Andrzej Rosiewicz, legenda polskiej sceny, autor takich przebojów jak „Najwięcej witaminy” czy „Czy pani Hacha”, przez całą swoją karierę mierzy się z systemem, który nie zabezpieczył go na starość. Artysta, który przez siedem dekad bawił Polaków, ujawnił, że jego miesięczna emerytura wynosi zaledwie 590 złotych. Kwota ta jest niższa niż minimum egzystencji i zmusza 82-latka do ciągłej pracy, aby móc się utrzymać. Rosiewicz urodził się 1 czerwca 1944 roku w Warszawie.

Jako dziewięciolatek trafił do zespołu „Warszawska Dziecięca Piosenka i Taniec”, z którym związany był przez jedenaście lat. Co ciekawe, mimo scenicznej przyszłości, ukończył studia na Wydziale Melioracji Wodnych SGGW, zdobywając tytuł inżyniera. W młodości był też mistrzem Warszawy szkół średnich w kilku dyscyplinach sportowych. W latach 60.
XX wieku wyjechał do Londynu, gdzie pracował fizycznie, uczył się języka i grał w restauracji „Barszcz i łzy”. To właśnie tam, w stolicy Wielkiej Brytanii, nagrał swój pierwszy album. Po powrocie do Polski w latach 70. jego kariera nabrała tempa.
Przeboje takie jak „Najwięcej witaminy”, „Czy pani Hacha” czy „Boysi radar” znała cała Polska, a piosenka „Minęło 40 lat” stała się motywem przewodnim kultowego serialu „40-latek”. Czterokrotnie wygrywał Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jednak te zaszczyty nie przełożyły się na wysokość jego emerytury.
Powód niskiego świadczenia leży w systemie, w którym artyści epoki PRL pracowali na umowach cywilnoprawnych. Koncerty, nagrania i występy były odrębnymi kontraktami, od których odprowadzano minimalne składki lub nie odprowadzano ich wcale. Po transformacji ustrojowej problem nie został rozwiązany – artyści nadal pracowali na umowach, a brak regularnych składek zaowocował niskimi świadczeniami po latach. Problem ten dotyczy całego środowiska artystycznego.
Alicja Majewska podawała, że jej emerytura wynosi nieco ponad 1000 złotych, a Maryla Rodowicz mówiła o świadczeniu w wysokości około 1600 złotych. Artyści drugiego i trzeciego szeregu mogą otrzymywać znacznie mniej. W 2017 roku Rosiewicz nagłośnił swoją sytuację, nazywając świadczenie „skandalicznym”. Podkreślał, że gdyby przestał pracować, nie byłby w stanie przeżyć.
W jednym z wywiadów przyznał, że korzysta z programu 500 plus, który pomaga mu w utrzymaniu trójki dzieci. Jego życie prywatne również stanowi interesującą historię. Przez 50 lat mieszkał z matką, dopóki w 1994 roku na konkursie Miss Podkarpacia nie poznał młodszej o ponad 20 lat Iwony. Pobrali się w 1997 roku, a Rosiewicz został ojcem trójki dzieci.
Jego syn Jędrzej gra na pianinie, Adam na wiolonczeli, a córka Irena na flecie. Nowy rozdział w karierze artysty otworzyła współpraca z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Jeszcze w 2005 i 2007 roku komponował piosenki na kongresy PiS. W 2017 roku nagrał utwór „Trumping i skakanie” poświęcony prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi.
Rok później powstała piosenka „Antek powrót”, w której nawoływał do powrotu Antoniego Macierewicza do polityki. Kontrowersyjne wypowiedzi Rosiewicza dotyczyły również społeczności LGBT+. Artysta mówił m. in.
o „palącej się tęczy” i komentował mężczyzn używających makijażu. Te słowa wywołały falę krytyki, a część odbiorców odwróciła się od jego twórczości. Kulminacją tych kontrowersji był udział w 19. edycji programu „Dancing with the Stars” w 2026 roku.
82-letni Rosiewicz ogłoszony został uczestnikiem show, co wywołało skrajne reakcje. Część widzów była zachwycona energią artysty, część oburzała się na jego poglądy. Media przypomniały wszystkie jego kontrowersyjne wypowiedzi, a w sieci rozpętała się burza. Po miesiącu od ogłoszenia udziału, 10 lipca 2026 roku, pojawiła się informacja, że Rosiewicz rezygnuje z programu.
Oficjalnym powodem były względy zdrowotne – lekarze mieli stwierdzić, że intensywne treningi taneczne mogą być zbyt obciążające dla jego wieku. Jednak nieoficjalnie spekulowano, że stacja wycofała się pod naciskiem opinii publicznej, obawiając się skandalu. Polsat początkowo milczał, a media podawały sprzeczne informacje. Dopiero 3 sierpnia 2026 roku stacja wydała krótkie oświadczenie, potwierdzając, że artysta nie pojawi się w programie z powodu zaleceń lekarzy.
Rezygnacja zamknęła możliwość powrotu Rosiewicza do mainstreamu i znaczącego zastrzyku finansowego, który był dla niego istotny przy skromnej emeryturze. Cała sytuacja unaocznia szerszy problem systemowy. Łączne zadłużenie polskich seniorów w 2026 roku sięga około 12 miliardów złotych. Kwota wolna od zajęć komorniczych wynosi 1401,57 złotych, co oznacza, że komornik nie może zająć nawet złotówki z emerytury Rosiewicza – nie dlatego, że jest chroniona, ale dlatego, że jest po prostu zbyt niska.
W innych krajach artyści mają zapewnione systemy ochrony socjalnej. Francja posiada system Intermittents du spectacle, Niemcy Künstlersozialkasse, a Szwecja rozbudowany system grantów i stypendiów. W Polsce brakuje podobnych rozwiązań, a politycy chętnie odznaczają artystów medalami przy okazji gal, ale nie decydują się na zmiany systemowe. Rosiewicz, mimo trudnej sytuacji finansowej, nie zamierza rezygnować z występów.
Sam o sobie mówi: „emerytowany” artysta, który się nie zatrzymuje. Przy okazji 75. urodzin żartował, że czuje się, jakby miał 57 lat i że podejrzewa, iż jego dokumenty zostały sfałszowane przez tajne służby.
Ta energia i dystans do siebie są prawdopodobnie tym, co pozwala mu wciąż występować na scenie w wieku 82 lat.