Sobowtór Hitlera z Gdyni

Sobowtór Hitlera z Gdyni

Zdjęcie pochodzące z 1945 roku przedstawia zmarłego mężczyznę, który wyglądem przypominał Adolfa Hitlera. Został on zidentyfikowany jako Gustaw Weill, a Sowieci wykorzystali to ujęcie jako rzekomy dowód na to, że niemiecki dyktator uciekł, aby sfingować własną śmierć. Historycy nie mają jednoznacznych informacji, czy Hitler faktycznie korzystał z usług sobowtórów i w jakiej skali. Jednak osoby łudząco podobne do führera mieszkały nie tylko w Niemczech.

Thumbnail

Jedną z nich był mieszkający w Gdyni Polak, nazwiskiem Jaskuła. Przed wojną pracował jako marynarz, a na statkach pełnił rolę dozorcy kontrolującego osoby wchodzące na pokład. Gdyby nie uderzające podobieństwo do Hitlera, zapewne nikt by go nie zauważył. Wszystko zaczęło się od niewinnych żartów w przedwojennym stylu.

W jednej z kawiarni kelner krzyknął na głos, że pan Hitler jest pilnie proszony do telefonu. Wygląd Jaskuły powodował jednak także poważniejsze problemy. Na statkach, na których pracował, podróżowali nie tylko emigranci zarobkowi, ale również Żydzi uciekający z hitlerowskich Niemiec. Dziennikarz opisujący jego postać na łamach Ilustrowanego Kuriera Codziennego pisał: „Niektórzy Żydzi, widząc Jaskułę, dostają szoków nerwowych, nie chcą przekroczyć pokładu statku.

Inni wprost domagają się usunięcia dozorcy ze statku, twierdząc, że nie będą mogli zasnąć w nocy, mając ciągle przed oczami obraz sobowtóra Hitlera”. Mimo groźnego wyglądu Jaskuła był opisywany jako spokojny, małomówny człowiek o gołębim sercu. W prasie opowiadał, jak pocieszał przerażonych jego wyglądem Żydów, tłumacząc im, że ani Hitlera, ani nazizmu nie darzy najmniejszą sympatią. Ze względu na częste podróże zagraniczne bywał nagabywany przez Niemców.

Proponowano mu wyjazd do Rzeszy, obiecując „spokojne, beztroskie życie, dużo pieniędzy i nic do roboty”. Gdynianin domyślał się, że miałby pełnić funkcję oficjalnego sobowtóra Hitlera. Takiej propozycji jednak nie przyjął, a w rozmowie z reporterami podkreślał, że to nie tylko jego decyzja, ale przede wszystkim jego żony. O Jaskule pisał również poczytny angielski dziennik „Daily Express”.

Brytyjscy reporterzy twierdzili, że wypatrzyli go na okręcie płynącym do Palestyny. Artykuł opatrzono wymownym nagłówkiem: „Ten Polak nie uznaje osi, pilnuje Żydów w nocy”. Tekst był prześmiewczym nawiązaniem do jego zawodu dozorcy i kontrolera na statku. „To musi być dla niejednego pasażera tragikomiczna niespodzianka, gdy w nocy podczas burzy wyskoczy z kajuty, a tu Hitler” – komentowali dziennikarze.

Po opublikowaniu wizerunku polskiego sobowtóra Hitlera do Jaskuły spłynęły propozycje zagrania w angielskich i sowieckich produkcjach filmowych. Wszystkie odrzucał. Krótko przed wojną otrzymał telegraficznie ostatnią ofertę – tym razem z amerykańskiego studia. Tej również nie przyjął, a być może po prostu nie zdążył.

Jego dalsze losy są nieznane. Ślad po nim urywa się w sierpniu 1939 roku. Nie wiadomo, co robił podczas wojny i czy w ogóle ją przeżył. Co ciekawe, jego historia nie była jedyną tego typu w Polsce.

Po zakończeniu II wojny światowej na światło dzienne wypłynęła inna opowieść o polskim sobowtórze Hitlera. Był nim pochodzący z województwa lubelskiego Anatol Aver Kwicz – z zawodu zwykły urzędnik, z wyglądu niemal prawdziwy führer. Jego sylwetkę nagłośniła Agnieszka Dobkiewicz na łamach Wałbrzyskiej Gazety Wyborczej. Jeśli przed wojną podobieństwo Aver Kwicza do Hitlera było co najwyżej przedmiotem niewybrednych żartów, to po wrześniu 1939 roku przestało mu być do śmiechu.

Gdy w 1943 roku zamieszkał w okupowanym Chełmie, Niemcy zauważyli go na ulicy. Szybko rozeszły się plotki, że sam führer przybył incognito do miasta, aby zrugać nieporadnych generałów. Aver Kwicz musiał wpadać w osłupienie, gdy mieszkający w Chełmie Niemcy spontanicznie oddawali mu honory. Powojenny Dziennik Zachodni opisywał, że polski sobowtór Hitlera współdziałał z konspiracją.

W artykule czytamy: „Aver Kwicz współpracował z oddziałami partyzanckimi. Przebrany w niemiecki mundur wyruszał piękną limuzyną w bliższe i dalsze okolice. Niejednokrotnie na polnych drogach zatrzymywał niemieckie samochody wiozące broń i amunicję. Zaskoczeni nagłym pojawieniem się rzekomego führera Niemcy, drętwiejąc ze strachu, nie potrafili stawić oporu, gdy asysta wodza, którą stanowili oczywiście partyzanci, atakowała ich i rozbrajała”.

Na jego oryginalny wygląd w końcu zareagowały niemieckie władze lokalne. Wezwany do niemieckiego komisariatu sobowtór Hitlera został siłą ogolony z wąsów, a następnie brutalnie pobity. Po wybiciu mu dwóch przednich zębów Niemcy uznali, że podobieństwo całkowicie zniknęło, i puścili go wolno. Po wojnie Aver Kwicz otrzymywał propozycje wcielania się w postać Hitlera na deskach teatru.

Zawsze odmawiał. Po powrocie do Wałbrzycha ponownie zetknął się jednak ze złośliwymi skojarzeniami. Dziś trudno ustalić, ile prawdy jest w skąpych informacjach prasowych na temat Jaskuły i Aver Kwicza. O dalszych losach obu panów nic nie wiadomo.

Losy Jaskuły urywają się wraz z wybuchem wojny, a po publikacji artykułu o Aver Kwiczu w Dzienniku Zachodnim również brak jakichkolwiek informacji. Być może ktoś, kto zna te historie, będzie w stanie dopowiedzieć ich dalszy ciąg.