Lata trzydzieste XX wieku, na Podlasiu, niespełna półtora kilometra od wsi Stara Grzybowszczyzna, powstała osada, która miała stać się nowym Jeruzalem. Jej założyciel, samozwańczy prorok Ilia, ściągał do siebie ludzi z całej wschodniej Polski. Wierni porzucali rodziny, sprzedawali majątki i deklarowali mu fanatyczną wierność. U progu tego niezwykłego zjawiska stał człowiek, którego nikt wcześniej nie znał, a który z biegiem lat uwierzył, że jest drugim wcieleniem Chrystusa.

Eliasz Klimowicz był prostym, niepiśmiennym chłopem z Podlasia. Jego postać zaczęła zyskiwać rozgłos około 1904 roku, gdy miał otrzymać zgodę na wybudowanie cerkwi w Grzybowszczyźnie. Budowy nie ukończył przed wybuchem I wojny światowej. Dopiero po wojnie, w niepodległej Polsce, przekonywał, że to głos Boży objawił mu się we śnie i nakazał dokończyć dzieło.
Nie miał jednak środków na budowę. Sprzedał własne gospodarstwo, co sprawiło, że opuściła go żona i córka. W 1926 roku władze II Rzeczypospolitej wydały zezwolenie na budowę. To, że zwykły chłop samodzielnie finansował świątynię, wzbudziło powszechny podziw.
Klimowicz stawał się autorytetem dla miejscowej ludności, która od dawna nie miała duchowego przewodnika. Z czasem zaczął udzielać porad medycznych, miał uzdrawiać i prorokować. Słynął też z działalności dobroczynnej, za co władze państwowe odznaczały go medalami. Krążyły legendy o jego leczeniu Duchem Bożym.
W 1929 roku ukończono cerkiew Narodzenia Świętego Jana Chrzciciela w Starej Grzybowszczyźnie. Wkrótce do nowej świątyni pielgrzymowali nie tylko mieszkańcy Podlasia, ale także sąsiednich województw. Nie oblegali jednak prawosławnych duchownych, lecz samozwańczego proroka, którego wszyscy nazywali Ilią. Miejscowi znali Klimowicza od lat i uważali go raczej za nieszkodliwego szaleńca.
Niektórzy wprost szydzili, że niepiśmienny człowiek ogłosił się prorokiem. Im dalej jednak od Grzybowszczyzny, tym więcej osób wierzyło w jego nadprzyrodzone moce. Legendy o cudownych czynach dawały mu niesamowity rozgłos w zacofanej części kraju. Konflikt z cerkwią prawosławną narastał.
Hierarchowie zarzucali Klimowiczowi hochsztaplerstwo, herezję i błędną interpretację Biblii. Wierni na każdą krytykę reagowali agresywnie. W 1933 roku w jednej z podlaskich wsi miejscowy proboszcz skrytykował działalność proroka, co doprowadziło do zamieszek podczas nabożeństwa. Jeszcze większa afera wybuchła we wsi Ciełuszki.
Z miejscowych kronik parafialnych zachował się opis zdarzenia, w którym młoda sekciarka zrzuciła z siebie ubranie i naga biegała ulicą, nawołując do pokuty, wybijając okna w domach własnych i innych sekciarzy. Gdy krzyczała, że nadchodzi koniec wszystkiego starego, zaczęła łamać krzyże cmentarne i burzyć ogrodzenie. Współwyznawcy zakuli ją w żelazną obręcz, przywiązali łańcuchem do ściany i tak przetrzymywali przez rok. Mimo że miotała się i przeklinała, uważali ją za świętą, ponieważ według ich relacji przez trzydzieści cztery dni jadła tylko trzy razy.
Spór między prorokiem a władzami cerkwi doprowadził w końcu do kompromisu. Klimowicz miał wstąpić do zakonu jako mnich, co dawałoby mu prawo odprawiania nabożeństw. W zamian miał przepisać cerkiew na prawosławny konsystorz z Grodna. Porozumienie legło jednak w gruzach latem 1934 roku, w dniu, gdy Klimowicz miał odbyć postrzyżyny.
Na uroczystości pojawiło się wielu fanatycznych zwolenników Eliasza, którzy zamiast standardowych pieśni zaczęli intonować pieśni wielkanocne. Przesłanie było jasne – oto człowiek, który jest niczym kolejne wcielenie Chrystusa. Prowadzący uroczystość biskup uznał to za herezję, przegnał tłum i wyznaczył do cerkwi innego duchownego. Prorok zrzucił szaty zakonne, przegnał biskupów i rozpoczął sądową batalię o odzyskanie świątyni.
W 1938 roku sąd rozstrzygnął sprawę na jego korzyść. Moment zerwania z cerkwią był przełomowy. W drugiej połowie lat trzydziestych Klimowicz założył osadę Wierszalin, wybudował tam trzy budynki i otoczył się wiernymi. Jego działalność przybrała czysto sekciarski charakter.
Do proroka ściągały całe procesje. W samym powiecie bielskim według wyliczeń jednego z duchownych miało być około tysiąca wiernych i kilka tysięcy sympatyków. Liczby te są jednak trudne do zweryfikowania. W sekcie panował organizacyjny chaos, brakowało spójnego światopoglądu.
Część wyznawców nazywała siebie apostołami, aniołami lub posłańcami, a samego Klimowicza porównywano do Jezusa Chrystusa. Jednym z tak zwanych apostołów był Paweł Bielski, który jako pierwszy przypisywał Klimowiczowi boskie cechy i nazywał go wprost bogiem. Porzucił dom i rodzinę, przepowiadał rychły koniec świata i nakłaniał bliskich do sprzedawania majątków. Spośród wszystkich członków sekty to on zdawał się odlecieć najdalej.
Zachowane teksty przypisują biblijne historie wydarzeniom na Grzybowszczyźnie, a spośród sekciarzy Bielski wyszukiwał osoby, które miały odpowiadać biblijnym postaciom, jak choćby Maryja. Na to miejsce wyznaczył niejaką Ulanę Iwaniuk. Sekciarze zakłócali prawosławne nabożeństwa, wytykali duszpasterzom niekompetencję. Według jednej z najbardziej zatrważających historii Bielski miał nawet aranżować narodziny nowego Chrystusa, dziecka, które poczęte i wychowane w sekcie miało zbawić świat na nowo.
Wierszalin został ogłoszony nowym centrum świata. W osadzie schronienie mieli znaleźć sprawiedliwi, a w przyszłości miało powstać wielkie miasto. Ludzie sprzedawali majątki i oddawali je prorokowi, redagowali ulotki zapowiadające rychły koniec świata. Z uzbieranych środków Klimowicz budował nowe obiekty, słynął z dobrych umiejętności manualnych, położył fundamenty pod nową świątynię i skonstruował obok domu coś w rodzaju elektrowni wiatrowej.
W planach była też budowa szkoły. Prorokował o nadchodzącej apokalipsie, wykorzystując ludzki strach. W domach wiernych wisiały obrazy z jego wizerunkiem, na których przedstawiano go z aureolą niczym świętego. W 1937 roku w Wierszalinie pojawił się reporter dziennika Echo Białostockie.
Jego tekst nosił tytuł W ekstazie wiary czy odmęcie ciemnoty i był najbardziej znanym reportażem o sekcie. Gdy dziennikarz dotarł na miejsce, była już noc. W blasku lamp przed chatą dostrzegł około pięćdziesięciu osób siedzących po turecku na trawie, głównie kobiet w białych chustach, które śpiewały i modliły się. Wyznawcy opisywali mu cuda, jakich miał dokonać Eliasz Klimowicz, uzdrowienia nieuleczalnie chorych, a także magiczne moce wody z jego studni.
W końcu udało mu się porozmawiać z samym prorokiem. Przedstawił go jako niskiego człowieka z ogromną, siwiejącą brodą, bosego, w czarnej kamizelce. Gdy dziennikarz wstał z uszanowaniem, Klimowicz zaprotestował, mówiąc, że jest biednym, prostym chłopem i nie chce, by ktokolwiek okazywał mu cześć. Potem żywo opowiadał o swojej przeszłości, budowie cerkwi, konflikcie z prawosławiem i leczeniu Duchem Bożym.
Reporter obserwował też pielgrzymów, którzy, gdy przechodził obok bosy prorok, padali na kolana i całowali miejsce, gdzie stanęła jego stopa. Apogeum obsesji na punkcie proroka nastąpiło, gdy grupa fanatyków stanęła u progu jego domu z wielkim drewnianym krzyżem, gwoździami i koroną cierniową z drutu kolczastego. Oznajmili Klimowiczowi, że skoro jest drugim wcieleniem Chrystusa, powinien zostać ukrzyżowany. Prorok przestraszył się i zdołał uciec przed brutalną śmiercią.
Historyjka o niedoszłym ukrzyżowaniu przypisywana jest jednak również innemu fanatykowi religijnemu z Podlasia, Mikołajowi Regisowi, który miał uciec przed ukrzyżowaniem przez własnych wiernych, a po jego ucieczce jego wyznawcy przenieśli się do Wierszalina. Nie wiadomo, kogo naprawdę chciano ukrzyżować – Klimowicza czy Regisa, choć profesor Pawluczuk przypisuje całą sprawę Klimowiczowi. U schyłku lat trzydziestych wielu sympatyków opuściło proroka, prawdopodobnie z powodu niespełnionych proroctw, w tym tych o końcu świata. Gdy wybuchła II wojna światowa i na te ziemie wkroczyła Armia Czerwona, los Eliasza Klimowicza pozostaje niejasny.
Najbardziej prawdopodobna wersja mówi, że został zesłany do łagru, z którego uwolniono go w połowie lat czterdziestych. Resztę życia miał spędzić w radzieckim domu starców. Według innej wersji Sowieci, chcąc go upokorzyć, wozić go mieli po jarmarkach w klatce z napisem „polski bóg”. Istnieje też relacja o tym, że został zabity przez białoruską milicję wkrótce po wkroczeniu Sowietów na Białostocczyznę.
Po śmierci proroka sekta nie reaktywowała się. Część wiernych zginęła podczas wojny, inni wrócili do domów. Paweł Bielski wrócił w rodzinne strony i zmarł w 1954 roku. Zachowały się jego religijne wezwania z czasów działalności w sekcie.
Olga D. , kobieta, która wpadła w religijny amok, do końca życia bała się wyszydzenia i nie chciała rozmawiać o dawnych czasach. Ułana Iwaniuk wyszła za mąż i prowadziła całkiem normalne życie. Ślady po sekcie są dziś znikome, choć święte obrazki z wizerunkiem proroka Ilii wciąż wiszą na ścianach domów w tym regionie.
W dawnej osadzie wierszalin nadal stoi drewniana chata, w której prawdopodobnie mieszkał Klimowicz. Krzyż, na którym chciano ukrzyżować proroka, wbito przy drodze do wsi Ozierniki, gdzie stoi do dziś, jako niemy świadek historii, która nadal zadziwia badaczy przedwojennej Polski.