PUBLICZNE EGZ3KUCJE w Obozie Koncentracyjnym Stutthof Są TRUDNE do Przełknięcia

PUBLICZNE EGZ3KUCJE w Obozie Koncentracyjnym Stutthof Są TRUDNE do Przełknięcia

4 lipca 1946 roku ponad sto tysięcy ludzi zgromadziło się na wzgórzu Biskupia Górka w Gdańsku, aby być świadkami wydarzenia bez precedensu w powojennej Polsce. Na oczach tłumu powieszono jedenastu byłych funkcjonariuszy obozu koncentracyjnego Stutthof – pięć kobiet i sześciu mężczyzn. Był to pierwszy tak spektakularny, publiczny akt rozliczenia ze zbrodniami nazistowskimi na polskiej ziemi. Władze Polski nie chciały jednak tylko wymierzyć kary.

Thumbnail

Publiczna egzekucja miała być symbolicznym dowodem, że era bezkarności sprawców Holocaustu definitywnie się skończyła, a nowe państwo polskie jest w stanie wymierzyć sprawiedliwość na najwyższym szczeblu. Szubienice ustawiono na podwyższonych platformach, aby cały tłum – szacowany nawet na 200 tysięcy osób – mógł obserwować przebieg egzekucji. Skazani należeli do bezpośredniego aparatu terroru obozu Stutthof. Wśród nich byli strażnicy SS, personel administracyjny oraz nadzorczynie z kobiecego korpusu SS-Aufseherinnen.

Proces, który ich osądził, odbył się w Gdańsku między kwietniem a majem 1946 roku na podstawie dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 31 sierpnia 1944 roku, który pozwalał na ściganie zbrodniarzy wojennych. Zarzuty obejmowały morderstwa, tortury, udział w selekcjach do komory gazowej oraz współudział w ludobójstwie. Trybunał nie pozostawił skazanym żadnych złudzeń – wyroki śmierci zostały wykonane bez prawa do apelacji. Świadkowie zeznawali, że egzekucje były szczególnie brutalne, ponieważ skazanym zapewniono krótki upadek, co oznaczało śmierć przez powolne duszenie, a nie złamanie karku.

Obóz Stutthof, założony 2 września 1939 roku, zaledwie dzień po wybuchu II wojny światowej, był jednym z najdłużej działających nazistowskich obozów. Początkowo miał być miejscem internowania polskiej inteligencji z Pomorza, jednak z czasem stał się ogromnym kompleksem pracy przymusowej i zagłady. Przeszło przez niego około 110 tysięcy więźniów, z których około 65 tysięcy straciło życie. Początkowo obóz podlegał lokalnej policji Wolnego Miasta Gdańska, ale w styczniu 1942 roku, po osobistej inspekcji Heinricha Himmlera, został oficjalnie wcielony do systemu obozów koncentracyjnych SS.

To zapoczątkowało jego masową rozbudowę i biurokratyzację terroru. W obozie zaczęto wdrażać nowoczesne metody rejestracji, a więźniowie stawali się jedynie jednostkami w logistycznej machinie zagłady. W 1944 roku, wobec postępów Armii Czerwonej, do Stutthofu deportowano około 50 tysięcy Żydów z Litwy, Łotwy i innych regionów. Warunki były tak ekstremalne, że śmiertelność sięgała ogromnych rozmiarów.

Obóz pełnił wówczas funkcję zarówno obozu tranzytowego, jak i miejsca ostatecznej zagłady. Stutthof dysponował własną komorą gazową, w której używano Cyklonu B. Była ona mniejsza niż w Auschwitz, ale wystarczająca do zabijania setek osób tygodniowo. Egzekucje przeprowadzano również przez śmiertelne zastrzyki fenolu, rozstrzeliwania, a nawet przy użyciu wytresowanych psów.

Więźniowie umierali także z głodu, chorób i wycieńczenia pracą niewolniczą w zakładach zbrojeniowych. Szczególnym rozdziałem w historii obozu był udział kobiet. Ponad 130 nadzorczyń służyło w Stutthofie między 1942 a 1945 rokiem. Nie były one biernymi obserwatorkami – ich brutalność często przewyższała okrucieństwo męskich strażników.

Jenny Barkman, nazywana przez więźniarki „Piękną Bestią”, słynęła z sadystycznych zachowań i arbitralnego wybierania ofiar do komory gazowej. Gerda Steinhoff awansowała na jedną z najwyższych rangą nadzorczyń, osobiście nadzorując egzekucje w podobozach. Ewa Paradies wlewała lodowatą wodę na nagie ciała więźniarek podczas zimy, a Wanda Klaff słynęła z wymyślnych kar psychicznych i fizycznych. Ich proces w 1946 roku był precedensem, ponieważ po raz pierwszy w tak znaczącej skali kobiety zostały uznane za główne sprawczynie ludobójstwa.

Skazano je na śmierć i powieszono publicznie. W styczniu 1945 roku, gdy Armia Czerwona zbliżała się do obozu, SS rozpoczęło ewakuację więźniów. Marsze śmierci, podczas których panowały temperatury sięgające minus 20 stopni, pochłonęły tysiące ofiar. Więźniowie szli pieszo bez odpowiedniego ubrania i jedzenia, a każdy, kto nie nadążał, był natychmiast rozstrzeliwany.

Część transportów próbowano ewakuować drogą morską, co zakończyło się tragedią – 3 maja 1945 roku brytyjskie samoloty zatopiły statek Cap Arkona, zabijając ponad 4 tysiące więźniów. Gdy radzieccy żołnierze weszli do obozu 9 maja 1945 roku, zastali jedynie około stu żywych więźniów. Teren był zaśmiecony ciałami, a krematoria częściowo zniszczone. SS próbowało zatrzeć ślady, ale pozostawione dowody – dokumenty, fotografie i zeznania ocalałych – posłużyły później jako kluczowy materiał dowodowy w procesach sądowych.

Pierwszy proces personelu Stutthofu zakończył się w maju 1946 roku. Spośród trzynastu oskarżonych jedenaście osób skazano na śmierć. Publiczna egzekucja 4 lipca tego samego roku była celowym spektaklem. Lokalni duchowni odmówili asystowania skazanym, a katów zastąpiono techniką polegającą na odjeżdżających ciężarówkach, które zostawiały skazanych wiszących na szubienicach.

Niektórzy skazani – w tym jedna z kobiet i dwóch mężczyzn – stawiali opór przed egzekucją. Drugi proces, w 1947 roku, objął 24 kolejnych funkcjonariuszy, w tym personel podobozów. Zapadło wówczas osiem wyroków śmierci oraz wyroki więzienia. Kolejne lata przyniosły jednak długą ciszę w niemieckim wymiarze sprawiedliwości, który przez dekady unikał ścigania sprawców zbrodni z okresu nazizmu.

Przełom nastąpił w 2011 roku po procesie Johna Demjaniuka, kiedy to niemieckie sądy uznały, że sam fakt pełnienia funkcji w obozie zagłady – nawet bez bezpośredniego udziału w zabójstwach – czyni daną osobę współwinną ludobójstwa. Ta zmiana prawna pozwoliła na ściganie ostatnich żyjących sprawców. W 2020 roku Bruno Dey, 93-letni strażnik wieży w Stutthofie, został skazany za współudział w morderstwie ponad 5 tysięcy osób. Najbardziej symbolicznym przypadkiem był jednak proces Irmgard Furchner, sekretarki SS w Stutthofie.

W grudniu 2022 roku, jako pierwsza kobieta w Niemczech, została skazana za swoją rolę administracyjną w obozie – przepisywała rozkazy deportacji i prowadziła listy więźniów. Sąd uznał, że jej biurowa praca była niezbędnym ogniwem w machinie zagłady. Furchner, która w chwili zatrudnienia miała zaledwie 18 lat, została skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

Zmarła w styczniu 2025 roku w wieku 99 lat, zamykając tym samym ostatni rozdział sądowych rozliczeń z Holocaustem.