Pod koniec 1938 roku niemiecki minister gospodarki Walter Funk przybył z wizytą do Ankary. Podróż miała charakter ekonomiczny, ale do historii przeszła z innego powodu. Podczas przyjęcia Funk wdał się w rozmowę z polskim ambasadorem Michałem Sokolnickim, wychwalając Polskę i podkreślając znaczenie jej dostępu do morza. W pewnym momencie hitlerowski minister niespodziewanie zasugerował, że na polskim Pomorzu powinien powstać „korytarz przez korytarz”, który połączyłby Niemcy z Prusami Wschodnimi.

Dodał również, że Polska powinna patrzeć na ZSRR jako na teren swojej naturalnej przyszłej ekspansji. Zaskoczony Sokolnicki zrelacjonował przebieg rozmowy władzom w Warszawie. Rozmowa nie była przypadkowa – stanowiła element przemyślanej niemieckiej strategii przygotowywania Polski do tzw. Globalregelung, czyli globalnego uregulowania stosunków między oboma państwami.
Niemcy badali reakcje Polaków i stawiali coraz śmielsze żądania, na razie jednak owinięte w kurtuazję i przyjazną atmosferę. Adolf Hitler zdawał sobie sprawę, że rozmowy przez pośredników nie mogą trwać w nieskończoność. Wiedział, że bez pozyskania Polski nie będzie w stanie przeprowadzić planowanej antyradzieckiej krucjaty. Dlatego do swojej willi w Berchtesgaden zaprosił polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka.
To miało być ich ostatnie spotkanie. Jeszcze 24 października 1938 roku w Berchtesgaden doszło do rozmowy polskiego ambasadora w Berlinie Józefa Lipskiego z ministrem spraw zagranicznych Rzeszy Joachimem von Ribbentropem. Trzygodzinne spotkanie początkowo przebiegało w atmosferze komplementów pod adresem Polski, ale szybko przybrało poważniejszy ton. Ribbentrop zastrzegł, by jego słów nie przekazywać pisemnie, a jedynie ustnie Józefowi Beckowi.
Następnie oświadczył, że nadszedł czas całkowitego oczyszczenia stosunków polsko-niemieckich ze wszystkich problemów. Sprecyzował, że Gdańsk powinien wrócić do Rzeszy, a przez polskie Pomorze powinna powstać eksterytorialna autostrada i linia kolejowa łącząca Niemcy z Prusami Wschodnimi. Niemcy proponowali przedłużenie deklaracji o niestosowaniu przemocy na 25 lat oraz gwarancje nienaruszalności granic Rzeczypospolitej. Kolejnym punktem była propozycja przystąpienia Polski do paktu antykominternowskiego, co oznaczałoby prowadzenie polityki zagranicznej w konsultacjach z Berlinem, zwłaszcza wobec Rosji.
Lipski nie odpowiadał na niemieckie propozycje. W końcu zdołał jedynie stwierdzić, że Gdańsk jest dla Polski miastem symbolicznym, a jego przyłączenie do Niemiec jest niemożliwe ze względów wewnątrzpolitycznych. Przypominał, że Hitler wielokrotnie zapewniał o utrzymaniu statusu Wolnego Miasta. Ribbentrop nie oczekiwał odpowiedzi od razu, ale zaprosił Becka do Niemiec.
Beck, gdy dowiedział się o postulatach, zachował wiadomość dla siebie. Polecił odrzucić żądanie włączenia Gdańska do Rzeszy, ale miał nadzieję zaproponować kontrofertę – zniesienie gwarancji Ligi Narodów nad Wolnym Miastem przy zachowaniu jego politycznej odrębności i polskich interesów. Sprawą autostrady mieli zająć się urzędnicy MSZ, podczas gdy Sztab Generalny i Ministerstwo Komunikacji zajęły stanowisko negatywne. Do dziś historyków zadziwia fakt, że Beck nie poinformował o żądaniach Ribbentropa ani prezydenta Ignacego Mościckiego, ani marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, ani nawet najbliższych urzędników MSZ.
Co więcej, w rozmowie z amerykańskim dziennikarzem publicznie zdementował pogłoski o żądaniach w sprawie Gdańska i autostrady. 4 listopada podczas rozmowy z Janem Szembekiem Beck przyznał rację swemu rozmówcy, gdy ten stwierdził, że Hitler i kierownicze czynniki Rzeszy nie dążą do tworzenia trudności w stosunkach polsko-niemieckich. O niemieckich żądaniach Szembek dowiedział się dopiero w poufnej rozmowie z ambasadorem Lipskim. To trzymanie w tajemnicy tak ważnej kwestii do dziś stanowi przedmiot badań historyków.
Do drugiego spotkania Lipskiego z Ribbentropem doszło 19 listopada 1938 roku. Polski ambasador podkreślił znaczenie Gdańska dla Polski i ostrzegł, że próba aneksji może spowodować konflikt. Ribbentrop słuchał z kamienną twarzą, ale zapewniał o chęci kontynuowania dobrych relacji. Wprowadzał jednak Lipskiego w błąd, twierdząc, że propozycja Rzeszy była głównie jego inicjatywą.
Co istotne, podczas listopadowego spotkania nie poruszono kwestii paktu antykominternowskiego. Zdaniem profesora Stanisława Żerki wynikało to z faktu, że włączenie Gdańska i budowa autostrady przez Pomorze były warunkiem wstępnym do dalszego testowania Warszawy pod kątem uległości. Po spotkaniu Lipski wracał do Warszawy w dobrym nastroju, sądząc, że Niemcy zaczynają się wycofywać ze swoich żądań. Na chwilę polscy politycy odetchnęli z ulgą, wierząc, że konflikt został zażegnany.
Tymczasem w Niemczech w całkowitej tajemnicy rozpoczęto pracę nad planem zajęcia Gdańska siłą i postawienia Rzeczypospolitej przed faktem dokonanym. 2 grudnia doszło do trzeciego spotkania Lipskiego z Ribbentropem. Obaj dyplomaci wyrzucali sobie negatywne zjawiska w Gdańsku. Ribbentrop był poirytowany polsko-radzieckimi rozmowami o normalizacji stosunków, które międzynarodowa prasa przedstawiała jako posunięcia antyniemieckie.
Mimo to relacje polsko-niemieckie wciąż uznawano za dobre. W połowie grudnia Lipski wystosował oficjalne zaproszenie dla Ribbentropa do Warszawy. Sytuacja w Gdańsku na chwilę się uspokoiła. Beck na święta wyjechał do Monte Carlo, żartując, że wybrał Monako, bo to jedyny kraj, do którego można się udać bez wzbudzania podejrzeń o negocjowanie sojuszu.
Podczas pobytu Becka na Lazurowym Wybrzeżu niespodziewanie wpłynęło do niego zaproszenie od Adolfa Hitlera na spotkanie w Berchtesgaden. Beck zapewne liczył raczej na zaproszenie z francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale takiego się nie doczekał. Zamiast do Paryża polski minister udał się do willi Hitlera w Alpach Bawarskich. Beck przybył do Monachium 5 stycznia 1939 roku.
Pociąg miał kilkugodzinne opóźnienie. W Berchtesgaden polskiego ministra powitano bardzo serdecznie, z zachowaniem wszelkiej kurtuazji. Zachowały się fotografie, na których Hitler wita Becka na schodach willi. Sam Beck wspominał później, że spotkanie było nacechowane szczególnym aparatem uprzejmości i dbałością o publiczne podkreślanie tej formy.
Rozmowa trwała nieco ponad godzinę. Obecni byli Ribbentrop, ambasador Hans Adolf von Moltke, Józef Lipski, dyrektor gabinetu MSZ Michał Łubieński oraz tłumacz Hitlera Paul Schmidt. Beck rozpoczął od apelu o przywrócenie wysokiego poziomu stosunkom polsko-niemieckim z czasów kryzysu sudeckiego. Hitler nawiązał do deklaracji z 1934 roku oraz wspólnych interesów Polski i Niemiec wobec ZSRR.
Mówił, że Rosja – carska czy bolszewicka – stanowi jednakowe zagrożenie dla Europy. Podkreślał, że silna Polska jest dla Niemiec koniecznością. Przekonywał, że jego działania na Ukrainie Zakarpackiej mają charakter czysto gospodarczy. Sprawę Gdańska Hitler określił mianem „problemu niemieckiego”.
Oświadczył, że uznaje polski dostęp do morza i zrzeka się roszczeń do korytarza, ale nie jest łatwo przekonać do tego naród niemiecki. Zastrzegł jednak, że chciałby uzyskać dla Niemiec lepsze połączenie z Prusami Wschodnimi. Co do Gdańska powiedział, że miasto powinno „powrócić do niemieckiej wspólnoty politycznej”, przy zagwarantowaniu polskich interesów gospodarczych. Na koniec Hitler poruszył kwestię żydowską, twierdząc, że po odzyskaniu kolonii znajdzie w Afryce terytorium dla Żydów i zaproponował współpracę w przesiedleniu tam również Żydów z Polski.
Beck słuchał wywodów Hitlera zdenerwowany. W spisanych po wybuchu wojny wspomnieniach pisał o „lekkości, z jaką Hitler traktował myśli i doktryny, które wcześniej podnoszono prawie do miary religii”. W odpowiedzi Beck przedstawił polską perspektywę, tłumacząc przyczyny normalizacji stosunków i wyrażając nadzieję na powstanie wspólnej granicy z Węgrami. W sprawie Gdańska był nieustępliwy – tłumaczył, że w żadnym wypadku nie może żądać od polskiej opinii publicznej zgody na włączenie miasta do Rzeszy.
Hitler po usłyszeniu spokojnej odmowy cofnął się, nie stawiając sztywnych formuł ani definitywnych żądań. Zaznaczył jednak, że Polska nie otrzyma za Gdańsk żadnych rekompensat, choć dodał pojednawczo, że musi rozważyć problem w spokoju. Istnieją dwie sprzeczne relacje co do tonu odpowiedzi Becka. Lipski podawał, że była „bardzo mocna”, podczas gdy Łubieński twierdził, że wypadła raczej słabo.
Beck tłumaczył później współpracownikom, że nie chciał wywoływać awantury, bo groziłoby to natychmiastowym zerwaniem stosunków polsko-niemieckich. Łubieński wspominał po latach, że „ta historyczna rozmowa była właściwie definitywnym załamaniem się dotychczasowej polityki Becka”. Sam Beck był po spotkaniu przygnębiony. W liście do Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego pisał o „niebezpiecznej zmianie” u Hitlera, którego w 1934 roku uważał za rzadko spotykany w Niemczech przykład rozsądku w polityce zagranicznej.
Zbyt łatwe sukcesy doprowadziły go – zdaniem Becka – do stanu zagrażającego bezpośrednio polskim interesom. Spotkanie w Berchtesgaden było ostatnią rozmową Becka z Hitlerem. Obaj politycy nigdy więcej się nie spotkali. 6 stycznia Beck rozmawiał jeszcze osobno z Ribbentropem w Monachium.
Znów poruszono kwestię Gdańska i paktu antykominternowskiego. Beck odpowiedział, że taki sojusz nie jest Polsce potrzebny, bo „kominternem zajmują się w Polsce sądy”. Na koniec formalnie zaprosił Ribbentropa do Warszawy. Wizyta Becka odbiła się szerokim echem w światowej prasie.
Francuzi krytykowali własny rząd za niewykorzystanie podróży polskiego ministra do przeprowadzenia pertraktacji polsko-francuskich. „Daily Telegraph” proroczo pisał, że wizyta będzie miała ogromny wpływ na losy całej Europy w 1939 roku. „The New York Times” podkreślał niezależność polskiej polityki w Europie Wschodniej, a włoska prasa postrzegała Polskę jako „strażnika równowagi” w tym regionie. Beck wracał do Polski w pesymistycznym nastroju.
Od tej pory nie ukrywał już niemieckich żądań przed najważniejszymi przedstawicielami władz. Zaraz po powrocie nawiązał kontakt z Rydzem-Śmigłym i prezydentem Mościckim. Polska polityka zagraniczna wkraczała na zupełnie nowe tory.
Powoli zbliżał się kolejny kryzys, a nad Europę nadciągały wojenne chmury.