Zapomniany zamach na Prezydenta USA – Miami 1933

Zapomniany zamach na Prezydenta USA - Miami 1933

15 lutego 1933 roku, na miesiąc przed oficjalnym zaprzysiężeniem, Franklin Delano Roosevelt znalazł się w centrum zamachu, który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej niedocenianych incydentów w amerykańskiej polityce. Prezydent elekt Stanów Zjednoczonych, który kilka miesięcy wcześniej miażdżąco pokonał Herberta Hoovera w wyborach, padł ofiarą strzałów oddanych przez włoskiego anarchistę, Giuseppe Zangarę. Całe zdarzenie rozegrało się na oczach tysięcy ludzi w parku Bayfront w Miami, a ocalenie Roosevelta zawdzięczano przypadkowi, refleksowi jednej kobiety i kilku centymetrom. Roosevelt, wybrany w listopadzie 1932 roku, wykorzystał ostatnie tygodnie przed inauguracją na odpoczynek.

Thumbnail

Na początku lutego 1933 roku wypłynął w rejs po Karaibach na luksusowym, 80-metrowym jachcie należącym do wpływowego biznesmena i filantropa Vincenta Astora. W gronie przyjaciół prezydent elekt spędzał czas, łapiąc siły przed objęciem urzędu w wyjątkowo trudnym dla Ameryki okresie. W liście do matki pisał o fantastycznym wypoczynku i zapewniał, że po zejściu na ląd będzie pełen zdrowia i wigoru. Ten wypoczynek zakończył się 15 lutego w Miami, gdzie Roosevelt miał wygłosić krótkie przemówienie do weteranów zrzeszonych w organizacji Legion Amerykański.

Wieczorem w Bayfront Park zgromadziło się około 20 tysięcy osób. Roosevelt, zmęczony podróżą, nie opuszczał nawet swojego kabrioletu i przemawiał, siedząc na podwyższonym siedzeniu z tyłu samochodu. Jego wystąpienie trwało mniej niż minutę. W tłumie, obok weteranów i gapiów, znalazł się także burmistrz Chicago, Anton Cermak.

Jego obecność w Miami była zaskoczeniem, ponieważ to miasto dzieliło od Chicago ponad 1300 mil. Cermak, Amerykanin czeskiego pochodzenia, był związany z Partią Demokratyczną, jednak podczas prawyborów poparł rywala Roosevelta, Ala Smitha. Ta decyzja okazała się, jak sam później przyznawał, jedną z jego największych politycznych pomyłek. Do Miami przybył skruszony, licząc na poprawę relacji z przyszłym prezydentem, co było dla niego kluczowe w walce z problemami ekonomicznymi Chicago.

Roosevelt po przemówieniu zamienił z Cermakiem kilka ciepłych słów i właśnie wtedy rozległy się strzały. Prezydent elekt wspominał później, że w pierwszej chwili sądził, iż słyszy wybuch petardy. Po chwili padły kolejne cztery strzały, łącznie pięć. Zamachowiec celował w Roosevelta, ale jego broń nie była skuteczna dzięki natychmiastowej reakcji stojącej obok kobiety, Lillian Cross.

Kobieta, dostrzegłszy wycelowany pistolet, wytrąciła napastnikowi ramię swoją torebką, przez co wszystkie strzały okazały się niecelne. Mimo to ofiar nie brakowało – jedna z kul raniła agenta Secret Service w rękę, kolejna trafiła w klatkę piersiową burmistrza Cermaka, a jeszcze jedna zraniła kobietę stojącą za prezydentem. Całe zajście trwało zaledwie kilka sekund. Roosevelt, wykazując się niezwykłym opanowaniem, siedział praktycznie nieruchomo.

Ochrona błyskawicznie poderwała limuzynę, a ranny Cermak został przeniesiony do auta. Dwa dni po zamachu prezydent elekt opisywał dziennikarzom dramatyczną podróż do szpitala. Roosevelt trzymał burmistrza, próbując wyczuć jego puls, który początkowo wydawał się zatrzymany. Cermak wkrótce odzyskał przytomność i w szpitalu Jackson Memorial miał powiedzieć Rooseveltowi słowa: „Cieszę się, że to byłem ja, nie ty”.

Prezydent elekt odwiedził także pozostałych rannych, ale rana płuc Cermaka okazała się śmiertelna. Burmistrz Chicago zmarł 6 marca w wyniku powikłań. Sprawcą zamachu okazał się Giuseppe Zangara, włoski anarchista, który przybył do Stanów Zjednoczonych w 1923 roku. Ciężko pracował fizycznie, zmagał się z bólami żołądka, a po kryzysie gospodarczym także z biedą i głodem.

Rewolwer, którego użył, kupił za osiem dolarów w lombardzie w Miami. Zangara był niskiego wzrostu, co zmuszało go do stawania na palcach, aby oddać celny strzał. Podczas pierwszych przesłuchań twierdził, że nie czuje osobistej nienawiści do Roosevelta, ale jako anarchista jest wrogiem wszelkich kapitalistów, przywódców i prezydentów. Po zamachu pojawiły się kontrowersyjne pogłoski, jakoby prawdziwym celem Zangary był Anton Cermak, a nie Roosevelt.

Argumentem miały być kłopoty burmistrza z chicagowską mafią, która traktowała go jak wroga numer jeden. Teoria ta nie znalazła jednak żadnych potwierdzeń – Zangara nigdy nie był w Chicago i nie wykazano u niego żadnych kontaktów ze światem przestępczym. Opisywano go raczej jako niezrównoważonego fanatyka, gotowego do skrajnych poświęceń. Lekarze badający zamachowca nie byli zgodni, czy cierpi na chorobę psychiczną, czy jest zupełnie zdrowy.

Prasa nie szczędziła mu brutalnych, często ksenofobicznych epitetów, które dziś byłyby nie do pomyślenia. Proces Zangary przebiegał wyjątkowo szybko. Początkowo, gdy Cermak jeszcze żył, skazano go na 80 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa. Po śmierci burmistrza proces wznowiono, a oskarżenie zmieniono na morderstwo.

W trakcie przesłuchań zamachowiec otwarcie bronił swojego czynu. W rozmowie z prokuratorem przyznał, że poszedł zabić prezydenta, bo kapitaliści zniszczyli mu życie, i że nie żałuje zamachu, a jedynie tego, że mu się nie powiódł. Jego wypowiedzi szeroko relacjonował „New York Times”, a reporterzy nieraz przedstawiali go w sposób, który budził kontrowersje, jakby był celebrytą. W drugim procesie Zangara został skazany na śmierć na krześle elektrycznym.

Wyrok wykonano 20 marca 1933 roku w więzieniu stanowym na Florydzie. Tuż przed egzekucją zamachowiec miał wykrzykiwać hasła przeciw kapitalistom, a siedząc na krześle, ponaglać strażnika. Był też rozczarowany, że podczas egzekucji nie było żadnego fotografa. Tymczasem 4 marca 1933 roku Roosevelt objął urząd prezydenta.

Jak pisał jego biograf Jean Edward Smith, prozaiczna reakcja Roosevelta na otarcie się o śmierć wzmocniła pewność siebie narodu. Jego odwaga i pogarda dla niebezpieczeństwa sprawiły, że kraj stanął za nim, co było szczególnie ważne w okresie bezprecedensowego bezrobocia, głodu i biedy. Pogrzeb Antona Cermaka odbył się 14 marca i zgromadził około 50 tysięcy osób. Na jego nagrobku wyryto słowa, które wypowiedział do Roosevelta w szpitalu.

Wydarzenia w Miami upamiętniono również w popkulturze, m. in. w popularnym serialu „Nietykalni” z 1959 roku, gdzie pojawiła się ekranizacja zamachu.

Giuseppe Zangara, człowiek, który o mały włos nie zmienił biegu amerykańskiej historii, został stracony 20 marca 1933 roku.