Była sobota, 16 czerwca 2012 roku. Kilkadziesiąt minut przed meczem Polska–Czechy na mistrzostwach Europy, w podziemnym garażu bloku na warszawskim Mokotowie żona znalazła ciało swojego męża. Był nim Sławomir Petelicki, twórca i pierwszy dowódca jednostki GROM. Obok ciała leżał jego własny pistolet.

Nie było żadnego listu pożegnalnego. Prokuratura ustaliła, że przyczyną śmierci był postrzał w głowę z broni palnej, a na ciele nie było śladów walki ani obrony. Monitoring nie zarejestrował obecności innych osób, a badania toksykologiczne wykluczyły alkohol, leki i środki odurzające. Przesłuchano około pięćdziesięciu świadków, ale żaden nie potrafił wskazać gróźb ani niepokojących zachowań generała w ostatnich tygodniach życia.
Sławomir Petelicki urodził się w 1946 roku w Warszawie. W 1969 roku ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim i wstąpił do Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, czyli do wywiadu cywilnego PRL. Spędził w nim 21 lat. Pracował w konsulacie w Nowym Jorku, a w latach 80.
kierował rezydenturą wywiadu w Sztokholmie. Po przemianach politycznych to właśnie Petelicki dostał zadanie stworzenia jednostki zdolnej działać poza granicami kraju. Impulsem była decyzja premiera Tadeusza Mazowieckiego o pomocy Żydom emigrującym ze Związku Radzieckiego, znana jako operacja Most. Kilka dni po tej deklaracji w Bejrucie zastrzelony został polski attaché handlowy Bogdan Serkis.
13 lipca 1990 roku minister spraw wewnętrznych podpisał rozkaz o utworzeniu jednostki wojskowej 2305. Petelicki budował ją na wzór brytyjskiego SAS i amerykańskiej Delty: małe zespoły, duża samodzielność operatorów, surowa selekcja i zasada, że kompetencja znaczy więcej niż stopień. Pierwsza gotowa do działania grupa liczyła 13 żołnierzy. Przez pierwsze lata jednostka była całkowicie tajna.
Publicznie stała się znana w 1994 roku, gdy polscy żołnierze wzięli udział w misji na Haiti. Amerykanie ocenili ich jako partnerów, a nie tylko sojuszników z Europy Wschodniej. Petelicki otrzymał amerykańską Legię Zasługi, a w kraju Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. 19 grudnia 1995 roku Petelicki został odwołany ze stanowiska dowódcy.
Przyczyny są opisywane różnie: konflikty z przełożonymi, walka o podporządkowanie jednostki, trudny charakter. W 1997 roku wrócił na stanowisko, a 17 września 1999 roku po raz drugi i ostatni oddał dowodzenie. Przeszedł w stan spoczynku w wieku 53 lat. Po odejściu ze służby zajmował się doradztwem w obszarze bezpieczeństwa i bywał w mediach jako ekspert.
Z czasem jego obecność publiczna słabła. Prokuratura ustaliła później, że na kilka lat przed śmiercią dochody generała znacznie spadły, chociaż rodzina nie miała realnych problemów finansowych. Śledczy uznali, że mógł mieć poczucie odstawienia na boczny tor. Po katastrofie smoleńskiej Petelicki stał się jednym z najostrzejszych krytyków rządu Donalda Tuska.
Publicznie mówił nawet o zdradzie stanu i ujawnił treść SMS-a, który według niego miała rozesłać Platforma Obywatelska. To postawiło go po jednej stronie politycznego sporu i zamknęło mu drzwi do części mediów. Po jego śmierci Jarosław Kaczyński powiedział publicznie, że kilka tygodni wcześniej pewna powszechnie znana osoba wymieniła nazwisko Petelickiego na krótkiej liście ludzi, którzy mówią za dużo i są zagrożeni. Dodał, że niektóre osoby z tej listy zostały już w różny sposób uderzone.
Prokuratura nie potwierdziła istnienia takiej listy. Dziennikarze zbierali też relacje osób z otoczenia generała, które miały słyszeć od niego, że wkrótce wydarzy się coś, co wstrząśnie sceną polityczną. Szczegółów nie zdradzał nikomu. Te relacje są jednak obciążone ryzykiem zniekształcenia pamięci po fakcie i same w sobie niczego nie dowodzą.
Kontrargument wobec teorii o zamachu padł ze strony generała Gromosława Czępińskiego, który stwierdził, że jego własna wiedza jest większa niż wiedza Petelickiego, a nikt nigdy nie próbował go zabić. Zaznaczył też, że na całym świecie ludzi takich jak Petelicki po odejściu ze służby się nie zostawia. Śledztwo prowadzone było w sprawie doprowadzenia generała do targnięcia się na własne życie, a nie w sprawie zabójstwa. Prokuratura przesłuchała członków rodziny, znajomych i żołnierzy GROM.
Zeznania nie wykazały, by ktokolwiek namową lub pomocą wpłynął na jego decyzję, ani by grożono generałowi. 6 czerwca 2013 roku śledztwo umorzono wobec stwierdzenia, że czynu nie popełniono. W uzasadnieniu znalazła się rekonstrukcja psychologiczna. Biegli uznali, że Petelicki miał osobowość perfekcjonisty, nie okazywał emocji i mógł przeżywać kryzys związany z utratą pozycji zawodowej, finansowej i publicznej.
Śledczy nie znaleźli jednego konkretnego motywu, ale uznali z dużym prawdopodobieństwem, że śmierć nie była szczegółowo zaplanowana. Rodzina generała nie złożyła zażalenia na umorzenie śledztwa. Ani żona, ani brat nie kwestionowali ustalenia, że Petelicki odebrał sobie życie. Badacz Piotr Wojciechowski, który starał się o udostępnienie akt do pracy naukowej, spotkał się z odmową prokuratury, co publicznie ocenił jako wzmacniające jego nieufność wobec oficjalnej wersji.
Po ponad dekadzie sprawa pozostaje zamknięta w dokumentach, ale otwarta w opinii publicznej. Brak listu, tempo pierwszych dni śledztwa i zamknięcie akt dla badaczy sprawiają, że teorie spiskowe wciąż znajdują podatny grunt. Jednocześnie żaden dokument ani wiarygodne świadectwo nie potwierdza, by generał dysponował w czerwcu 2012 roku tajemnicą, za którą warto było go zabić. Najczęściej pomijane pozostaje inne pytanie: dlaczego państwo, dla którego zbudował najlepszą jednostkę specjalną w historii, nie znalazło dla niego zastosowania przez 13 lat po jego odejściu ze służby.
Petelicki miał 53 lata, pełnię kompetencji i doświadczenie, którego w Polsce nie miał nikt inny. Odszedł ze służby i nigdy nie dostał już niczego.