Zimnym porankiem 15 października 1959 roku Stepan Bandera, przywódca ukraińskich nacjonalistów, został zamordowany w Monachium. Sprawcą był Bohdan Staszyński, agent KGB, który przez lata wcielał się w rolę ideowego komunisty, choć jego przekonania zaczęły już wtedy pękać. Staszyński, widząc po drugiej stronie żelaznej kurtyny prawdziwe oblicze systemu, w którym służył, oraz odkrywając w swoim mieszkaniu podsłuchy założone przez przełożonych, znalazł się na krawędzi. Dopiero tragiczna śmierć jego syna stała się impulsem do ucieczki na Zachód.

Do zabójstwa Bandery przygotowywał się z zimną krwią. Tuż przed atakiem, na oczach ochroniarza ofiary, Staszyński użył broni, która wystrzeliwała strumień trucizny, celując w twarz ofiary. Śledczy, początkowo sceptyczni, uwierzyli w winę agenta dopiero po szczegółowej rekonstrukcji, podczas której Staszyński odtworzył cały przebieg zdarzenia. Wtedy też wyszło na jaw, że Staszyński, obawiając się deportacji do ZSRR, początkowo starał się udowodnić swoją winę, byle tylko uniknąć powrotu do ojczyzny.
Jednak los potoczył się inaczej. Staszyński, po krótkim pobycie w amerykańskiej niewoli, trafił do Niemiec, gdzie jego historia nabrała tempa. Bandera, mimo że wcześniej ostrzegany przed niebezpieczeństwem ze strony sowieckich służb, nie docenił wagi nadchodzącego zagrożenia. Dopiero po latach, gdy Staszyński zdecydował się na współpracę z niemieckim wymiarem sprawiedliwości, ujawnił kulisy swojej misji.
Jego proces, choć skomplikowany, rzucił nowe światło na mroczne tajemnice zimnej wojny i na to, jak bardzo polityka potrafiła wpłynąć na ludzkie losy.