14 marca 1939 roku Emil Hácha, prawnik i humanista, przybył do Berlina, by ratować resztkę Czechosłowacji. Hitler kazał mu czekać do pierwszej w nocy,…

14 marca 1939 roku Emil Hácha, prawnik i humanista, przybył do Berlina, by ratować resztkę Czechosłowacji. Hitler kazał mu czekać do pierwszej w nocy,...

Emil Hácha nie był politykiem ani tym bardziej przywódcą narodowym w klasycznym tego słowa znaczeniu. Prawnik z wykształcenia, sędzia Najwyższego Sądu Administracyjnego, człowiek starej szkoły, konserwatysta wychowany w realiach monarchii habsburskiej, stronił od wielkiej polityki przez całe swoje zawodowe życie. Jeszcze w latach trzydziestych nikomu nie przyszło do głowy, że ten schorowany, wrażliwy intelektualista stanie się jedną z najbardziej tragicznych postaci w dziejach Czech. A jednak los sprawił, że to właśnie on, a nie kto inny, znalazł się na czele państwa w momencie, gdy jego istnienie wisiało na włosku.

Thumbnail

Po układzie monachijskim z września 1938 roku Czechosłowacja przestała być tym, czym była. Okrojona z terenów przygranicznych, pozbawiona naturalnych granic i sojuszników, stała się cieniem dawnego państwa. Wielkie mocarstwa, które jeszcze niedawno gwarantowały jej niepodległość, odwróciły się od Pragi. Prezydent Edvard Beneš złożył urząd i udał się na emigrację, a jego następcą parlament wybrał właśnie Háchę.

Sześćdziesięciopięcioletni wówczas prawnik nie miał żadnego zaplecza politycznego, nie był związany z żadną partią, ale cieszył się autorytetem człowieka uczciwego i praworządnego. Tacy właśnie byli potrzebni tym, którzy po Monachium chcieli odbudować państwo według własnej, autorytarnej wizji. Główny architekt nowego porządku, premier Rudolf Beran, widział w Hásze kogoś, kim można łatwo sterować. Sędzia dał się przekonać argumentom o obowiązku wobec ojczyzny.

Do końca życia pozostał przekonany, że jego powołanie było koniecznością, choć sam miał co do tego wątpliwości, mówiąc bliskim, że czuje się jedynie tymczasowym gospodarzem, rodzajem interreksa oczekującego na powrót prawowitej władzy. Czechosłowacja, którą objął, była państwem zależnym od Trzeciej Rzeszy. Granica z Niemcami przebiegała zaledwie czterdzieści kilometrów od Pragi. Rząd w Pradze musiał lawirować, a Hácha szybko doszedł do wniosku, że nie ma innego wyjścia jak współpraca z Berlinem.

Wierzył, że tylko uległością można ratować resztki suwerenności. Niemcy jednak nie zamierzali bawić się w półśrodki. Widząc słabość zachodnich mocarstw, Hitler postanowił ostatecznie zlikwidować państwo czechosłowackie. Pretekstem stały się naciski na Słowację, która pod niemieckim kierunkiem dążyła do oderwania się od republiki.

Gdy Praga próbowała zdławić te dążenia i aresztowała księdza Jozefa Tiso, Hitler uznał, że ma wystarczający powód do interwencji. W nocy z 14 na 15 marca 1939 roku Hácha wraz z ministrem spraw zagranicznych Františkiem Chvalkovským przybył do Berlina. Hitler kazał im czekać aż do pierwszej w nocy, by spotęgować napięcie. Prezydent, widząc swoją bezsilność, nie cofnął się przed pochlebstwami, nazywając Hitlera najpotężniejszym mężem stanu swoich czasów.

Nie pomogło. Dyktator zarzucił mu dawne antyniemieckie grzechy Czechów, po czym postawił sprawę jasno. O szóstej rano wojska Rzeszy przekroczą granicę, a jeśli napotkają opór, złamią go bezlitośnie. Hásze pozostawiono wybór między kapitulacją a bombardowaniem Pragi.

Pod wpływem tych gróźb prezydent stracił przytomność. Gdy lekarz przywrócił go do życia, uległ. Podpisał zgodę na objęcie narodu czeskiego ochroną kanclerza Rzeszy i rozkaz zabraniający wojsku jakiegokolwiek oporu. Potem miał powiedzieć, że ktoś musiał się poświęcić, więc poświęcił siebie, bo skoro nie mógł uratować państwa, ratował przynajmniej naród.

Czechosłowacja przestała istnieć. Na Słowacji powstało marionetkowe państwo, a z ziem czeskich Niemcy utworzyli Protektorat Czech i Moraw, twór przypominający kolonię afrykańską, wcielony do Rzeszy. Háchę ta decyzja zaskoczyła i głęboko rozczarowała. Spodziewał się podporządkowania, ale nie czegoś, co w nazwie nosiło protektorat.

Niemcy przejęli całą politykę zagraniczną i obronną, pozostawiając Czechom w ograniczonym zakresie kulturę i część gospodarki. Formalnie na czele protektoratu stał Hácha, ale prawdziwą władzę sprawował mianowany przez Hitlera protektor Konstantin von Neurath, dawny minister spraw zagranicznych Rzeszy. Człowiek starych zasad, nie fanatyczny nazista, ale konformista, który w każdej chwili potrafił przypomnieć Czechom o niemieckiej wyższości. Jeszcze groźniejszą postacią był Karl Hermann Frank, dowódca SS i policji w protektoracie, którego Hácha otwarcie się bał.

Mimo upokorzeń Hácha starał się działać. Do rządu protektoratu powoływał ludzi o dużym autorytecie, takich jak generał Alois Eliáš, który podobnie jak prezydent wierzył, że współpraca z Niemcami jest konieczna dla przetrwania narodu. Eliáš jednak w konspiracji utrzymywał kontakt z emigracyjnym rządem Beneša w Londynie, grając podwójną grę. Hácha wspierał też tworzenie Narodowej Wspólnoty, masowej organizacji, która miała skupić Czechów wokół spraw narodowych, chronić język i kulturę.

Zdecydował się nawet na zakaz istnienia innych partii, wierząc, że lepiej ograniczyć demokrację niż oddać władzę czeskim faszystom, którzy wykonywaliby każdy niemiecki rozkaz. W 1940 roku Wspólnota liczyła ponad cztery miliony członków, co Hácha mógł traktować jako mandat do dalszych działań. Nie kwapił się jednak z obroną Żydów, którym wstęp do organizacji był zabroniony, a prezydent nie protestował, gdy zaczęto ich zamykać w gettach i obozach. Hácha stale zabiegał o względy Hitlera.

Składał mu życzenia urodzinowe, gratulował zdobycia Paryża, dziękował za opiekę niemiecką. Czeski ruch oporu nazywał to prostytucją. Gdy w październiku 1939 roku w Pradze wybuchły antyniemieckie rozruchy, Hitler osobiście kazał ukarać Czechów zamknięciem uniwersytetów i zagroził, że jeśli protesty się powtórzą, Czechów czeka los Polaków. Zaczęły się egzekucje.

Hácha w radiowych przemówieniach ostrzegał rodaków przed nieprzemyślanymi działaniami, twierdząc w rozmowach prywatnych, że są zamknięci z uzbrojonym szaleńcem i muszą postępować ostrożnie, by nie zniszczyć narodu. Jednocześnie przyjmował rodziny aresztowanych, które ustawiały się w kolejkach, by prosić go o wstawiennictwo u Niemców. Wielu zawdzięczało mu życie. Za kulisami nieoficjalnie mówił, że z radością powitałby Beneša z honorami, gdyby tylko udało się wyrwać kraj z rąk okupanta.

Z czasem jednak Háchę pochłaniała coraz głębsza depresja. Mówił o rezygnacji, a jego podporządkowanie Niemcom stało się całkowite. Po ataku Niemiec na Związek Radziecki Neuratha zastąpił Reinhard Heydrich, jeden z najbardziej brutalnych ludzi reżimu. Hácha dosłownie drżał przed nim ze strachu.

Heydrich gardził prezydentem, uważając go za przebiegłego Czecha, który upokorzeniem próbuje wynegocjować przywileje. Rozpoczęły się represje. Aresztowano premiera Eliáša i skazano go na śmierć. Życie w protektoracie było jednak nadal stosunkowo spokojne w porównaniu z innymi ziemiami wschodnimi, a Hácha publicznie deklarował antykomunizm, byle tylko Niemcy nie zmusili Czechów do walki na froncie wschodnim.

W listopadzie 1941 roku, podczas uroczystości przekazania Heydrichowi kluczy do czeskich insygniów koronnych, prezydent dał się sfilmować w pozie, która stała się symbolem jego upokorzenia. Gdy w maju 1942 roku przeprowadzono udany zamach na Heydricha, Hácha natychmiast pojawił się przy jego łóżku w szpitalu, a po śmierci protektora wziął udział w uroczystym pogrzebie w Berlinie. Tam po raz ostatni spotkał się z Hitlerem, który zagroził Czechom całkowitą zagładą, jeśli nie oczyścią się z wrogów Rzeszy. W odwecie za zamach Niemcy zrównali z ziemią wsie Lidice i Ležáky, mordując lub deportując ich mieszkańców.

Hácha był zdruzgotany, myślał o samobójstwie, ale nigdy się na nie nie zdecydował. Na siedemdziesiąte urodziny Hitler przysłał mu luksusowego mercedesa, starając się podtrzymać wizerunek współpracującego staruszka. Prezydent podpisywał już wszystko, co kładli przed nim współpracownicy, wykazując objawy, które dziś nazwalibyśmy chorobą Alzheimera. Nie rozpoznawał przedmiotów, zapominał nazwisk, był całkowicie nieobecny.

Historycy do dziś spierają się, czy w tym okresie ponosił jeszcze odpowiedzialność za swoje czyny. Gdy losy wojny odwróciły się przeciw Niemcom, Hácha po raz ostatni wystąpił publicznie, wzywając naród do dalszej współpracy z Rzeszą i potępiając bolszewizm. Jego zdrowie całkowicie się załamało. Ostatnie miesiące spędził odosobniony w zamku Lány.

Po zakończeniu wojny czescy komuniści wydali na niego nakaz aresztowania, ale do przesłuchania nigdy nie doszło. Prezydent nie odpowiadał na pytania, jakby nie był obecny na tym świecie. Przewieziono go do więziennego szpitala w Pradze, gdzie po dwóch dniach agonii zmarł 25 czerwca 1945 roku. Pogrzeb odbył się w tajemnicy.

Przy grobie na cmentarzu Vinohrady stali tylko ksiądz, córka Milada i jej były mąż. Ceremonia trwała niewiele ponad dziesięć minut. Háchę pochowano obok żony, ale na nagrobku przez długie lata nie umieszczono żadnej informacji o tym, kto tam spoczywa. Ocena Emila Háchy pozostaje w Czechach niejednoznaczna.

Dla jednych to tragiczna postać, która nie miała wyboru i w głębi serca pozostała patriotą. Dla innych ktoś, kto od początku podpisał pakt z diabłem i zamiast zrezygnować, brnął we współpracę, która z czasem stała się kolaboracją w najgorszym znaczeniu tego słowa. Nawet Edvard Beneš, jego polityczny adwersarz, bronił go później wobec zachodnich aliantów, pytając, czego mieli oczekiwać od starca, którego pozostawiono samego w takiej sytuacji. Sekretarz Beneša, Eduard Táborský, zapisał w swoim dzienniku, że nie można patrzeć bez współczucia na zmagania tego kruchego człowieka o ostatnie okruchy narodowej autonomii, poniżającego się z największym samozapartym poświęceniem, by ocalić choć garstkę Czechów przed niemieckimi katowniami.

Hácha nigdy nie doczekał się rehabilitacji, a komunistyczne władze tłumiły wszelkie próby jego obrony. Współcześni historycy, skazani na niepewne źródła i pełną sprzeczności spuściznę, zadają sobie pytanie, czy był ofiarą, czy współwinowajcą. Odpowiedź, jak to często bywa w historii, pozostaje niejednoznaczna na zawsze.