Usiadłem tyłem do wejścia, żeby mieć spokój, a czterdzieści minut później leżałem na rozbitym szkle, bo ktoś szarpnął moje krzesło dokładnie w chwili, gdy Ryszard podnosił rękę do toastu. Wszyscy…
Chyba wiedziałem, że to się źle skończy, zanim jeszcze podniosłem wzrok znad menu. Przyjechałem czterdzieści minut wcześniej, bo chciałem usiąść tyłem do wejścia i mieć spokój. Ryszard Lewicki zawsze pojawiał się tak, jakby sala już należała do niego. Wszedł z tym swoim pewnym krokiem, pokiwał głową do kilku stołów, a potem go zobaczyłem. Stał przy … Read more