Kwiecień 1945 roku. Sytuacja militarna III Rzeszy była przesądzona, a Berlin otaczały wojska alianckie i Armia Czerwona. Właśnie wtedy, w mieście zamienionym w zgliszcza, odbywały się 56. urodziny Adolfa Hitlera.

Dyktator od kilku tygodni przebywał w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy, a atmosfera tego dnia była ciężka i przygnębiająca. Jeszcze sześć lat wcześniej, w 1939 roku, urodziny Hitlera były wielkim świętem państwowym z defiladą wojskową i tłumami na ulicach Berlina. Teraz w tle słychać było ogień artylerii zbliżającej się Armii Czerwonej. Hitler zdawał sobie z tego sprawę i poprosił swojego kamerdynera Heinza Lingego, aby przekazał personelowi, że w obecnych okolicznościach nie ma powodów do składania gratulacji ani organizowania jakiejkolwiek uroczystości.
Jego wola została jednak zignorowana. Zgodnie z dotychczasowym zwyczajem, jeszcze przed północą część najbliższego personelu zgromadziła się w bunkrze, by jako pierwsza złożyć życzenia. Byli wśród nich generał Wilhelm Burgdorf, adiutanci dyktatora, w tym Otto Günsche, oraz szwagier Ewy Brown, Hermann Fegelein. Hitler początkowo zwrócił się do Lingego z wyrzutami, że ten nie posłuchał jego poleceń.
Dopiero interwencja Ewy Brown sprawiła, że zgodził się spotkać z personelem. Był wyraźnie wyczerpany i przybity, potrzebował pomocy przy poruszaniu się. Z trudem przeszedł kilka metrów, by przyjąć krótkie i ciche gratulacje, a jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Po tej scenie Hitler wziął udział w regularnej odprawie z wojskowymi.
Architekt Albert Speer wspominał, że wielu uniknęło kłopotu związanego z gratulacjami, przybywając po prostu na omówienie sytuacji. Nikt nie wiedział, co właściwie powiedzieć, a Hitler przyjmował życzenia chłodno i jakby się wzbraniając. Specjalne życzenia urodzinowe przygotowali dla Hitlera alianci, przeprowadzając z tej okazji intensywny nalot na Berlin. Sen dyktatora nie trwał długo.
O godzinie 9:00 generał Burgdorf zameldował o kolejnych postępach Sowietów, którzy przełamali front w rejonie Chociebuża i znajdowali się niespełna 100 kilometrów od stolicy. Hitler po wysłuchaniu meldunku ponownie położył się spać, prosząc, by obudzić go dopiero o 14:00. Po południu Hitler zjadł śniadanie, a następnie spędził czas na zabawie ze szczeniakami swojej suki Blondi. Około godziny 15:00 z trudem wszedł po schodach, by na moment opuścić bunkier i spotkać się z żołnierzami broniącymi Berlina.
Byli wśród nich żołnierze dywizji SS, oddziały wycofane z Kurlandii oraz bardzo młodzi chłopcy z Hitlerjugend. Przygarbiony i osłabiony Hitler przeszedł wzdłuż szpaleru, przekonując żołnierzy, że walka o Berlin musi zakończyć się zwycięstwem. Tego dnia do Hitlera spływały telegramy i paczki urodzinowe od zagorzałych zwolenników. O swoim wodzu pamiętał też prawnik, który bronił go w sądzie w latach 20.
, przesyłając życzenia, by Hitler „zachowując jak najlepsze zdrowie powstrzymał wroga”. Dzień wcześniej w radiu płomienną mowę wygłosił Joseph Goebbels, który nazywał wojnę decydującą bitwą i przywoływał niedawną śmierć prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta jako znak od Opatrzności. Mało kto brał te zapowiedzi poważnie. Pruska arystokratka i zwolenniczka reżimu Ursula von Kardorff zapisała w dzienniku, że zadawała sobie pytanie, czy mowa Goebbelsa jest świadectwem obłędu czy wyrafinowania.
Zauważała, że dostojnicy partyjni popełniają samobójstwa, ponad połowa Niemiec jest zajęta przez obce wojska, a front wschodni zbliża się nieubłaganie. Nie brakowało jednak ostatnich odruchów fanatyzmu. Zgodnie z tradycją z okazji urodzin Hitlera przyjęto nowych członków Hitlerjugend na berlińskim stadionie. Tego dnia nie było defilad, ale gdzieniegdzie na ruinach budynków pojawiały się flagi ze swastyką i afisze pozdrawiające wodza.
Najważniejszym akcentem dnia była popołudniowa odprawa. W drodze wyjątku uroczystość składania życzeń przez najwyższych przedstawicieli władz odbyła się poza bunkrem, w ogrodach Kancelarii Rzeszy. Dla Hitlera był to moment szczególny – tego dnia ostatni raz widział światło dzienne. Po zejściu do bunkra już nigdy go nie opuścił.
Większość dygnitarzy widziała dyktatora po raz ostatni. Przygarbiony, z drżącą lewą ręką, wyglądał jakby postarzał się o co najmniej 20 lat. Z życzeniami przybyli między innymi Hermann Göring, który pojawił się w skromnym mundurze koloru khaki zamiast swoich zwykle efektownych strojów, oraz Heinrich Himmler, już zdecydowany na podjęcie tajnych negocjacji z aliantami. Obecni byli także szef dyplomacji Joachim von Ribbentrop, którego Hitler nie widział od miesięcy, a także Robert Ley, Albert Speer, Ernst Kaltenbrunner oraz liczni wojskowi, w tym Karl Dönitz, Wilhelm Keitel i Alfred Jodl.
Wielu z nich z niecierpliwością wyczekiwało końca narady, by skupić się na ratowaniu własnej skóry. Tego dnia wielu doradzało Hitlerowi, aby opuścił Berlin i przeniósł kwaterę dowodzenia na południe, do Berchtesgaden. Najbardziej nadgorliwi w namawianiu byli Keitel i Himmler. Hitler wahał się, w jednej chwili zdecydowany zostać w Berlinie, a niekiedy dywagując o kontynuowaniu wojny z południa.
Ostatecznie decyzję pozostawił „losowi”. Z narady najszybciej uciekł Göring, prosząc Hitlera o krótką rozmowę i oznajmiając, że musi udać się na południe kraju w pilnych sprawach. Admirał Dönitz wyjechał z instrukcją kontynuowania wojny na północy. Po zakończeniu spotkania oficjele w pośpiechu zaczęli się rozjeżdżać.
Hitler żalił się później, że przykro mu było patrzeć, jak najważniejsi dygnitarze, którzy przysięgali mu wierność, gorączkowo uciekają, dbając wyłącznie o własny interes. Wieczorem na dziedzińcu Kancelarii Rzeszy zarządzono ewakuację części osobistego sztabu Hitlera w kierunku Berghofu. Sam dyktator wraz z Ewą Brown i garstką współpracowników udał się na kieliszek urodzinowego szampana. Starano się nie rozmawiać o wojnie.
Hitler niewiele mówił i tępym wzrokiem patrzył przed siebie. Gdy sekretarki zasugerowały mu wyjazd z miasta, odpowiedział, że nie może tego zrobić. Stwierdził, że musi doprowadzić do rozstrzygnięcia lub zginąć. Sekretarka Traudl Junge była zaskoczona, gdy Hitler oznajmił im, że nie wierzy już w ostateczne zwycięstwo.
Do tej pory żywiła złudną nadzieję, że istnieje jakiś plan wyjścia z tragicznej sytuacji. Po tym spotkaniu Hitler poszedł odpocząć, a ubrana w połyskującą srebrzystą suknię Ewa Brown odprowadziła go do pokoju. Po powrocie, bardzo pobudzona, oznajmiła, że chce zorganizować spontaniczny bal na piętrze Kancelarii Rzeszy. Miała zaledwie 33 lata i zdawała sobie sprawę, że jej krótkie życie dobiega końca.
Chciała stłumić lęk, jeszcze jeden raz zabawić się tam, gdzie nie było już nic do zabawy. Zorganizowanie zabawy poza bunkrem było bardzo niebezpieczne – w każdej chwili zgromadzonych mógł trafić pocisk. Mimo to spontaniczność wzięła górę. W zabawie wzięli udział nawet najwięksi „sztywniacy”, w tym Martin Bormann i lekarz Hitlera Theo Morell.
Zorganizowano szampana i gramofon. W rytmie szlagieru z 1939 roku ludzie z kręgu Hitlera oddawali się ostatnim aktom hedonizmu. Jak wspominała Traudl Junge: „Pito szampana i głośno się śmiano i ja też się śmiałam, ponieważ nie chciałam płakać”. Ten upiorny bal został drastycznie przerwany przez eksplozję w budynku obok, która przywróciła zebranym poczucie rzeczywistości.
Tak dobiegły końca 56. urodziny Adolfa Hitlera. Było to przedostatnie uroczyste wydarzenie w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy – ostatnim miał być ślub Hitlera z Ewą Brown.