Rok 1939. Hitler właśnie wysłuchał odmowy Polski w sprawie Gdańska i autostrady. Wie, że z Warszawą trzeba będzie rozprawić się siłą. Ale nagle, podcz…

Rok 1939. Hitler właśnie wysłuchał odmowy Polski w sprawie Gdańska i autostrady. Wie, że z Warszawą trzeba będzie rozprawić się siłą. Ale nagle, podcz...

Piątego stycznia 1939 roku Adolf Hitler zakończył audiencję u polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Niemiecki dyktator przedstawił wówczas wstępne żądania dotyczące włączenia Gdańska do Rzeszy oraz budowy eksterytorialnej autostrady przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich. Beck i polscy rządzący wkrótce oficjalnie i ostatecznie odrzucili te warunki. Hitler początkowo wywierał na Polaków umiarkowaną presję, stosując różne gierki i podchody.

Thumbnail

Zaledwie tydzień po wizycie Becka w Berchtesgaden, 12 stycznia, podczas noworocznego przyjęcia w Berlinie, na którym obecni byli ambasadorowie wielu państw, Hitler odbył na oczach wszystkich gości krótką rozmowę z sowieckim ambasadorem w Berlinie Aleksiejem Mierikałowem. Była to sytuacja bez precedensu, ponieważ stosunki niemiecko-sowieckie nacechowane były wzajemną wrogością. Nagła, serdeczna rozmowa z sowieckim dyplomatą wzbudziła konsternację. Część historyków niemieckich i rosyjskich uznała ten epizod za początek nowej relacji na linii Niemcy–ZSRR, choć nie sposób jednoznacznie orzec, czy faktycznie tak było.

Presja na Warszawę nic jednak nie dała. Ostateczną odmowę Niemcy usłyszeli, gdy w Warszawie zjawił się Joachim von Ribbentrop, a Beck stanowczo zakomunikował mu odrzucenie niemieckich warunków. Jeszcze w tym samym miesiącu, 30 stycznia 1939 roku, Hitler z okazji rocznicy przejęcia władzy wygłosił długie przemówienie w Reichstagu. Znalazły się w nim dwa charakterystyczne akcenty.

Po pierwsze, w ciepłym tonie mówił o Polsce, co w Warszawie uznano za dobry omen i utwierdziło polskich polityków w przekonaniu, że odmowa była słuszną decyzją. Po drugie, dyktator po raz pierwszy w tak ważnym przemówieniu nie zaatakował Związku Sowieckiego. Dziesiątego marca 1939 roku Józef Stalin na XVIII zjeździe partii wygłosił słynną mowę, którą wielu historyków postrzega jako przełom w relacjach Berlina z Moskwą. Stalin nie pominął w niej Rzeszy i padło pod jej adresem kilka negatywnych uwag – określił Niemcy mianem agresora.

W przemówieniu dawały się jednak odczuć pojednawcze tony. Stalin zarzekał się, że ZSRR pragnie pokoju ze wszystkimi państwami, co odczytano jako sygnał, że także z Niemcami i Włochami. Niepokojące było natomiast to, że skoncentrował się na intensywnym atakowaniu Wielkiej Brytanii i Francji, sugerując, że to one wywołały kryzys swoją biernością podczas układu monachijskiego i chcą skłócić ZSRR z Niemcami. Do historii przeszedł fragment skierowany do sowieckich dyplomatów: „Bądźcie ostrożni i nie pozwólcie, aby nasz kraj był wciągany w konflikty przez prowokatorów wojennych, którzy są przyzwyczajeni do wyciągania kasztanów z ognia cudzymi rękami”.

Obszerne sprawozdanie z tej mowy przesłał do Berlina niemiecki ambasador w Moskwie Friedrich von Schulenburg. Ostatecznie trafiło ono do Ribbentropa. Po latach niemiecki minister wspominał, że pokazał tekst przemówienia Hitlerowi i przekonywał go, by dał mu możliwość sprawdzenia, czy Stalin rzeczywiście tak myśli. Choć wkrótce nastąpiły rokowania handlowe Niemców z Sowietami, Hitler do sowieckich podchodów odnosił się nieufnie.

Pięć dni po przemówieniu Stalina, 15 marca, Hitler zlikwidował państwo czechosłowackie. Do Rzeszy włączono część ziem pod nazwą Protektorat Czech i Moraw, a na wschodzie powstała marionetkowa Słowacja. Polska została otoczona od południa, a presja na przyjęcie żądań sięgnęła zenitu. Polacy wciąż jednak odmawiali.

Trzydziestego pierwszego marca 1939 roku premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain udzielił Rzeczypospolitej gwarancji na wypadek wojny z Niemcami. Kilka dni później Józef Beck podpisał polsko-brytyjskie porozumienie o wzajemnej pomocy. Hitler, wiedząc o tym, wściekle oskarżał Londyn i Paryż o politykę okrążenia Niemiec. W jego wykrzykiwanych formułach pojawiły się wersy ewidentnie nawiązujące do niedawnej mowy Stalina, zwłaszcza fragment o tym, że Polacy będą wyciągać dla wielkich mocarstw kasztany z ognia i powinni uważać, by się nie poparzyć.

Informacje o odrzuceniu niemieckich żądań szybko dotarły do Moskwy. Stalin zorientował się w sytuacji, niepokoiła go jednak możliwość zorganizowania bez udziału ZSRR nowej konferencji w stylu Monachium. Początkowo nie potrafił też zinterpretować znaczenia brytyjskich gwarancji – czy stanowią element odstraszania Hitlera, czy rzeczywiście mają charakter militarny, a może wymierzone są również w ZSRR. Siedemnastego kwietnia sowiecki ambasador wizytował w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych.

Ustalono, że ideologia nie powinna dzielić obu państw i należy rozwijać wzajemne relacje gospodarcze. Nie wiadomo, która strona pierwsza wyszła z taką deklaracją – dokumenty i wspomnienia podają w tej kwestii sprzeczne informacje. Nie zmienia to faktu, że druga połowa kwietnia przyniosła znaczne ożywienie w relacjach Niemiec i ZSRR. Dwudziestego pierwszego kwietnia w Moskwie Stalin zwołał pilną naradę najważniejszych sowieckich dygnitarzy.

Obecni byli między innymi ludowy komisarz spraw zagranicznych Maksim Litwinow oraz członkowie politbiura – Mołotow, Kaganowicz i Woroszyłow. Wezwano też ambasadorów z Londynu i Berlina, Iwana Majskiego i Aleksieja Mierikałowa. Spotkanie trwało nieco ponad trzy godziny i dotyczyło polityki wobec Niemiec. Za utrzymaniem antyniemieckiej postawy opowiadał się mający żydowskie pochodzenie komisarz Litwinow oraz ambasador w Berlinie Mierikałow, który sugerował, że Hitler napadnie na ZSRR za około dwadzieścia trzy lata i dlatego nie należy z nim wchodzić w układ.

Z kolei zwolennikiem koncepcji porozumienia z Berlinem był Wiaczesław Mołotow. Dokładne szczegóły nie są znane, ale to prawdopodobnie wtedy Stalin podjął decyzję o zawarciu układu z Hitlerem. Krótko po tym tajemniczym spotkaniu stanowisko stracił Litwinow, a jego miejsce wkrótce zajął Mołotow. Zmianę tę z sympatią odczytał Hitler.

W Niemczech uważano, że prozachodnia orientacja byłego komisarza została zakwestionowana przez Stalina, a nominacja Mołotowa oznaczała przejęcie kontroli nad sowiecką polityką zagraniczną przez samego dyktatora. W korpusie dyplomatycznym spekulowano, że nieoczekiwana zmiana zapowiada rychły zwrot w stosunkach sowiecko-niemieckich. Na przeszkodzie układu Berlin–Moskwa przez bardzo długi czas stał jednak sam Hitler. W przeciwieństwie do Stalina, który chętnie powitałby pakt z Niemcami, Hitler był zakładnikiem własnej ideologii, przywiązany do antykomunizmu.

Trudno było mu podjąć decyzję o sprzymierzeniu się z największym obok Żydów wrogiem. Nie wiedział też, czy sowieckie podchody nie są jedynie grą wobec Francji i Anglii, i zastanawiał się, jak na taki układ zareaguje Japonia, z którą Niemcy podpisały przecież pakt antykominternowski wymierzony w ZSRR. Niektórzy historycy nie wykluczają, że hitlerowscy dygnitarze celowo przedstawiali swemu wodzowi zniekształcone raporty, aby zaktywizować relacje Berlina z Moskwą i zneutralizować jego ideologiczne uprzedzenia. Największy udział w budowaniu nowych stosunków miał z pewnością Ribbentrop.

Autor jego biografii twierdził, że porozumienia z ZSRR szukał już w 1937 roku, jeszcze jako ambasador w Wielkiej Brytanii, gdzie spotkał się z licznymi szyderstwami, których Brytyjczykom nigdy nie zapomniał. Od momentu objęcia teki ministra spraw zagranicznych to właśnie Londyn, a nie Moskwę, uważał za wroga numer jeden. Wychodził z założenia, że Berlina od Moskwy nie dzieli aż tak wiele, a o wiele bardziej odległe od ZSRR są kapitalistyczne Londyn i Paryż. Z tymi postulatami przekonywał Hitlera o możliwości porozumienia.

Ten jednak wciąż nie podejmował decyzji. Dwudziestego ósmego kwietnia Hitler wypowiedział Polsce deklarację o niestosowaniu przemocy, a w tym samym przemówieniu znów nie padło ani słowo o Związku Sowieckim. Trzeciego maja Hitler otrzymał od Sowietów sygnał, którego nie sposób było zignorować – Mołotow otrzymał nominację na nowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR, a mający żydowskie pochodzenie i nastawiony prozachodnio Litwinow odszedł. Stanowisko ambasadora stracił także Mierikałow, a jego miejsce w Berlinie zajął Georgij Astachow – ten sam, który jeszcze niedawno jako konsul rozmawiał z wysłannikiem Ribbentropa.

Każdy, kto od tej pory negował nawiązanie przez ZSRR relacji z Rzeszą, był przez Stalina spychany na boczny tor. Hitler wciąż jednak wahał się z ostateczną decyzją. Tymczasem 5 maja 1939 roku Józef Beck z mównicy w polskim Sejmie udzielił ostrej odpowiedzi Hitlerowi. Od tej chwili relacje polsko-niemieckie niemal całkowicie się załamały.

Ostatnie trzy miesiące przed wojną Hitler spędzał głównie w swojej willi w Berchtesgaden oraz w Monachium, przyjmował gości, uczestniczył w festiwalu wagnerowskim w Bayreuth, a w Niemczech trwała propagandowa kampania antypolska i antybrytyjska. Sojusz ZSRR mógłby nie tylko zneutralizować interwencję Zachodu w razie wojny z Rzeczpospolitą, ale też całkowicie odizolować państwo polskie. Na przeszkodzie stały tylko wątpliwości Hitlera, stale przełamywane przez Ribbentropa. Decyzję Hitler podjął zapewne na przełomie czerwca i lipca.

Z niepokojem obserwował negocjacje wojskowe brytyjsko-francusko-sowieckie. Jego nadrzędnym celem stało się wejście w układ ze Stalinem nie po to, aby wspólnie zaatakować Polskę, ale żeby zablokować możliwość porozumienia na linii Zachód–Sowieci. Współpraca z Kremlem nie była mu potrzebna do rozprawienia się z Polską, ale grała istotną rolę jako środek służący do jej wyizolowania i pozbawienia wsparcia zachodnich sojuszników. Pakt ze Stalinem traktował jako taktyczny wybieg, a dochodził też powoli do przekonania, że sojusz z ZSRR dałby mu bezpieczne tyły w razie przyszłej wojny z Francją.

W końcu kanclerz zezwolił na zintensyfikowanie relacji z sowieckimi dyplomatami. Stalin celowo narzucał potencjalnym zachodnim partnerom warunki nie do zaakceptowania. Czekał na reakcję Hitlera, a negocjacje z aliantami wywierały na Niemcy presję – jak się okazało, bardzo skuteczną. W lipcu relacje Berlina z Moskwą zaczęły się intensyfikować.

Dwudziestego szóstego lipca Astachow spotkał się z niemieckim dyplomatą Karlem Schnurrem. Sowiecki dyplomata oznajmił, że ZSRR uznaje kraje bałtyckie, Finlandię i Rumunię za swoją strefę wpływów, a w sprawie Polski oświadczył, że Gdańsk i korytarz powinny należeć do Niemiec. Kilka dni później, zapewne już z poparciem Hitlera, z Astachowem spotkał się Ribbentrop, który oznajmił, że Niemcy są gotowe do odnowienia relacji z sowiecką Rosją, i delikatnie napomknął, że Rzesza jest gotowa wspólnie z ZSRR omówić sprawę Polski. Informacje przekazano do Moskwy, a Stalin i Mołotow zasygnalizowali gotowość do rozmów.

Wówczas doszło do spotkania Mołotowa z niemieckim ambasadorem Schulenburgiem. Niemiecki dyplomata dawał do zrozumienia sowieckiemu komisarzowi, że Rzesza byłaby skłonna współdziałać z Moskwą podczas zbliżającej się wojny, między wierszami sugerując rozbiór Rzeczypospolitej. Mołotow wyraził chęć współpracy, ale napominał o niefortunnych akcentach z przeszłości – o sojuszu Niemiec z Japonią, pakcie antykominternowskim i Monachium. Schulenburg odparł, że oba kraje powinny zostawić przeszłość i skupić się na przyszłości.

Mołotow obiecał rozważyć propozycję ze Stalinem, lecz Schulenburg nie był zadowolony z rozmowy i odniósł wrażenie, że Sowieci jednak będą dążyć do układu z aliantami. Jego wątpliwości szybko zostały rozwiane – piątego sierpnia Astachow oznajmił Schnurrowi, że Stalin i Mołotow są gotowi do negocjacji. Czternastego sierpnia Ribbentrop rozesłał Schlenburgowi dokładną instrukcję na kolejne spotkanie z Mołotowem, rozpisana w sześciu punktach. Uznawał w niej wrogość między Niemcami a Rosją za zamkniętą przeszłość, dodawał, że oba kraje mają wspólnego wroga – zachodnie demokracje – i że kryzys w relacjach Niemiec z Polską wymaga pośpiesznego wyjaśnienia stosunków niemiecko-sowieckich.

Ribbentrop rozkazał też oświadczyć Stalinowi, że tylko jego bezpośrednia dyskusja może przyczynić się do szybkich zmian i położyć podwaliny pod nowe stosunki niemiecko-rosyjskie. Piętnastego sierpnia wieczorem Schulenburg opuścił bal w niemieckiej ambasadzie i udał się do Mołotowa, któremu przedstawił sześć punktów Ribbentropa oraz chęć przyjazdu ministra do Moskwy. Tymczasem w Berlinie Ribbentrop tej samej nocy nie spał, czekając na raport. Wyczekiwana wiadomość dotarła w środę rano.

Wynikało z niej, że Sowieci są otwarci na negocjacje, a Mołotow zaproponował podpisanie paktu o nieagresji między Niemcami a ZSRR. Ribbentrop błyskawicznie udał się do Hitlera do Berchtesgaden. Dotarł tam dopiero w nocy, gdy Hitler już spał, więc czekał długie godziny. Gdy w końcu został przyjęty, obaj mogli triumfować – od tej pory minister miał pełne poparcie wodza w kwestii zawarcia sojuszu ze Stalinem.

Siedemnastego sierpnia Ribbentrop był niezwykle nerwowy. Niemcy już za tydzień planowały atak na Polskę, dlatego minister chciał lecieć do Moskwy jak najszybciej. Sowieci wręcz przeciwnie – nie spieszyli się, wiedząc, że Niemcy będą skorzy do ustępstw, a jednocześnie cały czas utrzymywali kontakt z aliantami, tocząc negocjacje na dwa fronty. Ribbentrop zgodził się na pakt o nieagresji i dał do zrozumienia, że konflikt z Polską się zaostrza.

Mołotow odpisał, że zmiana kursu w niemieckiej polityce zagranicznej bardzo go cieszy, i zasugerował, że wstępem do paktu mogłaby być umowa kredytowo-handlowa. Ribbentrop znów zasygnalizował chęć przyjazdu do Moskwy w celu podpisania paktu o nieagresji oraz specjalnego protokołu mającego uregulować wzajemne strefy wpływów w rejonie między innymi Morza Bałtyckiego. Mołotow wciąż jednak grał na zwłokę – nanosił poprawki, przeciągał podpisanie umowy handlowej. W końcu dziewiętnastego sierpnia oba kraje podpisały w Berlinie umowę handlowo-kredytową.

Niemcy miały udzielić Rosjanom kredytu na zakup niemieckiej broni, urządzeń i technologii wojskowej, a Moskwa obiecała dostarczać do Rzeszy surowce. Dzień później do Berlina wpłynęło oficjalne zaproszenie Ribbentropa do Moskwy, ale dopiero na 26 sierpnia – dla Niemiec to już za późno, bo tego dnia miała rozpocząć się inwazja na Polskę. Wtedy do sytuacji wtrącił się Hitler. Dwudziestego sierpnia Ribbentrop przekazał do Moskwy list zaadresowany przez samego Hitlera do Stalina.

Była to pierwsza w historii taka sytuacja. W liście Hitler pisał między innymi o tym, że cieszy się z zawarcia umowy handlowej, że relacje Niemiec z Polską są nie do zniesienia, i sugerował, że dobrze by się stało, gdyby Ribbentrop, wyposażony we wszelkie pełnomocnictwa do podpisania paktu o nieagresji oraz dodatkowego protokołu, mógł pojawić się w Moskwie najpóźniej 23 sierpnia. Dwudziestego pierwszego sierpnia Stalin odpowiedział – zgodził się na przyjazd Ribbentropa do Moskwy 23 sierpnia i wyraził gotowość do podpisania paktu o nieagresji i dodatkowego tajnego protokołu. Ribbentrop przekazał Hitlerowi te informacje telefonicznie.

Hitler nie posiadał się z radości. „Wspaniale, gratuluję! ” – wykrzyczał do Ribbentropa przez telefon, po czym, odkładając słuchawkę, zwrócił się do najbliższych współpracowników i dodał: „Stalin się zgodził.

Teraz mam świat w kieszeni”.