Żydowska policja w getcie wileńskim powstała jesienią 1941 roku i od początku miała rozbudowaną strukturę, wyraźnie odbiegającą od tego, jak organizowano podobne formacje w innych gettach. Na jej czele stanął Jakub Gęs, postać, która do dziś budzi skrajne oceny historyków. Gęs był ochotnikiem w wojsku wileńskim i dosłużył się stopnia porucznika. Wśród społeczności żydowskiej cieszył się ogromnym zaufaniem oraz autorytetem, co wyróżniało go na tle komendantów z innych gett, którymi – jak podkreślają źródła – najczęściej bywali ludzie bez większych kwalifikacji.

Początkowo podlegało mu 150 funkcjonariuszy, a z czasem liczba ta wzrosła do ponad 220. W getcie działały trzy komisariaty oraz specjalne podwydziały policji, w tym do spraw pracy, spraw sanitarnych oraz straży więziennej. Na potrzeby policji zajęto także budynek przy ulicy Lidzkiej, gdzie zorganizowano więzienie. Przebywało w nim średnio od 200 do 300 osób, które opuszczały je po kilku dobach.
Mimo pozornie pozytywnego wizerunku Gęsa i jego autorytetu, to właśnie on przyczynił się do wielu tragicznych wydarzeń w getcie wileńskim. Jednym z najważniejszych skutków jego działalności była radykalizacja członków żydowskiej policji, którzy w pewnym momencie dopuścili się zbrodni na własnym narodzie. Żydowska policja bardzo szybko przestała pełnić funkcje wyłącznie porządkowe i stała się niebezpiecznym narzędziem w rękach okupantów. Podstawowym środkiem stosowanym przez policjantów była przemoc, szczególnie podczas prowadzonych rewizji.
Funkcjonariusze rozpracowywali także lokalną konspirację, choć – co istotne – niektórzy z nich sami należeli do ruchu oporu. Najbardziej radykalnych członków policji wykorzystywano również podczas selekcji i akcji likwidacyjnych. Przy wykonywaniu tych zadań najczęściej przebierano ich w litewskie mundury, a na czapkach umieszczano gwiazdę Dawida. Tego rodzaju działalność wzbudzała szczególną niechęć współmieszkańców getta.
Jeden z mieszkańców zanotował wstręt, jaki budził widok powracających żydowskich policjantów w czapkach od litewskich mundurów. W jego relacji pojawia się gorzka ocena, że wysługując się mordercom własnych rodaków, policjanci poczuli się panami życia i śmierci wobec współbraci w nieszczęściu, a swoją postawą – niegodziwościami i ślepym posłuszeństwem – liczyli na zabezpieczenie własnego życia. Jak wynika z zachowanych przekazów, podobne mechanizmy nie chroniły jednak nikogo. Gestapo w Baranowiczach wymordowało około 9000 Żydów – całe getto wraz z policją, jej komendantem oraz członkami Judenratu.
Los tych, którzy liczyli, że współpraca z okupantem zapewni im bezpieczeństwo, potwierdził, że była to iluzja.