. Zaczęła bronić słabszych – koleżanek z pracy, którym odmawiano praw, wymagała bezpieczeństwa i higieny pracy. W 1953 roku zainteresowała się nią bezpieka, próbując ją zastraszyć. ### Małżeństwo i praca w stoczni
W 1964 roku wyszła za mąż za ślusarza Kazimierza Walentynowicza, który adoptował jej syna.
Przez siedem lat małżeństwa Anna zaznała szczęścia, ale w 1971 roku mąż zmarł. Została sama, a jedynym sensem życia stała się dla niej praca i pomoc innym. Zmieniła zawód i została suwnicową. ### Działalność opozycyjna
W kwietniu 1978 roku wstąpiła do Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża.
Jej mieszkanie przy ul. Grunwaldzkiej w Gdańsku stało się centrum spotkań opozycji. Bywali tam Jacek Kuroń, Adam Michnik, Bogdan Borusewicz, Andrzej Gwiazda, a także Lech Wałęsa i Lech Kaczyński. Służba Bezpieczeństwa założyła jej teczkę o kryptonimie „Suwnicowa”.
Była wielokrotnie zatrzymywana na 48 godzin, karana i przenoszona na gorsze stanowiska, ale nie ustępowała. W 1979 roku, w trakcie prześladowań, państwo przyznało jej Złoty Krzyż Zasługi. Jedna ręka władzy ją dekorowała, a druga niszczyła. ### Zwolnienie, które zmieniło historię
7 sierpnia 1980 roku Anna Walentynowicz została zwolniona dyscyplinarnie ze stoczni, zaledwie pięć miesięcy przed emeryturą.
To zwolnienie stało się iskrą, która zapoczątkowała strajk w Stoczni Gdańskiej. 14 sierpnia, gdy w zakładzie pojawiły się ulotki wzywające do obrony koleżanki, pracownicy przestali pracować. Jednym z pierwszych żądań było przywrócenie jej do pracy. Gdy przywieziono ją do stoczni, powitał ją tłum.
16 sierpnia, gdy Wałęsa ogłosił zakończenie strajku, Anna wraz z Aliną Pienkowską przekonały odchodzących pracowników, aby zostali i wsparli mniejsze zakłady. Strajk przekształcił się w solidarnościowy, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a 31 sierpnia podpisano porozumienia gdańskie. Kilka tygodni później narodziła się „Solidarność” – ruch, który zrzeszył prawie 10 milionów ludzi. ### Stan wojenny i lata 80.
Po wprowadzeniu stanu wojennego Anna uniknęła pierwszych zatrzymań i wzięła udział w okupacyjnym strajku w stoczni. Po jego pacyfikacji została internowana. Po zwolnieniu wielokrotnie zatrzymywano ją i aresztowano. Współorganizowała głodówkę w Częstochowie oraz wieloetapowy strajk głodowy w Krakowie po zamordowaniu ks.
Jerzego Popiełuszki, który trwał od lutego 1985 do sierpnia 1986 roku. W geście protestu zwróciła odznaczenia państwowe. ### Prawda o rodzinie
Gdy na początku lat 90. upadł Związek Radziecki, rodzina Anny na Ukrainie zaczęła jej szukać.
Nazar Lubczyk, który do końca wierzył, że córka żyje, zmarł w grudniu 1995 roku, nie doczekawszy się odnalezienia jej. W listopadzie 1996 roku do mieszkania Anny na Grunwaldzkiej trafił list od ukraińskiego historyka z pytaniem, czy nazywała się Lubczyk i czy pracowała u Teleśnickich. Wtedy okazało się, że jej rodzina żyje: siostra Ola, bracia Wasyl i Iwan oraz liczne grono bliskich. Jeszcze w tym samym roku Anna pojechała na Wołyń, gdzie na dworcu w Równem czekała na nią siostra.
Mimo regularnych kontaktów z rodziną przez kolejne 14 lat, w Polsce nikomu nie zdradziła tej historii. Prosiła nawet bliskich, aby nie przyjeżdżali na jej pogrzeb, jeśli umrze w Polsce. ### Śmierć i pośmiertna tajemnica
10 kwietnia 2010 roku Anna Walentynowicz zginęła w katastrofie smoleńskiej, lecąc na uroczystości upamiętniające ofiary Katynia. Kilka dni po jej śmierci ukraińskie media ujawniły historię jej ukraińskiej rodziny.
W Polsce spotkała się ona początkowo z niedowierzaniem i oskarżeniami o prowokację. Prawdziwość relacji potwierdzili jednak historycy IPN, m. in. prof.
Igor Hałagucki, oraz dziennikarze Dorota Karaś i Marek Sterlingow, którzy w 2020 roku opublikowali biografię „Walentynowicz. Anna szuka raju”. Po katastrofie doszło do kolejnej dramatycznej komplikacji. We wrześniu 2012 roku, po ekshumacji, okazało się, że ciała dwóch ofiar zostały zamienione.
W grobie Anny Walentynowicz na gdańskim cmentarzu Srebrzysko spoczywała przez dwa lata inna kobieta – Teresa Walewska-Przyjałkowska. 28 września 2012 roku odbył się drugi pogrzeb Anny. Jej syn Janusz do końca życia miał jednak wątpliwości, czy ciało, które mu pokazano po ekshumacji w Warszawie, faktycznie należało do jego matki. ### Dziedzictwo
Anna Walentynowicz, urodzona jako Hanna Lubczyk, łączyła w sobie dwa światy – ukraińskie pochodzenie i polskie życie.
Jej ukraińska rodzina czekała na nią przez ponad pół wieku, a ona nie wiedziała, że istnieje. W 2019 roku w Sadowem odsłonięto tablicę poświęconą jej pamięci, a w 2020 roku w Kijowie stanął jej pomnik. To historia o kobiecie, która przez całe życie ukrywała swoją prawdziwą tożsamość, a mimo to stała się symbolem wolności dla milionów ludzi.