22 października 2005 roku, Otwock. Kobieta po sześćdziesiątce wychodzi rano z mieszkania i idzie do pobliskiego sklepu. Przed wejściem słabnie i traci przytomność. Tydzień wcześniej stała na scenie festiwalu bluesowego w Szczecinie i zbierała brawa.

Nagrywała też piosenki na płytę, która miała być jej wielkim powrotem. Trzy dni po upadku kobieta umiera. Ma 61 lat. Bezpośrednią przyczyną śmierci jest udar mózgu.
Nazywa się Mira Kubasińska, głos zespołu Breakout, artystka, która na początku lat 70. była uznawana za drugą wokalistkę w Polsce, zaraz po Maryli Rodowicz. Jej historia to opowieść o trzech momentach, w których można było zauważyć, co się z nią dzieje, i o jednym zdaniu, które wypowiedział po latach człowiek znający ją niemal od początku kariery. To zdanie opisuje reakcję ludzi, gdy leżała na chodniku.
Mira Kubasińska urodziła się 8 września 1944 roku w Bodzechowie pod Ostrowcem Świętokrzyskim. W rodzinie muzyka była codziennością. Jako dziewczynka marzyła o tańcu, ale to śpiew ją odnalazł. Już jako ośmiolatka odniosła sukces w konkursie „Mikrofon dla wszystkich”, potem śpiewała w zespole pieśni i tańca.
Punkt zwrotny nastąpił na początku 1962 roku. Podczas koncertu w Rzeszowie poznała młodego gitarzystę Tadeusza Nalepę. To on dostrzegł jej talent i pomógł jej w angażu do renomowanego zespołu. W lipcu 1963 roku wystąpili razem na festiwalu młodych talentów w Szczecinie i zdobyli wyróżnienie.
9 stycznia 1964 roku, w trakcie trasy koncertowej, wzięli ślub w Wałbrzychu. Na początku to Mira była gwiazdą. W 1964 roku zdobyła wyróżnienie na festiwalu w Opolu. Została wokalistką brytyjskiego zespołu The London Beats, koncertowała z nim w Polsce i za granicą.
W 1965 roku urodziła syna Piotra. W tym czasie nazwisko Nalepy pozostawało w cieniu żony. Nalepa założył w Rzeszowie własny zespół Blackout. Przebojem stała się piosenka „Anna” z tekstem Bogdana Lemańskiego, przyjaciela pary na całe życie.
Gdy sukcesy zespołu zaczęły przyciągać Mirę, wkrótce śpiewała w nim na stałe. W tym okresie śpiewała m. in. utwór „Nie przechodź obok”, do którego historia wróci na samym końcu.
W Blackoucie iskrzyło między dwojgiem charyzmatycznych wokalistów. W 1968 roku zespół przestał istnieć, a na jego miejsce powstał Breakout. Za narodzinami grupy stał Franciszek Walicki, który wymyślił nazwę i załatwił zespołowi wyjazd do Holandii. W składzie znaleźli się Tadeusz Nalepa, Mira Kubasińska i trzej inni muzycy.
W 1969 roku Breakout nagrał płytę „Na drugim brzegu tęczy”. Historycy muzyki uznają ją dziś za kamień milowy polskiego rocka. Na tej płycie Mira stała się główną postacią zespołu. Jej głos dojrzał, frazowanie było pewne, a interpretacje pełne dramatyzmu i liryzmu.
Występ w Opolu w 1969 roku przeszedł do historii. Kamery nie odrywały się od Miry, która poruszała się na scenie jak w transie. Na tle statycznych wykonawców wyglądała jak ktoś z innego świata. W plebiscytach Breakout deklasował konkurencję, a Mira zajęła drugie miejsce wśród wokalistek, tuż za Marylą Rodowicz.
W 1970 roku zespół grał około 400 koncertów. W tym samym roku pojawiła się pierwsza rysa. Na drugiej płycie Mira nie była już główną wokalistką. Śpiewała na pierwszym planie tylko w dwóch utworach, resztę przejął Nalepa, który ciągnął zespół w stronę surowego, gitarowego bluesa.
Do tego doszły kłopoty z cenzurą. Breakout znikał z telewizji i najważniejszych festiwali. W podsumowaniu roku 1970 zespół spadł na szóstą pozycję. Mimo to w latach 1971 i 1973 ukazały się dwie płyty sygnowane nazwą zespołu, które w rzeczywistości były solowymi albumami Miry.
Krytycy uznają je za jedne z najważniejszych kobiecych wykonań polskiego rocka lat 70. W 1973 roku na holenderskiej autostradzie pod Arnhem zespół miał poważny wypadek. Najcięższe obrażenia odniosła Mira. Przeszła operację i długo leżała w szpitalu.
To pierwszy moment, w którym można było zobaczyć, że coś się zaczyna sypać. Syn pary wspominał, że po wypadku nasilił się konflikt o podział ról i opiekę nad dzieckiem, a pozycja Miry w zespole zaczęła słabnąć. Od 1975 roku Breakout coraz częściej grał w Związku Radzieckim. Warunki w Holandii pogorszyły się po wejściu Wielkiej Brytanii do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej.
Długie trasy na wschodzie nie przynosiły rozwoju artystycznego. Sam Nalepa przyznał po latach, że podczas tych wyjazdów zaczęli pić i że miało to fatalne skutki. Na płycie z 1979 roku słychać już problemy. Mira została zepchnięta do narożnika, a jej głos zaczynał się łamać.
Badacze opisują to jako zmęczenie aparatu głosowego. W rankingach popularności systematycznie spadała. Pod koniec lat 70. oboje znaleźli się na dnie.
On zmagał się z problemami zdrowotnymi, ona z głosem, który przestawał jej słuchać. Z tego dna wyszli bardzo różnie. Jedno z nich w 1982 roku wróciło na szczyt. Drugie, żeby utrzymać dom, malowało smerfy.
Po ślubie z 1984 roku Mira została sama. Przeżywała podwójne rozstanie – ze sceną i z mężem. Próbowała zaistnieć w musicalu, ale nic z tego nie wyszło. Bogdan Lemański podsumował to po latach: Tadeusz poradził sobie, Mira niestety nie.
To były lata, których nie znajdziesz w encyklopediach. Po rozstaniu z Nalepą Mira wpadła w depresję, a problemy z alkoholem narastały. W 1986 roku urodziła drugiego syna, Konrada. Nowy związek przyniósł jej ruinę.
Mieszkała w komunalnym mieszkaniu w Otwocku, prowadziła punkt gastronomiczny na dworcu centralnym w Warszawie, rozwoziła pierogi i ciasta. Karmiła też bezdomnych i potrzebujących. Scena czasem wracała. W 1985 roku wystąpiła na wielkim koncercie w Rzeszowie i zelektryzowała publiczność.
Potem koncert się kończył, a Mira wracała do Otwocka. W 1993 roku ktoś zaprosił ją do Szczecina, do miasta, w którym 30 lat wcześniej zaczynała karierę. Miała zasiąść w jury festiwalu bluesowego, ale stanęła też przy mikrofonie. Ten epizod zamienił się w 11 lat współpracy z zespołem After Blues.
Powrót nie był łatwy. Za kulisami Mira bała się wyjść na scenę, wiedziała, że jej głos nie jest już tym, czym był. Ale kiedy wychodziła, wszystko znikało. Zatracała się w muzyce tak samo jak w Opolu i od pierwszej chwili łapała kontakt z publicznością.
Jesienią 2003 roku Bogdan Lemański poznał ją z blues rockowym zespołem Krzysztofa Jerzego Krawczyka. Między nimi od razu zaskoczyło. Najpierw nagrali dwie piosenki, potem zapadła decyzja o wspólnym albumie. Mira mówiła w wywiadach z optymizmem, po raz pierwszy od dawna miała przed sobą nowe piosenki.
Do jednego z utworów sama napisała tekst. Piosenka nazywa się „Czy warto było? ”. Muzycy wspominali jej ogromne zaangażowanie.
Śpiewała jak dojrzała bluesmenka po przejściach, sięgając do trzewi i prawdziwego bólu. Nagrali też piosenkę „Cud”, którą zespół chciał poprawić przy następnej sesji w studiu. Ta sesja była już zaplanowana. 15 października 2005 roku Mira Kubasińska zeszła ze sceny w Szczecinie po swoim ostatnim koncercie.
Zostało jej 10 dni. 22 października wyszła rano na zakupy. Przed sklepem słabła i upadła. Trafiła do szpitala w Otwocku.
Diagnoza brzmiała: udar mózgu. Zmarła 25 października 2005 roku. Bogdan Lemański w rozmowie z magazynem „Retro” wspominał tamten poranek. Powiedział, że leżąca pod sklepem Mira nikogo nie zainteresowała, i dodał: „A Mira, jak to Mira, poleży sobie i wstanie”.
To zdanie brzmi jak wyrok. Jeśli miał rację, ludzie wokół wcale nie widzieli obcej kobiety. Rozpoznali ją, ale nie rozpoznali ani gwiazdy, ani człowieka w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Trzeba być jednak uczciwym.
Po latach portale pisały, że Mira leżała na chodniku bardzo długo i że wszyscy wzięli ją za pijaną. Nikt nie ustalił, ile czasu naprawdę minęło. Nie znamy nazwisk świadków. To, że wszyscy uznali ją za pijaną, jest raczej wnioskiem wyciągniętym z tamtego zdania niż udokumentowanym faktem.
Istnieją trzy wyjaśnienia tej sytuacji. Pierwsze jest medyczne. Udar mózgu bardzo często wygląda jak upojenie alkoholowe. Mowa staje się bełkotliwa, człowiek chwieje się i traci równowagę.
Dla przypadkowego przechodnia wygląda to dokładnie jak pijany człowiek. Lekarze nazywają takie przypadki kameleonami udarowymi. W udarze liczy się każda minuta. Specjaliści szacują, że w typowym udarze niedokrwiennym mózg traci blisko 2 miliony komórek nerwowych na każdą minutę bez leczenia.
Drugie wyjaśnienie jest psychologiczne. Psycholodzy John Darley i Bib Latané przeprowadzili w 1968 roku eksperymenty, które pokazały, jak działa efekt świadka. Im więcej osób wokół, tym mniejsza szansa, że ktokolwiek zareaguje. Każdy zakłada, że ktoś inny już pomógł albo zaraz pomoże.
Ludzie patrzą na innych i czekają na pierwszy krok. Trzecie wyjaśnienie jest najtrudniejsze. To etykieta. „Mira, jak to Mira”.
Kiedy raz przykleimy komuś etykietę, przestajemy na niego patrzeć. Widzimy już tylko etykietę. Ta sama etykieta, która przez ponad 20 lat zasłaniała jej chorobę, tamtego ranka zasłoniła objawy udaru. Mira Kubasińska nie doczekała swojej płyty.
Piosenki nagrane z zespołem K. G. Band ukazały się po jej śmierci na albumie „Miracle”. Została pochowana na cmentarzu w Otwocku.
Niespełna półtora roku później, 4 marca 2007 roku, w Warszawie zmarł Tadeusz Nalepa. Miał 63 lata. Pamięć o Mirze żyje dalej. W Ostrowcu Świętokrzyskim od 2007 roku odbywa się festiwal bluesowo-rockowy jej imienia, nazwany „Wielki Ogień”, tak jak jej najważniejszy utwór.
Jej imię noszą ulice w Ostrowcu Świętokrzyskim i Zgierzu. Historyk badający jej życie napisał, że mimo niespełnionego życia osobistego, mimo załamania kariery i uzależnienia, Mira do końca nie straciła optymizmu i wierzyła, że czeka ją jeszcze własny breakout. Ta historia niesie też praktyczne przesłanie. Lekarze uczą prostego skrótu UDAR.
U – jak usta, poproś o uśmiech. D – jak dłoń, poproś o uniesienie obu rąk. A – jak artykulacja, poproś o powtórzenie prostego zdania. R – jak reaguj, dzwoń pod 112 lub 999.
Jeśli widzisz kogoś, kto leży na chodniku, chwieje się albo bełkocze, nie zakładaj z góry, że jest pijany. Nawet jeśli czuć od niego alkohol, to nie wyklucza udaru. Podejdź, zapytaj, zadzwoń. Najwyżej się pomylisz.
Młoda Mira Kubasińska śpiewała piosenkę „Nie przechodź obok”, gdy cały świat był jeszcze przed nią. Blisko 40 lat później obok niej przechodzono. Ostatni tekst, jaki napisała, zadawał pytanie: „Czy warto było? ”.
Następnym razem, gdy zobaczysz kogoś leżącego, zatrzymaj się. Może właśnie w tej chwili ktoś potrzebuje, żeby ktoś go wreszcie rozpoznał.